fot. flickr.com

Dyktat antywęglowej polityki

Argumenty naukowców zarówno w Brukseli, jak i w Polsce nie są brane pod uwagę. W ogóle nie dyskutuje się na ten temat. Prawie we wszystkich mediach do audycji nie są zapraszani eksperci z dziedziny energetyki, a jedynie przedstawiciele organizacji ekologicznych walczących z węglem. Kampania antywęglowa objęła zresztą większość mediów. Na histerii klimatycznej robią też kariery politycy. Powtarzane w kółko slogany trafiają, niestety, do społeczeństwa, w tym ich wyborców, którzy wierzą, że ktoś ich obroni przed katastrofą globalną – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

***

Ile miejsc pracy tworzy górnictwo i czy przynosi dziś zyski?

– Górnictwo to nie tylko produkcja węgla, ale także producenci specjalistycznych maszyn i urządzeń górniczych, firmy usługowe, które pracują dla górnictwa, jednostki naukowo-badawcze, w tym różnego rodzaju instytuty, a na uczelniach wydziały związane z tą branżą. W sumie cały ten sektor tworzy co najmniej pół miliona miejsc pracy.

Natomiast jeśli mówimy o zyskach górnictwa, to płaci ono rocznie do budżetów państwa i gminnych średnio 6,5 mld zł różnych opłat i podatków. Firmy działające w otoczeniu górnictwa wnoszą z tego samego tytułu 2-2,5 mld zł. W sumie, jak oszacowaliśmy, cała branża górnicza przynosi Polsce rocznie około 9 mld zł.

Do tego ogromnym zyskiem jest, że Polska jest jednym z najbezpieczniejszych krajów w Europie, jeśli chodzi o ciągłość dostaw energii. Wynika to z faktu, że gros energii produkowane jest u nas z węgla wydobywanego w Polsce. Od kilku lat w ogóle tego nie doceniamy. Znamy przypadki blackoutów na świecie i wiemy, jak ogromne poczyniły spustoszenie. Straty liczone były w miliardach dolarów.

Ofiarą blackoutu padł m.in. Londyn, gdy po burzy zniszczone zostały panele fotowoltaiczne. Szczególnie pogodowe zjawiska mogą bardzo destrukcyjnie wpłynąć na podaż energii, jeśli jest ona oparta w dużej mierze na odnawialnych źródłach energii.

– Brak prądu tylko przez dwa dni w sierpniu 2003 r. kosztował USA 6 mld dolarów. Blackout objął wówczas 50 mln Amerykanów i Kanadyjczyków.

Niedawno Francja, stojąc przed widmem blackoutu, reaktywowała cztery elektrownie węglowe. Jest to następstwo znacznego spadku podaży energii odnawialnej ze względu na słabe wiatry i małą jej produkcję z paneli fotowoltaicznych. Trwa tam też remont elektrowni atomowych. Podobna sytuacja może mieć miejsce w każdym kraju. Energia odnawialna jest korzystna i popieram jej wdrażanie. Ma ona jednak jedną ogromną wadę – nie jest stabilna. Dlatego w Polsce nie wystarczy nam energia z wody, wiatru i słońca.

Jaką mamy alternatywę? Energię z atomu?

– Do stabilizowania systemu energetycznego mamy dziś do dyspozycji energię jądrową, gaz i węgiel. Wydobywany w Polsce gaz ziemny nie zaspokaja naszych potrzeb. Elektrownie gazowe, jeśli takie powstaną, muszą być oparte na gazie z importu.

Uważam, że nie stać nas na budowę elektrowni atomowych, a ponadto realizacja takich inwestycji wymaga czasu. Energetyka jądrowa przynosi wiele uciążliwości, choćby z powodu radioaktywnych odpadów. Dlatego nie jest to zielona energia, jakby się wydawało.

Mamy w kraju natomiast własne zasoby węgla, który możemy przetwarzać w energię lub inne produkty, wykorzystując przyjazne dla środowiska czyste technologie.

Kierowana przez Pana Izba staje w Brukseli w obronie polskich kopalń i energetyki węglowej opartej na węglu.

– Od dłuższego czasu występujemy w tej sprawie do różnych organów UE. Ostatnie pismo skierowaliśmy do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w kwietniu br. Zauważyliśmy, że w czasie pandemii Komisja Europejska przyspieszyła swoje działania eliminowania węgla i niszczenia górnictwa. Zwróciliśmy się z apelem, by w pierwszej kolejności pochylić się nad skutkami pandemii i jej wpływem na gospodarkę, a dopiero później zastanawiać się nad decyzjami dotyczącymi polityki klimatycznej, których skutki podwyższają koszty działalności gospodarczej. Każde podniesienie limitu emisji CO2 i równoczesne administracyjne podnoszenie cen emisji generuje dodatkowe koszty wpływające na ceny energii, co obniża konkurencyjność unijnej gospodarki. To są niezrozumiałe dla nas działania.

Swoje postulaty kierujemy też przez Europejskie Stowarzyszenie Węgla Kamiennego i Brunatnego EURACOAL, którego jesteśmy członkiem. Eksperci tej organizacji uczestniczą w różnego rodzaju posiedzeniach, opiniują akty prawne, co jest bardzo trudne. Zauważalna jest bowiem ogromna kampania antywęglowa, prowadzona przez setki organizacji pozarządowych, na którą co roku wydaje się dziesiątki milionów euro. Istnieje wręcz ideologia, która nie uwzględnia zagadnień dotyczących negatywnych skutków wyeliminowania węgla z gospodarki. Usunięcie węgla z UE przyjęto już jako dogmat.

Żadne argumenty nie trafiają?

– Jeszcze 5-10 lat temu mówiło się, że węgiel ma swoje miejsce w gospodarce, ale trzeba zmienić jego wykorzystanie. Przestać palić najgorsze gatunki, a rozwijać czyste technologie pozwalające produkować energię z węgla w bardzo ekologiczny sposób. Potrafimy wyprodukować energię elektryczną z węgla przy emisji zanieczyszczeń porównywalnej do spalania gazu. Znamy też technologie zgazowania węgla, dzięki którym powstaje gaz czy metanol. W niektórych krajach z węgla produkuje się też benzynę.

Dyskusje na temat takich technologii w ogóle nie są jednak dopuszczane na szczeblu Komisji Europejskiej ani Parlamentu Europejskiego. W mediach z kolei przez lata była powtarzana informacja, że smog powstający w wyniku spalania węgla co roku zabija tysiące osób. Politycy też to powtarzali. Tymczasem to zupełna nieprawda. Główną przyczyną smogu jest bowiem tzw. niska emisja. Powstaje ona wtedy, gdy się pali „byle czym w byle czym”, czyli poślednimi gatunkami węgla, drewna, a często zwykłymi śmieciami w przestarzałych piecach domowych czy kotłowniach komunalnych. Z tych źródeł pochodzi od 80 do 90 proc. smogu. Od 5,4 do 7 proc. jego składu to zanieczyszczenia komunikacyjne, a od 2 do 3 proc. – to emisja z zakładów przemysłowych, w tym energetycznych.

Z kolei powstający w unijnej energetyce węglowej dwutlenek węgla stanowi tysięczną część procenta globalnej emisji gazów cieplarnianych.

Naturalna emisja gazów cieplarnianych jest o wiele większa niż ten ułamek procenta. Ponadto są wielkie kraje na świecie, które zwiększają produkcję i zużycie węgla, co oczywiście spowoduje znaczące zwiększenie emisji CO2. Nasze inwestycje w likwidację węgla, na które wydajemy tryliony, nie mają więc wpływu na globalny efekt ocieplenia. Gdy przytaczam takie argumenty, to często słyszę: Tak, to prawda, lecz UE musi pokazać światu, że w tej dziedzinie jest liderem.

Naukowcy nie biją na alarm?

– Amerykański ekolog Michael Shellenberger napisał ostatnio książkę pt. „Apocalypse Never”, w której przeprasza za strach klimatyczny wywołany przez ekologów. Ukazuje też, że zmiany klimatyczne rzeczywiście zachodzą, tak jak to ma miejsce od tysięcy lat, ale to nie koniec świata. Zwraca uwagę, że więcej szkody niż zmiany klimatu przynosi światu niszczenie lasów, marnowanie żywności czy też zabijanie dzikich zwierząt.

Argumenty naukowców zarówno w Brukseli, jak i w Polsce nie są brane pod uwagę. W ogóle nie dyskutuje się na ten temat. Prawie we wszystkich mediach do audycji nie są zapraszani eksperci z dziedziny energetyki, a jedynie przedstawiciele organizacji ekologicznych walczących z węglem. Kampania antywęglowa objęła zresztą większość mediów. Na histerii klimatycznej robią też kariery politycy. Powtarzane w kółko slogany trafiają, niestety, do społeczeństwa, w tym ich wyborców, którzy wierzą, że ktoś ich obroni przed katastrofą globalną.

Co w praktyce oznaczać będzie podniesienie limitów CO2 – to zwiększenie kosztów płaconych za CO2?

– Wzrosną ceny energii. Zapłaci za to przemysł, a w konsekwencji społeczeństwo. Zredukowanie emisji CO2 do poziomu, jaki chce osiągnąć UE w 2050 r., będzie nas słono kosztować i oznacza koniec unijnego górnictwa.

Kilka miesięcy temu wyliczono, że osiągnięcie neutralności klimatycznej będzie kosztować energetykę polską 240 mld euro i to tylko do 2030 r.

Eliminacja węgla i likwidacja polskiego górnictwa wiążą się z koniecznością stworzenia nowych miejsc pracy. W odniesieniu do jednej tylko spółki węglowej to koszt rzędu 200 mld zł. Do tego należy doliczyć koszty fizycznej likwidacji kopalń i wziąć pod uwagę utratę dochodów publicznych na poziomie 9 mld zł w każdym roku. W rachunku makroekonomicznym to się po prostu nie opłaca.

Już importujemy energię. Widzieli Państwo te umowy zakupu z zagranicy?

– Umowy są tajne, nie mamy do nich dostępu. Wiemy tylko, że pięć państwowych spółek importuje energię. Inne sprowadzają też węgiel. Szacunki są takie, że w tym roku import energii może przekroczyć 12 TWh, co przekłada się na blisko 6 mld ton niespalonego węgla w kraju. Stanowi to blisko 8 proc. energii zużywanej w Polsce. Energetyka w kraju przeżywa kryzys w wyniku schłodzenia gospodarki przez pandemię, a wcześniej ciepłe zimy, co doprowadziło do obniżenia popytu na energię. W efekcie elektrownie nie odbierają od kopalń węgla, a spółki węglowe, nie mając przychodów, tracą płynność finansową. W tej sytuacji uważam, że właściciel państwowych importerów powinien zakazać importu zarówno węgla, jak i energii poza rejonami, gdzie to konieczne. Warto zauważyć, że w roku ubiegłym wprowadziliśmy do Polski ponad 13 mln ton węgla energetycznego, w tym około 10 mln z Rosji.

Los polskiego górnictwa został przesądzony? Negocjacje strony związkowej z delegacją rządową zakończyły się 25 września podpisaniem porozumienia zakładającego m.in. subsydiowanie kopalń przez państwo pod warunkiem, że ostatni zakład zakończy wydobycie w 2049 r. Co ta decyzja oznacza dla polskiej gospodarki, o ile zdrożeje energia? Państwo będą jeszcze podejmować jakieś decyzje w obronie kopalń?

– Porozumienie ze związkami, moim zdaniem, jest niefortunne. Przede wszystkim zakłada subsydiowanie kopalń przez państwo. Tymczasem w 2010 r. Rada Europy przyjęła jednogłośnie rozporządzenie w sprawie pomocy dla górnictwa węglowego. Nawiasem mówiąc, zabrakło na posiedzeniu przedstawiciela Polski, ówczesnego ministra finansów, a nasze veto wystarczyłoby, by zablokować bardzo niekorzystne dla nas przepisy.

W tym rozporządzeniu są ściśle określone zasady pomocy państwa dla górnictwa węgla kamiennego. Ta pomoc pozwala jedynie na pokrycie kosztów likwidacji kopalń, w tym kosztów społecznych, ewentualnie na utrzymywanie starych części zakładów górniczych, jeśli jest to konieczne. Natomiast absolutnie niedopuszczalne jest wspieranie bieżącej działalności branży, a także inwestycji początkowych. Dlatego uważam, że notyfikacja porozumienia w Brukseli ma zerowe szanse.

Ponadto porozumienie odnosi się wyłącznie do Polskiej Grupy Górniczej, natomiast nie do takich spółek jak: Bogdanka, Tauron Wydobycie, Jastrzębska Spółka Węglowa, czy do kilku małych prywatnych kopalń. To niekompletny dokument. Mam nadzieję, że do końca roku poznamy rządową strategię dla górnictwa w Polsce obejmującą całość branży.

Program dla sektora górnictwa węgla kamiennego w Polsce w ciągu ostatnich miesięcy zmienia się jak w kalejdoskopie, a decyzje w górnictwie wymagają lat i dużych inwestycji. Czy Pana zdaniem wprowadzenie do kopalń nowych technologii, m.in. internetu rzeczy, pozwoli przedłużyć istnienie polskiego górnictwa i przywrócić do życia zamknięte już kopalnie?

– Przemysł 4.0 już funkcjonuje w górnictwie. Firmy okołogórnicze zdają sobie sprawę, że nie wyjdą na świat, gdy nie będą nowoczesne. Chiny, Indie, Indonezja w dalszym ciągu będą utrzymywać wysokie zużycie i wydobycie węgla. Tam są duże potencjalne rynki zbytu dla polskich produktów. My jako Izba też staramy się być innowacyjni. Pierwszy raz w historii górnictwa wymyśliliśmy wirtualne targi górnictwa VIMMEX, gdzie firmy i jednostki badawcze będą mogły zaprezentować swoją ofertę. Jesteśmy ciekawi, czy ten eksperyment się powiedzie, bo przesłanie skierowane jest do całego świata.

Nowa strategia dla górnictwa powinna zawierać wszystkie dopuszczalne instrumenty dla zwiększenia konkurencyjności polskiego węgla. Możemy np. wiele zrobić, by obniżyć zewnętrzne koszty funkcjonowania górnictwa, które są bardzo wysokie. Sektor obłożony jest całą masą specjalnych opłat i podatków, których nie płacą inni przedsiębiorcy. Izba od bardzo dawna zabiega o to, by przeanalizować obecne obciążenia pod kątem możliwości ich zniesienia. Niestety, żadna ekipa rządząca nie zrealizowała dotychczas naszego postulatu.

Jeśli nie węgiel, to co? Holandia już wycofuje się z gazu.

– Niestety, w UE węgiel jest na przegranej pozycji. Obawiam się, że nie damy rady zmienić tego trendu. Religia ekologiczna w ostatnim czasie namawia, by zrezygnować ze wszystkich paliw kopalnych. Na razie gaz jest dopuszczalny, jako substytut węgla, ale w dalszej kolejności też ma być wyparty, a infrastruktura, jaka po nim zostanie, ma zostać przeznaczona dla wodoru. Warto zwrócić uwagę, że niedawno Niemcy podjęli szereg decyzji w celu eliminacji paliw płynnych, wprowadzając podatki dla pojazdów napędzanych ropą czy benzyną na rzecz pojazdów elektrycznych. Jest też przyjęty dokument o dodatkowym opodatkowaniu samolotów.

Rozumiem, że możemy zostać zmuszeni do rezygnacji z paliw kopalnych, ale musimy mieć ich substytut – jak dotąd nie mamy. Niepojęta rzecz, że na forum UE podejmuje się decyzje o znaczeniu strategicznym bez dogłębnej analizy ich skutków. Kilka dni temu Parlament Europejski poparł cel ograniczenia emisji gazów cieplarnianych o 60 proc. do 2030 r. Jakie to przyniesie skutki dla gospodarek państw członkowskich – nie wie nikt.

A jednocześnie dajemy zarabiać Chinom, które nie przejmują się ochroną środowiska.

– Nie tylko Chinom, a także innym krajom, które nie respektują norm środowiskowych obowiązujących w UE. Przez to produkcja ich towarów jest dużo tańsza. To nie jest uczciwa konkurencja. Kilka lat temu Izba proponowała, by zróżnicować kraje produkujące i stosujące węgiel w warunkach podobnych do UE i kraje, gdzie polityki klimatycznej się nie stosuje. Proponowaliśmy, by dla importu z tych krajów wprowadzić dodatkowy podatek węglowy.

Dobrze, że teraz ten temat wrócił i wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku podobny mechanizm zostanie wprowadzony.

Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa reprezentuje również interesy tzw. firm okołogórniczych. Jaki jest ich obecny standing?

– W Izbie mamy 60 firm działających w otoczeniu górnictwa, utrzymujących tysiące miejsc pracy. Ich sytuacja jest zła. Dlatego mówiąc o strategii dla górnictwa, powinniśmy brać pod uwagę też te podmioty, które dla tej branży pracują. W przeciwnym razie będą one upadać. W ostatnich miesiącach jedna z nich zmuszona była zamknąć dwa zakłady i zwolnić ponad 500 pracowników. Duży problem dla wszystkich członków Izby stanowi fakt, że zieloną religię przyjęły także instytucje finansowe, które odmawiają jakiegokolwiek finansowania inwestycji związanych z węglem. To dyktat. Tymczasem nasze firmy, by rozwijać się, potrzebują środków na inwestycje. Reasumując, powiem tak: Polska nadal posiada liczący się na świecie górniczy potencjał, który przynosi państwu wymierne korzyści. Marnotrawstwem byłoby jego zaprzepaszczenie.

„Nasz Dziennik”/radiomaryja.pl

drukuj