Śmigus dyngus w wiosce Hollokoe. 2011 r. Fot. PAP/EPA

Węgry: Wielkanoc w wiosce z listy dziedzictwa UNESCO

Czterodniowy festiwal wielkanocny rozpoczął się w piątek w wiosce Hollokoe na północy Węgier, która znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Goście mogą spróbować swoich sił w malowaniu pisanek, zjeść tradycyjne potrawy, a także zostać polani wodą.

Hollokoe – wioska zamieszkana przez węgierską grupę etniczną Paloców – została wpisana na listę UNESCO w 1987 r. Słynne są tutejsze stroje ludowe – m.in. spódnice na kilku wykrochmalonych halkach i wyszywane koralikami kobiece nakrycia głowy z frędzlami – a także tradycyjna zabudowa, której korzenie sięgają XVII w. W Hollokoe jest też XIII-wieczny zamek.

„Najpopularniejszą atrakcją podczas festiwalu jest oczywiście śmigus dyngus. To zwyczaj poniedziałkowy, ale ponieważ zainteresowanie nim bardzo wzrosło i każdy chciałby go zobaczyć, polewamy też w niedzielę” – powiedział PAP główny organizator festiwalu wielkanocnego i dyrektor spółki zajmującej się pielęgnowaniem dziedzictwa światowego w Hollokoe, Peter Kelecsenyi.

W Hollokoe największe polewanie obywa się w poniedziałek rano. Uczestniczy w nim około 80-100 mężczyzn, w tym tancerze z zespołów ludowych, także z sąsiednich wiosek oraz dzieci. Woda leje się wiadrami, ale tylko na chętnych. Turystki często biorą ze sobą specjalnie na tę okazję ubranie na zmianę. Inni są moczeni symbolicznie – przez pogłaskanie ręką zanurzoną w wodzie.

W Wielki Piątek – który jest na Węgrzech od niedawna dniem wolnym od pracy – festiwal rozpoczął się od wystawienia straganów z miejscowymi wyrobami. Otwarte są także dwa tutejsze muzea: w jednym pokazano tradycyjne stroje, w drugim wyposażenie izby z początku XX w. oraz tradycyjne narzędzia. Na straganach można obejrzeć lub kupić wyroby wiklinowe, miejscowe koronki, miody i powidła, np. z pigwy oraz oczywiście pisanki.

Piroska Pethoe, która sprzedaje wykonane przez siebie tradycyjne pisanki, mówi, że technika ich wykonania nieco się unowocześniła. Pusta skorupka z dziurką jak dawniej maczana jest w czerwonej farbie, ale wzór wyskrobuje się już w inny sposób.

„Kiedyś robiono to gwoździami, teraz mam specjalne elektryczne wiertełko, przypominające dentystyczne” – mówi Piroska Pethoe.

Tutejsze pisanki tradycyjnie mają szlaczek opasujący jajko od góry do dołu, a czasem na dwóch powstałych w ten sposób polach dodaje się jeszcze jakiś ornament.

„Moje pisanki mają wzory nawiązujące do naszych tradycyjnych haftów. Każdą zdobię inaczej” – opowiada Piroska Pethoe.

Chętni moją także nabyć nowoczesne pisanki, w tym duże, z gęsiach jaj. Dla dzieci przygotowano warsztaty malowania pisanek. W tym przypadku technika wykonania jest inna – najpierw dzieci nanoszą wzór rozpuszczonym woskiem, potem zanurzają jajko w farbie i wreszcie wosk jest rozpuszczany nad płomieniem świecy.

„Wioska jest chrześcijańska, więc piątek jest dla nas jednym z dni najsurowszego postu. Gotujemy także nasze tradycyjne dania postne, takie jak zupa fasolowa z zasmażką maślaną, bez mięsa. Albo kluski z makiem na słodko” – mówi Kelecsenyi.

W sobotę swoje firmowe danie – knedle ze śliwkami – zaprezentują gościnnie mieszkańcy pobliskiej wioski Ketbodony zamieszkanej przez mniejszość słowacką.

„Będą je przygotowywać, śpiewając tradycyjne przyśpiewki. Kilku okolicznym wsiom zaproponowaliśmy podobną współpracę” – dodaje Kelecsenyi.

Na Węgrzech wierzyło się, że kościelne dzwony przed Wielkanocą „wyjeżdżają do Rzymu” i wracają dopiero na zmartwychwstanie Jezusa. Na czas ich nieobecności były zastępowane przez kołatki. W sobotę będzie można zobaczyć, jak chłopcy schodzą się z różnych punktów jedynej ulicy wioski, uderzając w kołatki, by wezwać wiernych na mszę.

Wioska liczy niewiele ponad 300 mieszkańców, a odwiedzana jest rocznie przez 80-100 tys. osób. 10-15 tys. przyjeżdża na festiwal wielkanocny.

Większość mieszkańców Hollokoe, a nawet okolicznych wsi, żyje z turystyki.

„Półtora roku temu powstał 4-gwiazdkowy hotel, tworząc sporo nowych miejsc pracy. Dzięki temu wydłużył się czas pobytu turystów w wiosce. To dla nas bardzo ważne, żeby miejscowi mogli tu znaleźć pracę i pozostać” – mówi Kelecsenyi.

Miejscowa koronczarka i hafciarka powiedziała PAP, że tutejsi młodzi przejawiają jednak coraz mniejsze zainteresowanie tradycyjnym rzemiosłem.

„Interesują się tylko telefonami komórkowymi” – mówi.

Kelecsenyi podkreślił, że aby ich zatrzymać, miejscowy samorząd uruchomił dla nich specjalny program wynajmu domów, które będą mogli wykupić, gdy zaoszczędzą odpowiednią sumę.

„Nie jesteśmy skansenem, to żywa wioska” – podkreśla Kelecsenyi.

PAP/RIRM

drukuj