Niepowtarzalna szansa
Powstanie rządowej koalicji konserwatywno-ludowo-narodowej
jest czymś od 1989 roku nienotowanym i przez elity liberalne nieakceptowalnym.
Układ okrągłostołowy
rządził Polską niepodzielnie, bez względu na zmieniającą się koniunkturę
polityczną. Czy to tzw. rządy prawicowe, czy lewicowe – wszystkie stały na
straży układu
z Magdalenki.
Układ dotyczył zarówno blokady wszelkich ruchów dekomunizacyjnych (również
tych w gospodarce), jak i pełnego panowania w obszarze mediów. W przestrzeni
medialnej dominowali nie tyle postkomuniści, ile ludzie Adama Michnika. Dotyczyło
to nie tylko "Gazety Wyborczej", lecz także mediów publicznych. To
nie przypadek, że przez szereg lat w Wiadomościach telewizyjnych pierwsze informacje
pochodziły z czołówki "Wyborczej". To nie przypadek, że przez lata
w przestrzeni mediów publicznych dominował liberalizm, którego standardy wyznaczała "Wyborcza".
Stworzono monopol i wszelkie próby jego przełamania były traktowane jako potężne
zagrożenie dla demokracji. Stąd też ataki na Radio Maryja. Z kolei znamienne
jest, że "Gazeta Wyborcza" nigdy nie oskarżała "Nie" o
nawoływanie do nienawiści, ksenofobii itp., bo Urban doskonale mieścił się
w liberalnym schemacie. Monopol w dziedzinie mediów był istotny, gdyż dominacja
w tym obszarze zapewniała monopol władzy.
Drugim skutkiem układu pookrągłostołowego była supremacja postkomunistów w
wysokim biznesie. Patologia tego zjawiska została ujawniona w czasach rządów
eseldowskich, podczas działania komisji śledczych.
Nic złego się nie dzieje
O ile jeszcze wśród tzw. elity mieściły się jakoś rządy Prawa i Sprawiedliwości,
o tyle dopuszczenie do głosu narodowców czy Samoobrony nie wchodziło w grę.
Stąd reakcje na powstanie koalicji są niezwykle histeryczne. A przecież mimo
ciągłego wywoływania wilka z lasu nic złego się nie dzieje. Szczególnie dotyczy
to gospodarki, gdyż prorokowano, że inwestorzy zareagują histerycznie na
zawiązanie koalicji i gospodarka polska się zawali.
Następuje pewien proces, najprawdopodobniej nieodwracalny, polegający na uświadomieniu
sobie, że nic się nie stanie, jeśli głównym ekonomistą polskim nie będzie Leszek
Balcerowicz, a głównym kreatorem polskiej polityki zagranicznej – Bronisław
Geremek. Świat się nie zawali, jeśli standardów medialnych nie będzie kreował
Adam Michnik. I nic nie pomogą zaklinacze rzeczywistości, którzy pragnęliby
takiej katastrofy. Wydaje się, że jest to realna dziś wartość zaistnienia nowej
koalicji.
Powstaje pytanie, czy uda się stworzyć zmiany nieodwracalne. Odpowiedź brzmi "tak",
ale pod warunkiem planowego działania. Zmiany w mediach publicznych, powstanie
urzędu antykorupcyjnego to wydarzenia, które mogą stać się podwaliną pewnego
procesu. Po pierwsze proces ów musi polegać na zniszczeniu nawisu korupcyjnego
nad krajem. Jeśli ów nawis zostałby zdjęty z polskiej gospodarki, można by
liczyć na większy rozwój gospodarczy. Wśród przedsiębiorców korupcja jest wymieniana
jako jedna z podstawowych przeszkód w prowadzeniu interesów w Polsce.
Trzeba zmienić polską szkołę
Druga sfera to odzyskanie rządu dusz w Polsce. Ów rząd z jednej strony dokonuje
się poprzez media, z drugiej – poprzez system edukacji. I nie chodzi tu o
kreowanie nowej ideologii, ale o powrót do normalności. Owa normalność to
poszanowanie podstaw klasycznej kultury polskiej, zbudowanej na podstawach
chrześcijańskich.
Naprawa mediów publicznych wydaje się koniecznością. Pokazanie Polakom ich
prawdziwej historii, pogłębienie dumy narodowej byłoby bardzo ważne dla normalnego
rozwoju Narodu. W sferze edukacji – oprócz naturalnego postawienia wychowania
patriotycznego jako podstawy celów programowych polskiej szkoły – w sposób
równoważny należy nawiązywać do chrześcijańskiej kultury, w tym do chrześcijańskiej
moralności. Oprócz zmian programowych konieczne jest odejście od liberalnych
podstaw funkcjonowania szkoły. Odrzucenie tzw. szkoły bezstresowej na rzecz
powrotu do klasycznego modelu mistrz – uczeń jest koniecznością. Likwidacja
instytucji rzecznika praw ucznia w kuratoriach to nie tylko finansowa oszczędność,
to również instytucjonalne odejście od wizji wychowania, która poniosła u nas
totalną klęskę.
Kolejna rzecz to odbiurokratyzowanie oświaty. Likwidacja absurdalnych przepisów
czyniących z nauczyciela biurokratę (wymagania dotyczące awansu zawodowego)
jest naturalną koniecznością uwalniającą nauczycielstwo od (unijnych) obciążeń
duszących ten zawód w odmętach absurdu. Szkoła nie może być nastawiona tylko
na kształtowanie umiejętności, powinna kształtować człowieka rozwiniętego w
obszarze moralnym i poznawczym (zakorzenienie w podstawach kultury klasycznej).
IV Rzeczpospolita to ta, w której uwolni się świadomość ludzką od bagna liberalnej
ideologii. Wydaje się, że należy tutaj szczególnie uczulić prawicowe ośrodki
decyzyjne na niebezpieczeństwo biurokracji. Byłoby niedobrze, gdyby np. program
wychowania patriotycznego był realizowany poprzez wprowadzenie pewnego nowego
urzędu z zespołem biurokratów, którzy sprawdzaliby nauczycielskie sprawozdania
z wykonania planu pt. "wychowanie patriotyczne". Owo wychowanie powinno
się odbywać nie poprzez biurokratyczne sprawozdania, ale poprzez realną zmianę
programów nauczania w takich przedmiotach jak język polski (powrót do literatury
polskiej, umniejszenie wpływów obcych), historii czy geografii. Biurokracja
zawsze jest bezduszna i może powodować co najwyżej karykaturę wychowania.
Polityka musi być moralna
Pozostaje problem zagrożeń dla nowej koalicji. Wydaje się, że pokazanie niebezpieczeństw
i zdrowa krytyka ze strony publicystów życzliwych prawicy są koniecznością,
powiedziałbym wręcz – są one potrzebne jak powietrze. To, co zagraża prawicy,
to niebotyczna wręcz partyjność. Partyjność związana nie tylko z przestrzenią
instytucjonalną, lecz także mentalną. Mentalność cząstkowego patrzenia na
przestrzeń publiczną jest tak głęboko zakorzeniona, że może doprowadzić do
katastrofy każdy układ. Partyjne patrzenie na Polskę musi z góry prowadzić
do negatywnego doboru kadr. Na stanowiska kierownicze dobiera się wtedy ludzi
nie ze względu na fachowość, ale ze względu na układ partyjny. Jeśli upartyjni
się telewizję czy wymiar sprawiedliwości, wszelkie reformy okażą się karykaturą
samych siebie. Należy więc bardzo się tego wystrzegać. Walka podjazdowa między
ugrupowaniami i frakcjami nieraz zabiera politykom więcej czasu niż poszukiwanie
strategicznych rozwiązań dla dobra Polski. Owa podjazdowa walka partyjna
skupiła wysiłek działaczy przez ostatnie pół roku. Jak będzie dalej, trudno
powiedzieć. Zagrożenia w partyjnym myśleniu o Polsce dotyczą również skuteczności
walki z korupcją. Regularna walka z układami korupcyjnymi i z patologicznymi
powiązaniami gospodarczymi powinna w sposób zdecydowany wykraczać poza układy
partyjne. Tylko wtedy przyniesie ona skutek, gdy przynależność partyjna nie
będzie stanowiła alibi dla korupcji.
Wyrwanie się z partyjniactwa jest trudne, ponieważ polityka nie od dziś pozbawiona
jest silnego kontekstu moralnego. Kłamstwo, oszustwa polityczne i intrygi uznawane
są za normę. Wszystko to pochłania ogrom energii potrzebnej na pracę dla dobra
Polski. Aby tę energię spożytkować, trzeba zmienić cele, jakie postawiła sobie
elita prawicowa w Polsce. Celem powinno być budowanie nie tyle wielkich partii,
ile silnego, sprawiedliwego państwa. Można by wręcz powiedzieć, że warto partie
zużyć, zgrać politycznie – po to, aby w najbliższych latach położyć prawdziwe
podstawy pod IV Rzeczpospolitą. Postawię tezę ostro, mimo że mało kto ją tak
dzisiaj widzi: cel budowania silnych partii i cel budowania silnej, sprawiedliwej
Polski w sposób zasadniczy się wykluczają. Myślenie partyjne bowiem zawsze
jest obarczone myśleniem cząstkowym, egoistycznym. Trzeba sobie uświadomić,
że nawet gdyby układ polityczny za trzy lata miał wyglądać zupełnie inaczej,
ale państwo polskie miałoby nowe oblicze – współcześni politycy prawicowi przeszliby
do historii jako bohaterowie. Uwikłani w pajęczynę partyjniactwa, wcześniej
czy później zginą w otchłani nijakości. Tymczasem szansa stojąca dziś przed
Polską jest naprawdę niepowtarzalna.
Mieczysław Ryba
