fot. PAP/Jacek Turczyk

Za podróże służbowe sędziów SN Polacy zapłacili od 2014 roku prawie 400 tys. zł

Sędziowie Sądu Najwyższego zwiedzili m.in. Chiny, Maroko, Tajlandię czy Koreę Południową – za tzw. podróże służbowe zapłacili Polacy. „Super Express” poinformował o zagranicznych wojażach sędziów SN oraz o kwotach, które na swoje wyprawy wydała I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf.

Według wykazu służbowych wyjazdów sędziów i pracowników Sądu Najwyższego, ich podróże od 2014 r. pochłonęły już 381 tys. zł, z czego w pierwszej połowie tego roku – 60 tys. zł.

Te informacje muszą szokować i uzasadniają potrzebę głębokich reform w sądownictwie – powiedział poseł Arkadiusz Mularczyk.

– Skala, ilość oraz egzotyczne kierunki wyjazdów, jak Tajlandia, Korea Południowa czy Chiny mogą wskazywać, że jest to czysta turystyka sędziów Sądu Najwyższego. To musi tym bardziej szokować, że posiedzenia czy rozprawy w SN niestety „nie grzeszą pośpiechem”. Rozprawy w Sądzie Najwyższym czy w ogóle w wymiarze sprawiedliwości często ciągną się bardzo długo. To pokazuje, że słuszna była decyzja o gruntownej reformie sądownictwa, którą wcześniej przygotowało Prawo i Sprawiedliwość, a teraz zajmuje się nią Prezydent RP. To są patologie, które powinny być eliminowane. Sędziowie traktują się jako nadzwyczajną kastę ludzi i z tego tytułu czerpią olbrzymie profity, wynagrodzenia – zaznaczył Arkadiusz Mularczyk.

Tabloid wskazuje na szczególne zamiłowanie do wojaży prezesa Izby Karnej Sądu Najwyższego Lecha Paprzyckiego. Okazuje się, że był on już m.in. w Chorwacji, Chinach czy Tajlandii. Sędzia w Bangkoku miał dyskutować o prawie karnym, a w  Dubrowniku o nadużyciach finansowych. Koszt dla Polaków wyniósł ponad 60 tys. zł.

RIRM

drukuj