Ewangelia
VII niedziela zwykła
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie i wy im czyńcie.
Jeśli bowiem miłujecie tylko tych, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.
Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.
Miłujcie waszych nieprzyjaciół
„Miłujcie waszych nieprzyjaciół…”. Chyba mało które słowa Jezusa wywołują tyle kontrowersji i oporu. Bo jak tu kochać… nieprzyjaciela?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy zastanowić się nad znaczeniem słów „miłość” oraz „nieprzyjaciel”. Kogo zatem określamy mianem „nieprzyjaciela”? Po części sam Jezus daje odpowiedź, mówiąc o tych, którzy nas nienawidzą, przeklinają, oczerniają, są niewdzięczni… Możemy tę listę rozszerzyć o różnych natrętów, ludzi mających – nieraz urojone – pretensje, rzucających oskarżenia, przejawiających wobec nas agresję… Za słowem „nieprzyjaciel” dla wielu ludzi kryje się konkretna osoba – ktoś, kto skrzywdził, zdeptał, zniszczył nasze życie albo przynajmniej próbował to zrobić…
I takich ludzi Jezus każe nam kochać? Na usta cisną się słowa: to nierealne, nie żartujmy…
Trzeba jednak zadać w tym miejscu pytanie o nasze rozumienie miłości. Rzeczywiście, jeśli za słowem „miłość” kryją się dla nas wyłącznie romantyczne uniesienia, jeśli miłość jest dla nas tylko uczuciem… to miłość nieprzyjaciół jawi się jako coś niemożliwego. Sęk w tym, że miłość nie jest jedynie uczuciem. Miłość to decyzja woli, to pragnienie dobra dla drugiej osoby, niezależnie od emocji, a czasem nawet wbrew nim. Wyjaśnia to Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est”: „Miłość bliźniego polega właśnie na tym, że kocham w Bogu i z Bogiem również innego człowieka, którego w danym momencie może nawet nie znam lub do którego nie czuję sympatii. Taka miłość może być urzeczywistniona jedynie wtedy, kiedy jej punktem wyjścia jest intymne spotkanie z Bogiem, spotkanie, które stało się zjednoczeniem woli, a które pobudza także uczucia. Właśnie wtedy uczę się patrzeć na inną osobę nie tylko jedynie moimi oczyma i poprzez moje uczucia, ale również z perspektywy Jezusa Chrystusa. (…) Przenikając to, co zewnętrzne w drugim człowieku, dostrzegam jego głębokie wewnętrzne oczekiwanie na gest miłości, na poświęcenie uwagi (…). Patrzę oczyma Chrystusa i mogę dać drugiemu o wiele więcej niż to, czego konieczność widać na zewnątrz: spojrzenie miłości, którego potrzebuje” (nr 18).
A zatem prawdziwa miłość bliźniego – przyjaciela czy nieprzyjaciela – jest możliwa jedynie jako mój udział w miłości Boga kochającego nawet tych, którzy się od Niego odwracają. Chce ich zbawienia, puka do ich serc, szuka sposobu na zawrócenie ich z drogi zła. Zbawienie każdego człowieka jest dla Boga kwestią pierwszoplanową, więc apel o miłość nieprzyjaciół jest zaproszeniem do udziału w tej największej trosce Stwórcy. Przykład takiej miłości dał Jezus, który w czasie męki modlił się za swych katów. Pokazał przez to, że nie można odpowiadać nienawiścią na nienawiść, że ktoś musi w końcu przerwać ten łańcuch wzajemnej nienawiści.
I choć, gdy doznajemy krzywdy, nasz ból głośno domaga się zemsty i rewanżu z nawiązką, to Jezus pokazuje inne rozwiązanie. Nie przekreśla to sprawiedliwości
– jest ukazaniem pewnego ideału miłosierdzia i wielkoduszności i zaproszeniem, by każdy, na miarę swych możliwości, starał się go realizować poprzez rezygnację z zemsty, modlitwę za nieprzyjaciół, dążenie do pojednania i zgody.
