55 lat służby pułkownika Mieczysława Wałęgi
Zapomniany przez historię, mieszkający do dzisiaj
w Anglii, obecnie 92-letni pułkownik Mieczysław Wałęga, dowódca kompanii
we wrześniu 1939 roku, oficer
wywiadu Inspektoratu Rzeszów Armii Krajowej, działający pod pseudonimem "Jur" (znany
z wiodących raportów na temat V-2) – uznany jako "NN" przez polskich
naukowców w publikacji z 2005 r. wieńczącej pracę wspólnej polsko-brytyjskiej
komisji historycznej (!), oficer szkolący na emigracji przez 30 lat kadry dla
niezależnego Wojska Polskiego, ostatni przewodniczący Głównej Komisji Weryfikacyjnej
Armii Krajowej w Londynie – 15 sierpnia, w Święto Wojska Polskiego, zostanie
wysoko uhonorowany decyzją prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.
Niejednokrotnie stawiamy sobie dzisiaj pytanie, czy patriotyzm rozumiany jako
służba dla Polski jeszcze istnieje w naszej świadomości i w codziennym życiu,
czy też jest tylko przebrzmiałym słowem odkurzanym podczas świąt narodowych
i kolejnych rocznic. Zaczynamy się wtedy zastanawiać, gdzie szukać wzorów ideowości,
bezinteresowności i poświęcenia, bez gwarancji zapłaty czy nagrody. Odmiennie
niż współczesne pokolenie patriotyzm postrzegają osoby, które przez całe swoje
życie służyły Ojczyźnie, wszystko jej ofiarowując i niczego w zamian nie oczekując.
Jedną z takich osób jest pozostały w Anglii po II wojnie światowej, obecnie
92-letni pułkownik Mieczysław Wałęga.
Z piechoty do wywiadu
"
W mojej siatce pracowało około 100 osób. Byli w niej nie tylko oficerowie przedwojennego
wywiadu, tzw. dwójki, wywodzący się z dywersji pozafrontowej w kampanii wrześniowej
1939 roku, ale też m.in. funkcjonariusze policji granatowej, księża, prawnicy,
kolejarze" – wspomina pułkownik Mieczysław Wałęga.
Służbę wojskową rozpoczął w wieku 16 lat, wstępując do Korpusu Kadetów. Następnie
ukończył Szkołę Podchorążych w Komorowie i otrzymał przydział do 17. Pułku
Piechoty w Rzeszowie. W kampanii wrześniowej 1939 r. dowodził kompanią w 165.
Pułku Piechoty należącym do 36. DP Armii "Prusy", a po rozbiciu macierzystej
jednostki dołączył do 92. Pułku Piechoty, z którym walczył do jego rozwiązania
na Lubelszczyźnie. Uniknął niewoli niemieckiej i wrócił do Rzeszowa, by następnie
u schyłku 1939 r. włączyć się w nurt pracy konspiracyjnej pod pseudonimami "Jur" oraz "Mat".
W połowie 1941 r. ppor. Wałęga został adiutantem inspektora rzeszowskiego ZWZ
– AK por. Łukasza Cieplińskiego (w przyszłości prezesa IV Zarządu Głównego
WiN – straconego w 1951 r.), a od 1942 r. oficerem wywiadu i kontrwywiadu Inspektoratu
AK Rzeszów. Jego zadaniem było m.in. prowadzenie szkoleń i egzaminów w ramach
konspiracyjnych kursów podchorążych oraz koordynowanie działań wywiadowczych
na podległym terenie.
W pościgu za bronią "V"
Dużym sukcesem polskiego wywiadu było zlokalizowanie w miejscowości Blizna-Pustków
poligonu wojskowego, na którym odbywały się próby z pociskami V-2. Przyczynił
się do niego wysiłek setek żołnierzy Armii Krajowej różnych szczebli, którzy
ryzykując życie, wykradli Niemcom jedną z najbardziej strzeżonych tajemnic
II wojny światowej. Od samego początku miejsce prób znajdowało się pod ścisłą
obserwacją polskiego podziemia, w tym głównie pobliskich placówek AK podporządkowanych
poprzez Obwód Kolbuszowa Inspektoratowi Rzeszów.
"
Od września 1943 roku zaczęły z poligonu napływać meldunki o coraz większej
aktywności Niemców, budowie torów kolejowych oraz licznych transportach. Idą
stale w autocysternach" – pisał "Jur" w raportach – "i
jak się dowiedziano od żołnierzy i innych, ładowane są one powietrzem w stanie
mrożonym, do -200°C, które posiada wielką siłę wybuchu. Dlatego też wagony
i auta pancerne, w których odbywa się transport, mają rurowe wyloty, wokoło
których osadza się szron grubą warstwą, przy czym z wylotów tych uchodzi coś
w rodzaju mgły, która ściele się na ziemi".
Te wydawałoby się drobne i dzisiaj powszechne informacje wskazały aliantom
kierunek poszukiwań optymalnego paliwa do zasilania rakiet! Dziesiątki podobnych
meldunków przekazywała grupa ofiarnych oficerów i żołnierzy AK z podległych
obwodów: Dębica, Kolbuszowa oraz Rzeszów. Po opracowaniu przez szefa wywiadu
Inspektoratu por. Wałęgę były wysyłane poprzez Komendę Główną AK do Londynu,
tworząc wraz z meldunkami innych siatek wywiadu polskiego obraz prac niemieckich
nad nową bronią. Pułkownik dyplomowany Stanisław Gano ps. "Stanisław",
szef Oddziału II (informacyjno-wywiadowczego) Sztabu Naczelnego Wodza, w raporcie
z 7 XII 1943 r. zaliczył rzeszowską "komórkę informacyjną" AK do
wiodących na terenie okupowanej Polski. Porucznik Wałęga w PRL-owskich publikacjach
na temat niemieckich rakiet był – z uwagi na późniejszą emigracyjną działalność
– traktowany jako "NN". Niestety, ten sam "błąd", pomimo
dostępnych już źródeł, został powielony w ogromnie ważnej publikacji Naczelnej
Dyrekcji Archiwów Państwowych pt. "Polsko-brytyjska współpraca wywiadowcza
podczas II wojny światowej" wieńczącej pracę Polsko-Brytyjskiej Komisji
Historycznej do spraw Dokumentacji Działalności Polskiego Wywiadu w II Wojnie
Światowej. Na szczęście większą wiedzą i czujnością wykazały się polskie służby,
które wraz z przedstawicielami rządu brytyjskiego po 60 latach podziękowały
pułkownikowi za wkład w działalność wywiadowczą nad niemiecką bronią rakietową.
W operacji "Most III"
Najcenniejsze elementy zdobytej przez Armię Krajową w Sarnakach nad Bugiem
rakiety V-2 postanowiono drogą lotniczą przekazać do Wielkiej Brytanii w
ramach kolejnej operacji "Most". Był to kryptonim dwustronnych
lotów łącznikowych, które pozwalały na szybki przerzut z Zachodu do Polski
i odwrotnie: kurierów, poczty, pieniędzy oraz innych cennych materiałów.
Celem "Mostu III" było przesłanie do Londynu głównych elementów
zdobytej rakiety wraz ze szczegółową dokumentacją (meldunek specjalny, rysunki,
szkice sytuacyjne, plany poligonu, schematy poszczególnych części, fotografie).
Na początku 1944 r., po przeniesieniu do sąsiedniego Inspektoratu AK Tarnów,
por. Wałęga został mianowany adiutantem dowódcy mjr. Musiałka-Łowickiego ps. "Poręba" oraz
oficerem łącznikowym w czasie realizowanej w nocy z 25 na 26 lipca 1944 r.
operacji lotniczej. Wtedy na pokładzie angielskiej dakoty odleciały części
rakiety wraz z ich opiekunem kpt. Jerzym Chmielewskim oraz dodatkowo: Tomasz
Arciszewski – wkrótce premier rządu RP, dr Józef Retinger, ppor. Tadeusz Chciuk,
ppor. Czesław Miciński.
Po udziale w Akcji "Burza" i wkroczeniu wojsk sowieckich na teren
tarnowskiego por. "Jur" ukrywał się kolejno w Krakowie i Gliwicach,
działając po rozwiązaniu AK w strukturach Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość",
gdzie pełnił funkcję szefa oddziału bezpieczeństwa w Okręgu "Śląsk".
Zagrożony aresztowaniem przez UB i pewnym losem skazańca, za zgodą przełożonego
opuścił w 1946 r. kraj i przedostał się do Włoch.
W służbie wojskowej na emigracji
Rząd Polski na emigracji na przełomie lat 40. i 50. analizował możliwości uczestnictwa
własnych skadrowanych jednostek wojskowych w ewentualnym konflikcie pomiędzy
Zachodem i Wschodem. Do tego celu m.in. w ramach kół wojskowych przygotowywano
byłych żołnierzy oraz oficerów pozostałych na Zachodzie, spełniających odpowiednie
kryteria polityczne i wojskowe. Jedną z takich organizacji, która zaistniała
w Anglii w styczniu 1950 r. spośród wielu kół wojskowych, było Brygadowe
Koło Młodych "Pogoń" oraz powstała przy niej 3 lata później pod
zwierzchnictwem Naczelnego Wodza Oficerska Wyższa Szkoła Wojska. Wałęga został
powołany w niej na stanowisko szefa wyszkolenia, które pełnił przez przeszło
20 lat, awansując w służbie na kolejne stopnie oficerskie. Było to efektem
wcześniejszej współpracy z kołem studiów wojskowych "B" oraz odbytego
stażu w armii francuskiej.
Dla władz komunistycznych w Polsce "Pogoń" była "wysoce niebezpieczną
organizacją, którą należy zwalczać na każdym kroku, skupiającą młodzież myślącą
samodzielnie i ideowo, której światopogląd jest stale i konsekwentnie kształtowany
przez zdecydowanych wrogów reżimu". W kraju wywoływała szeptane komentarze
o "działającym w tajemnicy polskim wojsku za zgodą mocarstw zachodnich".
Szkolenia w "Pogoni" oraz Oficerskiej Szkole Wojska były oparte nie
tylko o strategię działania państw NATO oraz Układu Warszawskiego, ale także
o programy własne, obejmujące ćwiczenia terenowe i sztabowe. Wyszkolono w ten
sposób na emigracji w Anglii i poza nią kilkuset podoficerów i oficerów, mających
stanowić w wolnej Ojczyźnie trzon kadry dla reorganizowanego Wojska Polskiego.
Na podstawie dekretu prezydenta RP z marca 1937 r. Naczelny Wódz gen. Władysław
Anders 15 sierpnia 1965 roku awansował Mieczysława Wałęgę do stopnia podpułkownika.
W ostatnim wniosku awansowym napisano o nim m.in.: "Doskonały żołnierz
z zamiłowania, o wielkiej wiedzy wojskowej, którą stale pogłębia. Inteligentny,
lojalny, bardzo pracowity. Wzorowy oficer i patriota. Nadaje się na dowódcę
brygady. Wybitny!".
Na początku lat 70. pułkownik ukończył zorganizowane przy współpracy z Polskim
Uniwersytetem na Obczyźnie w Londynie 2,5-letnie Studium Nauk Polityczno-Wojskowych.
Formalnie został przeniesiony do rezerwy w 1985 r., przy czym jeszcze przez
2 lata z upoważnienia emigracyjnego ministra spraw wojskowych wystawiał dokumenty
demobilizacyjne. Nie został dotychczas w wolnej Polsce, jako oficer w stanie
spoczynku, awansowany na wyższy stopień wojskowy. Z racji wieku i skromności
nieco, niestety, zapomniany. W kraju dla obecnych żołnierzy i oficerów Wojska
Polskiego może stanowić wzór wierności w służbie dla niepodległości Ojczyzny.
Wszak poświęcił jej przeszło 50 lat swojego życia.
Przewodniczący Głównej Komisji Weryfikacyjnej AK
Równolegle z działalnością w "Pogoni" płk Wałęga pracował przez wiele
lat w Głównej Komisji Weryfikacyjnej Żołnierzy AK w Londynie. W 1977 r., po
śmierci gen. Pełczyńskiego, został jej ostatnim przewodniczącym. W 1981 r.,
jako jej szef i jednocześnie przedstawiciel środowisk byłych żołnierzy Armii
Krajowej, podjął interwencję u prezydenta Edwarda Raczyńskiego w sprawie przyspieszenia
wydania przez Kapitułę Orderu Virtuti Militari dokumentów potwierdzających
otrzymanie tego najwyższego bojowego odznaczenia dla przebywających w Polsce
żołnierzy. W tamtym okresie było to jedyne tak wysokie odznaczenie, przyznawane
w Londynie, a uznawane przez władze reżimowe, które pozwalało w kraju na otrzymanie
dodatku finansowego do emerytury. Wielu kombatantów w Polsce otrzymane z Londynu
różne zaświadczenia weryfikacyjne z podpisem pułkownika Wałęgi przechowywało
niczym relikwię w PRL-owskiej rzeczywistości.
W latach 90. państwo Wałęgowie zamierzali wrócić do Polski, do bliskiego ich
sercu Rzeszowa, jednak z powodów rodzinnych zmuszeni byli pozostać w Londynie.
Nigdy nie przyjęli brytyjskiego obywatelstwa, uznając, że nawet na obczyźnie
chcą być w pełni Polakami.
Do dziś pułkownik stara się unikać wyróżnień oraz rozgłosu związanego z jego
działalnością w wywiadzie, Oficerskiej Szkole Wojska, "Pogoni" i
Głównej Komisji Weryfikacyjnej AK.
"
Nie róbcie ze mnie bohatera" – powtarza z uśmiechem, pełen skromności
i naturalnego ciepła – "spełnialiśmy tylko nasz obowiązek wobec Polski".
Panie Pułkowniku, Polska dziękuje za 55 lat służby w jej sprawie!
Elżbieta Jakimek-Zapart, Robert Zapart
Elżbieta Jakimek-Zapart jest historykiem, pracownikiem Oddziałowego Biura
Edukacji Publicznej IPN w Krakowie, Robert Zapart – politologiem, stypendystą
Fundacji AK w Londynie.
