Prawda wychodzi na jaw
Po 13 latach od ujawnienia przez Jarosława Kaczyńskiego słynnej instrukcji 0015, która pozwalała Urzędowi Ochrony Państwa inwigilować legalnie działające partie prawicowe, wreszcie poznaliśmy część dokumentów z tzw. szafy Lesiaka. Ich wymowa jest porażająca. Jednoznacznie pokazują, że na początku lat 90., a więc kilka lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, nowe służby specjalne III RP stosowały przestępcze metody, nie różniące się od działań komunistycznej SB. Wszystko to działo się przy aprobacie czynników rządowych.
Trzy teczki, pięćset stron akt dotyczących inwigilacji prawicy, które dotychczas ujawniła warszawska prokuratura okręgowa, pokazują prawdziwy obraz początków III RP, w której służby specjalne zachowywały się tak, jakby nie dokonała się zmiana ustroju. Upublicznione akta jednoznacznie wskazują, że UOP używał swych agentów w celu skłócenia polityków legalnie działających ugrupowań politycznych.
Główny dokument, zatytułowany „Ocena działalności niektórych ugrupowań politycznych”, z 11 lutego 1993 r., będący efektem pracy zespołu płk. Jana Lesiaka (byłego esbeka), o którym minister koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann powiedział kilka dni temu, że posiadając specjalne uprawnienia, był swoistą policją w specsłużbach, wymienia polityków pozostających w sferze jego zainteresowań. Padają w nim nazwiska głównych polityków partii opozycyjnych wobec rządu Hanny Suchockiej: Jarosława Kaczyńskiego, Adama Glapińskiego z Porozumienia Centrum, Jana Olszewskiego i Romualda Szeremietiewa z Ruchu dla Rzeczypospolitej, Jana Parysa z Ruchu Trzeciej Rzeczypospolitej, Antoniego Macierewicza z Ruchu Chrześcijańsko-Narodowego Akcja Polska, oraz osób z kierownictwa Konfederacji Polski Niepodległej.
Ubecko-uopowska analiza stawia im absurdalne zarzuty: „Politycy ci nie potrafią lub nie chcą zachowywać się jak konstruktywna opozycja, a swoimi działaniami celowo dążą do rozbicia konstytucyjnych struktur państwa, aby w powstałym chaosie przejąć władzę, wyeliminować znaczących polityków innych partii i w konsekwencji ustanowić dyktaturę”.
O przestępczym działaniu zespołu Lesiaka świadczy inny istotny dokument pt. „Notatka dot. zrealizowanych przedsięwzięć operacyjnych w stosunku do niektórych radykalnych ugrupowań politycznych” z 6 sierpnia 1993 roku. Czytamy w nim, że na polecenie kierownictwa UOP „przeprowadzono czynności operacyjne, mające na celu dezintegrację prawicowych, radykalnych ugrupowań politycznych”.
Rozpracowywanie ugrupowań prawicowych UOP prowadził przy pomocy kilku agentów. Na razie znamy tylko ich kryptonimy – „M”, „D”, „E”, „A” i „W”.
W „Informacji dotyczącej idei dekomunizacji w rozumieniu liderów PC” padają kłamliwe sformułowania o rzekomym czerpaniu korzyści działaczy tej partii w związku z aferą FOZZ. Odżyją one później wielokrotnie, także na ostatnim procesie w tej sprawie. Wytoczone przeciwko autorom takich stwierdzeń procesy wykazywały ich nieprawdziwość. Sąd uwolnił także posła PC Macieja Zalewskiego od zarzutu ostrzeżenia przed aresztowaniem szefów Art. B., o co oskarża go ta notatka.
Po otwarciu szafy Lesiaka ówczesny szef UOP skierował zawiadomienie do prokuratury, w którym stwierdza: „Znajdują się tam dokumenty wskazujące na dokonywanie przez niektórych funkcjonariuszy UOP czynności wykraczających poza zakres ustawowych zadań, w tym m.in. takich, których realizacja mogła oddziaływać na kształt życia politycznego kraju”. Czytamy dalej: „Stwierdzono, że zabezpieczone dokumenty sporządzone zostały w UOP przede wszystkim w 1993 r., w większości przez płk. Jana Lesiaka oraz innych funkcjonariuszy pracujących pod jego kierownictwem i ich autentyczność nie budzi wątpliwości”. Pismo wymienia Andrzeja Milczanowskiego, ówczesnego ministra MSW, Jerzego Koniecznego, ówczesnego szefa Urzędu Ochrony Państwa, Jerzego Gałęzię, dyrektora Biura Prezydialnego UOP, oraz oczywiście płk. Jana Lesiaka, kierownika zespołu, jako osoby, wobec której zachodzi uzasadnione podejrzenie przekroczenia uprawnień.
Premier Jarosław Kaczyński zwraca także uwagę na odpowiedzialność Jana Rokity, domagając się jego odejścia z życia publicznego. Wcześniej mówił również, że działania prowadzone przez UOP inspirowali ludzie Wałęsy. Prezydent Lech Kaczyński nie ma wątpliwości, że inwigilacja prawicy była największą aferą III RP.
