Dziennikarze nie zajrzą w dokumenty IPN
Przy pustych ławach Sejm debatował nad senackimi poprawkami do ustawy lustracyjnej.
Zwiększenie zakresu lustracji poprzez ujawnienie dokumentów pochodzących z dawnego Urzędu ds. Wyznań i „cenzora” oraz zapewnienie osobom inwigilowanym, niewspółpracującym z SB, ochrony prywatności – to najważniejsze poprawki do ustawy lustracyjnej, jakie podczas jutrzejszych głosowań poprze koalicja. Takiego poparcia nie zyska natomiast „poprawka Mazurkiewicza”, wprowadzająca obowiązek zwolnienia z pracy w administracji państwowej byłych współpracowników SB. Prawo i Sprawiedliwość nie chce też przyznać dziennikarzom prawa wglądu w archiwa SB.
Zgodnie z zapowiedzią marszałka Sejmu Marka Jurka, poprawki Senatu do ustawy lustracyjnej trafią dziś pod głosowanie. – Rekomenduję przyjęcie poprawki, która rozszerza zakres lustracji poprzez odtajnienie dokumentów dawnego Urzędu ds. Wyznań i „cenzora”. Sprzeciwiamy się natomiast obligatoryjnemu obowiązkowi zwalniania z pracy osób, które były OZI. Niech o tym decydują pracodawcy – mówił poseł Stanisław Pięta (PiS), przewodniczący sejmowej komisji nadzwyczajnej pracującej nad ustawą lustracyjną.
Poparcie tego ugrupowania zyska również poprawka wprowadzająca do kodeksu karnego odpowiedzialność za znieważenie Narodu Polskiego poprzez pomówienie o udział lub współudział w zbrodni nazistowskiej lub komunistycznej. Przyjęcie takiego rozwiązania pozwalałoby m.in. na ściganie z mocy prawa autora antypolskich publikacji Jana T. Grossa.
Prawo i Sprawiedliwość chce też podziału lustrowanych na dwie kategorie: osób zajmujących najwyższe stanowiska państwowe, których wszystkie dokumenty z archiwów SB będą ujawnione, oraz drugą kategorię skupiającą pozostałe osoby pełniące funkcje publiczne lub wykonujące zawód zaufania publicznego, m.in. dziennikarzy. W tym przypadku pełne odtajnienie wszystkich dokumentów nastąpiłoby jedynie w przypadku, gdyby dana osoba była współpracownikiem SB lub osobowym źródłem informacji. Niespodziewanie PiS zmieniło zdanie w sprawie poprawki odmawiającej dziennikarzom prawa dostępu do akt IPN i zapowiedziało, że taką propozycję poprze. – Z przyczyn konstytucyjnych – tłumaczy Pięta.
Ta propozycja nie podoba się natomiast PO, która zapowiada głosowanie nad odrzuceniem takiego wniosku. Platforma opowiada się też przeciwko podziałowi lustrowanych na dwie kategorie dające osobom inwigilowanym, niewspółpracującym z SB, gwarancje ochrony prywatności.
PiS zrejterowało
– PiS zrejterowało. Popierając taką poprawkę, PiS staje po stronie tajności, przeciwko jawności – burzył się Sebastian Karpiniuk (PO). Jego zdaniem, przyjęcie takich poprawek „uwstecznia proces jawności życia publicznego”, a dokumenty wszystkich osób pełniących funkcje publiczne powinny być jawne. Projekt odebrania dziennikarzom prawa wglądu w dokumenty SB zgromadzone w archiwach IPN krytykował również poseł Daniel Pawłowiec (LPR).
Nie było zaskoczeń w przypadku SLD. Postkomuniści opowiedzieli się przeciwko lustracji. Ryszard Kalisz przypomniał, że jego ugrupowanie opowiadało się za odrzuceniem ustawy już w pierwszym czytaniu. Krytykując projekt lustracji, reprezentant postkomunistów powoływał się na negatywną opinię senatorów Zbigniewa Romaszewskiego (PiS) i Krzysztofa Piesiewicza (PO), którzy negatywnie oceniali sejmową propozycję ustawy podczas prac w senackiej Komisji Praw Człowieka i Praworządności.
Ludowcy, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej opowiadali się za lustracją, zmienili zdanie. Tadeusz Sławecki (PSL) ewentualne przyjęcie projektu porównał do otwarcia puszki Pandory. – IPN nie będzie w stanie sprostać wymogom tej ustawy – mówił Sławecki. Zarówno politycy PiS, jak i PO podkreślają, że bez względu na to, jakie poprawki zostaną przyjęte, kształt ustawy lustracyjnej nie ulegnie zasadniczej zmianie w stosunku do propozycji zaakceptowanej przez Sejm w lipcu, zaś jej przyjęcie zaowocuje oczekiwanym od lat odtajnieniem dokumentów komunistycznej SB.
