Wykład – O idei uniwersytetu. W kierunku kultury jakości
Zanim zacznę mój wykład serdecznie dziękuję za skierowane do mnie zaproszenie. Dziękuję serdecznie Ks. Biskupowi z Torunia, właśnie w dniu Jego jubileuszu, dziękuję Rektorowi, władzom cywilnym, uniwersyteckim i religijnym i również dziękuję studentom, którzy są bardzo sympatyczni. Pierwsze wrażenie to od razu widać, że tutaj chętnie przychodzicie, że jesteście zaangażowani, aby później na nowo znaleźć się w owocny sposób w społeczeństwie. Bardzo podobał mi się chór uniwersytecki i piękne przygotowanie liturgii eucharystycznej. Dziękuję wam wszystkim za to.
Tak jak już powiedziano tytułem mojego wykładu jest o idei uniwersytetu w kierunku kultury jakości. Powiem to w dwóch punktach; pierwszy: idea uniwersytetu, drugi: kultura jakości.
1. Idea uniwersytetu
Tytuł tego wystąpienia inauguracyjnego – idea uniwersytetu – podejmuje w sposób intencjonalny to, co zawiera znana książka Johna Henryego Newmana: „The Idea of a University”.(„Idea Uniwersytetu”). Nie jest naszym celem tutaj zagłębiać się w zawiłe i długie prace redakcyjne, które miały duże znaczenie w procesie powstawania tego dzieła. Newman rozpoczął pisać swoją książkę już w listopadzie 1851 roku -wtedy właśnie podejmował pracę na Uniwersytecie Katolickim w Dublinie, którego potem w latach 1854 -1858 był rektorem – ale opublikował swoją pracę dopiero w 1889 roku, czyli rok przed śmiercią. Mówią, że zbyt szybko umarł i miejmy nadzieję, że mnie się to nie zdarzy.
Dokładnie w połowie tych czterdziestu lat redagowania tej książki pojawia się mocne i prowokacyjne odkrycie Fryderyka Nietzschego. Nietzsche, pisząc 15 grudnia 1870 roku do swojego przyjaciela Erwina Rohde – znanego filologa klasycznego, który właśnie w tamtym roku zrobił habilitacje na Uniwersytecie w Kilonii – stwierdził: „Uniwersytet jest zagrożeniem dla tego, kto pragnie poświęcić się całkowicie poszukiwaniu prawdy”.
Odnosząc się do tych słów, kardynał Angelo Scola, w czasie inauguracji VIII Międzynarodowego Sympozjum Wykładowców Uniwersyteckich (Lateran, 23 czerwca 2011), tak je skomentował: ” Nie wydaje mi się słuszne skupiać się nad twierdzeniem tak twardym, surowym i dyskusyjnym. W każdym razie zagadnienie „uniwersytetu” stanowi problem, który z pewnością nadal będzie nam sprawiał trudności w przyszłych dziesięcioleciach”. Faktycznie, kontynuuje kardynał, „pytanie o uniwersytet – jaki uniwersytet? – stanowi jakieś symboliczne odbicie pytania pytań: jaki człowiek? Sens istnienia uniwersytetu i sposób, w jaki jest on przedstawiany”, podsumowuje kardynał Scola, „składają się na obraz człowieka jako protagonisty naszego społeczeństwa”. Ale powróćmy do idei uniwersytetu według Newmana. Prawdę mówiąc, nie wydaje się być ona do końca spójna: przeciwnie, zawiera niejasną sprzeczność między teorią a praktyką.
A jednak, właśnie ta niespójność, przeciwstawienie wydaje się nade wszystko pożyteczna i aktualna, kiedy się weźmie pod uwagę ożywioną debatę, którą ona zrodziła i nadal jest kontynuowana.
Upraszczając maksymalnie to zagadnienie i podporządkowując je naszemu tokowi rozumowania, który będziemy rozwijać, moglibyśmy powiedzieć tak:
z jednej strony Newman rozumie uniwersytet jako miejsce nauczania wiedzy uniwersalnej;
z drugiej strony jednak, jest on świadomy, że żaden uniwersytet nie jest ( nigdy nie będzie i nie był) miejscem wiedzy uniwersalnej, ponieważ zawsze jakaś dziedzina będzie zaniedbana, także na uniwersytetach posiadających największą ilość fakultetów.
Ale oto środek korygujący, który wprowadza Newman, aby jego idea uniwersytetu nie pozostała czystą – i w tym samym stopniu fascynującą ale aby nie pozostałaby czystą utopią: filozofia i teologia zostają wyniesione do rangi gwarantów wzajemnego powiązania i syntezy różnych dyscyplin. I taka wiedza – filozoficznie i teologicznie podbudowana – czyni mimo wszystko uniwersytet miejscem wiedzy uniwersalnej.
Wielu dzisiaj odrzuciło taką ideę uniwersytetu. Nawet są tacy, którzy woleliby zmienić nazwę uniwersytet, uciekając się do neologizmu multi-uniwersytet. W konsekwencji fragmentaryzacja i demarkacja wiedzy wydaje się postępować w sposób nieubłagalny. Koncepcja „wiedzy” czy „nauki” przechodzi coraz bardziej poprzez precyzyjne wytyczanie granic co do treści jak i metod. We własnym zakresie, każda dyscyplina rości sobie prawa do własnego autorytetu i własnej prawdy. Tak więc międzydyscyplinarność, jeśli jest uprawiana, wydaje się być bardziej formalna niż realna do tego stopnia, że mówi się dzisiaj chętniej o międzykulturowości (cokolwiek miałoby to znaczyć) niż o międzydyscyplinarności.
Wpływ relatywizmu jest ewidentny i nie trzeba tego podkreślać.
Pojawia się tu wyzwanie Newmana dotyczące idei uniwersytetu jako miejsca wiedzy uniwersalnej, na tyle na ile jest ona filozoficznie i teologicznie osadzona.
Ostatnio – 30 czerwca tego roku, podczas wręczenia „Nagrody Ratzingera” trzem laureatom – Benedykt XVI wygłosił Przemówienie-miałem to szczęście i honor być zaproszonym. Benedykt XVI wygłosił Przemówienie które daje światło zasadność takiej idei uniwersytetu. Uniwersytetu według idei Newmana. Papież przede wszystkim zapytał się, czym powinna być naprawdę teologia i powiedział: „jeśli teologia jest nauką wiary rodzi się od razu pytanie: Czy jest to naprawdę możliwe? A może nie jest to sprzeczność sama w sobie? Czy nauka nie jest może zaprzeczeniem wiary? Czy wiara nie przestaje być wiarą, kiedy staje się nauką? I czy nauka nie przestaje być nauką, gdy jest podporządkowana wierze?
Naprawdę chodzi o vexata quaestio (dręczące pytanie), mimo to zawsze aktualne. Stary spór.
„Takie pytania” – zauważa rzeczywiście Benedykt XVI – „które już dla Średniowiecza stanowiły poważny problem, w kontekście współczesnych koncepcji nauki”, dokładnie to co sugerowaliśmy, „stały się jeszcze bardziej naglące i na pierwszy rzut oka nie do rozwiązania”.
Pomijając dalszą argumentację – którą Papież rozwija w właściwy sobie sposób – nas tutaj interesuje przede wszystkim zakończenie przemówienia, w którym czytamy: „Jestem bardzo świadomy, że w tym wszystkim nie została dana odpowiedź jeśli chodzi o możliwości i zakres właściwej teologii, ale zostało tylko naświetlone wielkie wyzwanie wpisane w naturę teologii”.
Z mojej strony – jeśli mi wolno, nie chciałbym konkurować z Ojcem Świętym – chciałbym wyjaśnić i przyznać uczciwie, że także ten mój głos, dzisiaj, nie doda nic nowego do koncepcji wiedzy i nic nowego do koncepcji universitas scientiarum (uniwersytet nauk).Ale ostatnia uwaga Papieża rzuca dodatkowe światło na to zagadnienie, kiedy dodaje: „Mimo wszystko, jest to właśnie to wyzwanie – tzn. to wyzwanie wpisane w naturę teologii, ściśle powiązanej z filozofią – „którego człowiek potrzebuje, ponieważ ono przynagla nas do otwarcia naszego rozumu pytając nas o samą prawdę, o oblicze Boga”.
W rezultacie, ze swoich osobliwych (i pod pewnymi aspektami paradoksalnych) właściwości epistemologicznych, teologia wydobywa właściwą sobie moc do prowokowania, do rzucania wyzwania innym dyscyplinom – dzisiaj coraz bardziej specjalistycznym co do metody i treści – tym samym przez to bardziej fragmentarycznych w świecie wiedzy. Dokładnie ten fakt, że teologia nie postępuje według iuxta principia propria, (właściwych zasad naturalnych)ale według Słowa objawionego, skłania ją w kierunku tego ostatecznego i całościowego celu jakim jest prawda, której ona gorąco pragnie. Oczywiście do tego samego celu w różny sposób zmierzają wszystkie dyscypliny universitas, na tyle na ile są one – jak być powinny – ministrae veritas( sługami prawdy). Ale teologia – jeśli jest prawdziwą teologią, czyli wierną swojej autentycznej epistemologii – posiada jakąś dodatkową instancję prawdziwościową, „przecinającą” inne dyscypliny i instancję ostateczną w dążeniu do swojego właściwego celu.
Oto dlaczego oferta formacyjna uniwersytetu – która przecież pozostaje zasłonięta, także ona z powodu „kryzysu globalnego” i przez naglące potrzeby, wyzwania edukacyjne obecnego czasu, powinna ta formacja zabiegać usilnie w ostatecznym celu o syntezę filozoficzno-teologiczną, w niewyczerpalnym dialogu miedzy wiarą a rozumem, między „wiedzą Boga” i „wiedzą człowieka”. Tylko wtedy uniwersytet będzie mógł być godny swojego imienia i być „miejscem wiedzy uniwersalnej”.
Jako podsumowanie i zakończenie tego pierwszego punktu, zacytuję, unikając zbędnego komentarza, fragment najświeższego przemówienia Papieża Benedykta XVI o uniwersytecie wygłoszonego w Bazylice Monasteru św. Wawrzyńca w Madrycie podczas XXVI Światowych Dni Młodzieży (16-21 sierpnia 2011). Przy tej okazji Papież powiedział między innymi: „(…) prawdziwa idea uniwersytetu to właśnie ta, o której mówił Newman, która chroni nas od takiej redukcjonistycznej i wypaczonej wizji człowieka. W istocie uniwersytet był i jest nadal powołany, by zawsze był domem, w którym poszukuje się prawdy właściwej osobie ludzkiej. (…)Uniwersytet uosabia więc ideał, który nie powinien się zdegenerować ani z powodu ideologii zamkniętych na racjonalny dialog, ani też służalczości wobec logiki utylitarystycznej prostego rynku”.
I zwracając się bezpośrednio do profesorów, to byli młodzi profesorowie, wykładowcy, bo to był Światowy Dzień Młodzieży, ale generalnie Papież zwracał się do wszystkich wykładowców, Benedykt XVI powiedział: „(…)młodzi ludzie potrzebują autentycznych mistrzów; osób otwartych na całą prawdę w różnych dziedzinach wiedzy, potrafiących słuchać i żyjących w swym wnętrzu takim dialogiem interdyscyplinarnym; nade wszystko osoby przekonane o ludzkiej zdolności postępu na drodze prawdy.(…) Ta wysoka aspiracja to najcenniejsze, co możecie wy, jako nauczyciele przekazać osobiście i życiowo waszym studentom, a nie tylko niektóre techniki instrumentalne i anonimowe, czy pewne chłodne dane”.
„Jeśli prawda i dobro są zjednoczone, to tak samo jest w przypadku poznania i miłości. Z tej jedności pochodzi spójność życia i myśli, przykład i świadectwo, którego wymaga się od każdego dobrego wychowawcy”. Przykład i świadectwo którego, wymaga się od każdego wykładowcy. „Profesor dzisiaj, jak nigdy, musi być świadkiem. Człowiek, szczególnie młody, dzisiaj-mówił Paweł VI w Evangelii Nuntiandi, nie słucha już mistrzów mistrzów nauczycieli. Jeżeli słucha, słucha tylko dlatego, że oni są świadkami i świadek jest świadkiem zawsze. Nawet kiedy jest tylko sam z sobą. Świadek nigdy nie ma wakacji. Nie mogę tutaj zapomnieć o moim założycielu ks. Bosko, który mówił tak do wykładowców i wychowawców: ” nigdy nie żądajcie od młodzieży czegoś, co wy nie będziecie praktykowali.”
2. Kultura jakości
Ten podtytuł pochodzi z książki, dużo nowszej, ta książka wyszła, myślę tylko po włosku. Została wydana przez Kongregację ds. Edukacji Katolickiej. Książka nosi tytuł: „Kultura jakości”.
Co to znaczy kultura jakości, a przede wszystkim, co rozumiemy przez promocje jakości?
„Promować jakość uniwersytetu/wydziału” – czytamy – „należy zwrócić szczególną uwagę na wartość działań realizowanych przez daną instytucję, czyli promować jakość uniwersytetu, tak jak w waszym przypadku, umocnić jej aspekty pozytywne i tam, gdzie to konieczne, uzupełnić braki. Takiemu celowi służy dostosowane działanie opiniujące. Najpierw jednak należy; określić kryteria, na których bazuje misja instytucji oraz zdefiniowanie jej jakości. Mówi się oczywiście – co jest ewidentne – o uniwersytecie. Na drugim miejscu jest konieczne zebranie informacji kompetentnych, ważnych i wiarygodnych, dotyczących realizowania działań instytucjonalnych według wcześniej określonych kryteriów. W końcu zostaje sformułowana ocena meritum, wychodząc od wyżej wymienionych kryteriów dotyczących jakości realizowanej działalności według zebranych informacji”. Także tutaj staram się streścić do maksimum omawianą pozycję podporządkowując ją naszym rozważaniom.
Aby zrealizować konkretnie tę ideę uniwersytetu, którą staraliśmy się naszkicować, według Newmana aż do Ojca Świętego Benedykta XVI, niezbędne jest by kultura jakości stawała się zwyczajnym stylem życia akademickiego.
To oznacza, że inicjatywy podjęte dla promocji jakości – biorąc pod uwagę ich ewentualne ograniczenia – nie mogą być widziane jako akty biurokracji, akty fiskalne, które trzeba przecież wykonać (i to z bardziej lub mniej ukrywaną przykrością); im szybciej tym lepiej: to tak jak wyrwać ząb i nie ma bólu.
Chodzi raczej o to, by być mocno przekonanym, że różne inicjatywy oceniania i promocji jakości nie zmierzają do nagradzania czy karania jakiejś instytucji akademickiej, wykładu, profesora, działań. Przeciwnie proponuje się poprawę możliwości osiągnięcia celów, dla których konkretna instytucja, wykład, profesor, studenci działają. „Chodzi o ofiarowanie pomocy w realizowaniu procesu formacyjnego w całej swej rozciągłości i do badań naukowych, a nie do aktualizowania jakiegoś rodzaju kontroli fiskalnej czy sankcjonującej”.
Z tego punktu widzenia ocena i promocja jakości, w połączeniu z tymi wszystkimi inicjatywami, muszą przedstawiać jakąś stałą troskę naszych uniwersytetów. Stałą troskę.
Według mnie potrzeba by profesorowie, studenci, wszyscy odpowiedzialni uniwersytecy na każdym poziomie, zdawali sobie sprawę, że prawdziwymi promotorami rozwoju kultury są właśnie oni. Ja jestem jako rektor, ja promotorem kultury na moim uniwersytecie.
3. Wnioski
Drodzy! Chciałbym zakończyć odnosząc się do Edgara Morina. Myślę, że jest też w tłumaczeniu na język polski. W znanym tekście Edgar Morin, naszkicował przejrzyście cel formacyjny, do którego uniwersytet powinien zmierzać. To właśnie będzie ładnym zakończeniem naszej myśli, podsumowaniem naszej refleksji.
„Celem formacji”, pisze ten jeszcze żyjący francuski filozof, obwołany przez media, w sposób trochę przesadny, jako ojciec myśli ogólnej w czasie globalizacji, ” motywem formacji nie jest dać uczniom pewną – z czasem coraz większą – ilość wiedzy, ale uformować w nim głęboki wewnętrzny stan, jakiś rodzaj polaryzacji duszy, która go ukierunkuje w sensie definitywnym na całe życie. To znaczy, że nauczyć się żyć dotyczy nie tylko poznania, ale zmiany swojej mentalności dzięki wiedzy zdobytej in sapienza (w mądrości), i ucieleśnienie tej mądrości w konkretnym życiu” . Poprzez te słowa wydaje mi się, że wróciliśmy do Pawła VI który mówi: „to jest prawdziwa mądrość”. Uniwersytet-jeżeli chce być prawdziwym miejscem mądrości, musi iść w tym kierunku.
