Polski kapelan francuskiego więzienia

Francuzi nazywają go „polskim Guy Gilbertem”. Chodzi w skórze, lubi motocykle i głosi Ewangelię. O swojej posłudze we francuskim więzieniu opowiada polski misjonarz ks. Grzegorz Herman.

Kapelanem w więzieniu jestem od 8 lat. Pracuję w areszcie śledczym. Obecnie jest tu ponad 300 osadzonych, w tym 28 kobiet (jest blok kobiet i blok mężczyzn). Moja praca polega na tym, że co dwa tygodnie w weekend – w sobotę rano u mężczyzn i w niedzielę po południu u kobiet – spotykam się z nimi na dyskusjach, raz w miesiącu staram się odprawiać Mszę Świętą i raz w tygodniu chodzę po celach. Są to spotkania indywidualne – w celi albo jeżeli chodzi o spowiedź czy rozmowę duchową. Wtedy spotykamy się w specjalnym boksie. W weekend są osoby, które się zapisują. Daję im specjalne zaproszenia, oni wypełniają je – z numerem celi, z numerem osadzenia. Tworzę taką listę, którą wysyłam do kapitana, a ten ją podpisuje – że te osoby mogą uczestniczyć –  po to, by nie było żadnej burdy podczas Mszy Świętej.

Pracuję z osobami, które są wierzące, ale często są to również osoby nieochrzczone. miałem też na spotkaniu muzułmanów. Krótko mówiąc, miejsce, które nazywa się „więzienie” albo „cela” prowokuje to, że ta osoba się zatrzymuje i zastanawia: „Co ja tutaj robię? Może Pan Bóg jest, może mi pomóc?”. Oni do mnie przychodzą, pytają, dyskutują, ja im daję Biblię albo taką specjalną książkę z tekstami biblijnymi i medytacją, która może im pomóc w tym, żeby odkryć czy na nowo odkryć swoją wiarę. Dlatego też zgłaszają się ludzie, którzy są ochrzczeni i później nie otrzymali żadnej edukacji religijnej.

Obecnie w więzieniu mam osadzonego chłopaka, którego przygotowuję do Pierwszej Komunii Świętej. Był tylko ochrzczony. Napisał do mnie list, bo wiedział, że jest na miejscu kapelan katolicki. Napisał mi: „Proszę księdza, ja się modlę, ale Pan Bóg mi nie odpowiada”. Ja od razu poszedłem do jego celi, porozmawialiśmy, zaprosiłem go na spotkanie. Na tym spotkaniu powiedziałem mu, że w każdym wieku można przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej. Od listopada spotykamy się raz w tygodniu i robię katechezę. Odkrywamy rzeczy, które odkrywają dzieci na katechezie. Dla niego są to rzeczy nowe i fascynujące.

Kiedy papież Franciszek zainaugurował Rok Miłosierdzia Bożego, zaproponowałem żeby pomodlić się Koronką do Miłosierdzia Bożego. Dałem mu obrazek z tekstem Koronki do Miłosierdzia Bożego. To był czwartek. Później widzieliśmy się w niedzielę. I zapytałem w niedzielę tego chłopaka: „Jak modlitwa, jak Koronka do Miłosierdzia Bożego?”. Odpowiedział: „Bardzo ładna modlitwa – znam ją już na pamięć”. To takie małe rzeczy, ale widzę go, jak on to wszystko chłonie – to, jaki Pan Bóg może być dla niego dobry. Bardzo często podkreśla, że dzięki Panu Bogu każdy dzień w więzieniu mu szybciej mija – mimo trudności jakie go tam spotykają. Może na Niego liczyć. Czyta Biblię, modli się i dla niego to było odkrycie, które pozwala mu funkcjonować w więzieniu.

Kolejnym przykładem jest David. Przygotowuję go do chrztu świętego. Z Davidem poznaliśmy się też w więzieniu. Rok temu wyszedł. Pierwszą rzeczą, którą zrobił, było pojechanie ze mną na spotkanie kapelanów. Raz w roku mamy takie spotkanie i zaprosiłem go, żeby dał świadectwo o tym, czy duszpasterstwo katolickie w więzieniu jest potrzebne. David – mimo że nie jest ochrzczony – dał bardzo ciekawe świadectwo, że jak najbardziej jest ono potrzebne. Przez muzykę, przez to, że przychodziłem do niego do celi i graliśmy na gitarze, zaczął się interesować i zadawać pytania: odnośnie Boga, odnośnie religii, modlitwy. I odnośnie Chrztu. Od pewnego momentu wstąpił na drogę neokatechumenatu i chce zostać ochrzczony.

Bardzo ważną rzeczą w więzieniu jest spowiedź. Jestem proszony o sakrament pojednania i to jest naprawdę widzialny znak łaski Bożej. Bo co powiedzieć,  jeżeli siedzi przede mną osoba 34-letnia (z czego 18 lat przeżyła w więzieniu), jest osądzona za zabójstwo i prosi ze łzami w oczach o miłosierdzie. Łzy płyną po policzkach. To są takie sytuacje, które dotykają i mnie. Tak jak powiedziałem, to są dla mnie widzialne znaki działalności Pana Boga.

Nasza praca w więzieniu jest na zasadzie dialogu. To jest propozycja, to jest dyskusja, często zażarta – dlatego, że  jeżeli przychodzą muzułmanie, to wiadomo, że oni mają inną wizję. Ale, co ciekawe, zawsze nasze spotkanie kończy się modlitwą. Jeżeli ja nawet osobiście spotykam się z jakimś więźniem, zawsze na koniec proponuję modlitwę, kładę ręce na głowę i modlę się na głos za tę osobę. I widzę, że często te osoby są wzruszone. Z niektórymi spotykam się kilka razy i sami proszą, by spotkanie zakończyć modlitwą, bo czują, że coś się dzieje w ich sercu. Ja wierzę w to, że przez taką krótką modlitwę Pan Bóg taką osobę dotyka i zmienia.

Tym wszystkim ludziom kładę nacisk na to, że będą świadkami. W momencie, gdy przychodzą na Mszę Świętą, na spotkania odkrywają, często zachwycają się, ale to nie koniec! Mówię im: „Kiedy wyjdziecie z więzienia, musicie o tym mówić – o tym, jak Pan Bóg was przemienił, jak łaska Boża was dotknęła. Tego nie możecie zostawić w sobie! Dobrze wiecie, że na wolności jest dużo osób, które ignorują Pana Boga, których Pan Bóg nie interesuje. I właśnie wasze świadectwo, że to w więzieniu spotkaliście Pana Boga, może taką osobę dotknąć, że wróci do Pana Boga lub w ogóle odkryje Go”.

Obecnie mam w więzieniu takiego muzyka – rapera, który też regularnie przychodzi na spotkania. Ja mówię do niego: „Słuchaj, ty przez muzykę możesz być świadkiem. Teraz w więzieniu pisz teksty odnośnie tego, jak Bóg zmienia ci życie i zobaczysz, że Pan Bóg przez twoją muzykę, przez twoje słowa będzie robił wielkie rzeczy”.

To jest praca fascynująca, zupełnie niepodobna do pracy w parafii. To są różni ludzie i nie wszyscy, którzy są w więzieniu, chcą skorzystać, chcą usłyszeć dobrą nowinę. Dla mnie jest to wiadomość – że skoro przychodzą, to czegoś szukają. Modlę się za nich po każdym spotkaniu i też, kiedy jadę do nich, żeby Bóg ich dotknął, by dał Ducha, radość. Żeby oni w tym trwali.

Ks. Grzegorz Herman

***

Ks. Grzegorz Herman pochodzi z diecezji drohiczyńskiej i jest kapłanem od 2001 r. Od roku 2004 pracuje jako misjonarz we Francji – w tym od 8 lat jako kapelan więzienia La Maison d’arrêt de Chalons en Champagne. Jak przyznaje, miejscowi często porównują go z francuskim księdzem Guy Gilbertem – katolickim wychowawcą nawracającym młodych przestępców. Lubię to, jednak w porównaniu z nim jestem naprawdę mały – przekonuje ks. Herman w rozmowie z portalem Radia Maryja.

Mateusz Wójtowicz/RIRM

drukuj