fot. Marek Borawski/Nasz Dziennik

Ks. bp Ignacy Dec: Jako  nieużyteczni słudzy

Homilia ks. bp. Ignacego Deca wygłoszona w kaplicy Wyższego Seminarium Duchownego w Świdnicy na rozpoczęcie XII sesji popularno-naukowej: „Różne oblicza patriotyzmu”, zorganizowanej przez Wyższe Seminarium Duchowne w Świdnicy i Zarząd Oddziału Okręgowego Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” we Wrocławiu.

Wstęp

Drodzy bracia i siostry, pochylamy się nad słowem Bożym. Ono jest najważniejszym przesłaniem podczas naszej dzisiejszej sesji. Możemy powiedzieć, że jest to przesłanie o naszej nieśmiertelności i o naszej ziemskiej służbie.

1. Orędzie o wieczności – o nieśmiertelności sprawiedliwych

„Dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka, uczynił go obrazem swej wieczności” (Mdr 2,23). To nie pierwszy i nie ostatni raz  rozbrzmiewa  w listopadzie takie orędzie o życiu wiecznym i o naszej nieśmiertelności. Bóg nas stworzył dla nieśmiertelności. Nasze istnienie ma swój początek –  początek  w Bogu, nie ma zaś  końca. Wprawdzie znika ono tu na ziemi, ale pojawia się w wieczności. W prefacji o zmarłych mamy  słowa: „Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadanie sie dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie”.

„A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju” ( Mdr 3,1-3). We wczorajszej, niedzielnej  Ewangelii słyszeliśmy, że  były panny nierozsądne i roztropne, które czekały na przybycie Oblubieńca. Dawniej tłumaczono, że były to panny głupie i mądre. Dzisiaj mamy też ludzi nierozsądnych, po prostu głupich, którym  zdaje się, że schodzący z tego świata, umierają na zawsze, zejście ich  uznają za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie. Tak sądzą niektórzy, którzy nie otrzymali światła wiary. Jednakże  są też i tacy, którzy  słyszą głos Boga i wierzą, że ci zmarli trwają w pokoju. Być może, że niektórzy z nich doznają kaźni, że doświadcza ich Bóg, jak wyznaje autor Księgi Mądrości, mając na myśli zapewne czyścowe oczekiwanie i  oczyszczenie. Zapowiada jednak ich ostateczne szczęście: „Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali: łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych” (Mdr 3, 9).

Módlmy się o to, abyśmy zawsze należeli do tych rozsądnych, którzy wierzą w zapowiedzianą przez Boga nieśmiertelność i wypraszajmy łaskę takiej wiary dla naszych przyjaciół, którzy jeszcze takiej łaski nie otrzymali.

Kiedyś taką łaskę odkrycia Pana Boga i świata  wiecznego otrzymali Raissa i Jacques Maritain.  Zapewne wiemy, że Maritain (1882-1973) był jednym z ważniejszych świeckich uczestników Soboru Watykańskiego II, że bardzo go cenił papież Paweł VI, że jemu przekazał orędzie soborowe dla intelektualistów. Wiele z jego założeń dotyczących otwarcia się Kościoła na świat znalazło się w soborowej konstytucji „Gaudium et spes”. Warto, tu obecnym miłośnikom społecznej nauki Kościoła, przypomnieć jego drogę do prawdy, do Pana Boga, drogę do pokochania Kościoła. Raissa i Maritain byli studentami filozofii na paryskiej Sorbonie. Raissa, Żydówka z carskiej Rosji w młodzieńczym wieku porzuciła judaizm, wiarę swoich rodziców, zaś Jacques pochodził z bogatej protestanckiej rodziny. Raissa i Jacques podjęli studia z  nadzieją odnalezienia sensu życia, chcieli zdobyć narzędzia do prawdziwego poznania i sprawiedliwego działania. Tymczasem przeżyli wielkie rozczarowanie.  Relatywizm i sceptycyzm, jaki panował wśród ówczesnych myślicieli, napełnił ich rozpaczą i goryczą. Raissa potem napisała o tych latach w książce pt „Wielkie przyjaźnie”, że jeśliby nie mogli żyć w prawdzie, to powinni umrzeć, aby zaprotestować przeciw bezsensowi życia. W ich życiu pojawił się przyjaciel –  Karol Peguy. Zaprowadził ich na wykłady Henryka Bergsona w College de France, który przekonywująco odsłonił im poprzez intuicje drogę do  Boga.   Wkrótce na ich drodze stanął inny głęboko wierzący katolicki pisarz i publicysta Leon Bloy. Dał im swoją książkę pt. „Uboga”. W książce tej olśniło ich zdanie: „Jest tylko jeden powód do bycia smutnym: nie być świętym”. 11 czerwca 1906 r. przyjęli chrzest. Podjęli pracę apostolską wśród inteligencji francuskiej. Małżeństwo Maritainów wywarło ogromny wpływ na duchowe odrodzenie we Francji. Praca filozoficzna Jacquesa, a także styl życia jaki przyjęli z Raissą, stały sie inspiracją do nawrócenia wielu osób. Byli jednymi z pierwszych, którzy mówili, że świętość jest powołaniem dla każdego wierzącego, że nie jest zarezerwowana tylko dla osób konsekrowanych.     Ich życie zawiera przesłanie, że trzeba sobie wzajemnie pomagać w odkrywaniu Boga, szczęścia ziemskiego i wiecznego.

Spójrzmy jeszcze na Ewangelię

2. Słudzy nieużyteczni jesteśmy

W  dzisiejszej perykopie ewangelicznej, w przedstawionej relacji między panem i sługą, Chrystus nie dotykał układów społecznych. Wiemy z kontekstu całej Ewangelii, że zawsze opowiadał się za równością wszystkich ludzi, gdyż wobec Boga wszyscy jesteśmy dziećmi, wśród których nie ma panów ani służących, nie ma niewolników i wolnych, nie ma Greków, Rzymian i Żydów. Chrystus poruszył inny temat. Miał na uwadze aroganckie niemal podejście faryzeuszy, którzy po kupiecku, po linii sprawiedliwości zamiennej traktowali swój stosunek do Boga i bardzo podkreślali swoje zasługi. Wyjaśnił więc, że Bóg niczego nie zawdzięcza ludziom jako swoim stworzeniom. To oni wszystko otrzymali od Stwórcy i dlatego wierną służbę Bogu powinni uważać za prostą, bezdyskusyjną powinność. Powinni mówić:  „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17, 10b).

Jakież to bywa dla niektórych trudne. Z pewnością znamy takich ludzi, którzy , owszem służą, pomagają, ale bardzo chcą. aby to ktoś zauważył, pochwalił, podziękował, wyraził zachwyt, napisał o tym, zamieścił ładne zdjęcie.. . Przypomnijmy słowa: Pana Jezusa: „Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam, ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” ( Mt 6,2-4).

Pochwalamy tych ludzi, którzy przekazują czasem pokaźne ofiary na jakieś kościelne inwestycje i proszą o anonimowość, proszą księdza, żeby tego nie ogłaszać. Warto tu przypomnieć życiową zasadę, że nie wszystko w życiu musi być za pieniądze i że nie jest dobrze za każde dobro oczekiwać nagrody, uznania, wynagrodzenia.

3. Służba pokorna i bezinteresowna – drogą do szczęśliwej wieczności

Podsumowując, możemy powiedzieć, iż Jezus nam dzisiaj pokazał niezawodną drogę, która wiedzie przez ziemię  do szczęśliwej wieczności. Jest to droga bezinteresownej i pokornej służby. Tą drogą przeszedł sam Jezus; tą drogą podążała Maryja. Tą drogą podążali liczni chrześcijanie.  Są jednak wśród chrześcijan ludzie, którzy nie lubią się uznawać za sługi, także nie lubią być nazywani sługami. Kiedyś powiedziałem pewnemu  organiście, że jako pracownik kościelny powinien być gorliwym, pobożnym i oddanym sługą Kościoła. Zauważyłem, że obraził się na mnie, że nazwałem go sługą. Warto pamiętać, że wszyscy jesteśmy na służbie. Tej roli służącego, służącej,.  nie trzeba się wstydzić.

Zakończenie

Drodzy bracia i siostry, zabierzmy z dzisiejszej liturgii usłyszane dziś ewangeliczne słowa i odnośmy je  nieustannie do naszej życiowej służby: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17, 10b). Amen.

drukuj