„Z Ojczyzny Jezusa”
Pokój i Dobro!
26 października 2008 roku, po kilkumiesięcznej walce z nowotworem, zmarł o. Michele Piccirillo. Przez sześć lat mojej posługi jako gwardian w klasztorze Biczowania w Jerozolimie mieszkaliśmy w sąsiednich celach. Żegnając o. Michele, ja i współbracia z Kustodii Ziemi Świętej, przeżywamy ból po śmierci brata, który na stałe wpisał się w historię naszej franciszkańskiej misji oraz archeologii tej ziemi. Jesteśmy również świadomi, iż potrzeba wielu lat, by dokończyć dzieła rozpoczęte przez niego nawet na kilka miesięcy przed śmiercią.
O. Piccirillo urodził się w południowych Włoszech (Carinola) 64 lata temu. Mając 16 lat wstąpił do niższego seminarium w Ziemi Świętej, gdzie kontynuował swoją formację i edukację. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1969 roku. Wyższe studia biblijne w Jerozolimie oraz humanistyczne i archeologiczne w Rzymie przygotowały go do wielkiej misji, jaką przez 40 lat swojego życia miał do spełnienia w Ziemi Świętej. Jego najmocniejszą dziedziną była archeologia, ale był ceniony również jako profesor historii i geografii Bliskiego Wschodu oraz ekspert budowli i dekoracji sakralnych. W Betlejem jego imię będzie nie tyle związane z archeologicznymi odkryciami, co z budową kaplicy pod wezwaniem Maryi Bogarodzicy przy Grocie Mlecznej, której ze swoim współpracownikami przywrócił styl prostej i pobożnej atmosfery. Dzięki niestrudzonej osobistej pracy i nadzwyczajnej zdolności organizacyjnej o. Piccirillo”owi przypisuje się odkrycie kilkudziesięciu kościołów z epoki bizantyjskiej (V-VIII wiek) na terytorium Jordanii, Syrii, Libanu oraz Palestyny. Wspaniałe mozaiki przez niego odnalezione, opublikowane i rozsławione na całym świecie w setkach konferencji są nie tylko wielką spuścizną artystyczną minionych wieków, ale przede wszystkim autentycznym świadectwem wiary wspólnoty chrześcijańskiej tamtych czasów.
Michele Piccirillo był niewątpliwie człowiekiem o wielkim charyzmacie i światowej sławie, ale najchętniej przedstawiał się jako „franciszkanin z Jerozolimy”. Można więc śmiało powiedzieć, że jego pierwszą pasją i miłością była Jerozolima, którą wybrał od młodych lat jako miejsce realizacji swojego powołania franciszkańskiego i swojej działalności naukowej we Franciszkańskim Studium Biblijnym. Jego mocny i stanowczy charakter pomagał mu pokonywać wszelkie trudności, jakie napotykał również z powodu nieustannego konfliktu w rejonie Bliskiego Wschodu.
W czasie żałobnej Mszy świętej odprawionej w bazylice św. Antoniego w Rzymie (29.10.2008) o. Pierbattista Pizzaballa, Kustosz Ziemi Świętej, przypominał znaczący epizod z młodości Biedaczyny z Asyżu, który w kościele św. Damiana usłyszał słowa: „Franciszku, idź, napraw mój dom, który, jak widzisz, cały idzie w ruinę” (2Cel,10). Bez ociągania się Franciszek poszedł prosić Asyżan o kamienie na odbudowę upadających kościołów i kaplic, zapewniając, że Bóg hojnie wynagrodzi ofiarodawców. Odwołując się do tego opisu o. Kustosz powiedział: „O. Michele zbierał całe życie kamienie, w trudzie, poświęceniu i żarliwej miłości za co odbierze teraz od Pana zapłatę. Jego kamienie miały bowiem na celu poszukiwanie śladów Bożego Objawienia i Jego historii miłości; kamienie, które pozwoliły odkryć obecność Boga na drogach ludzkości. Żywe kamienie mądrości i głębokiej wiary”. I dodał – „Życie o. Michele nie było jedynie karierą akademicką. Podobnie jak św. Franciszek, również on trudził się zbieraniem kamieni, wychwalając Pana Boga sercem przepełnionym żywą wiarą i szczerą modlitwą”. Ojciec Kustosz podkreślił również, iż o. Piccirillo był „przykładnym zakonnikiem wspólnoty Braci Mniejszych z Kustodii Ziemi Świętej, cenionym archeologiem, który z pasją odkrywał i innym przekazywał tajniki „Piątej Ewangelii” i całego rejony Bliskiego Wschodu”.
Ostatnie pożegnanie o. Piccirilo otrzymał na Wzgórzach Moabu, od ludzi, których kochał i którzy nie nazywali go inaczej jak Abuna Michele, czyli „nasz ojciec Michał”. Jego pragnieniem było spocząć na Górze Nebo, w pobliżu sanktuarium memoriału Mojżesza, którego odbudowie poświęcił wiele lat swojej pracy. Nie było to łatwe przedsięwzięcie. Dopiero bezpośrednia interwencja króla Jordanii umożliwiła sprowadzenie jego zwłok i wydanie zgody na pochowanie go we franciszkańskiej posiadłości na Górze Nebo. W sobotę, 1 listopada, pod przewodnictwem Patriarchy łacińskiego Jerozolimy, abpa Fuoada Twala, została odprawiona pogrzebowa Msza święta w kościele parafialnym w Ammanie. Pochodzący z Jordanii patriarcha podkreślił w kazaniu, że o. Piccirillo „nauczył nas kochać tę ziemię, jej pustynię oraz archeologiczne wykopaliska”. Wyraził ponadto przekonanie, iż „w sercach Jordańczyków jego pamięć pozostanie na zawsze”. Na liturgii żałobnej wokół trumny zgromadzili się hierarchowie i wierni różnych kościołów, przedstawiciele rodziny królewskiej i władz państwowych oraz liczni przyjaciele z Europy i całego rejonu Bliskiego Wschodu. Po Mszy Świętej na Górze Nebo miała miejsce prywatna ceremonia pogrzebu. Oprócz franciszkanów z Izraela, Syrii i Libanu, była obecna najbliższa rodzina zmarłego przybyła z Włoch oraz beduini z sąsiednich wiosek, zżyci od lat z sanktuarium Nebi Mousa, czyli proroka Mojżesza. Grób o. Michele Piccirillo łączy dwie wielkie miłości jego życia. Jerozolimę, gdzie pozostały jego pokoje w klasztorze Biczowania przy Drodze Krzyżowej przepełnione książkami i żywym wspomnieniem oraz Góra Nebo. Tutaj tradycja biblijna wskazuje miejsce, skąd Mojżesz podziwiał Ziemię Obiecaną, ze szczytem Góry Oliwnej na przedmieściach Jerozolimy. Tutaj również według biblijnego opisu został pochowany. Możemy pokusić się o stwierdzenie, że dynamizm, determinacja i wiara o. Piccirillo były podobne to tych, jakimi charakteryzował się biblijny Mojżesz.
We wstępie do książki wydanej trzy lata temu pod tytułem: „Abuna Michele. Franciszkanin z Jerozolimy” czytamy: „Postać ojca Michele, najwyższego autorytetu w dziedzinie archeologii, zachwyca podobnie jak ziemia, na której zdecydował się żyć po to, by odkrywać niezliczone tajemnice i przyczyniać się do jej przemiany w miejsce uniwersalnego pokoju”. Jeden z jego przyjaciół napisał: „Był człowiekiem wielkiego serca, ale brzydził się obłudą, bo kochał prawdę, dlatego czasami był polemiczny. Niektórzy określali go „niewygasłym wulkanem”, lub bardziej żartobliwie „Indiana Jones” we franciszkańskim habicie. O. Michele był jednak przede wszystkim stróżem i obrońcą świadectwa chrześcijańskiej historii oraz niezaprzeczalnej obecności tak żydowskiej jak i islamskiej na tej ziemi.
Zakończmy to wspomnienie o ojcu Michele Piccirillo, jego słowami: „z góry, skąd Mojżesz ogarnął wzrokiem nie tylko Ziemię Obiecaną, ale spojrzał z nadzieją w przyszłość, również ja próbuję patrzeć naprzód, dostrzegając wielu młodych ludzi gotowych żyć w pokoju w świecie, który ma już dość wojny i nienawiści”. Jestem przekonany, iż pamięć o tym przykładnym zakonniku i niestrudzonym archeologu oraz autorze wielu książek i artykułów pozostanie w sercach ludzi. Miłosierny Bóg niech obdarzy go wiecznym pokojem, a imię Najwyższego niech będzie uwielbione w wielkich dziełach, których dokonał przez osobę o. Michele Piccirillo.
o. dr Jerzy Kraj
