„Spróbuj pomyśleć”


Pobierz Pobierz

W Polsce jak w państwie faraona



Powieść Bolesława Prusa „Faraon” zaczyna się od takiej sceny – maszerująca na manewry armia faraona zatrzymuję się przed świętymi dla starożytnych Egipcjan żukami-skarabeuszami i chce je ominąć, ale na przeszkodzie staje im kanał, który tam wykopał jakiś chłop. Armia zaczyna ten kanał zasypywać, chłop przybiega, błaga, by tego nie robili, bo on ten kanał dwadzieścia lat kopał, miał w zamian dostać wolność dla siebie i swoich dzieci. Żołnierze jednak za nic maja jego błagania, biją go i odpędzają, po czym zasypują kanał. Nieszczęsny chłop z rozpaczy się wiesza.
Wielki pisarz pokazał przy pomocy tej sceny, jak potęga totalitarnego państwa nie liczy się z pojedynczym człowiekiem.
Tak było w starożytnym Egipcie.
A we współczesnej Polsce?

2. Znam sprawę Pana Kazimierza, rolnika, nieomal sąsiada z mojej pięknej Ziemi Rawskiej. Przed trzydziestu paru laty ówczesna komunistyczna władza przeciągnęła mu nad gospodarstwem linię energetyczną wysokiego napięcia. Na jego polu stanęły wielkie słupy, a nad budynkami przeciągnięte zostały druty z prądem pod napięciem 110 kilowoltów.
Nikt wtedy nie pytał gospodarza o zgodę, nikt nie badał, jakie będą skutki życia pod wysokim napięciem, nikt mu nie dał ani złotówki odszkodowania. Totalitarne państwo nie miało takich dylematów. Na polu mojego ojca też zresztą została wtedy przeciągnięta podobna linia, bez pytania i bez odszkodowania. Mój brat rolnik do dziś omija na swoim na polu ogromny słup. Zresztą omija i nie narzeka.
Gdyby wtedy, 35 lat temu ktoś protestował przeciw naruszaniu jego własności, zostałby zapewne potraktowany podobnie, jak ten egipski chłop przez żołnierzy faraona.
Ale to było 35 lat temu, w czasach PRL-u, a dzisiaj?

3. A dzisiaj potrafi być podobnie, albo gorzej.
Ten rolnik spod Rawy od kilkunastu lat, kiedy zaczęła się już współczesna demokracja i konstytucyjna ochrona własności, prosi, żeby mu energetyka te linię znad gospodarstwa przesunęła, bo z jej powodu nie może gospodarstwa zmodernizować ani przebudować, po prostu pod linią wysokiego napięcia niczego budować nie wolno. A trzeba jeszcze dodać, że ta linia została niegdyś zbudowana nielegalnie, bez jakiegokolwiek pozwolenia na budowę. Energetyka jednak przez długie lata uparcie odmawia przeniesienia linii, bo nie chce ponosić kosztów.
Pracownicy zakładu energetycznego często jednak wchodzili na grunt Pana Kazimierza, żeby coś naprawić na słupie, albo przyciąć zagrażające linii gałęzie wysokich drzew. Drzew stanowiących własność gospodarza.
Aż dwa lata temu nasz rolnik się zbuntował i gdy kolejny raz pracownicy energetyki zjawili się pod jego bramą, żeby ich do przycięcia gałęzi wpuścił, gospodarz wyszedł przed bramę i powiedział krótko – dość! Nie wpuszczam! Wy mi niszczycie moje życie, nie chcecie przenieść linii, to ja was nie puszczam na moje podwórko. Przenieście linię, żeby mi nie szkodziła, a nie – to żegnam.
Tak powiedział nasz rolnik, wierząc chyba w to, że żyje w państwie prawa, w którym własność jest święta i naruszyć ja można tylko za zgoda właściciela lub za odpowiednim odszkodowaniem..
Ale pomylił się wielce, gdyż spotkał się z reakcją właściwą bardziej państwu faraona, niż państwu prawa. Zakład energetyczny do starosty, starosta natychmiast wręczył zakładowi decyzje natychmiastowej wykonalności i pracownicy energetyki ruszyli znów na gospodarza, a gdy ten ponownie odmówił – wezwali policję, policja zaś w błyskawicznym tempie rolnika obezwładniła, skuła w kajdany, a ponieważ się opierał, to go jeszcze oskarżyła i postawiła przed sądem za stawianie oporu władzy. Sąd okazał się łaskawy i sprawę warunkowo umorzył, nakładając jakieś niewielkie opłaty.

4. Postępowanie władz było całkowitym bezprawiem. Wejście na cudzy grunt jest dopuszczalne, w pewnych sytuacjach nawet przymusowe, ale zawsze za odszkodowaniem. Poza tym nawet ważna prawnie decyzja starosty musi być wykonywana zgodnie z prawem, powinien ją wykonać komornik, a nie sam zakład energetyczny, w dodatku z policyjna pomocą i przemocą.

5. Ten rolnik nie został sam, w jego obronę zaangażował się jeden z senatorów Prawa i Sprawiedliwości, liczne interwencje do wszelkich możliwych władz jeszcze nie doprowadziły do przeniesienia linii znad gospodarstwa pana Kazimierza, ale dały przynajmniej tyle, że w następnych sytuacjach zakład energetyczny już prosi rolnika o zgodę na wejście na jego grunt i uzgadnia odszkodowanie. Jakiś mały postęp, mały krok w drodze od państwa faraona do państwa prawa.
Mały postęp w tej jednej sprawie, bo tak poza tym to zauważam, że tego państwa prawa w Polsce coraz mniej, a tego faraońskiego coraz więcej.
To co spotkało telewizje Trwam, ta pogarda wobec potrzeb ludzi wiary i wartości narodowych, pogarda ze strony tych, którzy bezwzględnie i cynicznie wykorzystują władzę i siłę – czy ona nie jest podobna do sposobu traktowania ludzi w państwie faraona?

 

Janusz Wojciechowski

drukuj