Jeśli PiS nic nie zrobi, przegra

Z posłem Marianem Piłką (PiS) rozmawia Anna Skopinska


Kilka dni temu premier Jarosław Kaczyński powiedział, że oprócz pomocy materialnej polskim rodzinom potrzebna jest także zachęta moralna.


– Pomoc finansowa to słuszny kierunek. Zachęta moralna? Jeśli ze strony państwa będzie finansowe wsparcie, to łatwiej będzie zachęcać, bo same warunki będą zachęcały.


Polacy nadal nie wiedzą, co jest w zapowiadanym przez wiceminister Joannę Kluzik-Rostkowską kompleksowym programie pomocy rodzinom. Czy może do Pana dotarło, co on zawiera?


– Tak naprawdę nie wiem, co tam jest. Dlatego nie jestem w stanie się na ten temat wypowiadać.


Jak według Pana powinna wyglądać polityka prorodzinna rządu?


– Po pierwsze, powinny zostać wydłużone urlopy macierzyńskie. I tak: na pierwsze dziecko sześć miesięcy, na drugie dziewięć, na trzecie i następne – dwanaście. Jeśli podniesie się je tylko do sześciu, to według mnie nie będzie to żaden motyw do posiadania większej liczby dzieci.


Przez półtora roku udało się dodać tylko dwa tygodnie. Jest szansa na więcej?


– Myślę, że to będzie wymagało jeszcze rozmów z premierem. Przemodelowanie zgłoszonego przeze mnie projektu o urlopach macierzyńskich zabierze dwie godziny, bo to nie jest sprawa trudna. W tej chwili, jeśli chodzi o politykę prorodzinną, nie jest tak jak w czasach AWS-owskich, gdy forsowałem także projekt wydłużenia urlopów. Wtedy nie czuło się takiego zapotrzebowania społecznego. Obecnie jest inaczej – widać, że przedsięwzięcia pomagające rodzinie są potrzebne i że Polacy na nie czekają. Nawet medialna debata o tym świadczy.


Oprócz urlopów co jeszcze należy zrobić, by można było mówić o realizacji przez rząd polityki prorodzinnej?


– Potrzebne są ulgi podatkowe. Ale dodatkowo jeszcze uzupełnione o zasiłki rodzinne. Ulgi podatkowe są bowiem dla osób rozliczających się z PIT-u, natomiast są rodziny, np. rolnicy, które nie korzystają z tej formy. Dlatego powinna zostać wprowadzona równoważna forma zasiłków rodzinnych na dzieci. Jednak zarówno one, jak i ulgi muszą być finansowo odczuwalne. Trzecia kwestia leżąca u podstaw polityki prorodzinnej to specjalne ustawy przygotowane dla rodzin wielodzietnych. Matki w takich rodzinach powinny mieć zabezpieczenie emerytalne, przynajmniej te, które wychowują sześcioro i więcej dzieci. Niech to będzie nawet taka minimalna pensja. To i tak w jakimś stopniu wzbogaci budżet rodzinny. Potrzebne jest wsparcie wychowawcze dla dzieci w rodzinach wielodzietnych. Ulgi komunikacyjne, ulgi w korzystaniu z instytucji kulturalnych, sportowych. Coś w rodzaju karty rodziny wielodzietnej, jak we Francji. Te pomysły się wyśmiewa, ale jeśli wspomnimy, że jest to model francuski i że tam funkcjonuje od okresu sprzed wojny, to już wybijamy argumenty przeciwnikom.

To jednak na razie plany – czy i w jakim stopniu uda się je zrealizować?

– Wszystko to stanowi olbrzymie koszty w skali kraju. Będzie więc trzeba te zmiany rozłożyć na kilka lat. Ale w perspektywie, nawet jeśli będzie to odbywać się stopniowo, będzie mieć duże znaczenie. Tym bardziej, że utrzymywanie takiej sytuacji jak obecnie doprowadzi do wzrostu kosztów pracy, a to będzie cios w polską przedsiębiorczość.

Oprócz tego jest cały szereg różnych spraw, które mogą ułatwić funkcjonowanie polskim rodzinom. To w ostateczności żłobki (choć nie jestem ich entuzjastą), przedszkola. Ale fundament stanowią te trzy kwestie: urlopy, ulgi i wsparcie rodzin wielodzietnych. Na rodzinę oddziałują też takie obszary, jak np. sytuacja na rynku pracy, sytuacja mieszkaniowa, edukacja.


Kiedy rozmawia Pan z kolegami z Prawa i Sprawiedliwości, to również uważają, że to już najwyższy czas, by w sposób realny wspomóc rodzinę?


– Na każdym komitecie politycznym podejmuję tę sprawę. Teraz to tylko kwestia determinacji. Myślę, że jeśli chodzi o premiera, to narasta poczucie, że coś trzeba zrobić. A według mnie, jeśli PiS nic nie zrobi, to przegra.

Przygotowałem projekt ulg podatkowych, ale na razie go nie zgłaszałem, ponieważ zgłaszanie czegoś, na co byłaby na samym początku blokada, nie ma sensu. Mój projekt o wydłużeniu urlopów macierzyńskich nie był nawet rozpatrywany przez komisję ds. kodyfikacji.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj