Z dużej chmury

PO przedstawia wreszcie swój raport o mediach publicznych i zapowiada kolejne

Od kilku tygodni Platforma Obywatelska zapowiadała upublicznienie sensacyjnego raportu na temat mediów publicznych. Donald Tusk na dwóch konferencjach obwieszczał, że znajdą się tam przykłady konkretnych sytuacji „łamania sumień” dziennikarzy i wydawców. Jednak w ponaddwudziestostronicowym dokumencie nie ma wzmianek o takich wydarzeniach.

Nietrudno zauważyć, że atak na media publiczne dość szybko zelżał. We wczorajszym przedstawianiu „tak ważnego”, jak mówił Tusk, dokumentu nie wziął udziału żaden z liderów partyjnych. Iwonie Śledzińskiej-Katarasińskiej, od lat zajmującej się mediami w PO, towarzyszył poseł Rafał Grupiński.
„Media publiczne według koalicji rządzącej” to raport typowy dla partii opozycyjnej. Upolitycznienie mediów publicznych, obsada stanowisk kierowniczych bez konkursów, dominacja partii rządzącej na antenach – to podstawowe zarzuty powtarzające się w każdej kolejnej kadencji. Tym razem brzmią o tyle mocniej, że chyba po raz pierwszy w TVP zaczyna brakować „fachowców” i z nadania SLD, i PO. Warto pamiętać, że poprzedni prezes TVP Jan Dworak był członkiem PO. Szef TVP 1 Maciej Grzywaczewski w trakcie pełnienia funkcji spędzał urlop z Donaldem Tuskiem. Wówczas PO nie podnosiła zarzutu upolitycznienia mediów.

Bez dokumentacji
Zarzut naciskania przez polityków na dziennikarzy nie jest udokumentowany w żadnym fragmencie opracowania. Wcześniej liderzy PO opowiadali, że są w posiadaniu informacji o takich sytuacjach. W raporcie jednak nie ma o nich nawet wzmianki.
PO zarzuca koalicji konstruowanie rad nadzorczych mediów wyłącznie na zasadzie „partyjnych parytetów, lojalności wobec partyjnych mocodawców i koneksji towarzysko-rodzinnych”. Nominacje dla bezpartyjnych Bronisława Wildsteina (prezes TVP) czy Krzysztofa Czabańskiego (prezes Polskiego Radia) to nie jest dla krytyków koalicji dowód, że może nie mają racji, ale „swoiste alibi”.
Fakt zatrudniania dziennikarzy spoza redakcji PR do prowadzenia rozmów w Sygnałach dnia to dla PO niemal korupcja. „Nowo zatrudnieni odwdzięczają się za okazane zaufanie”, „nagminne jest formułowanie pytań z tezą, przerywanie politykom opozycji, jeśli rozmowa nie odpowiada opiniom dziennikarki” – czytamy w raporcie. Przytoczone przykłady dotyczą jedynie rozmów Joanny Lichockiej, a więc jednej z siedmiu takich osób.
Koronnym argumentem potwierdzającym według autorów zawłaszczenie mediów publicznych jest porównanie czasu antenowego zajętego przez przedstawicieli prezydenta, rządu i poszczególnych partii politycznych we wrześniu br. „Tak rażące naruszenia równowagi w okresie jednego tylko miesiąca nie są wynikiem przypadku, lecz świadomej promocji na antenie radia publicznego partii rządzącej”. Jednak w świetle tego, że w tym miesiącu sytuacja polityczna w koalicji była wyjątkowo napięta, ponad 640 minut dla prezydenta i rządu (w tym także Romana Giertycha czy Andrzeja Leppera), 564 minuty dla PiS, 383 minuty dla PO czy 234 minuty dla PSL nie wyglądają specjalnie krzywdząco. Zdaniem polityków Platformy, to złudzenie, bo czas oferowany ich partii nie jest tym najlepszym.
Według PO, w TVP jest jeszcze gorzej, bo większy dostęp do niej ma nawet Samoobrona. Skandaliczna ocena mediów publicznych, także Polskiej Agencji Prasowej, jest oparta głównie o stosunek do „afery taśmowej”.
– Mamy do czynienia z wystąpieniami niektórych polityków PiS, którzy mówią, że są źle traktowani przez TVP i Polskie Radio, więc jeśli pretensje zgłasza i opozycja, to może wreszcie media publiczne są obiektywne – komentuje raport poseł PiS Tomasz Markowski. Jego nazwisko kilka razy pojawia się w raporcie. Różnice w czasie antenowym Markowski tłumaczy tym, że „może PiS ma więcej do powiedzenia w kwestiach merytorycznych, bo na pewno zgłasza o wiele więcej projektów niż PO”.
Premier Jarosław Kaczyński uważa teorię o tym, że on lub PiS mają wpływ na telewizję publiczną, za „całkowicie nieprawdziwą”. Dodał, że nie ma „najmniejszego wpływu” na prezesa TVP Bronisława Wildsteina.
Z kolei przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Elżbieta Kruk powiedziała PAP, iż „Platformie przeszkadza to, że na czele mediów publicznych stoją niezależni dziennikarze”. Podkreśliła, że wszyscy wybrani przez KRRiT do rad nadzorczych mają uprawnienia wymagane ustawowo, co zdarzyło się pierwszy raz, bo nikt nigdy nie zauważył, iż prawo nie było przestrzegane.
Szefowie mediów publicznych uważają tezy sformułowane w raporcie PO za fałszywe, a przytoczone w nim dane za nierzetelne. Wildstein jako absurdalny określił zarzut, że telewizja publiczna marginalizuje głosy opozycji, a „przygniatającą przewagę” ma w niej PiS. Podkreślił, że przekaz TVP jest zrównoważony. Według prezesa Polskiego Radia Krzysztofa Czabańskiego, raport PO „nijak ma się do rzeczywistości radiowej” i jest typowym „dokumentem propagandowym partii niezadowolonej z tego, że nie ma partyjnego wpływu na radio”. Odpierając zarzut o czystki kadrowe, powiedział on, że „przez ostatnie lata była to instytucja opanowana politycznie przez przedstawicieli SLD, PSL i PO”, którzy zepsuli radio w sensie jakości produkcji radiowej.
Prezes PAP Piotr Skwieciński podkreślił, że PO przytacza w raporcie tylko niektóre fakty, co pokazuje, że autorzy są po prostu nierzetelni.

Mikołaj Wójcik
drukuj