Musimy godnie upamiętnić ofiary w Bykowni

Z księdzem prałatem Zdzisławem J. Peszkowskim, kapelanem Rodzin Katyńskich i
Pomordowanych na Wschodzie, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Jakie są Księdza Prałata pierwsze wrażenia po usłyszeniu wiadomości, że w
Bykowni zostały odkryte groby Polaków zamordowanych w 1940 roku przez NKWD?
– Radość wielka, że jest zawiadomienie o odkryciu grobów koło Kijowa i że teraz
coś się tam będzie działo. Ale mój ból bólów polega na tym, że prawdę o Bykowni
odkrył już kilka lat temu Jan Paweł II. Kiedy byłem u niego na Boże Narodzenie
w 2000 roku, powiedziałem: "Ojcze Święty, ponieważ wybierasz się na Ukrainę,
przynoszę ci książkę 'Kijów i Bykownia’, która jej dotyczy". Wtedy Papież
zapytał mnie: "Dlaczego Bykownia napisałeś takimi dużymi literami, tak
jak Kijów?" "Ojcze Święty" – powiedziałem – "tam jest ogromny
dół śmierci, gdzie zostało "wrzuconych" przeszło 22 tysięcy ludzi.
Jest tam i zagon polski, zagon dziwny, bo jest w nim 4180 Polaków, oficerów
i innych. Nie ma tam żadnego krzyża, żadnych znaków, tylko my wiemy, że oni
tam leżą".

Co było później?
– Zaczęliśmy badać, jak wygląda tło tamtej zbrodni i dowiedzieliśmy się rzeczy
strasznych i dziwnych. Mianowicie ostatnią stacją metra jest właśnie Bykownia,
potem las ogromny i to cmentarzysko potężne. Odkryliśmy, że Polaków najpierw
wieziono do Kijowa, gdzie przy ulicy Karolenkiwskiej 17 mordowano ich strzałem
w tył głowy, a ciała wywożono do Bykowni. Zrobiliśmy specjalne mapki, na
których widać, skąd z całej dzisiejszej Ukrainy i Białorusi transportowano
Polaków. Dowiedzieliśmy się również, że na ulicę Karolenkiwską 17 było aż
114 transportów śmierci, formowanych przez 19 więzień Ukrainy: Lwowa (Brygidki
i Zamarstynów), Stanisławowa, Równego, Łucka, Tarnopola, Kowla, Dubna, Sambora,
Drohobycza i innych. W drugiej połowie lat 30., po likwidacji samodzielnego
polskiego obwodu "Marchlewszczyzna", w "trybie specjalnym" –
strzałem w tył głowy – w Kijowie wymordowano kilka tysięcy Polaków. W czasie
II wojny światowej na Ukrainie wydano ponadto 34 377 wyroków śmierci na Polaków,
którzy zostali rozstrzelani. Dziś mamy całą listę tych, którzy zginęli w
Bykowni.

Ojciec Święty Jan Paweł II, będąc w 2001 r. na Ukrainie, udał się specjalnie
do Bykowni…

– Tak. Odwiedził to miejsce i modlił się tam. Na drugi dzień Ojciec Święty
udał się do Babiego Jaru, gdzie wymordowani byli przede wszystkim Żydzi polscy
i inni, i też się tam modlił. To był prawdziwy moment odkrycia Bykowni. Jan
Paweł II wezwał nas wtedy do modlitwy za tych wszystkich, którzy odeszli. Umocnił
w nas też wtedy tę prawdę naszej wiary, która nazywa się świętych obcowanie
– oni w ramionach Boga, a my w drodze do nich. Kiedy przyjechałem później do
naszego Papieża do Rzymu, uklęknąłem i powiedziałem: "Ojcze Święty, byłeś
w Katyniu!". Bo to jest miejsce, które włączamy w Golgotę Wschodu.

Jak reagują rodziny katyńskie na wieść o odnalezieniu nowych grobów? Wiele
z nich przecież do dziś nie znalazło swoich bliskich w dołach już wcześniej
odkrytych…

– Jest to dla nich bardzo trudne. Ta ziemia kryje wciąż wielu naszych najdroższych.
Odnalezienie ich to nasz obowiązek, z którego nas nikt nie może zwolnić. Wszyscy
ci, którzy nie znaleźli swoich bliskich w odkrytych już wcześniej grobach,
mogą mieć nadzieję, że właśnie tutaj ich znajdą, że może jakiś ślad po nich
został. Wiadomość, że trwa ekshumacja w Bykowni, jest dla nich pewną ulgą.
W napięciu czekają na wyniki prac polskiej ekipy.

Oprócz Bykowni istnieją jeszcze inne nieodkryte groby na Ukrainie…
– Na całej Ukrainie można je znaleźć w wielu miejscach. To, co zdarzyło się
w Bykowni, to była zaplanowana, uporządkowana w zbrodniczy sposób akcja.
Mamy co do tego pewne dane. Dysponujemy mapką, która wskazuje, z jakich miejsc
wywożono i mordowano Polaków. To daje nam obraz ogromu bolszewickich zbrodni.
To było bezlitosne wypełnienie porozumienia zawartego 23 sierpnia 1939 roku
między Hitlerem a Stalinem, w umowie Ribbentroppa i Mołotowa, gdzie ustalono,
że właściwie naszego Narodu ma nie być.

Te zbrodnie wciąż pozostają nierozliczone…
– Tak. Norymberga załatwiła częściowo sprawę niemiecką, w każdym razie nazwała
zbrodnię po imieniu. Za to nic takiego nie zrobiono w stosunku do Wschodu.
Tak więc odkrycie każdego grobu czy cmentarza jest dla nas bardzo ważne.
Następnym głośnym miejscem staną się zapewne Kuropaty koło Mińska…
– Oczywiście. Nagle będzie głośne odkrycie, a my te Kuropaty znamy od dawna.
Każde nasze dotknięcie Białorusi, a zwłaszcza Mińska, który był miastem bardzo
polskim, jest dla nas szczególnie ważne. Tutaj jednak jest jeszcze bardzo wiele
do zrobienia. Proszę dobrego Boga o łaskę, by zostały odkryte jeszcze inne
miejsca. Bo prawdą jest, że Golgota Wschodu to 8451 miejsc, o których wiemy,
że są i że tam leżą Polacy, na tej ogromnej połaci dawnej Czerwonej Rosji.
Cieszę się bardzo, że trwa ekshumacja w Bykowni i mam nadzieję, że znajdą się
pieniądze na to, by była przeprowadzona w sposób godny, prawdziwy. By dopełniła
tego, czego tak serce pragnie – by pamięć o tych, którzy odeszli, którzy życie
swoje dali za Polskę, była uczczona.

Jak ocenia Ksiądz Prałat pracę Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz
polskiej ekipy badawczej, która prowadzi prace ekshumacyjne w Bykowni?

– Otworzyliśmy ranę Narodu i te następne rany, które będziemy wyszukiwać, musimy
odnajdywać z pasją i największą czcią, dając jakąś nadzieję rodzinom katyńskim,
że Polska zawsze będzie o nich pamiętać i dbać o miejsce spoczynku ich najbliższych.
To będzie miarą organizacji, która jest odpowiedzialna za miejsca pamięci.
Musimy pamiętać, że ekshumacja odbywa się po sześćdziesięciu kilku latach,
że te doły śmierci były długo utajnione i bardzo strzeżone. Kiedy przyjechałem
tam po raz pierwszy, były tylko kartki poprzyczepiane do drzewa, na których
od czasu do czasu ktoś odważny pisał, że tu został zabity mój tata czy ktoś
inny z rodziny.

Czy wybiera się Ksiądz Prałat do Bykowni?
– Tak, jeżeli mi siły tylko na to pozwolą. Trzeba jednak przypomnieć, że nasz
słynny motocyklowy rajd katyński już od wielu lat tam jeździ. Przybywa tam
też wielu kapłanów z Ukrainy, którzy donoszą mi, że jak tylko mają chwilę
czasu, to jadą do Bykowni na serdeczną kapłańską modlitwę i pochylenie się
nad poległymi.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj