Szkoły pod specjalnym nadzorem
Ministerstwo edukacji ma zamiar stworzyć szkoły o szczególnym nadzorze pedagogicznym, do których mieliby trafiać uczniowie niezdyscyplinowani. Pomysł, mimo że stanowi kolejny krok w stronę wyjścia z trudnej sytuacji polskiej oświaty, wzbudza kontrowersje wśród opozycji.
Problem pogarszającej się dyscypliny w szkołach systematycznie powraca na łamy prasy. Najczęściej opisywane są przejawy agresji uczniów wobec kolegów bądź uczniów wobec nauczycieli. Zachowania te nie tylko przyjmują formę werbalną, nieraz dochodzi także do przemocy fizycznej. W efekcie z roku na rok pogłębia się erozja środowiska wychowawczego szkoły.
Mechanizmy
destrukcji
W zasadzie istnieją dwie podstawowe przyczyny pedagogicznych porażek ostatniego piętnastolecia. Pierwszą jest preferowanie przez państwo skompromitowanej filozofii wychowania, za którą idą nieskuteczne metody; druga – wiąże się z przemianami społeczno-ekonomicznymi. Ich konsekwencją jest destrukcyjny wpływ mediów oraz zaniedbania opiekuńcze rodziców względem swych pociech. Bezpardonowa walka o byt na rynku pracy sprawia, że rodzice w mniejszym stopniu zajmują się dziećmi. Dawniej, gdy funkcjonowała rodzina wielopokoleniowa, pieczę nad dziećmi sprawowali w takich sytuacjach pozostali członkowie rodziny (np. dziadkowie), obecnie tę funkcję przejęły media i „podwórko”. Dodatkowo skalę problemu powiększa zjawisko emigracji gospodarczej, prowadząc do rozbijania więzi rodzinnych i wielu dziecięcych tragedii.
O ile społeczno-ekonomiczny kontekst funkcjonowania rodziny jest poza kompetencją resortu edukacji, o tyle zmiana polityki oświatowej w szkole leży w jego gestii. Choć trzeba od razu zaznaczyć, że problemu nie rozwiąże się jedną czy drugą decyzją. W grę wchodzi fundamentalna i długofalowa zmiana w polityce oświatowej państwa, a to jest zadanie na lata.
Powiew postmoderny
Od początku lat 90. pomysły na wychowanie czerpano głównie z modernistycznych, a nawet postmodernistycznych koncepcji pedagogicznych ostatnich dekad, które traktują dziecko niczym bożyszcze. Tendencje te ujawniają się w wymiarze prawnym, chociażby poprzez przesadne akcentowanie praw ucznia, wymóg opiniowania nauczycieli przez dzieci czy stworzenie zapór prawnych uniemożliwiających w praktyce usunięcie chuligana ze szkoły (szczególnie na poziomie podstawówki i gimnazjum). Takie prawo sprzyja osłabieniu pozycji nauczyciela. Atmosferę wszechobecnego pajdocentryzmu pogłębia okołoszkolna propaganda różnych instytucji doszkalających, które wbijają nauczycielom do głów, jak to powinni nieustannie dialogować ze swoimi podwładnymi i bynajmniej ich nie stresować. Równocześnie utrwala się mit fałszywie rozumianej wolności. W jego konsekwencji trudno zabraniać wolnemu uczniowi chodzenia po szkole w „glanach”, w wyciągniętym swetrze, z kolczykiem w nosie i z irokezem na głowie! Reprezentując szczególny rodzaj „kultury”, nie może być krytykowany i negatywnie oceniany z pozycji innego systemu wartości. Wszelkie próby zmiany tej sytuacji postrzegane są przez skrajnych ideologów jako przejaw zakamuflowanego (bądź nie) faszyzmu.
Co ciekawe, pomimo lewicowej ofensywy ideologicznej i ustawodawczej „wolnościowe” pomysły na oświatę trafiają najczęściej na „opór materii”. Głównym ich mankamentem jest bowiem mała skuteczność i swoista jałowość, wynikająca z błędnej koncepcji człowieka. Nauczyciele niemal codziennie przekonują się, że „dialogizm” i „bezstresizm” nie działa. W wielu przypadkach „robią swoje”, narażając się na konflikty z dobrze znającymi swoje prawa uczniami. I tak władza sobie, życie sobie…
Sposób na chuligana
Nie ulega wątpliwości, że obecne kierownictwo resortu edukacji próbuje odciąć się od tej jałowej polityki oświatowej. Świadczą o tym takie pomysły, jak podniesienie rangi oceny z zachowania, upowszechnienie monitoringu, blokowanie niektórych stron w szkolnych komputerach, wprowadzenie jednolitych strojów czy najnowsza propozycja izolowania uczniów trudnych. Szczególnie ten ostatni pomysł uderza bezpośrednio w światopogląd lewicowy. Od czasów Marksa lewica wyznaje zasadę, że byt określa świadomość. W oświacie skutkuje to tendencją do przesadnego traktowania wpływu czynnika środowiskowego na postawy ucznia. Stąd na przykład typowa dla socjalistów skłonność do wydłużania nauki na poziomie elementarnym, tak by wyrównać różnice wynikające z zaniedbań środowiskowych (nieważne, że kosztem uczniów zdolnych, którzy muszą czekać, aż reszta dobije do ich poziomu).
Argument za odstąpieniem od karania niewinnego dziecka (winna jest rodzina, Kościół, kompleksy itp.) osadzeniem w szkole specjalnej będzie przewijał się wielokrotnie w dyskusji nad wprowadzeniem nowego typu szkół. Drugim argumentem będzie z pewnością twierdzenie, że w warunkach szkolnych uczniowie niedostosowani mają mimo wszystko możliwość poprawy. Praktyka pokazuje jednak co innego. W wieku dorastania w naturalny sposób bunt, alkohol, narkotyki, agresja mają większą siłę przebicia niż dążenie do cnoty. W wielu szkołach deprawatorzy zajmują wysokie miejsce w strukturze grupy nieformalnej, przez co ich wpływ na patologizację procesu wychowawczego nie podlega dyskusji. Dlatego o wiele bardziej prawdopodobne jest to, że zarażą oni swoimi patologiami klasę, niż że klasowa „milcząca większość” nawróci przyszłego klienta zakładów karnych.
Nie godząc się na koedukację chuliganów z „milczącą większością”, można próbować – tak jak proponuje resort – izolować taką młodzież w specjalnych szkołach, stwarzając w nich odpowiednie warunki do prostowania charakterów (większa dyscyplina, indywidualne podejście itp.). Można również próbować odważniejszych rozwiązań. Jednym z nich jest na przykład zwalnianie z obowiązku szkolnego (takie rozwiązania funkcjonowały w okresie międzywojennym) niesfornych uczniów i tym samym definitywne relegowanie ich ze szkoły (jeżeli już musi być darmowa nauka na państwowym garnuszku, to powinna być przywilejem, a nie przymusem).
ooo
Tak czy inaczej problem braku dyscypliny musi zostać jak najszybciej rozwiązany. Trzeba jednak pamiętać, że nawet śmiałe decyzje administracyjne muszą współgrać ze zmianą w dotychczasowej polityce kształcenia nauczycieli. Osoby i instytucje żerujące obecnie na oświacie – poprzez propagowanie skompromitowanych metod – powinni jak najszybciej zostać od niej odcięci. Nie można również zapominać, że lepsze efekty wychowawcze osiągnie się poprzez przywrócenie dawnej kondycji rodziny, a to problem szerszy, wychodzący poza kompetencje ministerstwa edukacji.
