fot. TVP/wpolityce.pl

Trwa proces ws. zniesławień w serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”

Przed krakowskim sądem rozpoczęła się dziś rozprawa w procesie przeciw twórcom niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Podczas drugiej rozprawy sąd ma przesłuchać część świadków i obejrzeć kolejne odcinki serialu.

Proces cywilny przeciw twórcom niemieckiego serialu wytoczył żołnierz Armii Krajowej 92-letni Zbigniew Radłowski oraz Światowy Związek Żołnierzy AK. Rozpoczął się on 18 lipca br.

W serialu znalazły się sceny, które mają dowodzić, że Armia Krajowa rzekomo była współwinna zbrodni na osobach narodowości żydowskiej. Niemcy natomiast są przedstawieni jako ofiary II wojny światowej.

Maciej Świrski, Prezes Reduty Dobrego Imienia, Polskiej Ligi Przeciwko Zniesławieniom, liczy, że sprawa zakończy się wygraną  żołnierzy Armii Krajowej.

– Trzy lata trzeba było czekać, aż sąd zabrał się za tę sprawę. Teraz jesteśmy na takim etapie, że sąd będzie przesłuchiwał pana prof. Bogdana Musiała, który był konsultantem przy produkcji tego filmu, ale gdy zobaczył, że Niemcy w ogóle nie słuchają jego uwag, a wręcz odwrotnie – z tego, co mówił to robili wręcz przeciwnie. Wówczas wycofał swoje nazwisko i złożył protest przeciwko wymowie tego filmu. Sąd będzie miał teraz wgląd w proces produkcyjny serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”, jak to wyglądało. Nie chodzi tu o ekspertyzę historyczną – bo wszyscy wiedzą, jak wyglądała historia Armii Krajowej – tylko o rolę pana Bogdana Musiała i to, że musiał złożyć protest przeciwko postępowaniu Niemców, którzy. Postępowanie pokaże, z jaką intencją produkowali ten film – podkreśla Maciej Świrski.

Film „Nasze matki, nasi ojcowie” w trzech częściach wyemitowała TVP1 w czerwcu 2013 r.

Żołnierze AK żądają m.in. przeprosin w TVP oraz we wszystkich telewizjach, gdzie pojawił się film. Domagają się także rekompensaty finansowej w wysokości 25 tys. zł tytułem naruszenia dóbr osobistych.

RIRM/

drukuj