„Sercem Polak” – opowieść o życiu Chopina (4) „Czemuż nie mogę być z Wami?”

22 września roku 1830, który miał wpisać się w nasze dzieje wielkim płomieniem
powstania, Fryderyk Chopin pisze przyjacielowi od serca Tytusowi
Woyciechowskiemu: "Mam szczerą chęć po cichu, nic nie mówiąc,
zdecydować się wyjechać (…), bez pardonu, mimo lamentów, płaczu,
narzekania i padania mi do nóg. Noty w tłomok, wstążeczka do duszy, dusza na
ramieniu i w dyliżans. Łzy jak groch padać będą ze wszech stron wzdłuż i
wszerz miasta, od Kopernika do Zdrojów, od Blanka do Króla Zygmunta, a ja jak
kamień zimny i suchy śmiać się będę z biednych dzieci, co mię tak czule
żegnać będą". To oczywiście poza i brawura, które mają ukryć głęboki
niepokój i rozterkę towarzyszące Chopinowi przed ostateczną decyzją pożegnania
Ojczyzny…

Warszawa gotuje się do powstania. W Łazienkach Królewskich pojawiają się
karteczki: "Belweder od Nowego Roku – do wynajęcia". Rodzicom i
przyjaciołom zależy na tym, by Fryderyk był jak najdalej od grożących
Polsce walk. Tytusowi Fryderyk napisze – tym razem szczerze i dramatycznie:
"Myślę, że wyjeżdżam po to, żebym na zawsze zapomniał o domu; myślę,
że jadę umrzeć – a jak to przykro musi być umierać gdzie indziej, nie tam,
gdzie się żyło. Jakże mi to okropnie będzie widzieć zamiast rodziny
zimnego doktora albo służącego przy łożu śmiertelnym". Chopin opuści
stolicę w Dzień Zaduszny, 2 listopada roku 1830. Na nutach etiudy a-moll op.
10 nr 2 – pełnej niespokojnych akordów – położy tę właśnie datę.
"Kurier Warszawski" z 3 listopada 1830 r. donosi: "Nasz Rodak,
Wirtuoz i Kompozytor muzyczny Fryderyk Szopę (Chopin) wczoraj wyjechał z
Warszawy dla zwiedzenia obcych krajów. Najprzód zatrzyma się w Kaliszu, skąd
uda się do Berlina, Drezna, Wiednia, następnie zwiedzi Włochy i Francję.
Liczni przyjaciele tego artysty, na których czele znajdował się rektor
Elsner, odprowadzili go do Woli, gdzie przy pożegnaniu uczniowie szkoły muzyki
wykonali śpiew:
Zrodzony w Polskiej krainie,
Niech Twój talent
wszędzie słynie…"

"Generałowi Kniaziewiczowi podobałem się…"
Pierwszym przystankiem jest Kalisz, przepiękne, sędziwe miasto, które tak
znamiennie wpisze się w arcydzieło literatury bliskich nam czasów. To przecież
Kaliniec z "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej. Nie mamy, niestety,
relacji, która by na pewno ucieszyła mieszkańców Kalisza. Nie wiemy, jak
Chopin spędzał tam dni. Wiemy tylko, że spotkał się z Tytusem
Woyciechowskim, który miał towarzyszyć jego wyprawie. To bardzo ważna postać
wśród młodzieńczych przyjaźni Chopina. Jedyny prawdziwy powiernik jego myśli
i uczuć. Do niego pisał: "Ja wiem, że Cię kocham, chciałbym, żebyś
Ty mnie także ciągle i coraz więcej kochał. Dalibóg, że Ty tylko masz moc
nade mną, Ty i nikt więcej".
Żartował co prawda z "najdroższego Tycia" – hreczkosieja, że gdy
on będzie fruwał kędyś po Włoszech, "Aś-pan" Woyciechowski pisał
będzie doń listy: "a to młyn kończę, a to stawiam gorzelnię, a to wełna,
a to jagnięta, nareszcie przyjdzie drugi siew". Ale z pobytu w majątku
Tytusa Poturzyn pod Hrubieszowem zachował wspomnienia poetyckie, nie ziemiańsko-przyziemne:
"Jakąś tęsknotę zostawiły mi Twoje pola – ta brzoza pod oknami nie może
mi wyjść z pamięci… Owa arbaleta – jak to romansowe…". Przy okazji
rozszyfrujmy ową tajemniczą arbaletę – otóż, jest ona rodzajem kuszy, którą
stosowano w trakcie polowań w XVIII stuleciu. "Pamiętam ja tę arbaletę,
coś Ty mię za nią wymęczył za wszystkie grzechy" – westchnął Chopin.
Wyobrażamy sobie, że krzepki hreczkosiej, jakim był Tytus Woyciechowski,
napinał cięciwę bez problemu, ale jak miał sobie z tym szatańskim urządzeniem
poradzić swymi subtelnymi palcami Chopin? Wszakże nawet męki arbaletowe, do
których zmuszał go Tytus, nie osłabiły uczucia czułej przyjaźni. Obecność
przyjaciela łagodzi smutek rozstania z Mameczką i Papeczką, i z lubymi
Siostryllami…
6 listopada przyjaciele docierają do Wrocławia "jak najwygodniej i przy
najśliczniejszej pogodzie…", o czym doniesie Chopin rodzicom w liście z
9 listopada 1830 roku. Wrocław był mu już znany, ale tym razem, jak napisze,
"lepiej się podobał". Podejmuje go kapelmeister, niejaki pan
Schnabel, "wielki przyjaciel Pana Elsnera". Na jego prośbę Chopin
zagrał fragment koncertu e-moll. "Dziwili się Niemcy mojej grze, ale prócz
Schnabla, na którym widać było prawdziwą radość, który mię co chwila brał
pod brodę i głaskał, żaden z Niemców nie wiedział, co robić. Tytus miał
uciechę, patrząc na nich. Straszne tu Niemcy" – doniesie rodzicom. W połowie
listopada dwaj przyjaciele dotarli do Drezna. W tymże Dreźnie Chopin był na
zabawnym koncercie i złośliwie opisał obyczaj dam, które słuchając muzyki,
jednocześnie dziergają na drutach: "Wprowadzono mię do sali, w której
mnóstwo siedzących dam spostrzegłem. Nie tyle brylanty, jakie je zdobiły,
ile druty w oczach mi migały. Bez żartów. Liczba dam i drutów była tak
wielką, że można się było obawiać jakiego przeciwko mężczyznom
powstania, które chyba okularami i łysinami przyszłoby zwalczyć; (…) Szczęk
tych drutów, jako też i filiżanek od herbaty, przerwała raptem z drugiego końca
salonu dochodząca muzyka".
Fryderyk jest wszędzie mile widziany. Przede wszystkim wśród Polaków.
Dostojne damy dworu saskiego bardzo tylko żałują, że nie nazywa się…
Szopski. Miał zaszczyt zagrać przed samym generałem Karolem Kniaziewiczem.
"Generałowi Kniaziewiczowi podobałem się bardzo, mówił mi, że jeszcze
żaden fortepianista tak miłego na nim nie uczynił wrażenia" – donosił
z dumą rodzicom. Generał Kniaziewicz to bohater Powstania Kościuszkowskiego,
jeden z dowódców naszych Legionów, które przyszły z ziemi włoskiej do
polskiej. Był człowiekiem, który odrzucił propozycję cara Aleksandra oferującego
mu dowództwo Wojska Polskiego u boku Rosji… Uczestnik kampanii napoleońskiej,
ciężko ranny w bitwie nad Berezyną, kawaler Krzyża Orderu Virtuti Militari.
Fryderyk Chopin będzie się z nim spotykał w Paryżu. To on, oprócz generała
Jana Henryka Dąbrowskiego, stanie się jednym z historycznych bohaterów
Mickiewiczowskiego "Pana Tadeusza".
U schyłku listopada nasi wojażerowie znajdują się w Wiedniu – mieście
wielkiego zwycięstwa króla Jana III Sobieskiego, który we wrześniu roku 1680
ocalił Austrię i Europę od tureckiej nawały i mógł z dumą obwieścić
ukochanej Marysieńce: "Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo
i sławę Narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały".
Chopin będzie pamiętał o tej świetnej wiktorii króla Jana, ale zapamięta
też swoje sukcesy koncertowe z roku 1829, wierząc, że znów je powtórzy.
Niestety, te nadzieje się nie spełnią. Na razie wszakże są obydwaj z
Tytusem w świetnych humorach. Nie wiedzą jeszcze, co wydarzyło się w Polsce.
W błogiej nieświadomości 1 grudnia 1830 r. pisze Chopin żartobliwie do
rodziców: "Maleńko się serduszko zaśmiało z listu odebranego po raz
pierwszy od czterech tygodni, czyli od czasu jakem się z Wami pożegnał.
Lepiej się jadło obiad. ‚Dziki Człowiek’ (tak się nazywa doskonała oberża,
w której jadam) wziął ode mnie za apetyczne konsumowanie strudlów całego reńskiego.
(…) Najęliśmy na pryncypalnej ulicy, na Kohl-markcie, trzy pokoje (…) ślicznie,
przepysznie, elegancko umeblowane. (…) Jakiś generał admirał Anglik teraz
jeszcze w nich siedzi. (…) Admirał! A ja będę admiracja, więc nie straci
stancja (listu tego wszystkim nie czytać, aby nie myślano żem spyszniał).
(…) Ludzie znajdują, żem utył… Dobrze mi się wszystko dzieje. Mam
nadzieję w Bogu i w Malfattim (paradnym Malfattim), że jeszcze lepiej będzie…".
Johann Malfatti, nadworny lekarz cesarza Austrii, ożeniony z Polką, stanie się
dobrym duchem wiedeńskiego pobytu Chopina. Będzie dbał o jego zdrowie, a
nawet o to, żeby podsuwać Fryderykowi polskie potrawy. I nagle w sielankę
wiedeńską uderza grom. Do Fryderyka i Tytusa dociera wieść, że 29 listopada
w Warszawie wybuchło powstanie.

"Piorunuję po fortepianie"
Tytus decyduje się na natychmiastowy powrót do Polski, by stanąć na szańcach.
Przekonuje Fryderyka, iż powinien zostać w Wiedniu, tak jak życzyli sobie
jego rodzice. Nie zachował się list pisany przez Chopina do ojca ani też
odpowiedź pana Mikołaja. Mamy tylko wspomnienie jednego z przyjaciół –
Eugeniusza Skrodzkiego, który na łamach pisma "Bluszcz" wiele lat później,
bo w roku 1882 r. opublikował "Kilka wspomnień o Szopenie z mojej młodości":
"Ostatnią rzeczą, z prywatnych, którą o Chopinie pamiętam, był list
jego pisany do Rodziców po wypadkach roku 1830 w listopadzie w Warszawie, z gorącą
ochotą powrotu do kraju. Ledwo, że strwożony tym szlachetnym zamiarem Pan
Mikołaj potrafił synowi wyperswadować, że skuteczniej będzie się mógł
ojczyźnie przysłużyć, aniżeli chwytając za karabin ręką za słabą".
Legenda mówi, że Fryderyk podjął jednak nagłą decyzję powrotu do Polski i
usiłował dogonić Tytusa. Tę wersję zachowano w filmie Aleksandra Forda
"Młodość Chopina", który dzięki wspaniałej kreacji Czesława Wołłejki
– do dziś nie utracił swej wartości. Niestety – nawet w Roku Chopina żadna
telewizja tego filmu nie przypomniała, żaden też z naszych reżyserów nie
podjął próby sfilmowania tego jakże ważnego etapu życia kompozytora – jego
młodości. Wszyscy pochylają się nad epizodem amorów z panią George Sand,
na który to temat powstała niezliczona liczba filmów… Nawet nasz Jerzy
Antczak, twórca genialnej adaptacji "Nocy i dni", wybrał niestety
tenże wątek z życiorysu Chopina…
Fryderyk pozostał w Wiedniu. Samotny i zrozpaczony. Zbliżała się Gwiazdka –
pierwsza w jego życiu bez najbliższych sercu.
"Wiedeń, przed świętami Bożego Narodzenia. Najukochańsi Rodzice i
Siostry moje! Siedem tygodni wczoraj minęło jakem Was opuścił. Po co? Już
się stało! (…) Mama kontenta, że mię nie ma, ale ja nie kontent jestem.
Stało się… Uściskajcie ode mnie Tytusa i proście go na miłość boską ażeby
pisał. (…) Nie bierzecie mi za złe, że się o Was turbuję".
Znamienny jest kontrast między listami Chopina do rodziców a listami do
przyjaciół. Listy do "najukochańszego Rodzicielstwa" są pełne
pozornej pogody: "Wczoraj tańczono mazura (…). Jakaś stara niemiecka
comtessa z dużym nosem i dziurawą fizjognomią (…) dziwne jakieś walcowe
pas długimi, a chudymi mamrotała nogami". Odnajdujemy w tymże liście kąśliwą
uwagę na temat muzycznych bożyszcz Wiednia: "Pomiędzy licznymi wiedeńskimi
zabawami sławne są wieczory po oberżach, gdzie przy kolacji Strauss albo
Lanner (…) walce grywają. Za każdym walcem dostają ogromne brawo".
Fryderyk uważnie śledzi za pośrednictwem docierającej do Wiednia prasy
europejskiej, co dzieje się w Polsce: "Co sądzicie o zwycięstwie Generała
Dwernickiego pod Stoczkiem? Oby Bóg nadal pomagał!".
Generał Józef Dwernicki, który już w 1806 r. organizował Towarzystwo
Patriotyczne, przygotowujące powstanie przeciw Rosjanom, walczył w kampanii
napoleońskiej i sam książę Józef Poniatowski odznaczył go Złotym Krzyżem
Virtuti Militari za bohaterski udział w wyprawie przeciw Moskwie. Napoleon
Bonaparte osobiście udekorował go Złotym Krzyżem Legii Honorowej. Był dowódcą
2. Pułku Ułanów, który stacjonował na Podlasiu. Po wybuchu Powstania
Listopadowego uzbroił błyskawicznie kilkanaście szwadronów i przygotował je
do walki. 14 lutego 1831 roku w bitwie pod Stoczkiem Łukowskim na Podlasiu,
gdzie dziś jest jego piękny pomnik, Dwernicki rozgromił dywizję moskiewskich
strzelców konnych. Było to jedno z najsławniejszych zwycięstw Powstania
Listopadowego.
28 maja 1831 r. Chopin pisze rodzicom: "Co się też z Wami dzieje? Śnicie
mi się, a śnicie! Będzież tam koniec? Wiem, co mi chcecie powiedzieć:
‚Cierpliwości!’ – Tym też się pocieszam…".
24 czerwca były imieniny doktora Jana Malfattiego: "Sprawiliśmy mu muzykę
nie lada. (…) Księżyc świecił prześlicznie, fontanny biły (…) noc
najpyszniejsza, miejsce najrozkoszniejsze".
W lipcu 1831 r. pisze do rodziców: "Z ostatniego listu widzę, że
otrzaskaliście się z nieszczęściem, wierzajcie, że i mnie lada co dokuczyć
już nie może… Nadzieja, droga nadzieja…".
Jakże odmienny jest ton listu do jednego z warszawskich przyjaciół – Jasia
Matuszyńskiego. Widać zeń, że Chopin nie "otrzaskał się" z
nieszczęściem. List jest pisany w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia:
"Łzy, co na klawisze padać miały, Twój list zrosiły (…). Gdybym mógł,
wszystkie bym tony poruszył, jakie by mi tylko ślepe, wściekłe, rozjuszone
nasłało czucie, aby choć w części odgadnąć te pieśni, których rozbite
echa gdzieś jeszcze po brzegach Dunaju błądzą, co wojsko Jana śpiewało
(…). Przeklinam chwilę wyjazdu (…). Wszystkie obiady, wieczory, koncerta,
tańce, których mam po uszy (…). Tak mi tu smętno, głucho, ponuro (…).
Muszę się stroić, fryzować, chossować (czyli obuwać się), w salonie udaję
spokojnego, a wróciwszy piorunuję po fortepianie".
Z tych piorunów zrodziła się etiuda c-moll zwana Rewolucyjną, zrodziło się
tragiczne preludium d-moll i scherzo h-moll… Pierwsze scherzo Chopina. Scherzo
znaczy żart. Jest tu wszystko poza nim – burza, zwątpienie, żal… I ten
przejmujący kontrast między przeszywającym uderzeniem dwóch akordów a środkowym
cytatem jasnym i świetlistym. Cytatem przepięknej polskiej kolędy "Lulajże,
Jezuniu", śpiewanej w szczęśliwym, rodzinnym domu.
Pisze Chopin: "Była Wigilia i piękny (wyraźnie wiosenny) czas (…). Sam
jeden o 12-tej wolnym krokiem udałem się do Ś-tego Szczepana (…). Nie da się
opisać ta wspaniałość, ta wielkość tych ogromnych sklepień – Cicho było
– czasem tylko chód zakrystiana zapalającego kagańce w głębi świątyni
przerywał mój letarg. Za mną grób, pode mną grób… (…). Czułem więcej
niżeli kiedy osierociałość moją".
Jest pełen rozpaczy i bardzo tęskni. W albumie-dzienniku pisze: "Chce mi
się śmierci – i znów chciałbym rodziców widzieć (…). Wszystko, com
dotychczas widział za granicą, zdaje mi się stare, nieznośne i tylko mi
wzdychać każe do domu, do tych błogich godzin, których cenić nie umiałem".
Wszyscy przyjaciele Chopina walczą na barykadach powstania. Do Jasia Matuszyńskiego
pisze niepewny, co ma czynić: "Wrócić? – Siedzieć tutaj? – Zabić się?".
Witając dzień Nowego Roku 1831, napisze do Jasia: "Żyć, umrzeć – dziś
mi się wszystko jedno zdaje. Rodzicom powiedz, żem wesół, że mi niczego nie
brak, że się bawię, że nigdy sam nie jestem (…). Dziś Nowy Rok. Jakże go
smutnie zaczynam. Kocham Was nad życie. Piszesz, że wychodzisz z pułkiem w
pole, idziesz na wojnę, wróć pułkownikiem. Czemuż nie mogę być z Wami?
Czemuż nie mogę być doboszem?". W drugiej wersji tego listu pyta:
"Moi przyjaciele, co robią? U Was żyję. Umarłbym za Ciebie, za Was.
Czemuż ja tak dzisiaj opuszczony, czy to tylko Wy macie być razem w tak
okropnej chwili?".
Odwieczny dylemat naszych bohaterów. Przypomnijmy, że Mickiewicz nie dotarł
do powstania, mimo że usiłował; Słowacki, który był w Warszawie podczas
wybuchu narodowego zrywu i wpisał się w jego dzieje przepięknym hymnem do
Bogurodzicy, wkrótce wyjechał – co prawda wysłany jako kurier Rządu
Narodowego, ale także będzie miał do końca życia wyrzuty sumienia, że
Polskę podówczas opuścił. Przypomnijmy, że Krzysztof Kamil Baczyński, (Słowacki
Powstania Warszawskiego), którego za wszelką cenę przyjaciele chcieli ocalić
– wybrał inaczej i zginął. Wedle swego testamentu, który zostawił:
"Trzeba nam teraz umierać, by Polska umiała znów żyć". Chopin miał
tę świadomość, że nawet największy talent nie zwalnia z obowiązku, który
w godzinie próby dziejowej ciąży na każdym Polaku. Jego przyjaciele znaleźli
się na bitewnym polu. Jego zżerał wstyd bezczynności. Uważał, że tego długu
nie może spłacić muzyką. Do Józefa Elsnera napisał: "Od dnia, w którym
się dowiedziałem o wypadkach 29 listopada aż do tej chwili nie doczekałem się
niczego prócz niepokojącej obawy i tęsknoty; I Malfatti na próżno się
stara mnie przekonać, że każdy artysta jest kosmopolitą. Jako artysta jestem
jeszcze w kolebce, a jako Polak trzeci krzyżyk zacząłem".
Właśnie mam w dłoniach rozważania "Myśl jest bronią" księdza Józefa
Warszawskiego – Ojca Pawła – legendarnego kapelana Zgrupowania "Radosław"
w Powstaniu Warszawskim, który w niemieckiej niewoli i po jego upadku w eseju
"Na dzień 29 listopada" pisanym przywołuje napis z celi więziennej:
"Przekażcie wiekom noc 29 listopada". Pisze Ojciec Paweł:
"Powstanie! Żaden wyraz tak nie szumiał mocarnie naszemu pokoleniu, żaden
nie budził głośniejszych ech – jak ten wyraz nad wyrazy: Powstanie (…) Nie
ma Powstania Narodu bez wielkiej przewodniej myśli dziejowej". I przywołuje
ksiądz Józef, rozważając zagadkę Nocy Listopadowej, słowa Norwida:
"Do powstania mieczem trzeba powstania siłą myśli".

"Boleję na fortepianie…"
W lipcu 1831 r. Fryderyk Chopin opuszcza Wiedeń. We wrześniu dotrze do
Stuttgartu, który był wówczas stolicą królestwa Wirtembergii graniczącego
z Francją. Tam dopada go wieść o upadku Warszawy. Przynosi mu echo
dramatycznych opowieści ojca – powstańca kościuszkowskiego, który był świadkiem
rzezi Pragi dokonanej przez Moskali w 1794 roku. Ta tragiczna wizja ewokuje w
wyobraźni Chopina podobny dramat stolicy i bliskich.
W Stuttgarcie powstaje niezwykły zapis Chopina. Tego Chopina, który był tak
niezwykle powściągliwy w wyrażaniu uczuć. I zwykł mawiać półżartem:
Noś w duszy nabój i słabuj.
Ale tego nosiwa – niech nikt nie spostrzegiwa.
Po raz pierwszy i ostatni możemy zajrzeć w jego duszę. To jedyny raz, gdy
piorunuje nie muzyką, ale piórem. Powstaje tragiczny, wstrząsający dokument
porównywany z improwizacją w trzeciej części "Dziadów". Notatnik
Stuttgarcki Fryderyka Chopina: "Zegary z wież stuttgardzkich nocną biją
godzinę (…). Ojcze, Matko, dzieci. Wszystko to, co mi najdroższe, gdzieście
Wy? Może trupy? (…) Ach – długo płakać nie mogłem. (…) Serce umarło
dla mnie na moment – Czemuż nie na zawsze? – Może by mi znośniej było – sam,
sam – ach nie da się moja biedota opisać. (…) Wróg w domu – Przedmieścia
zburzone – spalone – Jaś! – Wiluś na wałach pewno zginął – Marcela widzę w
niewoli – Sowiński, ten poczciwiec, w ręku tych szelmów! O Boże, jesteś Ty!
– Jesteś i nie mścisz się!".
Generał Józef Sowiński – bohater insurekcji kościuszkowskiej, który jeszcze
jako student Szkoły Rycerskiej wyprowadził oddział kolegów na ulice walczącej
Warszawy. Podczas kampanii napoleońskiej w roku 1812 stracił nogę i chodził
o drewnianej kuli. Po powrocie z moskiewskiej niewoli, kiedy w Warszawie powołano
do życia tzw. Szkołę Aplikacyjną – wojskową, Sowiński został mianowany
jej komendantem. Być może to on zaangażował jako nauczyciela języka
francuskiego i literatury Mikołaja Chopina. Był bardzo zaprzyjaźniony z
rodziną Fryderyka. Miałam szczęście zobaczyć list generała Sowińskiego
pisany już w czasie Powstania Listopadowego, gdy miał bronić bohatersko szańców
Pragi.
23 sierpnia 1831 r. napisał do żony: "Abym mógł przyjechać dnia
jutrzejszego, nie jadę dziś, gdyż tak często nie mógłbym się oddalać, a
w czwartek chciałbym posłuchać Adagia…".
Owo Larghetto – Adagio z koncertu f-moll Fryderyka Chopina było ostatnią
ziemską muzyką, jaką generał Józef Sowiński usłyszał. 6 września 1831
r. o godz. 5.00 Moskale rozpoczęli szturm na Wolę, gdzie Sowiński bronił
kluczowej reduty. Towarzysze broni wspominają: "Nigdy nie odstąpił
armaty. Gdy wdzierać się poczęli Rosjanie do jego baterii, Sowiński z
karabinem w ręku wspólnie z żołnierzami odpierał wrogów, stojąc przy
armacie skłuty bagnetami żyć przestał".
W notatniku Chopina rozpaczliwe słowa: "O Boże – Czy jeszcze Ci nie dość
zbrodni moskiewskich (…). Mój biedny Ojciec! – Mój poczciwiec może głodny,
nie ma za co Matce chleba kupić! (…) Matko, cierpiąca tkliwa Matko (…).
Spalili miasto! Ach czemuż choć jednego Moskala zabić nie mogłem! (…). A
może wcale Matki już nie mam. Może ją Moskal zabił, zamordował (…).
Ojciec w rozpaczy (…), a ja tu bezczynny, a ja tu z gołymi rękami, czasem
tylko stękam, boleję na fortepianie, rozpaczam…".
Jakąż wstrząsającą wymowę ma fakt, że oryginał dziennika Chopina spalili
Niemcy podczas Powstania Warszawskiego. Na szczęście przed wojną wydrukowano
całość. Razem z tym dziennikiem płonęły oryginały wierszy Mickiewicza i
listy Słowackiego do matki. Tragiczna wspólnota losów naszych arcydzieł.
A "Dziady", "Kordian", Scherzo h-moll, etiudy powstańcze i
preludia Chopina to wielka wspólnota wielkiej muzyki z wielką literaturą. Były
to, jak napisał Jarosław Iwaszkiewicz w swojej pięknej biografii Chopina,
"współuderzenia serc wielkich synów Polski z biciem serc całego walczącego
narodu. Jakże wielki jest ich wkład do tej walki, chociaż w Powstaniu nie
brali udziału…".

Barbara Wachowicz

drukuj