Cudowna interwencja Maryi
Mija 86. rocznica zwycięskiej Bitwy Warszawskiej nazywanej Cudem nad Wisłą. Bitwa,
która miała zatrzymać nieprzerwany marsz przeważających sił bolszewickiego agresora
u wrót Warszawy, stała się momentem zwrotnym w dziejach Europy. Nie ulega bowiem
wątpliwości, że z upadkiem Warszawy nie tylko Polska, ale i cała środkowa Europa
stanęłaby otworem dla sowieckiej inwazji.
Przez wieki Polska była tarczą Europy przeciw inwazji azjatyckiej. W żadnym jednak
momencie historii niebezpieczeństwo totalnego zniewolenia nie było tak groźne
jak tym razem. Modlitwy zaś składane przez ręce Maryi, Patronki Stolicy i Królowej
Polski, nigdy nie były tak gorące.
W obliczu nadciągającego nieszczęścia modlono się dosłownie wszędzie, nie tylko
w kościołach, które nie mogły pomieścić wszystkich wiernych, choć otwarte były
całą dobę. Od Starówki, siedziby Matki Bożej Łaskawej – Patronki Warszawy, aż
do kościoła Świętego Krzyża tłum trwał na modlitwie, dzień i noc wzywając pomocy
swojej Patronki i Królowej. Przed figurą Najświętszej Panny znajdującej się na
otwartej przestrzeni Krakowskiego Przedmieścia czuwano i modlono się bez przerwy.
Przypominano Łaskawej Patronce Stolicy, że już raz złamała strzały Bożego gniewu
i uratowała Warszawę przed czarną zarazą (epidemią cholery). Błagano, by zechciała
uratować swój lud i swoje królestwo. Błagano, by zechciała zdusić czerwoną zarazę
i zapobiegła rozniesieniu się krwawego bolszewickiego terroru, nie tylko w naszej
Ojczyźnie, ale i w Europie.
Zdawano sobie sprawę z grozy sytuacji. Docierały do Warszawy przerażające wiadomości
o tym, jak bolszewicy rozprawiali się z inteligencją i osobami duchownymi na
zajmowanych ziemiach (piszę o tym szerzej w mojej przygotowanej do druku książce "Matka
Boża Łaskawa w Bitwie Warszawskiej") i tym żarliwiej błagano o cud. Tylko
cud, tylko interwencja Niebios mogła powstrzymać ten nieubłagany, trwający od
miesięcy zwycięski pochód Armii Czerwonej przez nasz kraj – w drodze na Zachód.
W sierpniu 1920 roku stojąca u wrót stolicy Armia Czerwona miała wielokrotną
liczebną przewagę nad naszymi siłami. Bolszewicy byli absolutnie pewni zwycięstwa
– ustalili nawet datę zajęcia stolicy i przejęcia władzy w Polsce na 15 sierpnia.
W Wyszkowie czekał już tymczasowy rząd z Konem, Dzierżyńskim i Marchlewskim na
czele. W Warszawie bolszewickich "wyzwolicieli" oczekiwała komunistyczna
V kolumna, 40-tysięczna rzesza robotników, mająca godnie przywitać swoich "oswobodzicieli" i
wraz z nimi roznieść w pył (czytaj: wymordować) warszawskich "burżujów i
krwiopijców".
Warszawa była praktycznie bezbronna. Wszyscy zdolni do walki mężczyźni na mocy
dekretu o powszechnej mobilizacji już od miesięcy przebywali na froncie. Stolicy
mieli bronić ochotnicy, gimnazjaliści, podrostki, dla których karabin często
był przekraczającym ich siły ciężarem, i starzy weterani z powodu wieku pozostający
poza czynną służbą.
Dopomogę wam
Wszystko to, co od momentu odzyskania niepodległości w 1917 roku przeżywała
Polska, przewidziała Opatrzność Boża. Na 48 lat przed opisywanymi wydarzeniami
sama Najświętsza Dziewica przygotowywała lud swojego kraju nie tylko na odzyskanie
upragnionej niepodległości, ale także na to, co dzisiaj nazywamy wojną bolszewicko-polską
(nb. nigdy oficjalnie niewypowiedzianą).
W Wielki Piątek 1872 r. Matka Najświętsza przekazuje mistyczce Wandzie Nepomucenie
Malczewskiej (obecnie kandydatce na ołtarze) następujące słowa:
"
Skoro Polska otrzyma niepodległość, to niezadługo powstaną dawni gnębiciele,
aby ją zdusić. Ale moja młoda armia, w imię moje walcząca, pokona ich, odpędzi
daleko i zmusi do zawarcia pokoju.
Ja jej dopomogę".
Rok później, w Święto Wniebowzięcia, Matka Boża mówi:
"
Uroczystość dzisiejsza niezadługo stanie się ŚWIĘTEM NARODOWYM was, Polaków,
bo w tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem dążącym do waszej
zagłady.
To święto powinniście obchodzić ze szczególną okazałością" (ksiądz prałat
G. Augustynik, Miłość Boga i Ojczyzny w życiu i czynach świątobliwej Wandy
Malczewskiej, wyd. VII, Arka, Wrocław 1998).
Wielki znak na niebie
Nie tylko Warszawa, ale cała Polska modli się o ratunek. Na Jasnej Górze Episkopat
Polski wraz z tysiącami wiernych śle błagania do Królowej Polski. Nie ma
świątyni, w której by nie odprawiano wielogodzinnych nabożeństw błagalnych,
a wszystko w atmosferze ZAWIERZENIA losów bolszewicko-polskiej wojny naszej
Pani i Królowej.
Modlitwa tysięcy zjednoczonych serc wyprasza cud – PRAWDZIWY CUD – ukazanie
się Najświętszej Dziewicy.
Matka Boża ukazuje się w postaci Matki Łaskawej – Patronki Warszawy. Jest przecież
z woli magistratu i ludu miasta tego Patronką – Tarczą i Obroną, od 1652 roku.
Matka Łaskawa pojawia się na niebie przed świtem, monumentalna postać, wypełniająca
swoją Osobą całe ciemne jeszcze niebo.Ukazuje się odziana w szeroki, rozwiany
płaszcz, którym osłania stolicę. Zjawia się w otoczeniu husarii, polskiego
zwycięskiego wojska, które pod Wiedniem z hasłem "W imię Maryi" rozegnało
pogańskie watahy. Matka Boża trzyma w swych dłoniach jakby tarcze, którymi
osłania miasto Jej pieczy powierzone.
Panika bolszewików
Postać Matki Bożej była widziana przez dziesiątki, lepiej powiedzieć: setki
bolszewików atakujących polskie oddziały w bitwie o dostęp do stolicy. To
pojawienie się na niebie wywołało wśród sołdatów strach, przerażenie i panikę,
której nie sposób opisać.
Naoczni świadkowie wydarzenia, zahartowani w boju, niebojący się ani Boga,
ani ludzi, programowi ateiści, na widok postaci Maryi, groźnej "jak zbrojne
zastępy", rzucali broń, porzucali działa, tabor, aby w nieopisanym popłochu,
na oślep, pieszo i konno, salwować się ucieczką.
Przerażenie, jakie wywołało ujrzane zjawisko, i paniczny strach były tak silne,
że nikt nie myślał o konsekwencjach ucieczki z pola walki – karze śmierci dla
dezerterów. Uciekinierzy poczuli się bezpieczni dopiero w okolicach Wyszkowa
i stąd – od ich słuchaczy – pochodzą pierwsze relacje o tym wstrząsającym wydarzeniu.
Można ubolewać, że fakt cudownej interwencji, łaskawej pomocy Matki Niebieskiej,
fakt oczywisty, znany i przyjmowany przez ludzi, a relacjonowany przez dorosłych,
żołnierzy, konsekwentnie przemilczano zarówno w przedwojennej Polsce, jak i
później, w czasach rządów komunistycznych.
Niestety, również i teraz fakt ten jest pomijany milczeniem, choć z zupełnie
innych przyczyn.
W sanacyjnej Polsce oficjalnie podawaną przyczyną Cudu nad Wisłą, czyli nagłego
odwrotu zwycięskiej (do tej pory) Armii Czerwonej spod bram Warszawy, był tylko
geniusz Marszałka Piłsudskiego.
Z kolei za rządów ateistycznych w komunistycznej Polsce nie do pomyślenia było
nawet wspominanie o prawdziwym scenariuszu wydarzeń. Ukazanie się Matki Bożej
widziane i relacjonowane przez naocznych świadków, sowieckich żołnierzy, było
przez historyków reżimu zaszufladkowane jako przypadkowa gra świateł na niebie,
pobożna maryjna legenda, wymysł grupki pobożnych pań, a najczęściej w oficjalnych
przemówieniach komunistycznych władz – pomijane całkowitym milczeniem.
W ukryciu patronuje stolicy
Po wielkim modlitewnym zrywie sierpnia 1920 r., na skutek wspomnianych uwarunkowań
politycznych (odsyłam do mojej książki "Matka Łaskawa w Bitwie Warszawskiej")
Patronka Stolicy została zapomniana.
Ufundowane przez polskie kobiety wotum dziękczynne przeznaczone dla Matki Bożej
za uratowanie stolicy i Polski od okupacji bolszewickiej – złote berło i jabłko,
zostało przekazane na Jasną Górę. Patronka Warszawy – Matka Łaskawa nie doczekała
się od magistratu miasta i swojego ludu oficjalnego dowodu wdzięczności, dowodu
pamięci. Propaganda władzy sanacyjnej udowadniała, że żadnego cudu, objawienia
się Matki Bożej w Ossowie nie było, bo być nie mogło. Zwyciężył bolszewików
swoim geniuszem militarnym Józef Piłsudski! Sam zaś Marszałek w słowach skierowanych
do ks. kard. A. Kakowskiego powiedział: "Eminencjo, ja sam nie wiem, jak
myśmy tę wojnę wygrali" (sic!).
Mijają lata – zapomniana Matka Łaskawa na Świętojańskiej w ukryciu patronuje
stolicy. O tym patronacie wiedzą tylko czciciele staromiejskiej Madonny. Władysław
z Gielniowa, drugi patron stolicy, staje się powoli w świadomości warszawiaków
głównym patronem miasta, co zresztą trwa po dziś dzień.
Wybucha druga wojna światowa. Mimo że miasto ma swoją Patronkę i wierną Opiekunkę,
jednak w ferworze walk, konspiracji, koszmarze okupacji lud Warszawy nie pamięta
o tym, nie szuka u swej Patronki pomocy. Nikt oficjalnie nie powierza Matce
Bożej Łaskawej wojennych losów stolicy. Okupowana Warszawa wierzy w swój spryt,
waleczność, ufność pokłada w filipinkach, butelkach z benzyną, niezawodnym
orężu. TARCZA i OBRONA ludu warszawskiego, sprawdzona w ciężkich chwilach stolicy,
Matka Najłaskawsza, wierna Przyjaciółka warszawian nie jest wzywana. Indywidualna
modlitwa grupki wiernych na Świętojańskiej to wszystko. O ile w 1920 roku całe
miasto chroniło się pod płaszcz łaskawej opieki swej Patronki, o tyle w 1939
i 1944 roku o Matce Bożej nie pamiętano czy też nie chciano pamiętać, nie wzywano
jej skutecznej opieki nad miastem. Nie zawierzono Tarczy i Obronie ludu warszawskiego
losów stolicy i jej mieszkańców, co gorsza – nie pamiętano o zawierzeniu Powstania
Warszawskiego.
Maria Okońska w swoich wspomnieniach pisze o powszechnej w czasie trwania powstania
modlitwie maryjnej. Matce Bożej powierzano się indywidualnie, ufano, ale zabrakło
najważniejszego OFICJALNEGO zawierzenia przez dowództwo Armii Krajowej losów
powstania Matce Bożej Łaskawej, od 292 lat patronującej stolicy.
Uważam, że nadszedł czas, aby zwrócić uwagę opinii publicznej na ten fakt i
jego tragiczne skutki.
Zaniedbanie to jest tym dziwniejsze, że Polska od wieków jest Maryjna, a dowody
opieki Matki Bożej nad naszym Narodem i Ojczyzną, poczynając od obrony Częstochowy,
a na Cudzie 1920 roku kończąc, są tak oczywiste i niosące ufność w Jej niezawodną
nieustającą pomoc.
Konsekwencją braku zawierzenia losów stolicy tej od wieków niezawodnej Tarczy
i Obronie – Matce Łaskawej, była totalna klęska Powstania Warszawskiego, wykrwawienie
Narodu, śmierć najwartościowszych synów tego miasta i w konsekwencji całkowite
zburzenie i spalenie stolicy Polski.
Cóż, również i teraz historia się powtarza. Władze Warszawy usiłują sobie radzić
bez pomocy i wsparcia jej Patronki. W każdym urzędzie miejskim króluje komputer
wraz z wizerunkiem syrenki – herbem stolicy.
Patronka miasta nie została zaproszona do współrządów. Na marginesie warto
wspomnieć, że Warszawa, dzieląca się dawniej na dwa miasta – Stare i Nowe,
ma też dwa herby – Nowe Miasto (wokół kościoła Sióstr Sakramentek) ma w herbie
Najświętszą Dziewicę, Stare Miasto zaś (od Barbakanu do placu Zamkowego) –
mitologiczną syrenę.
Jest mi bardzo przykro, że Patronka Stolicy – Matka Łaskawa, znana praktycznie
od 1920 roku, nie jest kochana i publicznie czczona. Ubolewam, że prezydenci
miasta z magistratem nie zawierzają swej pracy Jej opiece. Że rektorzy wyższych
uczelni, przedstawiciele policji, służb miejskich nie ślubują Jej służyć –
nawet w kontekście tylko indywidualnego zawierzenia.
Od blisko dwóch lat w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej na Starówce (ul. Świętojańska
10) w każdą pierwszą sobotę miesiąca podczas sprawowanej przeze mnie o godz.
8.30 Mszy Świętej dokonywany jest publicznie akt zawierzenia Matce Bożej. Przybywają
na tę Mszę Świętą właściciele małych firm i dużych zakładów pracy. To tutaj
Warszawskie Zakłady Kaletnicze "Noma" zawierzyły swoją działalność
i wszystkich pracowników, fundując wotum – klęcznik do Komunii Świętej dla
wiernych sanktuarium. Ciągle przybywa nowych czcicieli Matki Łaskawej, bo jedni
od drugich dowiadują się o błogosławionych skutkach tego pierwszosobotniego
zawierzenia.
Kończąc, wyrażam nadzieję, że może pewnego dnia władze miasta – nawet incognito
– przybędą na Świętojańską, nie tylko, aby się Matce Łaskawej pokłonić, ale
też aby zaprosić Ją do współpracy.
ks. dr Józef Maria Bartnik SJ
