Brutalna prawda

20 lat temu – 4 czerwca 1992 roku – Lech Wałęsa dokonał zamachu stanu i
obalił rząd premiera Jana Olszewskiego. Pucz prezydencki Wałęsy nastąpił w nocy
i był wymierzony nie tylko w rząd premiera Olszewskiego, ale we wszystkie
środowiska niepodległościowe i patriotyczne. Był realnie wymierzony w polską
rację stanu, w bezpieczeństwo narodowe. Przygotowania Wałęsa rozpoczął kilka
tygodni wcześniej, m.in. zdymisjonowany został pierwszy w historii cywilny,
niekomunistyczny minister obrony narodowej Jan Parys, a szef MSW Antoni
Macierewicz miał zostać politycznie ubezwłasnowolniony poprzez szkalującą go
kampanię medialną.

Premier Jan Olszewski stanął na czele rządu Rzeczypospolitej 23 grudnia 1991
roku i podjął dramatyczną próbę odwrócenia biegu historii Polski, a zwłaszcza
cofnięcia decyzji tzw. Okrągłego Stołu. To w Magdalence pod Warszawą, następnie
przy okrągłym stole w Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie w 1989 roku
najbardziej cyniczni i sprytni komuniści dogadali się z tak samo cynicznymi i
przebiegłymi ludźmi z "Solidarności", z Lechem Wałęsą na czele. Ustalili, że
Polska należy do nich i tylko do nich, a jedynym problem jest to, jak ją
podzielić pomiędzy siebie. Strategiczne cele, jakie postawił przed sobą rząd
Olszewskiego, mieściły się w pojęciach: desowietyzacja, dekomunizacja oraz
lustracja. Był rok 1992 – nie było już niesuwerennego tworu PRL, nie było
bezpieki, nie było komunizmu i nawet Związku Sowieckiego już nie było, ale
pozostali ludzie, czasami na najwyższych stanowiskach w państwie, którzy byli
agenturą rosyjską, tak jak poprzednio byli agentami polskiej bezpieki i
zbrodniczych służb sowieckich. Tych niebezpiecznych dla suwerennego bytu III RP
agentów chciał odsunąć rząd Olszewskiego. Premier chciał także w dziedzinie
ekonomicznej zatrzymać proces złodziejskiej prywatyzacji i okradania państwa,
chciał zlikwidować patologie transformacji politycznej, przez jaką przechodziła
Polska po Okrągłym Stole. Nie było też przypadkiem, że właśnie rząd Olszewskiego
domagał się od Rosji natychmiastowego wycofania z Polski okupacyjnych jednostek
armii rosyjskiej, a jednocześnie oficjalnie wystąpił do NATO o pełną integrację
Polski. Nie było też przypadkiem, że to właśnie ten rząd uznał Ukrainę jako
niepodległe państwo.

W świetle faktów przedstawionych przez historyków IPN, mówiących o współpracy
Wałęsy z bezpieką, otwarte pozostaje pytanie, kim był Wałęsa w okresie swojej
prezydentury, a zwłaszcza nocą 4 czerwca 1992 roku. Wałęsa oparł swe rządy – jak
sam to określił – "na lewej nodze". A czyż w realiach politycznych III RP nie
oznaczało to byłych oficerów bezpieki oraz informacji wojskowej PRL, powiązanych
z sowieckim zbrodniczym KGB i GRU? To oni byli pretorianami Wałęsy?
Z perspektywy 20 lat wydaje się najbardziej znamienne dla Wałęsy, że był
przeciwnikiem przystąpienia Polski do NATO, a bredził o jakimś NATO BIS, które
dla niego miało być Układem Warszawskim BIS. Znamienne dla Wałęsy jako
prezydenta było też konsekwentne utrzymywanie haniebnego wyroku śmierci ze stanu
wojennego na pułkownika Ryszarda Kuklińskiego i wielokrotne opluwanie polskiego
bohatera słowem "zdrajca". Premier Jan Olszewski charakteryzował to następująco:
"Spór o Kuklińskiego jest sporem o Polskę, a jego osoba stanowi swoisty papierek
lakmusowy, czy uczestnik sporu jest czy nie jest homo sovieticus". Brutalna
prawda nie tylko w tej sprawie stawia Wałęsę w jednym szeregu tuż obok
Jaruzelskiego, Urbana, Kiszczaka, Michnika.

Józef Szaniawski

drukuj