„Spróbuj pomyśleć”
Szczęść Boże!
Swojego czasu, nie tak dawno, bo przed niespełna pięcioma laty, pewien kandydat do rządzenia, swój gość pod każdym względem, zapisał się w pamięci potomnych programem wyborczym, który po części brzmiał następująco: „żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego”. To ostatnie miało zapewne brzmieć „żeby nie było niczego złego”, ale w znaczeniu dosłownym programowe „żeby nie było niczego” zostało przejęte przez gości rządzących Polską. Ich szef sam mówi o sobie „taki gość jak ja”, notorycznie puszczając oko w stronę równych gości, z którymi chce się skumplować, w których tłum chciałby się wtopić, z nadzieją, graniczącą z pewnością, że jako gość najrówniejszy z równych na barkach przez tłumy owych równych gości będzie noszony, a nawet zanoszony na pół tygodnia do domu, co pozwoli dokonać kolejnych ostrych cięć w wydatkach na administrację rządową, dla której samoloty są tańsze od taksówek. Tańsze, bo opłacane przez podatników.
Swoją drogą, trudno oczekiwać podróżowania samochodem od kogoś, kto wie dlaczego drogi wcale nie są budowane, a te które są budowane, kosztują tak drogo, pomimo że się rozpadają w oczach. Taki gość jak on, pomacha nam z góry, przelatując nad głowami przesiadujących godzinami w korkach na drogach do śmierci, stłoczonych w zdezelowanych wagonach na torach do katastrofy, wlokących się poboczami bez chodników prosto na cmentarz.
W słowie „gość” kryje się znaczeniowa pułapka. Owszem, swój, czy równy gość, w autoprezentacji dyktatora brzmi korzystnie dla pi aru. Pozornie skraca dystans, obniża próg obcości władzy wobec wyborców. Ale przecież według Słownika Języka Polskiego pierwsze znaczenie słowa „gość” to „osoba składająca komuś wizytę, odwiedzająca kogoś”. Na pewno nie domownik, raczej ktoś z zewnątrz. A właściwie ktoś obcy na naszym terenie. Obcy, bo wrogi, a przynajmniej nielojalny wobec domowników.
Na przykład ojciec Frau Steinbach też był swojego rodzaju gościem: złożył Polakom wizytę, odwiedził Polskę w 1941 r., dołączając do swoich kamratów z Luftwaffe. Był gościem nieproszonym, a do tego zasiedziałym, niby bardzo krótko, ale wystarczająco długo, aby obszar swojej gościny zrabować, ustami swojego fuehrera ogłosić jako Heimat, z którego to powodu Frau Steinbach po ucieczce przed sprawiedliwą karą spadająca na Niemców za ich zbrodnie wojenne uznała siebie za wypędzoną i stała się czołową rzeczniczką niemieckiego rewizjonizmu coraz bardziej jawnie wspieranego przez obecne władze Bundesrepubliki. Inni goście przybyli do Polski na przestrzeni dziejów wtopili się w Polski Naród, budowali Polskę, stawali w jej obronie, byli lojalnymi obywatelami naszego kraju, gorącymi patriotami, nieraz wybitnymi postaciami życia publicznego, świecącymi blaskiem polskości na cały świat. Oczywiście nie wszyscy. Niektórzy czuli się się i do dzisiaj się czują obco. Podkreślają swoją odrębność, czasem zgłaszają pretensje zrodzone z jednostronnej interpretacji przeszłości, otwarcie przedstawiają roszczenia majątkowe czy terytorialne wsparte oszczerczą kampanią propagandową. Po tamtej stronie rozpasany nacjonalizm i jawny szowinizm, po naszej stronie – potulne merdanie ogonem. A nuż przestaną pisać o polskich obozach koncentracyjnych, jeżeli tylko nie będziemy się stawiać. Złudne to nadzieje. Na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą.
Czy prześmiewcy proroczej zapowiedzi sprzed pięciu lat o tym, że „niczego nie będzie”, mogli przewidzieć stan naszego kraju w 2011r.? Na każdym z nas wywiera największe wrażenie jakaś jedna czy kilka poszczególnych klęsk narodowych. Oczywiście brak możliwości przeżycia w sytuacji niebotycznych kosztów utrzymania dotyczy niemal wszystkich, dla ogromnej większości brak transportu stwarza życiową barierę nie do pokonania, dla chorych na raka i ich bliskich powolne konanie w beznadziejnym oczekiwaniu na należną diagnostykę i terapię jest najcięższym oskarżeniem ministra zdrowia i całego rządu o zbrodniczą bezczynność. To już nie nowość, to już rutyna na drodze do depopulacji Polski. Dopuścić do narażania się na czynniki rakotwórcze w dzisiejszej Polsce może tylko samobójca.
W ostatnich dniach do najbardziej bulwersujących powodów do ogłoszenia stanu klęski narodowej dołączyły się dwa: Po pierwsze są to policyjne represje za krytykę polityków odpowiedzialnych za szkodliwe decyzje, co jest kolejnym przejawem walki z wolnością wypowiedzi i wymaga interwencji na forum międzynarodowym, ponieważ nigdzie w cywilizowanym świecie, a tym bardziej w Polsce, ostoi wolności, slogany w rodzaju „donald matole, twój rząd obalą kibole” nie mogłyby spowodować interwencji organów ścigania. Po drugie jest to zagrożenie zamknięciem turystycznych szlaków Tatr i Pienin z powodu doprowadzenia naszych parków narodowych do ruiny finansowej. Niczego nie będzie. Nawet wolności słowa i dostępu do Tatr.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
