„Spróbuj pomyśleć”
Szczęść Boże!
Przez kraje arabskie przetacza się fala społecznego niezadowolenia, wywołanego przede wszystkim przez wzrost cen żywności. Głodującym masom jeszcze nie narzucono wodzów rewolucji, których te masy mogłyby obnosić na barkach oraz oklaskiwać na wiecach i przed ekranami telewizorów. A potem z pełnym zaufaniem oddać im władzę z nadzieją na świetlaną przyszłość zagwarantowaną przez sam fakt nowości elit.
Polscy komentatorzy chętnie szukają analogii z naszym narodowym powstaniem pod sztandarami SOLIDARNOŚCI, a nawet znajdują arabskich rozmówców, którzy twierdzą, że polska SOLIDARNOŚĆ jest dla nich wzorem. Warto więc uzmysłowić arabskim i wszelkim innym rewolucjonistom do czego prowadzi oddanie z trudem zdobytej wolności w ręce oszustów i złodziei. Trzeba ich ostrzec, że korzystając z masowej euforii odbierającej milionom instynkt samozachowawczy, szajki domorosłych i nasłanych przebierańców w ramach kampanii wyborczych będą na przemian pochylać się a to nad ciężkim losem obywateli, a to nad rzeczywistą
bądź urojoną brzydotą konkurentów. Arabowie pewnie sami też dobrze wiedzą – bowiem żadna to nowość – iż po rewolucji ludziom żyje się gorzej niż przed rewolucją, Tym ludziom, którym rewolucję uda się przeżyć, naturalnie. Jednak mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, co my, Polacy, wnieśliśmy do wiedzy ludzkości o samozagładzie na własne życzenie, o samozagładzie własnego narodu i państwa, co nie znajduje odpowiednika w historii, choć może wkrótce pojawić się w nowej odsłonie na obszarze Maghrebu i Bliskiego Wschodu, a nawet sięgnąć jeszcze dalej.
Nie podejmując się osądu i oceny stosunku szyitów, sunnitów, czy egipskich sufitów do świata zachodniego, przez nas samych przez wieki po części kształtowanego, bohatersko bronionego, a i – szczególnie ostatnio – naszymi zasobami spasionego, warto w odniesieniu do muzułmanów wybrać opcję wzajemnego zrozumienia, poszanowania religii, tradycji i obyczaju, ni mniej ni więcej – drogę dialogu chrześcijan i muzułmanów wyraźnie wytyczoną przez Jana Pawła II i Benedykta XVI oraz mocno nagłośnioną podczas
pielgrzymek obydwu papieży do krajów islamu. Kto chciał, ten usłyszał wołanie o wzajemne wybaczenie, pokojową koegzystencję i wymianę myśli, oczyszczającą przedpole do poważnych debat na temat problemów religijnych i społecznych współczesnego świata. Kto uznał słowa Jana Pawła II i Benedykta XVI za niewarte zainteresowania i rozwinięcia w swoim zakresie aktywności, ten nadal upatruje w ponadmiliardowej społeczności muzułmańskiej jedynie wylęgarnię al-Qaidy i stały cel kampanii propagandowych poprzedzających wojenne ekspedycje, czy to odwetowe czy też prewencyjne. Jednak, czego nie można nie zauważyć, nigdy nie stających w obronie prześladowanych i mordowanych chrześcijan.
Tymczasem szybko postępujący proces upadku dyktatur nagle uwalnia żywioły dotychczas przez te dyktatury ujarzmione i kontrolowane, w znacznym zakresie w ścisłej współpracy i w uzgodnieniu z ośrodkami władzy ekonomiczno-militarnej na Zachodzie. W tej sytuacji walka z terroryzmem, czyli obrona zwykłych niewinnych ludzi przed zamachami na ich życie, zdrowie i mienie, traci swoje filary we władzach krajów muzułmańskich. Szacowane na setki tysięcy, o ile nie miliony, fale emigrantów, które już wkrótce mogą zalać Europę, wniosą więc w nasze życie w najgorszym przypadku strach przed czającym się zewsząd terroryzmem, a co najmniej wrogość w stosunku do kulturowej obcości nowoprzybyłych, wrogość ów terroryzm silnie prowokującą.
Zderzenie muzułmanów z agresją kultury śmierci, w szczególności w tych jej przejawach, których celem ataku jest kształtowana przez islam integralność moralna, psychologiczna i fizyczna osoby ludzkiej, będzie stałym zarzewiem wzajemnych aktów nienawiści. Rodziny i społeczności muzułmańskie będą bronić swoich synów i córek przed zwyrodnialcami, a ci, aby udowodnić kto tu rządzi, za wsparciem zmowy lewackich i pseudoprawicowych mediów i polityków zrobią wszystko, co tylko możliwe, żeby zepchnąć muzułmanów na pozycje wyznaczone wcześniej dla katolików i przez katolików przyjęte za sobie należne. Tyle że, w przypadku wyznawców islamu, kosa kultury śmierci trafia na potężny kamień.
W trosce o chrześcijan żyjących w krajach wyznaniowych, choćby po to, aby nie ulegli zagładzie jak w ostatnich latach w Iraku i Palestynie, warto szukać sprzymierzeńców wśród duchowych przywódców islamu, którzy wyciągają do nas przyjacielską dłoń. Najbardziej doniosłe oświadczenie na temat jedności religijnej muzułmanów i chrześcijan wygłosił Sheikh Youssef al-Qaradawi w piątek, 18 lutego b. r. na placu Tahrir w Kairze, stolicy Egiptu. Według magazynu Foreign Policy z 2008r. dr Qaradawi to numer 3 na światowej liście 20
udzielających się publicznie intelektualistów, a jest przy tym objęty zakazem wjazdu do USA, Izraela i Wielkiej Brytanii oraz mało popularny w
niektórych kręgach akademickich Arabiiu Saudyjskiej.
Za to dla nas jest ważny głos dr. Qaradawi, podkreślający jedność muzułmanów i koptów w rewolucji egipskiej, wartość wzajemnej obrony i wspólnej modlitwy.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
