Nowe fałsze Grossa (20): Antypolski separatyzm

Można doprawdy podziwiać łatwość, z jaką Gross wypowiada najabsurdalniejsze, najbardziej odległe od prawdy sądy. By przypomnieć tu choćby jego tak bezczelne łgarstwo na temat Żydów w II RP.

Według Grossa (s. 242): „Polscy Żydzi byli najbardziej przestrzegającą prawo i wspierającą państwo społecznością w Polsce międzywojennej”. Wcześniej na s. 198 Gross twierdził, że po 1918 r. Żydzi w ich politycznym zachowaniu ucieleśniali „państwowotwórczy element”. Kłamliwe uogólnienie Grossa wywołało sprzeciw nawet u jego panegirysty prof. Piotra Wróbla z Toronto, znanego ze skrajnej prożydowskiej tendencyjności. Tak się złożyło jednak, że Wróbel sam zajmował się niegdyś badaniem historii Polski po 1918 r. Stąd szybko dostrzegł, jak mocno przeholował Gross, i napisał: „Gross nazywa mniejszość żydowską jednym z najbardziej 'państwowotwórczych elementów’ II RP. Nie wiem, czy zgodziłaby się z tym ludność żydowska z niektórych regionów – np. z Wileńszczyzny, Białegostoku i ze Śląska – która, szczególnie na początku okresu międzywojennego, nie ukrywała, że nie chce należeć do Polski” (P. Wróbel: Mord i strach, „Gazeta Wyborcza”, 29-30 lipca 2006).

„Krajowi cudzoziemcy”

Uogólnienia Grossa o Żydach jako „jednym z najbardziej państwowotwórczych elementów” po 1918 r. warto porównać np. z opinią przebywającego od 1940 r. w USA wybitnego socjologa żydowskiego pochodzenia Aleksandra Hertza: „Masy tego żydostwa przyjęły fakt powstania państwa polskiego jako coś nieoczekiwanego, niezbyt zrozumiałego, przyjęły go nieufnie, powątpiewająco. W tym sensie Żydzi w roku 1918 byli krajowymi cudzoziemcami” (A. Hertz: „Żydzi w kulturze polskiej”, Paryż 1961, s. 194).

Warto przypomnieć, że już w czasie I wojny światowej – w 1914 r. – w środowiskach Żydów polskich i niemieckich powstał projekt Judeopolonii, tj. buforowego państewka, zależnego od Niemców i zdominowanego przez Żydów, rozczłonkowującego ludność polską. (por. J.R. Nowak: Dzieje grzechów (I), „Nasza Polska” z 28 marca 1996 r.). Jeszcze w 1919 r. ten projekt został z prawdziwym oburzeniem potępiony podczas I Zjazdu Zjednoczenia Polaków Wyznania Mojżeszowego w referacie inż. Kazimierza Sterlinga (por. J.R. Nowak, „Przemilczani obrońcy Polski”, Warszawa 2002, s. 32-33). Niestety, tacy patrioci polscy jak Sterling – tzw. asymilatorzy, należeli do wyraźnej mniejszości; stanowili tylko 10 proc. ogółu polskich Żydów. Wydali jednak wiele pięknych postaci zasłużonych w walkach o niepodległość Polski, głównie w Legionach Piłsudskiego. Piszę o tym szerzej w tomiku „Przemilczani obrońcy Polski”. Niestety, postawa wielkiej części Żydów uderzała w polskie interesy narodowe w czasie walk o granice w latach 1918-1920. Wyraziło się to w poparciu przez większość z nich dla Niemców w Poznańskiem, dla Litwinów w Wilnie czy nawet w Białymstoku, a we Lwowie dla Ukraińców.

Przypomnijmy najpierw za słynnym żydowskim historykiem Ezrą Mendelsohnem postawę Żydów w Poznańskiem. Zgermanizowani syjoniści utworzyli w Poznaniu narodową radę (Volksrat) w 1918 roku. Niechętnie nastawieni do nowego układu władzy w Poznańskiem, w którym rządy przechodziły do Polaków, domagali się narodowej autonomii dla małej mniejszości żydowskiej w byłym zaborze pruskim (por. E. Mendelsohn: „Zionism in Poland. The Formative Years, 1915-1926”, New Heaven, London 1981, s. 105). Warto tu przypomnieć, że jeszcze w 1910 roku w Poznańskiem na 26 tys. 422 Żydów 26 tys. 400 podało się przy spisie ludności za Niemców, a tylko 22 za Polaków (wg M. Steckiej: „Żydzi w Polsce”, Warszawa 1921, s. 45).

Odebrać Białystok Polsce!

Dla Polaków szczególnie oburzające było zachowanie Żydów w Białymstoku, przeciwstawiające się przynależności tego miasta do Polski. Historyk Zbigniew Zaporowski pisał w wydanej w 1992 roku książce o Sejmie RP 1919-1939: „Niepodległa Polska – jak się wydaje – była szokiem dla szerokich rzesz społeczeństwa żydowskiego, zwłaszcza tzw. litwaków, wychowywanych przez rosyjską szkołę i administrację w duchu co najmniej obojętności, żeby nie powiedzieć wrogości do Polski i Polaków” (Z. Zaporowski, „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej 1919-1939”, Lublin 1992, s. 159). Zaporowski stwierdzał, że niezadowolenie wspomnianej części Żydów z powstania niepodległej Polski „owocowało mało sensownymi, a drażniącymi projektami, np. postulatem wysuniętym przez gminę białostocką przyłączenia Białegostoku do Litwy, czy też protestem żydowskich mieszkańców tego miasta przeciwko uznaniu ich za obywateli polskich, ponieważ uznali, że przynależność tego miasta nie jest jeszcze zadecydowana (1919 r.)” (tamże, s.160).

Wspomniany już historyk P. Wróbel pisał: „Jeszcze w 1918 roku, a później w pierwszych miesiącach 1919 r. (…) grupa działaczy żydowskich wysunęła ideę stworzenia z Białegostoku wolnego miasta lub włączenia go do Litwy, tak jak to było w granicach wytyczonych przez traktat brzeski. Niektórzy politycy żydowscy uważali, że wewnątrz państwa litewskiego byliby równorzędną grupą etniczną wobec niewiele liczniejszych Polaków i Litwinów” (P. Wróbel, Na równi pochyłej. Żydzi Białegostoku w latach 1918-1939: demografia, ekonomika, dezintegracja, konflikty z Polakami, „Studia Podlaskie” 1989, t. II, s. 192-193).

Zajadła niechęć białostockich środowisk żydowskich do pozostawania ich miasta w obrębie granic Rzeczypospolitej wyrażała się na przeróżne sposoby. Znalazła np. wyraz jesienią 1919 r. w ostrym proteście skierowanym do Ministerstwa Spraw Wojskowych przeciw poborowi do armii polskiej. Jako argument numer jeden podano stwierdzenie: „Wschodnie granice Polski nie są jeszcze ostatecznie ustalone i los Białegostoku nie jest przesądzony” (tamże, s. 193). Innym wyrazem niepogodzenia się ludności żydowskiej Białegostoku z przynależnością tego miasta do Polski było zbojkotowanie przez Żydów wyborów do białostockich władz miejskich w 1919 roku (por. tamże, s. 196). Jeszcze 7 października 1919 r. żydowska gazeta „Naje Łebn” twierdziła w artykule „Los Białegostoku”, że pomimo zatwierdzenia przez polski Sejm przynależności Białegostoku do Polski sprawa ta wcale nie jest rozstrzygnięta (por. tamże, s. 193).

Szczególnie szokujące były wydarzenia w 1920 roku po wkroczeniu wojsk sowieckich do Białegostoku, gdzie natychmiast zabrano się do dyskryminowania Polaków na rzecz żydowskich nacjonalistów. Świadczy o tym świadek, którego trudno zakwestionować – sam Julian Marchlewski, przewodniczący samozwańczego rządu prosowieckiego. Marchlewski, znany z ostrego potępienia wszelkich form antysemityzmu, autor książeczki „Antysemityzm a robotnicy” (1913), nie ukrywał zniesmaczenia zachowaniem się dużej części białostockich Żydów w pierwszych dniach po wejściu tam armii sowieckiej. Jak pisał w tekście „Rosja proletariacka a Polska burżuazyjna”: „Po wkroczeniu Armii Czerwonej [do Białegostoku – J.R.N.] popełniono tu jeden (…) z błędów (…) w mieście, w którym niewątpliwie ludność polska stanowi większość, w pierwszych dniach w urzędach uznawano tylko język rosyjski i żydowski, powierzano stanowiska tylko tym, którzy tym językiem władali (…). Źle też było pod tym względem, że przed przybyciem TKRP [Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polskiego – J.R.N.] wydział oświaty został chwilowo opanowany przez nacjonalistów żydowskich, którzy tam wyprawiali różne brewerie. Dowiedzieli się oni o statucie Ludowego Komisariatu Oświaty w Rosji, w którym przewidziane jest istnienie sekcji 'mniejszości narodowych’, więc urządzili sobie w Białymstoku 'sekcję polską’, uważając widocznie, że Polacy mają tu być traktowani jako owa 'mniejszość’; czy 'większością’ w ich mniemaniu mieli być Żydzi, czy może wyobrażali sobie, że za język 'większości’ będzie uważany język rosyjski, nie wiadomo” (cyt. za J. Marchlewski, „Pisma wybrane”, Warszawa 1956, tom II, s. 768, 773).

Warto porównać ten opis zachowania zbolszewizowanych Żydów w Białymstoku w 1920 r. z kłamliwym uogólnieniem Grossa („Fear”, s. 62): „Żydzi byli zawsze lojalnymi obywatelami. Tradycyjnie traktowali państwo jako obrońcę przeciw potencjalnym agresjom ksenofobicznych sąsiadów”.

Dlaczego poparli Ukraińców?

Z kolei wśród Żydów w Galicji wyraźnie dominowały nastroje proukraińskie i niechętne Polsce. Czołowym rzecznikiem opcji proukraińskiej był Israel Waldman. Zarówno on, jak i inny wybitny polityk galicyjski Leo Reich (prezes Rady Narodowej Żydowskiej Wschodniej Galicji, wielokrotny poseł do parlamentu) głosili, że zarówno Żydzi, jak i syjonizm zyskają lepsze warunki rozwoju wewnątrz ukraińskiej struktury państwowej. Leo Reich tak wyjaśniał 4 kwietnia 1919 r. na łamach „Izraelitischen Wochenblatt für Schweis” przyczyny proukraińskich sympatii wśród Żydów: „(…) Musimy jednak nalegać, aby zamieszkane w większości przez Ukraińców obszary należały do Ukrainy, nie tylko w imię sprawiedliwości, lecz i we własnym interesie. Sytuacja nasza na Ukrainie będzie bowiem o wiele lepsza niż w Polsce, gdyż Ukraińcy nas potrzebują. Będzie to miało miejsce zwłaszcza w najbliższych 40-50 latach. Ukraińcy, mając mało inteligencji, będą nas potrzebowali do handlu, bankowości, urzędów itd. We własnym interesie muszą więc protegować żydowską inteligencję. (…) W Polsce mogą ulec Żydzi o wiele łatwiej asymilacji, ponieważ kultura polska jest bądź co bądź silna. Inaczej ma się rzecz na Ukrainie, gdyż ukraińska kultura w stosunku do żydowskiej jest minimalna. Żadnemu Żydowi nie przyszłoby do głowy zasymilować się z Ukraińcami”.

Nawet po decydującej klęsce Ukraińców w bojach z Polakami wielu Żydów galicyjskich odnosiło się z niechęcią do propolskiej orientacji. Jak pisał Ezra Mendelsohn: „Niemało syjonistów miało nadzieję na niepodległy okrąg Wschodniej Galicji pod kontrolą Ligi Narodów czy w charakterze mandatu jednego z Wielkich Mocarstw zamiast bezpośredniego związku z Warszawą (…)” (E. Mendelsohn, „Zionism…”, s. 99).

Warto w tym kontekście przypomnieć uwagi dyplomaty włoskiego Eugenio Realego, znanego z wnikliwości jego polskich obserwacji (Reale był w 1945 r. włoskim ministrem spraw zagranicznych, a od września 1945 do lutego 1947 r. ambasadorem Włoch w Warszawie). W skierowanym do włoskiego MSZ obszernym opracowaniu na temat problemu żydowskiego w Polsce (z 5 lipca 1946 r.) Reale pisał m.in.: „Po zawarciu pokoju w Brześciu Litewskim Żydzi polscy prowadzili w dalszym ciągu akcję antynarodową, popierając niepodległość Ukrainy i przyłączenie do niej polskiego terytorium Chełma. Po zakończeniu wojny występowali przeciwko zajęciu przez Polaków Gdańska, Poznania, Opola, Cieszyna, Lwowa, Wilna (…) Antysemityzm polski jest przede wszystkim uczuciowy i wśród przyczyn, które wywołały jego powstanie, może najważniejsze było owo obojętne, a nawet wrogie stanowisko Żydów wobec problemów narodowych Polski; tego rodzaju postawa musiała z konieczności budzić oburzenie narodu tak sentymentalnego, jak naród polski” (E. Reale, „Raporty. Polska 1945-1946”, Paryż 1968, s. 200-201).

Jakże smutny był fakt, że tylko mniejszość polskich Żydów, głównie z nurtu tzw. asymilatorów, aktywnie wspierała polskie boje o granice. Jak wynika z przeróżnych źródeł, przeważająca część polskich Żydów zachowywała obojętne lub wręcz niechętne stanowisko wobec wizji niepodległości Polski. By przytoczyć tu choćby tak wymowną relację z pamiętników Józefa Dominika Kłoczowskiego (ojca znanego dziś historyka, prof. KUL-u Jerzego Kłoczowskiego). Czytamy tam o sytuacji w Warszawie w październiku 1918 roku: „U nas w SGGW nie było przeciw wstąpieniu do wojska opozycji (…) Gdy dyskusja trwała, przyniesiono wieść z miasta, że ogromna część młodzieży – wszyscy Żydzi i część zagorzałych socjalistów – nie chce absolutnie iść do wojska, nie chce uchwalić wniosku o zawieszenie studiów”. Zapytajmy p. Grossa: czy to była postawa „państwowotwórcza”? Wielka część polskich Żydów nie widziała żadnej motywacji do walki o Polskę, ginięcia za granice państwa, z którego interesami się nie utożsamiała. Szokująco pod tym względem wyglądały informacje podane przez profesora Wacława Sobieskiego, członka Polskiej Akademii Umiejętności, w III tomie jego głośnych „Dziejów Polski”. Otóż wśród zbiegłych na Górny Śląsk, a następnie wydanych władzom polskim było 202 dezerterów, w tym 193 Żydów, 411 uchylających się od poboru wojskowego, w tym 398 Żydów, 328 działających na szkodę państwa polskiego, w tym 325 Żydów (por. W. Sobieski, „Dzieje Polski”, t. III 1864-1938, Warszawa 1938, s. 251).

Dodajmy do tego nader destrukcyjną rolę przywódcy posłów żydowskich z Kongresówki Icchaka Grünbauma. W odróżnieniu od szukających porozumienia z polskimi politykami posłów żydowskich z Galicji, zajmował on wciąż skrajnie nieprzejednaną postawę. Właśnie Grünbaum odegrał szczególnie dużą rolę w stworzeniu, głównie we współdziałaniu z działaczami z niemieckiej mniejszości,

tzw. Bloku Mniejszości Narodowych. W żadnym razie nie było to nic „państwowotwórczego”, wręcz przeciwnie. Wspomniany już historyk żydowski E. Mendelsohn twierdzi w odniesieniu do czasów II RP, że „najbardziej naturalnym sojusznikiem Żydów” była inna rozproszona w Polsce narodowość – Niemcy (E. Mendelsohn, „Zionism…”, s. 135). Otóż tego typu sojusznik Żydów mógł budzić tylko tym większą zrozumiałą nieufność po stronie polskiej i podejrzenia co do siły poczucia „państwowotwórczego” wśród Żydów.

Mit o biednych Żydach

Gross przedstawia Amerykanom Żydów polskich z pierwszych lat po 1944 r. jako wyjątkowo nieszczęśliwą, wybiedzoną, wegetującą społeczność, wciąż prześladowaną przez grabieżczych Polaków, nieznających granic w swej chciwości. Na s. 125 „Strachu” Gross pisze, że „żydowska ludność w powojennej Polsce żyła w ubóstwie, była wychudzona, chora i pełna urazu”. Według Grossa, sprawy osiągnęły stan krytyczny, gdy doszło do nagłego napływu żydowskich repatriantów ze Związku Sowieckiego, „równie wybiedzonych i wyczerpanych” (s. 125). Gross powtarza dalej stwierdzenia o „smutnych, przygnębionych, przybitych” Żydach, „żyjącej w nędzy i chorej ludności” (s. 126). Te generalizacje Grossa mają służyć do wywołania tym większego współczucia Amerykanów dla „biednych, wynędzniałych Żydów”, prześladowanych przez Polaków. Warto je porównać z zupełnie odmiennymi ocenami, opartymi na udokumentowanych relacjach z owych lat. Według tych świadectw, przynajmniej część Żydów w tamtym okresie nie należała wcale do szczególnie wybiedzonych, lecz cieszyła się uprzywilejowanym statusem. Na przykład historyk Jędrzej Chomiński pisze, iż: „W wielu zakładach wrogość robotników wobec Żydów wynikała z ostentacyjnego preferowania ich na stanowiska kierownicze” (J. Chomiński, Strajki robotnicze w Polsce 1945-1948, w: „Studia i materiały z dziejów opozycji i oporu społecznego”, t. 1 pod red. Ł. Kamińskiego, Wrocław 1998, s. 20). Historyk z IPN Łukasz Kamiński pisze: „Niechęć do Żydów nie wypływała przeważnie z uprzedzeń rasowych czy religijnych. Stali się w oczach polskiego społeczeństwa symbolami obcej, narzuconej władzy. Żydzi ucieleśniali jej przedstawicieli – oficera UB czy PPR-owca. Niechęć tę pogłębiał wyższy status ekonomiczny Żydów, otrzymujących wsparcie od licznych organizacji diaspory” [podkr. – J.R.N.] (cyt. za: Ł. Kamiński, „Strajki robotnicze w Polsce w latach 1945-1948”, Wrocław 1999, s. 46). Inny historyk – Stefan Ciesielski – pisał, iż: „Robotnicy (…) pragnęli widzieć koło siebie Żyda jako partnera, współpracownika przy warsztacie produkcyjnym, a nie jako dyrektora, administratora, wysokiego funkcjonariusza państwowego, handlowca czy wreszcie niepracującego, nieproduktywnego osobnika, który pobierał z różnych instytucji międzynarodowych, czy też rodzimych państwowych, różnorodne zasiłki, których wielkość była otoczona z zasady tajemnicą. (…) W odczuciu polskich sąsiadów rodzin żydowskich, prowadziły one żywot pasożytniczy. W sierpniu 1945 roku w Łodzi na przeszło 20 tysięcy zamieszkujących wówczas Żydów, według informacji KŁ PPR, ani jeden nie był zatrudniony bezpośrednio przy warsztacie produkcyjnym w fabryce. Jeżeli niektórzy pracowali w przemyśle, to na stanowiskach kierowniczych albo w administracji zakładowej. Spośród tej liczby 9 tysięcy, szczególnie młodzieży żydowskiej, było zarejestrowanych jako bezrobotni. W tym samym czasie władze szkolne wysyłały dzieci do akcji żniwnej, co wywoływało komentarze typu – a dlaczego zamiast dzieci nie zatrudniano bezrobotnych Żydów?” (por. S. Ciesielski, Nastroje strajkowe wśród robotników w Polsce w latach 1945-1946, „Dzieje Najnowsze”, 1989, nr 1, s. 112-115). Ciesielski pisał również: „Raziła też szerokie rzesze rzucająca się na zewnątrz wyższa stopa życiowa ludności żydowskiej [podkr. – J.R.N.]. Potocznie sądzono, że jest ona efektem bezkarnych nadużyć gospodarczych popełnianych przez Żydów. (…) Powracający Żydzi izolowali się często od środowisk polskich, zajmując wydzielone specjalnie dla nich kompleksy zabudowań, nie podejmowali natomiast pracy zarobkowej” (por. tamże, s. 116). Znamienne, że Gross całkowicie pomija sprawę napięć wynikających z powyżej opisanego statusu ekonomicznego dużej części Żydów, wszystko zrzucając na karb rzekomego „polskiego antysemityzmu”.

Marek J. Chodakiewicz powołuje się na „dokument komunistyczny” – sprawozdanie instruktora Wydziału Okr. Org. KC St. Brodzińskiego z przeprowadzonej w dniach 12-18 sierpnia 1945 r. inspekcji na terenie miasta Łodzi. W sprawozdaniu tym można było przeczytać m.in.: „Kierownicy wydziałów personalnych w większości są Żydami, którzy usuwają z lepszych stanowisk Polaków i wsadzają Żydów. (…) Jest faktem, że Żydzi na terenie Łodzi otrzymali wszyscy karty żywnościowe pierwszej kategorii (w odróżnieniu od Polaków. Została również wybrana komisja do sprawdzenia nadużyć w Opiece Społecznej, która wypłaciła Kom(itetowi) Żydowskiemu na polecenie Ministerstwa 1 milion zł(otych), który został podzielony przez tenże Kom(itet) Żydowski między 64 rodziny żydowskie. Natomiast z tej samej Opieki Społecznej nie można otrzymać pieniędzy dla sierot i powracających z obozu” (cyt. za M.J. Chodakiewicz, „Żydzi i Polacy 1918-1945”, Warszawa 2000, s. 511).

Chodakiewicz powołał się również na raport żydowskiej organizacji w odniesieniu do sytuacji na Śląsku w sierpniu 1945 r. Można tam było przeczytać, iż: „Wszyscy prawie Żydzi żyją z dnia na dzień, nie interesują ich piękne mieszkania, komfortowe meble, drogie maszyny, jakie otrzymywali bezpłatnie, myślą o tym, jak najlepiej spieniężyć to wszystko i wyjechać albo za granicę, albo też do drugiej miejscowości w Polsce, ażeby ten szaber powtórzyć” (tamże, s. 514). Chodakiewicz powołał się również na ocenę doktora Hermana Parnasa, wypowiedzianą podczas narady przewodniczących, zawartą w materiałach CKŻP z lipca 1946 r.: „My sami Żydzi jesteśmy współwinni w potęgowaniu antysemityzmu. Zachowanie się nasze jest czasem rażące. Mam tu na myśli żydowskich waluciarzy, spekulantów, szabrowników, bawiących się wesoło w najdroższych lokalach większych miast, co, rzecz jasna, rzuca się w oczy. Żydzi potrafią sprzedawać cudze żydowskie domy… A więc upadek moralności i etyki” (cyt. tamże, s. 514).

Warto tu wspomnieć o dziś znanej już szerzej aferze nielegalnego przejmowania i sprzedawania pożydowskich domów w Jedwabnem na rzecz szajki aferzystów zorganizowanej przez Eliasza Grądowskiego, Chaima Sroszkę i Tadeusza Zarzeckiego (por. szerzej: „Wokół Jedwabnego”, pod red. P. Machcewicza i K. Persaka, Warszawa 2002, t. 2, s. 379-388, 392-413, 422-424). W aferach pośredniczył Eliasz Trokenheim, kierownik referatu śledczego w Łodzi (por. tamże, s. 379). Do podobnej afery z udziałem grupy złożonej przeważnie z Żydów, w tym funkcjonariusza WUBP w Białymstoku Samuela Fabera, doszło na terenie Białegostoku (por. tamże, s. 379-380).

Od Kresów po Kielce

Przedstawione w moim cyklu artykuły wcale nie wyczerpały pełnego opisu rozmiarów zafałszowań i cynicznych przemilczeń J.T. Grossa w jego „Strachu”. Niektóre sprawy podejmowane w cyklu omówię znacznie szerzej w przygotowywanej do druku książce „Nowe fałsze Grossa”, m.in. sprawę działań policji żydowskiej i Judenratów, roli komunistów żydowskich w stalinizacji Polski i innych krajów Europy Środkowowschodniej. Tam też znajdzie się opis tej części fałszów Grossa, które postanowiłem pominąć w moim cyklu artykułów prasowych. Myślę tu przede wszystkim o opisywanej przeze mnie już kilka lat temu w „Naszym Dzienniku” sprawie całkowicie przemilczanej przez Grossa kolaboracji wielkiej części Żydów na Kresach z Sowietami w latach 1939-1941. Kolaboracja ta miała bardzo znaczący wpływ na pogorszenie stosunku Polaków do Żydów, i na tym tle tym bardziej skandaliczne jest całkowite przemilczenie jej w książce Grossa. Książce mającej rzekomo tłumaczyć źródła wzajemnej niechęci między Polakami a Żydami. Przypomnę tu tylko jakże wymowne stwierdzenia prof. Normana Daviesa z 1987 r.: „Wśród kolaborantów, którzy przybyli, aby pomagać sowieckim siłom bezpieczeństwa w wywózce wielkiej liczby niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci na odległe zesłanie i przypuszczalnie śmierć, była nieproporcjonalnie wielka liczba Żydów. Po drugie zaś wieści o okolicznościach towarzyszących deportacjom przyczyniły się do pogorszenia stosunków polsko-żydowskich w innych częściach okupowanej Polski” [podkr. – J.R.N.] (cyt. za: N. Davies: An Exchange, „The New York Review of Books”, 9 kwietnia 1987).

Pominę tu również opis zafałszowań bardzo szeroko omawianej przez Grossa w „Strachu” zbrodni kieleckiej z 4 lipca 1946 r. Kulisy tej zbrodni szczegółowo omawiałem już na łamach „Naszego Dziennika” na przełomie czerwca i lipca bieżącego roku. W wersji książkowej odniosę się szerzej do twierdzeń Grossa, zawierających bardzo tendencyjny opis zbrodni kieleckiej jako rzekomego krwawego wybuchu polskiego antysemityzmu. Gross pomija przy tym na ogół jakże liczne dowody na to, że zbrodnia kielecka była zbrodnią komunistyczną. Wspomnę tu tylko parę opinii o zbrodni kieleckiej, które nie były przedstawiane w moim czerwcowym cyklu. Pierwsza z nich to opinia znanego działacza syjonistycznego, jednego z twórców Żydowskiej Organizacji Bojowej – Icchaka Cukiermana „Antka”. Na wieść o popełnionej na Żydach zbrodni w Kielcach Cukierman natychmiast udał się do tego miasta i mógł bezpośrednio przeprowadzić liczne rozmowy na temat domniemanych kulis zbrodni. W swoich wspomnieniach Cukierman stwierdził: „Myślę, że w Kielcach odpowiedzialnymi za pogrom byli miejscowi komuniści (…) O udziale UB w pogromie mogłem wnioskować, bez wątpliwości, z symptomów braku reakcji ze strony sił bezpieczeństwa. To znaczy, oni byli wśród czynników odpowiedzialnych za tę rzeź (…) Ów Sobczyński i jego ludzie, którzy pomogli przygotować pogrom, nie stanęli nigdy przed sądem” (por. I. Cukierman „Antek”: „Nadmiar pamięci. Siedem owych lat. Wspomnienia 1939-1946”, Warszawa 2000, s. 397, 419). Znamienne, że Gross, chętnie powołujący się na wspomnienia Cukiermana na temat zbrodni kieleckiej, całkowicie przemilcza jego twierdzenia o odpowiedzialności komunistów i UB za tę zbrodnię.

Przypomnę tu również dziś już zupełnie zapomnianą, a dość znamienną opinię dziennikarza żydowskiego pochodzenia Kazimierza Zyberta, przytoczoną w wydanej w 1992 r. książce Ruty Pragier: „Żydzi czy Polacy”: „Pogrom kielecki. Nie ma dowodów, ale wiele poszlak na to wskazuje, że była to ubecka prowokacja. A kto był na wierchuszce w UB? Podobno Żydzi (…) Rzecz w tym, że ci ludzie w ogóle nie mieli skrupułów – zwyczajni bandyci”. (R. Pragier, „Żydzi czy Polacy”, Warszawa 1992, s. 179-180).

I jeszcze jedna ocena wyszła spod pióra publicysty Stefana Bratkowskiego, znanego skądinąd ze skrajnego filosemityzmu, rzecznika tezy o zbrodni kieleckiej jako wyniku działań NKWD. W poświęconej dziejom stosunków polsko-żydowskich książce „Pod wspólnym niebem” Bratkowski powołał się na film dokumentalny Andrzeja Miłosza „Henio”, jednoznacznie akcentujący wersję o komunistycznych sprawcach zbrodni – w oparciu o relację rzekomo porwanego w 1946 r. syna konfidenta bezpieki Henryka Błaszczyka. Warto tu przypomnieć swego rodzaju puentę S. Bratkowskiego na temat kulis zbrodni kieleckiej z 1946 roku. „Zachód przyznajmy, uwierzył we wszystko. Chciał uwierzyć. Pogrom kielecki udowodnił, że Polacy zasłużyli na swój los i należało ich zostawić Sowietom” (S. Bratkowski, „Pod wspólnym niebem”, Warszawa 2001, s. 198).

Zdumiewa fakt, że prokurator Krzysztof Falkiewicz, decydując o umorzeniu śledztwa w sprawie zbrodni kieleckiej i twierdząc, że najprawdopodobniej była ona wynikiem spontanicznego wybuchu antysemityzmu, całkowicie przemilczał niektóre niepasujące mu fakty. Przypomnę tu jeden z nich bardzo znamienny, a dziś dziwnie przemilczany. Mam oto przed sobą wycinek z „Życia” z 4 lipca 2001 r. Zawiera on informację zatytułowaną: „Mówi świadek: Mord zaplanowali ubecy”. W podtytule dodawano: „Instytut Pamięci Narodowej będzie kontynuować śledztwo w sprawie pogromu kieleckiego”. W tekście czytamy m.in.: „Śledztwo było kontynuowane podczas zawieszenia działalności Głównej Komisji. W tym czasie 'gromadzono nieznane wcześniej dowody, m.in. przesłuchano świadka – byłego kierowcę Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach, który poinformował o treści rozmów, które usłyszał, wożąc samochodem służbowym funkcjonariuszy tego urzędu. Z relacji świadka wynika, że zdarzenia w budynku przy ul. Planty 7 miały zostać zaplanowane i wywołane przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach, a następnie wymknęły się spod ich kontroli’ – pisze IPN”. Zapytajmy prokuratora Falkiewicza, dlaczego całkowicie pominął sprawę zeznania tak ważnego świadka w swym umorzeniu śledztwa z 21 października 2004 r.? Czy zrobił tak dlatego, że tego typu zeznania sprzeczne były z odpowiednią „poprawną politycznie” wizją zbrodni kieleckiej, jakiej przypuszczalnie oczekiwali zarządzający wówczas resortem sprawiedliwości politycy postkomunistyczni? Ciekawe, co o tym sądzą dzisiejsi szefowie IPN?

Jak gen. Jaruzelski donosił na „antysemitów”

Inna sprawa ogromnie zafałszowana przez Grossa. Ukazuje on Żydów jako nieszczęśliwe ofiary systemu komunistycznego w Polsce, przedstawiając jako końcowy etap rzekomej „gehenny” w PRL wygnanie Żydów z Polski przez Gomułkę w latach 1968-1969 („Fear”, s. 243). Pisze, że uczyniło to Polskę Judenrein (czystą od Żydów). Gross przemilcza, że historia Żydów w PRL wcale nie skończyła się na latach 1968-1969. Przemilcza, że w tym samym PRL za rządów gen. Jaruzelskiego, począwszy od stanu wojennego, nastąpił okres niebywałego hołubienia Żydów przez władze komunistyczne. Wspominał o tym m.in. Chone Shmeruk, profesor literatury jidysz Uniwersytetu Hebrajskiego w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z 19 kwietnia 1995 r.: „Władze PRL w latach 80. też popierały sprawy żydowskie. Było wtedy takie powiedzonko: Co się nosi w Polsce? Żydów na rękach (…)”. Wcześniej, bo jeszcze w 1983 r. żydowski publicysta Abel Kainer (Stanisław Krajewski) pisał na łamach podziemnej „Krytyki” (nr 15 z 1983 r., s. 202): „WRON grała rolę wielkiej opiekunki Żydów. Rząd wojskowych puczystów, toczących wojnę z Narodem” w atmosferze wrogości przeważającej części środowisk inteligenckich, zyskał sobie szczególnie wielkie poparcie w mocnym żydowskim lobby w aparacie propagandy i mediach, na czele z J. Urbanem i K.T. Toeplitzem. Wśród najgoręcej wspierających gen. Jaruzelskiego znalazł się m.in. krytyk Artur Sandauer; który był jednym z głównych smakoszy osławionej zupy z kotła podczas wizyty proreżimowych „twórców” u wojskowych puczystów na poligonie. Z kolei dawny stalinowiec, filozof Adam Schaff popisał się arcygroteskowym pomysłem przyznania gen. Jaruzelskiemu Pokojowej Nagrody Nobla!

Sam gen. W. Jaruzelski, starając się o przełamanie izolacji PRL na Zachodzie, niezwykle przymilnie zabiegał o względy różnych wpływowych kręgów żydowskich na świecie. W tym celu prezentował się jako wielki przyjaciel Żydów i pogromca rzekomo szerzonego przez „Solidarność” polskiego „nacjonalizmu” i „antysemityzmu”. W zabiegach o poparcie światowego lobby żydowskiego gen. Jaruzelski nie wahał się wychodzić za granicę z najordynarniejszymi „donosami na Polskę i Polaków”. W rozmowie z przywódcami Żydów amerykańskich na spotkaniu w Nowym Jorku jesienią 1985 roku Jaruzelski z całym cynizmem oskarżył „Solidarność” o rzekomy „antysemityzm” (wspominał o tym znany „Europejczyk” Aleksander Smolar na łamach podziemnego „Aneksu” z 1986 r., nr 41-42, s. 123). Pamięć o tym, jak ludzie Jaruzelskiego donosili zagranicznym Żydom na rzekomo „antysemicką” „Solidarność” zachowała się również we fragmentach książkowej relacji z Polski zapisanej przez żydowskiego publicystę z USA Michaela T. Kaufmana. Opisał on, jak w czasie wizyty w Polsce prezesa Światowego Kongresu Żydów Edgara Bronfmana „rządowi oficjele wciąż powtarzali oskarżenia, że Solidarność wyrażała antysemickie poglądy i postawy” (M.T. Kaufman, „Mad dreams, saving graces. Poland: A Nation in Conspiracy”, New York 1989, s. 171).

Ostatnia część cyklu ukaże się w sobotę.

prof. Jerzy Robert Nowak
drukuj