„Spróbuj pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!



Kanikuła 2011 znalazła swój godny uwagi początek na Dworcu Centralnym w Warszawie. Wielogodzinny paraliż głównego węzła kolejowego Polski w szczycie przewozów przypadającym na zakończenie roku szkolnego i w przeddzień długiego weekendu rozpoczynającego się od święta Bożego Ciała to wydarzenie warte odnotowania. Zwłaszcza w relacjach poszkodowanych skazanych na niekończące się wyczekiwanie na pomoc w ciemnej otchłani tuneli i peronów.

A wśród nich byli nie tylko godzący się na wszystko tubylcy, lecz także obcokrajowcy, m. in. zmierzający do Warszawy, miasta-kandydata stolicy kultury europejskiej 2016, na koncert legendarnego gitarzysty wszechczasów – Carlosa Santany. Bilety na tę kultową dla wielu pokoleń miłośników rocka imprezę pojawiły się w sprzedaży już na początku kwietnia b.r. w cenie od 135 do 365 zł. Zapowiadano przekazanie 3 zł z każdego biletu fundacji charytatywnej Milagro, założonej przez Carlosa Santanę i jego żonę. W dniu koncertu pokazał się komunikat organizatora: „Z przykrością informujemy, że w związku z brakiem zgody Urzędu m. st. Warszawy na organizację imprezy masowej w dniu 22 czerwca 2011, Andromeda – ART Group jest zmuszona do odwołania koncertu „Santana Guitar Heaven 2011″ na stadionie Legii w Warszawie. Artysta bardzo oczekiwał występu w Warszawie i żałuje, że nie będzie mógł zaprezentować się przed polską publicznością. Bardzo przepraszamy Państwa za zaistniałą sytuację i związane z nią komplikacje. Zwrot biletów będzie możliwy w miejscu zakupu (wraz z dowodem zakupu, np. paragon)”. Ten komunikat dokumentuje kolejny sukces obecnego zarządu Warszawy w budowanie wizerunku polskiej kultury na świecie. Jest to kultura agresywnego narkomana za przyzwoleniem policji i straży miejskiej katującego bezbronnych ludzi i niemniej agresywnego prywatnego ZOMOwca pałującego kupców broniących swoich miejsc pracy.

Stolicą kultury europejskiej 2016 obwołano Wrocław. Trwają przygotowania, przy których gasną takie antypolskie akcje, jak przemianowanie Hali Ludowej na Halę Stulecia zwycięstwa Prusaków nad Polakami pod Napoleonem i obrzydzanie pomnika największego dobroczyńcy Wrocławia – króla Bolesława Chrobrego Wielkiego, W przeddzień wspólnego posiedzenia rządów Polski i Niemiec, w ramach obchodów dwudziestolecia podpisania Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, gwarantującego nienaruszalność granic i równe traktowanie mniejszości narodowych, kanał TVP INFO publicznej telewizji późną nocą zaznajomił polską opinię publiczną z dorobkiem kultury niemieckiej odnoszącym się właśnie do Wrocławia. Oto tekst utworu zespołu Weisse Woelfe podany przez TVP INFO 19. czerwca 2011r. „Kiedy polska flota zatonie pod Gdańskiem i niemiecka piosenka zabrzmi w Malborku, wtedy do Wrocławia wkroczy Wermacht z oddziałami pancernymi. I wtedy w końcu wschodnie Niemcy wrócą do ojczyzny.” Co nam zrobią po wkroczeniu do Wrocławia zapowiadał widok bramy niemieckiego obozu koncentracyjnego Aschwitz, zaplanowanego przecież głównie dla Polaków. Wszelkie nasze słuszne skargi będą oddalane, zresztą jak zawsze, słowami „Du luegst du Polacke”, czyli „kłamiesz Polaczku”, które w naszej telewizji można było zobaczyć nad postaciami dwóch SS-manów z bronią gotową do strzału. W tym materiale spiker polskiej telewizji powiedział „Niedawno w Internecie pojawiła się piosenka jednego z neofaszystowskich zespołów” i zapewnił, że „Sprawą zajęła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego Dziś piosenka została usunięta.” Siła Traktatu nie wystarczyła do zajęcia się sprawą wcześniej i nie przez polską Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego a przez Bundesamt fuer Verfassungsschutz, BfV, czyli Federalny Urząd Ochrony Konstytucji. Pytanie do władz polskich, niemieckich, unijnych i wszelkich światowych: dlaczego jaskrawy antypolonizm nie jest ścigany tak skutecznie, jak antysemityzm.

Prawdziwy obraz wywiązywania się obu stron z postanowień Traktatu jest najbardziej wyrazisty w odniesieniu do spraw mniejszości niemieckiej w Polsce i mniejszości polskiej w Niemczech. Po dwudziestu latach rząd niemiecki i polski wyciągają jak królika z kapelusza pojęcie Polonii, co na modłę ss-mańskiego stwierdzenia „kłamiesz Polaczku” ma zaprzeczyć istnieniu polskiej mniejszości w Niemczech i oddalić nasze nadzieje na wywiązanie się Niemców z zapisanej w traktacie ochrony Polaków i języka polskiego w Niemczech oraz przywrócenia im stanu posiadania sprzed rabunku dokonanego przez Hitlera i jego wyborców.

Czy to znaczy, że w ramach odwetu powinniśmy domagać się odebrania osobom określającym się jako mniejszość niemiecka w Polsce licznych i rozdętych do granic przyzwoitości przywilejów? Nie sądzę. W moim rozumieniu
Rzeczypospolitej każdy, kto jest lojalnym obywatelem naszego kraju zasługuje na ochronę budującą od wieków różnorodność etniczną, będącą wartością dodaną Polski, kraju ludzi wolnych, nawet jeśli są potomkami kolonizatorów nasłanych przez zdeklarowanych polakożerców, począwszy od strasznych Fryców, którzy wydarli Śląsk Habsburgom, przez Bismarka, po Hitlera. W imię wkładu, jaki w chwałę Polski wnieśli w chwili najcięższej próby lojalności tacy polscy patrioci, jak prof. Rudolf Weigl, gen. Franciszek Kleeberg, czy pisarz Ferdynand Goetel, należy apelować do niemieckiej mniejszości w Polsce o aktywne występowanie przeciwko urzędowej dyskryminacji polskiej mniejszości w Niemczech.

 

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

drukuj