Testament polityczny prezydenta


Pobierz Pobierz

Polska 10 kwietnia 2010 r. straciła prezydenta Najjaśniejszej
Rzeczypospolitej. Jako Polacy straciliśmy człowieka, który, głęboko w to wierzę,
będzie przez potomnych określany jako mąż stanu i jako obrońca polskiej racji
stanu. A ja straciłem też ukochanego Brata i Bratową, najbliższą obok mojej mamy
rodzinę.

Zastanawiam się dziś, jak chciałby śp. prezydent RP, jak chciałby Leszek być
opisywany przeze mnie. Sądzę, że byłby zadowolony, gdybym pisał o nim jako o
Polaku, patriocie, obywatelu, polityku, człowieku bez reszty oddanym własnej
Ojczyźnie i swojemu Narodowi. Zapewne byłby też zadowolony, gdyby córka Marta
mówiła czy pisała o nim bardziej jako o ojcu.
A więc tak właśnie o nim chcę mówić. Chcę napisać o testamencie politycznym
mojego śp. Brata, który zostawił mi i nam wszystkim, swoim rodakom, ludziom,
którzy uważają, że choć on już nie żyje, to żyją ideały, którym służył całe
życie, żyją idee, które wypracowywał, by stały się polską rzeczywistością i
polską przyszłością.

Bezpieczne państwo
Świętej pamięci prezydent RP Lech Kaczyński nie był politykiem jednego wymiaru,
jednego problemu, jednego zagadnienia, jednego tematu. Politykę polską pojmował
jako integralną całość. Uważał, tak jak zdecydowana większość Polaków, że Polska
musi być państwem bezpiecznym, a więc rolą państwa jest także ochrona obywateli.
Zdaniem śp. Lecha Kaczyńskiego, państwo ma być bezpieczne i w wymiarze
wewnętrznym, i w wymiarze międzynarodowym. Idee bezpiecznego państwa realizować
mogą i powinny służby mundurowe: armia strzegąca jej granic i – podważanej
przecież czasami – integralności terytorialnej kraju, ale też np. policja, która
troszczy się o indywidualne bezpieczeństwo obywateli-podatników. Osłabianie
wojska, policji, straży granicznej może prowadzić tylko do stopniowego zaniku,
spadku znaczenia państwa, anarchizacji życia społecznego, gdzie obywatele będą
coraz bardziej zdani tylko na siebie. Polska, zdaniem mojego Brata, jeśli chce
być państwem niepodległym, musi być państwem silnym. Silnym w sensie organizacji
władzy państwowej, silnego ośrodka władzy: w myśl tej koncepcji Polska powinna,
zgodnie ze swoją historią, zachować unitarny charakter państwa, wzorując się
bardziej na Francji niż na 17 prowincjach autonomicznych Hiszpanii. Państwo
polskie śp. Lecha Kaczyńskiego to państwo cieszące się szacunkiem własnych
obywateli, silne siłą autorytetu, które ma u Polaków, ale też silne respektem,
jaki zdobywa u bliższych i dalszych sąsiadów oraz w organizacjach
międzynarodowych.

Silna Polska na arenie międzynarodowej
Właśnie temu poświęcona była bardzo aktywna polityka międzynarodowa, którą
prowadził śp. prezydent. Miała ona szczególne znaczenie wtedy, gdy prezydent
mógł liczyć w latach 2005-2007 na silne zaplecze polityczne w postaci ściśle
współpracującego z nim rządu. Ale przez niemal pięć lat prezydentury wszystkie
działania Brata podporządkowane były takiej wizji Polski na arenie
międzynarodowej, gdzie Rzeczpospolita jest punktem odniesienia, więcej:
naturalnym liderem krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej, i szerzej: również
państw powstałych na gruzach dawnego Związku Sowieckiego. To nie kwestia
wskrzeszenia snu dynastii Jagiellonów, lecz zwykły pragmatyzm: albo nasze
państwo będzie kreować blok krajów ściśle z nami współpracujących, albo będzie
narażone na próby podporządkowania czy przynajmniej wciągnięcia w rosyjską
strefę wpływów politycznych i gospodarczych. To gra o sumie 0:1. Albo – albo.
Stąd jego wysiłki na rzecz zacieśniania współpracy w ramach państw tzw. nowej
Unii, tych, które weszły do UE w roku 2004 i 2007, szczególnie tych wywodzących
się z naszego regionu Starego Kontynentu. Stąd modelowa współpraca z Ukrainą i
Gruzją, których aspiracje europejskie, a także, w przypadku Gruzji,
euroatlantyckie były oczywiste i wymagały mocnego, polskiego, politycznego
wsparcia.

Solidarni
Świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński wywodził się z "Solidarności", działał
w tym związku, pracował w strukturach podziemnych, był w ścisłych krajowych
władzach zdelegalizowanej, ale istniejącej "Solidarności", lecz także tej
oficjalnie przywróconej do polskiego życia publicznego. Jego polityka musiała
więc odwoływać się do wizji solidaryzmu społecznego, do biblijnej, ale przecież
aktualnej w życiu społecznym, także w XXI wieku, zasady: "Jedni drugich
brzemiona noście". Dla mojego Brata było jasne – i musi to być drogowskazem dla
nas – "hic et nunc" – "tu i teraz", to że państwo nie może być, jak chcą
liberałowie, "nocnym stróżem", jedynie z grubsza pilnować, aby nie rozkradziono
majątku narodowego. Musi aktywnie wspierać obywateli słabszych ekonomicznie,
uboższych, często nie ze swojej winy, ludzi starszych, chorych, rodziny
wielodzietne. To społeczny, socjalny, ale fundamentalny wymiar polityki polskiej
w nowym tysiącleciu. A solidaryzm społeczny jest w gruncie rzeczy inną,
gospodarczą twarzą solidaryzmu narodowego. Naród, w myśl koncepcji mojego Brata,
nie jest federacją koterii, grup nacisków, branż, korporacji, lecz dziedziną, w
której silniejsi pomagają słabszym. Ta wizja była głęboko zakorzeniona w
społecznej nauce Kościoła katolickiego. Zresztą, dla śp. prezydenta Lecha
Kaczyńskiego prawa pracownicze i ich realizacja były elementem pewnego,
pożądanego dla Polski ładu moralnego.
Mój Brat jako prezydent, jako działacz społeczny podkreślał wielokrotnie, że nie
może być myślenia o Polsce bez myślenia o polskiej wsi, o polskich rolnikach, o
ludziach, którzy choć rolnikami nie są, to mieszkają na terenach wiejskich.
Zdaniem śp. profesora Lecha Kaczyńskiego, mojego Brata, nie można jednemu z
najbardziej rolniczych krajów Unii Europejskiej, jakim jest Polska, amputować
jego integralnej części, jaką jest polska wieś. Stąd też podkreślana przez niego
konieczność zaprzestania dyskryminacyjnej polityki UE, która dopłaty dla
polskich rolników ustawiła na poziomie znacznie niższym niż dla farmerów
włoskich czy niemieckich. Te miliardy złotych w skali 7-letniego unijnego okresu
budżetowego to też dzisiaj wciąż aktualny postulat, choć zupełnie zapomniany
przez obecny rząd.

Pamięć, prawda, duma
Absolutnie podstawową sprawą dla śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale też
drogowskazem, który postawił nam, żyjącym Polakom, była polityka historyczna.
Pod tym mianem tak naprawdę kryje się przywracanie pamięci o polskiej walce o
wolność w ostatnim 70-leciu, a także uczczenie często już zapomnianych bohaterów
tej walki. Tę misję przywracania szacunku dla narodowych zmagań o niepodległość
zapoczątkował mój śp. Brat jeszcze jako prezydent stolicy, od podstaw tworząc
Muzeum Powstania Warszawskiego. Kontynuował to dzieło, wspierając, już jako
głowa państwa, działania zmierzające do powstania muzeum najnowszej historii
Polski, ale też poprzez bardzo konsekwentną politykę orderową, odznaczając
zarówno ludzi podziemia powojennego, jak i podziemia solidarnościowego:
zapomnianych bohaterów polskiej wolności, ludzi skromnych, przeważnie mających
znacznie mniejsze uposażenia emerytalne niż ich komunistyczni prześladowcy.

Polskość jako dar
Mój Brat uważał, że naród to sztafeta pokoleń, że dziś kolejne pokolenia
przekazują pałeczkę następnym i wspólnie tworzymy wielką skarbnicę polskich
dziejów. Skarbnicę dumną, wzniosłą, czasem tragiczną, ale naszą, niepowtarzalną,
polską. Bo dla Lecha Kaczyńskiego – jako człowieka, obywatela, jako Polaka,
polskość była wartością. Wartością dodaną. Obaj znaliśmy powiedzenie powtarzane
od dawna w naszej Ojczyźnie, że "skoro urodziliśmy się Polakami – to umrzemy też
jako Polacy". Ale słowa te oznaczają też, że polskość jest darem, który
przyjmujemy, ale też wzbogacamy naszym życiem.
Mój śp. Brat uważał, że warto być Polakiem i swoistym grzechem jest odrzucanie
polskości przez ludzi urodzonych jako Polacy. Byliśmy zawsze zgodni, że duma z
poczucia przynależności do wspólnoty narodowej powinna być udziałem każdego
Polaka, niezależnie od miejsca zamieszkania. Gdy nasz wielki rodak Jego
Świątobliwość Jan Paweł II po raz pierwszy przyjechał do USA, amerykańscy Polacy
witali go transparentami, na których widniały charakterystyczne słowa: "I am
proud to be Polish" ("Jestem dumny z bycia Polakiem"). Nasi rodacy zza oceanu
dobrze i lapidarnie uchwycili istotę rzeczy. Świętej pamięci prezydent Lech
Kaczyński uważał, że mamy pełne prawo być dumni z tego, że należymy do Narodu z
przeszło 1000-letnią tradycją, ale też Narodu, który ma przed sobą szansę na
znaczącą przyszłość w Europie i świecie.
Bo mój śp. Brat, szanując dumną, polską przeszłość, myślał cały czas o
zapewnieniu Polsce i Polakom dobrej przyszłości. Chciał, aby dziś, jutro i
pojutrze, aby zawsze Polska była dobrą matką dla wszystkich swoich dzieci: tych
żyjących w kraju, i tych, których losy rzuciły, może czasowo, może i na stałe,
na obczyznę. Tych bogatych i tych biednych. Tych silnych i tych słabszych.
Zdrowych i zmagających się z chorobą. Młodych i starszych.
Takie właśnie myślenie o Polsce, które charakteryzowało życie mojego Brata,
zamierzam kontynuować.

Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości
 

drukuj