„Spróbuj pomyśleć”
Szczęść Boże!
Według szumnych zapowiedzi, referendalnych zapewnień i uroczyście podpisywanych traktatowych deklaracji Polska miała wstąpić do najbardziej ekskluzywnego klubu na świecie.
Ci którzy już wcześniej bez przeszkód podróżowali po Europie Zachodniej, tam studiowali czy pracowali, zagłosowali na TAK w referendum przedakcesyjnym z przekonaniem o cywilizacyjnej wyższości krajów starej piętnastki nad sierotami po komunizmie. A kto by nie chciał mieszkać w błyszczącym pałacu zamiast w zapleśniałej norze.
Dla osób czerpiących swoją wiedzę o Unii Europejskiej tylko z zalewu propagandy było tym bardziej oczywiste, że na Zachodzie będzie nam lepiej, zdrowiej i bezpieczniej i tylko głupi nie chcieliby przyłączyć się do Zachodu.
Ludzie znający realia po obu stronach granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej niekoniecznie podzielali entuzjazm lemingów skaczących w ciemno w przepaść neokolonializmu, ale niektórzy z nich zaufali uparcie głoszonym zapewnieniom, że jak już znajdziemy się przy okrągłym stole jako pełnoprawny członek Unii Europejskiej, to nasz głos będzie uważnie wysłuchany i ochrona naszych interesów będzie zapewniona. Na przykład w takich podstawowych kategoriach praw człowieka i obywatela jak zdrowie publiczne i ochrona zdrowia konsumenta.
Wersje skonsolidowane Traktatu o Unii Europejskiej i Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dziennik Urzędowy C 115 , 09/05/2008 P. 0001 – 0388) zawierają następujące passusy:
TYTUŁ XIV ZDROWIE PUBLICZNE Artykuł 168 (dawny artykuł 152 TWE) głosi w pkt. 1. „Przy określaniu i urzeczywistnianiu wszystkich polityk i działań Unii zapewnia się wysoki poziom ochrony zdrowia ludzkiego. Działanie Unii, które uzupełnia polityki krajowe, nakierowane jest na poprawę zdrowia publicznego, zapobieganie chorobom i dolegliwościom ludzkim oraz usuwanie źródeł zagrożeń dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Działanie to obejmuje zwalczanie epidemii, poprzez wspieranie badań nad ich przyczynami, sposobami ich rozprzestrzeniania się oraz zapobiegania im”
TYTUŁ XV OCHRONA KONSUMENTÓW Artykuł 169 (dawny artykuł 153 TWE) w punkcie1. Podaje: „Dążąc do popierania interesów konsumentów i zapewnienia wysokiego poziomu ochrony konsumentów, Unia przyczynia się do ochrony zdrowia, bezpieczeństwa i interesów gospodarczych konsumentów, jak również wspierania ich prawa do informacji, edukacji i organizowania się w celu zachowania ich interesów.”
Oparte na traktatach Rozporządzenie (WE) NR 178/2002 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 28 stycznia 2002 r. ustanawiające ogólne zasady i wymagania prawa żywnościowego, powołujące Europejski Urząd ds. bezpieczeństwa żywności oraz ustanawiające procedury w zakresie bezpiec już w preambule podaje: (8) „wspólnota wybrała wysoki poziom ochrony zdrowia”, a następnie w miejscu ROZDZIAŁ I, ZAKRES I DEFINICJE, Artykuł 1 Cel i zakres: „1. Niniejsze rozporządzenie tworzy podstawy do zapewnienia wysokiego poziomu ochrony zdrowia ludzkiego i interesów konsumentów związanych z żywnością” i w miejscu SEKCJA 1, ZASADY OGÓLNE PRAWA ŻYWNOŚCIOWEGO, Artykuł 5, Cele ogólne 1. Prawo żywnościowe ma za zadanie realizację jednego lub więcej ogólnych celów dotyczących wysokiego poziomu ochrony zdrowia i życia ludzi oraz ochrony interesów konsumentów.”
Co wobec tego oznacza wysoki poziom ochrony zdrowia i życia ludzi, tak często przywoływany w prawie unijnym najwyższej rangi. Jak wiadomo nie ma życia bez ryzyka, a ryzyko, z którym potrafimy się pogodzić do ryzyko znikome. Odnośnie czynników rakotwórczych w pożywieniu „w krajach o wysokim poziomie rozwoju cywilizacyjnego arbitralnie przyjęto, że ryzyko znikome dotyczy sytuacji, w której pojawia się jeden dodatkowy zgon z powodu raka w populacji miliona osób przez 70 lat swojego życia narażonych na określony czynnik rakotwórczy. W krajach o niższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego stosuje się dziesięciokrotnie mniej bezpieczne kryterium Światowej Organizacji Zdrowia – dopuszczające jeden dodatkowy zgon z powodu raka w populacji 100 000 osób. Znajduje tu odzwierciedlenie zasada przyzwolenia na ryzyko większe niż znikome w sytuacji, gdy dalsza jego minimalizacja pociągałaby za sobą zbyt wysokie koszty lub prowadziłaby do innych – niż finansowe – wyrzeczeń. Trzeba podkreślić, że w krajach rozwiniętych takiego przyzwolenia nie ma. O efekcie społecznym aktualnego stanu wiedzy naukowej na temat konkretnych zagrożeń zdrowia decyduje rzetelna informacja o ryzyku zdrowotnym (health risk communication) z trudem przebijająca się przez szum informacyjny kreowany przez agencje reklamowe i lobbingowe, nałożoną na media cenzurę reklamodawców, ciche porozumienia polityków z przedsiębiorcami.”
Ten cytat z turkusowej książeczki WODA (str. 35) w końcowym fragmencie opisywał sytuację w roku 1998. Wtedy jeszcze była nie do pomyślenia sytuacja, że będący sędzią we własnej sprawie państwowy wojewódzki inspektor sanitarny w formie wypowiedzi podczas konferencji prasowej, podpierając się argumentami czołowych lobbystów od najbrudniejszej roboty, wydaje ustną decyzję zezwalająca na wprowadzenie nowego składnika żywności, który dotychczas nie były w znacznym stopniu wykorzystywany we Wspólnocie do spożycia przez ludzi a który został poddany procesowi wytwórczemu obecnie niebędącemu w użyciu. W marcu 2012 roku w Polsce na oczach całego świata nastąpiło pogwałcenie wszystkich zasad i procedur ściśle określonych przez
ROZPORZĄDZENIE (WE) NR 258/97 PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY z dnia 27 stycznia 1997 r. dotyczące nowej żywności i nowych składników żywności.
Współsprawcą i bez mała patronem wielkiego skandalu solnego jest premier Donald Tusk, którego rewelacje na temat dopuszczalnych stężeń substancji szkodliwych w pożywieniu są żenujące.
A więc tłumaczę jak dziecku: na 1 kilogram żywności czy wody w jednym jej litrze składa się miliard mikrogramów. Mikrogram to bardzo maleńka jednostka masy – zaledwie jedna miliardowa część kilograma. Tak tycia jak jedna sekunda na tle 34 lat kalendarzowych, bo jedna sekunda to jedna miliardowa część 34 lat kalendarzowych. I ten jeden mikrogram jakiejś substancji stanowiącej szkodliwą domieszkę wody czy innej żywności jest ważny. Tak samo ważny dla konsumentów zdrowych, chorych, młodych i starych, ich rodzin oraz ich lekarzy, jak dla hobbystów ważny jest wynik meczu. A nawet ważniejszy. Bo po przegranym meczu, nie tracą czasu na głupoty, można ponownie haratnąć w gałę i odnieść sukces na boisku. Co innego z rakiem. Ten mecz przeciw codziennej masie lekceważonych przez polskie władze mikrogramów substancji rakotwórczych wielu z nas przegrywa. Bez szans na powtórkę zmagań.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
