Zamyślenia wielkopostne
Czwartek po Środzie Popielcowej
Była wtedy godzina dziesiąta
Kochani moi!
W Roku Kapłańskim częściej muszę
przypominać sobie
jak to było z tym moim powołaniem?
Pewnie tak samo, lub podobnie,
jak z powołaniem pierwszych uczniów.
Jan Chrzciciel pokazał swoim słuchaczom
– Pana Jezusa, który przechodził obok:
Oto Baranek Boży!
Dwaj uczniowie Jana – Andrzej i Jan
pobiegli za Jezusem.
Kogo szukacie? zapytał Nauczyciel.
Nauczycielu, gdzie mieszkasz?
Pewnie się nie dowiedzieli.
Potem Nauczyciel im tłumaczył:
Ptaki mają gniazda, lisy mają nory,
a Ja nie mam gdzie głowy skłonić,
ale to już ich nie obchodziło.
Zostali przy Nim.
Zakochali się w Mistrzu
od pierwszego wejrzenia.
Jan będzie pisał o tym wydarzeniu
wiele lat później, kiedy był już starcem,
jednak będzie pamiętał:
Była wtedy godzina może dziesiąta
Tego się nie zapomina!
Gdy upłynęło już tyle lat
od decyzji kiedy, pobiegłem za Jezusem,
aby zobaczyć Go z bliska,
przypominam sobie, że był w moim życiu ktoś,
kto się za mnie modlił, kto mnie ofiarował,
że był ktoś, kto mnie wziął za rękę
i przyprowadził – jak Andrzej Szymona,
do Pana Jezusa, aby Go pokazać.
Modlę się o nowe powołania kapłańskie.
Czy, to trzeba?
Tak trzeba!
Proście Pana żniwa, aby posłał robotników,
bo żniwa będą wielkie, a robotników mało.
Czy to wystarczy się modlić?
Przecież wie Ojciec, czego Wam potrzeba.
Nie wystarczy.
Trzeba wziąć za rękę,
przyprowadzić i pokazać Mesjasza.
Przyprowadziłem wielu.
Niektórzy zostali i są wierni,
inni odeszli smutni.
Może tak lepiej?
Pamiętam, była to godzina może dziesiąta.
Kawał drogi przeszedłem za Chrystusem.
To nie moja zasługa.
To Jego łaska,
że mnie osłonił,
że mnie podźwignął.
Panie, zostań z nami!
Pozwól mi wytrwać przy Tobie,
bo się ma ku wieczorowi
i dzień mego życia już się nachylił.
