„Spróbuj pomyśleć”
Szczęść Boże!
Powrót święta Objawienia Pańskiego do państwowego kalendarza Rzeczypospolitej i pochodu Trzech Króli na ulice naszych miast to kolejny dowód na starą jak dzieje chrześcijaństwa prawdę o człowieku, któremu tym bliżej do Boga, im bardziej jest sponiewierany i poniżony przez zło i ludzi oddanych służbie zła. Decyzja o przywróceniu święta Trzech Króli zapadła w tym samym roku, w którym na ziemi polskiej odsłonięto najwyższy na świecie monument Jezusa Chrystusa.
21 listopada 2000 roku ks. biskup Adam Dyczkowski rodem z Kęt, podczas uroczystej intronizacji, zawierzył miasto i gminę Świebodzin pod opiekę Chrystusa Króla. Dziesięć lat później na ziemi śląsko-wielkopolskiej, kolebce polskiej państwowości, w mieście słowiańskiego Świeboda, w którego imieniu kryje się i swoboda i bogactwo, ks. biskup Stefan Regmunt poświęcił najwyższy na świecie Pomnik Chrystusa Króla – Wotum wdzięczności, Figurę Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Główny budowniczy monumentu ks. prałat Sylwester Zawadzki, proboszcz parafii – sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie dobitnie udowodnił wątpiącym, że Królestwo Boże nie z tego świata, co mądrość ludowa parafrazuje w słowach: wiara czyni cuda. Warto dodać, że dzierżący wcześniej światową palmę pierwszeństwa co do wysokości Cristo Redentor, Pomnik Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro w 2007 został ogłoszony jednym z siedmiu nowych cudów świata. Pomnik w Rio de Janeiro odsłonięto w 1931r. po dziesięciu latach od rozpoczęcia zbiórki na ten cel w kościołach. Projektantami obydwu pomników byli Polacy – tego w Rio – Paul Landowski żyjący we Francji, gdzie pomnik zbudowano i skąd przetransportowano do Brazylii, tego w Świebodzinie – rzeźbiarz pan Mirosław Kazimierz Patecki z Przybyszowa i eksperci do spraw konstrukcji budowlanych – dr hab. inż. Jakub Marcinowski i doc. Mikołaj Kłapeć z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Kapłan, artysta, inżynierowie i rzesze tych, którzy im zaufali pozostawią po sobie niezwykłe świadectwo wielkości człowieka w służbie Boga i Ojczyzny, świadectwo, które zaistniało w tym 2010 roku.
W tym samym roku, roku panoszących się nieszczęść, Polacy podjęli wyzwanie walki z ze złem wcielonym w pozornie niewinną zabawę pod nazwą halloween. W ślad za innymi chrześcijanami Europy, stopniowo i coraz powszechniej zaczynamy rozumieć rzeczywiste znaczenie mentalności magicznej i demonicznej oraz jej roli w praniu mózgów młodych ludzi, sprytnie kuszonych przez diabła i jego współpracowników czy to za pomocą serii książkowo-filmowej o Harrym Potterze, czy corocznych orgii naigrawania się z ludzi nieżyjących, tuż przed świętem Wszystkich Świętych i Świętem Zmarłych.
Na demoniczne wypociny o Harrym Potterze kontry światu i Polsce nie zaoferuje współczesna polska literatura, gdyż podobnie jak znaczna część innych gatunków polskiej kultury naszych czasów, nie potrafi wydobyć się z bagna, w które wpadła bądź w które została wepchnięta i w nim przytrzymywana do utraty tchu, co kończy się widocznym niedotleniem mózgu i serca piszących po polsku. Z takimi literatami zaborów byśmy nie przetrwali i II Rzeczypospolitej na pewno nie zbudowali.
Ale na halloween jest rada. Są to imprezy Holly Wins, czyli Święte Zwycięża, czy to w postaci festynów, czy w formie filmowej Nocy Świętych, jaką proponuje od niedawna o. Remigiusz Langer, franciszkanin z Tychów. Warto już na początku roku pomyśleć o tym, jak w każdej miejscowości w Polsce i wszędzie tam, gdzie są Polacy, zaproponować ludziom na koniec października atrakcje pod szyldem Holly Wins – Święte Zwycięża. Od czegoś trzeba zacząć, aby zwyciężyć w sprawach najważniejszych. Jeśli nie my, to kto? Objawienie Pańskie nas i dotyczy i zobowiązuje bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, bowiem dzisiaj w Betlejem stoi betonowy mur wysokości 8 metrów.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
