„Spróbuj pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica!



1. Na dyżur poselski przyszli do mnie rodzice, którym ponad 2 lata temu w wypadku drogowym zginął syn. 16-letni Maciej jechał motorynką i pod bramą jego
własnego domu zabił go rozpędzony bus. Matka usłyszała trazska, a gdy wybiegła, zobaczyła własne dziecko w
kałuży krwi. Syn umarł jej na rękach. Nie sposób sobie wyobrazić cięższego, straszniejszego doświadczenia. Dziś, w ponad 2 lata po zdarzeniu twarze rodziców chłopca zasnute są cieniem tamtej tragedii. Ten cień będzie im pewnie towarzyszył do ostatnich dni.

2. Gdy słyszymy medialne relacje o katastrofach czy innych tragediach, zwykle towarzyszy im informacja, ze bliscy ofiar
znajdują sie pod opieka policyjnych psychologów, którzy niosą im ulgę w psychicznym cierpieniu.

Rodzicom zabitego Maćka nikt ulgi w cierpieniu nie przyniósł. Wręcz przeciwnie. Gdy nazajutrz po tragedii zrozpaczona matka przyszła do prokuratury po zezwolenie na pochowanie ciała syna, od zniecierpliwionej pani prokurator usłyszała takie oto słowa:
Jeszcze pani dziecko nie ostygło, a pani już po zaświadczenie przychodzi? Jeszcze pani dziecko nie ostygło…

Nie ma nagrania z tej rozmowy. Pani prokurator zapewne zaprzeczy tej wypowiedzi. Ale matka zabitego dziecka czegoś takiego nie
zmyśliła. Ona to usłyszała i te słowa niczym „szkło bolesne” z wiersza Baczyńskiego, do dziś ranią serce nieszczęśliwej matki.

3. Można skończyć najlepsze uniwersytety. Można mieć zdobione paskami dyplomy, można zdać celująco dziesiątki egzaminów i mieć głowę nabitą tysiącami paragrafów. I co z tego, jeśli serce jest zimne i nie ma w nim współczucia, nie ma w nim odruchu solidarności i pomocy wobec cierpienia drugiego człowieka. Taki uczony człowiek może krzywdzić drugiego człowieka nawet nie zdając sobie sprawy, że jakąkolwiek
krzywdę czyni. A wrażliwości i sumienia niestety nie uczą na uniwersytetach, tego trzeba się nauczyć od ojca, matki, od innych wrażliwych ludzi. Może uczona pani prokurator nie trafiła na takich ludzi w swoim
życiu i dlatego jej serce jest takie zimne.

4. Ale ta bolesna rozmowa nie była jedynym negatywnym doświadczeniem. Rodzice do dziś, w ponad dwa lata po tragedii, nie wiedzą jak doszło do
śmierci ich syna. Czy to była nieostrożność ich syna, czy brawura kierowcy busa. Policja prowadziła sprawę skandalicznie. Jedyny bezpośredni świadek, kierowca TiR-a, który zatrzymał się po wypadku. Został przez policje odesłany w dalszą
drogę, nawet bez spisania jego personaliów. Policja i prokuratura zlekceważyły podstawowe czynności zabezpieczenia dowodów, zostawiły rodziców zabitego
chłopca samych wobec ich nieszczęścia. Pozbawieni pomocy, zdani na własne siły, muszą każdego dnia rozdrapywać ten ból i
walczyć o prawdę o śmierci własnego dziecka.

Kto tego nie przeżył, ten nawet nie wie, jak bezduszne, jak obojętne wobec losu człowieka bywa czasem państwo polskie.

Na tym samym dyżurze był tez u mnie starszy mężczyzna, któremu rok temu bandyta, przybyły z zagranicy, zabił dorosłego syna. Młody, wykształcony człowiek zginął napadnięty na progu własnego domu, osierocił
żonę i dwoje dzieci. Bandyta, mający na sumieniu już inne pobicia i napady, do dziś jest bezkarny, bo przy pomocy wielce
wątpliwej opinii psychiatrycznej prokuratura uznała, ze był on niepoczytalny. Ojciec zabitego uzyskał opinię autorytetu w dziedzinie psychiatrii, która suchej nitki nie zostawia na tej opinii o niepoczytalności zabójcy, ale prokuratura tę drugą opinię zignorowała. Zabójca pewnie niedługo opuści zakład psychiatryczny, znajdzie się na wolności i korzystając z tak zwanych żółtych papierów, może znów bezkarnie kogoś zabić.

W obu tych sprawach staram się pomóc skrzywdzonym ludziom w dojściu do sprawiedliwości, w obu sprawach jest to wciąż możliwe.

Jednak w tej drugiej sprawie uderzyła mnie jeszcze jedna, bolesna rzecz, o której mi opowiedział ów starszy pan. Oto w szkole, do której chodzą dzieci zabitego przez
bandytę mężczyzny, pani nauczycielka urządziła dzieciom takie sympatyczne przepytanie – co robią, czym się zajmują wasi tatusiowie. – A mój tatuś nie żyje, bo zabił go zły człowiek – ze
łzami w oczach powiedział wnuczek mojego rozmówcy.

Niby drobna rzecz, pani nauczycielka pewnie nie miała złej woli, ale jakże zabrakło jej wyobraźni i współczucia.
Trzeba o tym mówić, bo trudno przewidzieć własny los i nikt nie wie, jakie doświadczenie jest mu pisane w życiu. Miejmy jednak dla siebie otwarte serca i dusze, a zwłaszcza niech je maja ci, od których obowiązkiem, a nie żadną łaską, jest zajmowanie się sprawami innych ludzi. Niech nigdy nie czynią tego bezdusznie.

Szczęść Boże!

drukuj