Nie zabijaj dziecka poczętego

Ksiądz profesor Czesław S. Bartnik

W najstarszym modlitewniku chrześcijańskim z końca I wieku pt. „Nauka Pańska, przekazana dla pogan przez dwunastu Apostołów”, po grecku „Didache”, w najstarszym z kolei jego fragmencie pod tytułem: „Droga życia” wśród przykazań Bożych zamieszczone jest przykazanie: „Nie zabijaj płodu; nie odbieraj też życia dziecku nowonarodzonemu” (Didache, I, 2,2). Jest to więc jedno z istotnych przykazań Bożych, bez zachowania którego nie jest się chrześcijaninem we właściwym tego słowa znaczeniu. Ta ochrona życia zasadniczo odróżniała pierwszych chrześcijan od pogan. Dalej jest wyjaśnione: Do Królestwa Bożego nie wejdą „zabójcy dziatek, niszczyciele tworu Bożego” (Didache, I, 5,2). I oto dziś po dwóch tysiącach lat sytuacja się powtarza. Chrześcijanie to są ci, którzy chronią życie dziecka poczętego, a ci, którzy ważą się je z jakichkolwiek powodów zabijać, zwłaszcza ci, którzy rozwijają przemysł zabijania dzieci i stanowią prawa zabijania, to są poganie, często gorsi niż poganie tamtych czasów.


Co się u nas stało 13 kwietnia?


Wiele milionów Polaków 13 kwietnia przeżyło ból i szok. Dzwoniło do mnie wielu ludzi, że nie mogą sobie z tym poradzić. Co się stało z PiS? Czy i oni znowu nas, katolików, oszukali? Czyżby i oni przyjmowali zasadę, że polityka to sztuka kłamstwa – ars mendacii? Przecież zaufaliśmy im w wyborach, bo wydawali się największą siłą polityki polskiej, nie bolszewickiej, nie nihilistyczno-libertyńskiej i nie masońskiej. I uwierzyliśmy ich obietnicy w programie wyborczym, że będą za obroną życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Byliśmy tylko niepewni co do uzyskania 2/3 głosów w Sejmie. Tym bardziej że chodziło nie tylko o silniejszą obronę poczętych, ale także o coś więcej, a mianowicie w ogóle o ochronę przed eutanazją. Obawialiśmy się partii nieczujących ani człowieka, ani Narodu, ani religii, bo weszło do nich dużo drapieżników i nihilistów moralnych, jak do SLD, ale byliśmy pewni LPR, Samoobrony, PSL, a także części PO, no i całego PiS. Tymczasem PiS, jak się okazało w głosowaniu, zawiodło na całej linii i sprawa dopowiedzeń do Konstytucji nie przeszła. Niektórzy mówią, że z niechęci do wicepremiera Romana Giertycha i LPR, którzy ten projekt zainicjowali. Inni byli zdania, że nie należało całej sprawy ruszać, bo w Polsce – rzekomo – i tak jest dobrze. Jeszcze inni uważali, że rzecz nie została dobrze przygotowana, choć pracowano nad nią od jesieni i to pod kierunkiem bardzo szlachetnego człowieka, marszałka Sejmu, Marka Jurka, członka PiS. Jednak nie pokazuje się, że powód jest dużo głębszy, a mianowicie zmiana wartości moralnych przez PiS w tym względzie i odejście od obietnicy wyborczej. Obecnie pan Marek Jurek mówi otwarcie, że przeszkadzali jego akcji sejmowej prezydent i premier z jakichś nieznanych powodów.

Ogólnie PiS zdaje się powoli odchodzić od wartości narodowych, patriotycznych i katolickich ku ideologii brukselskiej. Stąd właśnie nie chciało ściślejszej obrony życia nienarodzonych, coraz wyraźniej partię narodową i katolicką, czyli LPR, nazywając skrajną i radykalną, tak jak mówi i Bruksela. A także Samoobrona krytykowana jest jako tradycyjnie wiejska i przez to trochę „warcholska”. Wiemy, że Bruksela właśnie nienawidzi wsi, zwłaszcza katolickiej, chce tworzyć wielkie farmy neokapitalistyczne. Ponadto w ślad za Brukselą zaczyna się pewna zmiana aksjologii, np. co do życia ludzkiego i jego ochrony. Po pierwszych głosowaniach w Sejmie premier powiedział, że od początku był przekonany, iż poprawka LPR i Marka Jurka nie przejdzie, bo nie uzyska 2/3 głosów. Ale znamienne, że sam nie głosował „za”, a z nim całe przywództwo PiS. Dziwna to logika: mówić, że coś nie przejdzie, choćby było chciane, a jednocześnie głosować tak, żeby nie przeszło. Tymczasem gdyby owych 94 posłów PiS głosowało za poprawką, to by przeszła, z nawiązką. Być może, że owych 94 czekało na głosowanie projektu prezydenckiego, ale przecież wiedzieli, że to jest bubel prawny i merytoryczny i że może się w nim kryć zamiar poszerzenia aborcji, pomijając to, że nie ma w nim mowy o zakazie eutanazji. A miliony z nas, zwłaszcza pozostających w zasięgu Radia Maryja, liczyły na PiS jak kiedyś na „Solidarność”.


Mgła aksjologiczna


Błędne, a może nawet złe intencje PiS, raczej przywództwa PiS, obnażyły się wyraźnie, gdy 12 kwietnia poseł Dariusz Kłeczek zainicjował list, podpisany niemal przez 60 posłów, w tym wielu z PiS, z prośbą, by prezydent wycofał swój nieudany projekt mający niewątpliwie zastopować projekt LPR, Marka Jurka i komisji specjalnej. I tutaj wyszły na jaw dalsze „zamysły serc wielu” (Łk 2, 35). Reakcje na ten list odkryły coś groźnego. Oto przewodniczący klubu poselskiego PiS pan Marek Kuchciński zażądał wycofania listu za życiem pod karą partyjną, a może nawet pod groźbą usunięcia PiS-owców z partii. Niektórzy ludzie z PiS tracili już zmysł samozachowawczy w obronie jakiejś złej idei. Przecież koalicja ma przewagę nad opozycją co najwyżej tylko kilkunastoma głosami, a chce usunąć z klubu kilkadziesiąt osób? Bardzo wymowne było też zachowanie się posła od dyscypliny partyjnej, który jakby na czyjeś polecenie przed głosowaniami zaczął zbierać z ław i drzeć w strzępy list ks. bp. Kazimierza Górnego, przewodniczącego Rady Episkopatu ds. Rodziny. Dlaczego to czynił? Niewątpliwie wyrażał jakąś atmosferę panującą w pewnych kręgach PiS. Chodziło o to, żeby wyrugować głos Kościoła w sprawie obrony nienarodzonych. Państwo PiS miało by być wolne, wolne od Boga jak Francja. W każdym razie była to wrogość do Kościoła polskiego, bo encyklika Jana Pawła II o obronie życia nie była darta. U zwycięzców i rządzących zwykle jest źle nie tylko z pokorą, ale i z logiką.

Z kolei pan poseł Tomasz Markowski, skądinąd wstrzymujący się od głosu za art. 38, za życiem, mówił jednak potem, że sprawa poprawki do Konstytucji była trudna, bo to „była sprawa sumienia”. Właśnie, jeśli sprawa sumienia, to bardzo łatwa, bo jednoznaczna: głosuje się zgodnie z sumieniem, bez deliberacji. Ponadto wielu posłów, jak i komentatorów medialnych, mówi, że zwolennikom obrony życia chodziło o zdobycie sobie wyborców na przyszłość, a marszałek Marek Jurek robił to z dewocji, na którą nie ma miejsca w polityce. To jest też rozumowanie tragiczne. Jeśli jakaś partia może mieć zysk polityczny, to niech PO, PiS i SLD głosują za życiem. A co do szlachetnego polityka, jakim jest Marek Jurek, to on pokazał właśnie, że i w PiS przewraca się system wartości i zaczyna się odsuwać Boga od życia, jakby pod batutą masonerii. Tak, zabijanie dziecka poczętego ma być apolityczne i postępowe, a ratowanie dziecka poczętego – polityczne i wsteczne. Z kolei państwo ma być tylko dla ateistów i dla ludzi wspierających zabijanie innych ludzi. W tym duchu ktoś inny z PiS powiedział ostatnio, że LPR nie miała prawa zgłaszać swojego projektu, bo jest „partią marginalną i skrajną, bo trzyma z Kościołem”.


„Aby wyszły na jaw zamysły”


Ważny jest rozwój gospodarki, wolności obywatelskich, kultury, osiągnięcia w polityce międzynarodowej, ale zawsze życie obywateli, choćby najsłabszych, jest najważniejsze i istotne. Toteż umyślne niepoparcie projektu wzmacniającego ochronę życia, czy to nienarodzonych, czy to kalekich, niepełnosprawnych, chorych i starych odsłania jakieś głębsze zamysły. Ukazuje się mianowicie:

– dlaczego nie ma jasnej i pełnej polityki rodzinnej lub nawet powierzano ją zwolennikom cywilizacji śmierci;

– dlaczego rozwinięto nielegalną lustrację biskupów i księży, pomijając dotąd wszystkich innych lub przeprowadzając lustracje pozorowane;

– dlaczego lekceważy się głos Episkopatu Polski;

– dlaczego trzymamy się prawie dosłownie komunistycznej ustawy aborcyjnej z 27 kwietnia 1956 roku, z tym, że tam nie mówiono jeszcze o eutanazji;

– dlaczego nie uzdrawia się niektórych mediów, które są ciągle przeciwne życiu i za eutanazją;

– dlaczego nie dopuszcza się na forum publiczne państwa wybitniejszych postaci katolickich, związanych z naszą kulturą i tradycją, a kręci się tam ciągle wiele postaci bądź to z dawnego systemu, bądź to bardzo dziwnych, i niektóre z nich nie mają kwalifikacji ani intelektualnych, ani moralnych, a mają być wzorcami dla Polski;

– dlaczego projekt prezydencki był skonstruowany przez takich prawników, którzy chcieli sprawę życia położyć;

– dlaczego premier ostro zganił wicepremiera Giertycha za obronę życia w Niemczech;

– dlaczego wyższe urzędy są często obsadzane ludźmi niskiego lotu i niechętnymi państwu polskiemu, jak za SLD;

– dlaczego nie stawia się zapory niszczącym prądom brukselskim i masońskim, amoralnym, nihilistycznym, antychrześcijańskim, dehumanizacyjnym.

I takich rzeczy można byłoby wyliczać więcej. Tymczasem ludzie coraz bardziej podejrzewają, że przygotowuje się u nas grunt pod wszystkie degeneracje nowej lewicy:

– pod eutanazję, i dlatego nasze najwyższe władze nie chciały zakazu eutanazji wprowadzić do Konstytucji,

– pod związki homoseksualne;

– pod pornografię;

– pod pełną seksualizację życia, poczynając od dzieci;

– pod skrajny feminizm, który dąży do zniszczenia także Kościoła;

– pod dalsze osłabienie Kościoła przez wielorakie kalumnie, jak to robiła masoneria w Irlandii, Belgii, Austrii, Hiszpanii i w dużym stopniu w Italii, i czynniki państwowe wszędzie wspierają masonerię i ateistów we wszystkich ich działaniach;

– pod rozwój ateizmu i amoralizmu w całej kulturze, w szkolnictwie i we wszystkich sztukach, które stały się zamknięte dla twórczości ludzi wierzących w Boga;

– oraz pod wpływ Brukseli na całe prawo polskie; tu niektórzy nasi poczciwi politycy powiadają, że trzeba nam szybko bronić życia w naszej Konstytucji, to prawo brukselskie go nie przemoże; otóż nieprawda, obecny projekt konstytucji europejskiej stawia ją ponad konstytucjami krajowymi, przynajmniej w pewnych dziedzinach, a głównie w ideologii.


Może jeszcze nie wszystko stracone


Mimo wielkiego rozczarowania i zamętu trzeba jeszcze szukać jakiegoś opamiętania i dróg naprawy, bo państwo nie jest własnością żadnej partii i cały Naród ma coś do powiedzenia. W życiu politycznym panuje taka antydemokracja, że kilkaset tysięcy polityków partyjnych rządzi 38 milionami obywateli, często i w wielu dziedzinach wbrew woli Narodu. Jako kapłan wnioskuję, żeby ci, którzy nie zagłosowali za życiem, a są katolikami, odbyli pokutę i poszli do spowiedzi. Jest w tym i powód polityczny, bo inaczej ludzi tych następnym razem już nie wybierzemy. Polscy katolicy nie pozwolą sobą pomiatać i oszukiwać się bezczelnie. Nie wystarczy już w Polsce udawać, że się jest uczciwym i wierzącym czy wierzącym prywatnie w ukryciu, a w życiu publicznym ateistą lub nihilistą. Słusznie rząd chce odrodzić Polskę gospodarczo, społecznie, politycznie i technologicznie, ale to wszystko na nic, jeśli nadal będzie trwała ogólna degeneracja moralna, a państwo nie wesprze mocno wychowawczej pracy Kościoła. Na nic się zda wygrywać materialnie, a przegrywać polską duszę. A zatem po pewnym czasie trzeba będzie powrócić do sprawy ochrony życia w całej rozciągłości, bo ataki nihilistów brukselskich się potęgują.

Jednak bardzo trudno będzie odzyskać zaufanie katolików, którymi partie polityczne, poza nielicznymi, pomiatają. Cierpliwość pomiatanych i spychanych na margines ma swoje granice, szczególnie my, katolicy polscy, mamy swoją dumę i swój honor. Nie pozwolimy na niszczenie Narodu, nikomu. Może jeszcze nie wszyscy obudziliśmy się po nocy bolszewickiej, ale się budzimy i powstaniemy. Nie będziemy niewolnikami żadnej ideologii, zwłaszcza amoralnej i ateistycznej. Jeśli PiS nie zwróci się zdecydowanie we właściwym kierunku ideowym i duchowym, to będzie stworzona nowa wielka partia, a oni pójdą w niepamięć jak AWS. Nie można w Polsce kształtować życia wbrew Ewangelii i Kościołowi. Mamy do spełnienia jeszcze jedną wielką misję, uznaną wyraźnie przez Jana Pawła II,

a także przez Benedykta XVI. Jak kiedyś broniliśmy Europy przed Tatarami, Turkami, bolszewikami, faszystowskimi Niemcami, tak dziś przypada nam rola bronienia Europy przed jej ideologicznymi i moralnymi szaleństwami.

drukuj