Radio otwarte na człowieka

Z księdzem biskupem Antonim Pacyfikiem Dydyczem OFMCap., pasterzem diecezji drohiczyńskiej, rozmawia Magdalena M. Stawarska

Jaką rolę, według Księdza Biskupa, odegrało Radio Maryja w trakcie piętnastu lat swojej działalności?

– Ponieważ przez pięćdziesiąt lat byliśmy pozbawieni możliwości korzystania z nowoczesnych środków społecznego komunikowania, nic dziwnego, że wśród ludzi było potężne pragnienie związane z takim medium. Ono świadczy o tym i teraz. Dlatego też niektórzy się dziwią: co to się dzieje, że kiedy mówimy o Radiu Maryja, to pojawiają się pewne emocje? To zupełnie zrozumiałe, bo tyle lat oczekiwania, tyle trudności, przeszkód i potworne zakłamanie, z jakim spotykaliśmy się w środkach komunikacji społecznej, w końcu wytworzyło ten naturalny głód, żeby pojawiło się coś nowego i dobrego. W tym momencie przychodzi właśnie Radio Maryja. Dlatego dziękujemy Panu Bogu za to, że się ono pojawiło. Jesteśmy wdzięczni także ludziom, a w szczególności Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, który od początku do końca bardzo często dawał wyraz swego zrozumienia, uznania i oczywiście dziękował Panu Bogu za to, jak sam mówił, że „mamy w Polsce takie radio, które nazywa się Radio Maryja”. Dziękujemy także tym, którzy włączyli się w tę myśl, a więc oczywiście prowincji ojców redemptorystów, zwłaszcza Ojcu Dyrektorowi Tadeuszowi Rydzykowi i jego wszystkim współpracownikom, od początku, aż do tej pory. Zdaję sobie sprawę, że to nie była instytucja, która powstała poprzez biurokratyczne posunięcia, ale to jest dzieło bardzo podobne do ewangelicznego.

Radio ciągle spotyka się z najrozmaitszymi zarzutami i atakami…

– Uważam, że te zarzuty należy traktować poważnie, jak każdy zarzut, ale z drugiej strony wiemy, że nie mają one podstaw w rzeczywistości. Weźmy pod uwagę, jak nasze środki komunikacji społecznej są ciągle dalekie od tego, czym być powinny. Bo nie łączą ludzi pomiędzy sobą, a komunikacja społeczna, przekazując wiadomości, powinna mieć na uwadze człowieka. Natomiast patrząc na obecność Radia Maryja, dostrzegam, że to radio ma zupełnie inną tonację także od strony moralnej. Właśnie to zwrócenie się w stronę drugiego człowieka budzi u innych działaczy wielki niepokój. Oni widzą tę potworną różnicę i zamiast się przybliżać do pewnego wzorca, do pewnego ideału, to starają się przede wszystkim bronić, szkalując. Przecież widzimy, kto sieje nienawiść przez różne audycje, pogadanki lub wnosi demoralizację. Tak samo, jeśli chodzi o stosunki międzynarodowe. Przecież dobrze wiemy, że Radio Maryja czasami przedstawia z punktu widzenia Polski pewne reakcje, ale to nie oznacza, że jest przeciw komuś. To, że opowiada się za racją polską, to, że uwzględnia potrzeby naszej gospodarki, podkreśla sens pewnej ostrożności, jest zupełnie słuszne. Mieliśmy tyle potknięć gospodarczych po II wojnie światowej, które do tej pory dają o sobie znać wielkimi stratami. Potrzeba więc tej ostrożności i zamiast cieszyć się z tego, że jest taki głos, który ostrzega, zwraca uwagę na pewne niuanse, to od razu wszyscy się denerwują. Środki komunikacji społecznej dziś nie integrują, ale dezintegrują społeczeństwo, i to jest bardzo niebezpieczne, ale taka jest rzeczywistość.

Jakie zadania nakreśliłby Ksiądz Biskup na kolejne lata działalności toruńskiej rozgłośni?

– Sądzę, że Radio Maryja powinno kontynuować swoją działalność. Współczesny świat bardzo potrzebuje nadziei, a ośrodki o charakterze tendencyjnym nastawione są na odnoszenie korzyści materialnej, co w konsekwencji pozbawia człowieka nadziei i zmusza, żeby reagował natychmiast. Tymczasem natychmiast podejmując decyzję, niszczy się własną osobowość. Stąd potrzeba tego głoszenia nadziei. Katolickie radio, jakim jest Radio Maryja, daje nam okazję, żebyśmy dostrzegając naszą tożsamość, starali się włączyć w to działanie, jakie płynie z obecności Jezusa Chrystusa w życiu każdej i każdego z nas.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj