„Spróbuj pomyśleć”
Szczęść Boże!
Jak wiadomo z ostatnio upublicznionych wyników kontroli NIK, demontaż Państwowej Inspekcji Sanitarnej sprowadza bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia na pacjentów i pracowników polskich szpitali. Oczywiście do wygenerowania choroby nowotworowej w wyniku narażenia na niebezpieczeństwo w związku ze stosowaniem promieniowania jonizującego w badaniach rentgenodiagnostycznych dochodzi nie tylko w szpitalu, lecz także w każdym innym miejscu, gdzie organ naszego państwa nie wykonuje nałożonego ustawą obowiązku sprawowania zapobiegawczego i bieżącego nadzoru sanitarnego w sposób wystarczająco skuteczny. Innym przykładem lekceważenia zagrożeń ze strony promieniowania rentgenowskiego są przytoczone przez NIK w październiku 2009r. wyniki audytu klinicznego wykonanego przez Centralny i Wojewódzkie Ośrodki Koordynujące program profilaktyki raka piersi w 2007 r., które wykazały, że aż 110 pracowni mammograficznych, spośród 294 ocenianych (37,4%), nie spełniało wymagań technicznych i jakości badań mammograficznych.
Co to za system ochrony zdrowia, który funduje nowe zagrożenia zdrowia ludziom chorym, a nawet zdrowym i zapraszanym do badań przesiewowych? To system ministra zdrowia, w którym kontrola państwowej inspekcji sanitarnej jest kontrolą wewnętrzną, z definicji – bezzębną, a z obsady – opartą o polityczno – kolesiowskie układy.
Bez specjalistycznej aparatury promieniowania rentgenowskiego nikt sam nie zmierzy. Skutki zaniedbań w zakresie ochrony radiologicznej pacjentów i personelu medycznego odezwą się dopiero po wielu latach, choć nie u wszystkich, na szczęście. Ot, taka polska medyczna ruletka rządząca się zasadą „kto ma pecha, ten jest chory”.
Poza zakładami opieki zdrowotnej uwagę publiczną skupiają inne źródła promieniowania elektromagnetycznego, tym razem – niejonizującego. Są to elektroenergetyczne linie napowietrzne wysokiego napięcia i stacje bazowe telefonii komórkowej, czyli BTS (skrót od ang. Base Transceiver Station).
Epidemiologia lekarska dysponuje wieloma dowodami na istnienie bezpośrednich i odległych w czasie następstw narażenia na promieniowanie niejonizujące ze źródeł komunalnych, a więc zagrażających wszystkim, a zwłaszcza dzieciom, również tym w łonie matki. Stąd obowiązujące prawo sanitarne określa ścisłe wymagania dotyczące odległości instalacji emitujących promieniowanie niejonizujące od miejsc pobytu ludzi, a także dopuszczalną moc promieniowania, a także – co oczywiste – sposób udzielania zezwoleń na tego rodzaju inwestycje i zakres niezbędnej kontroli podczas ich eksploatacji.
Nie wolno mieć złudzeń. Również w tym obszarze swoich ustawowych obowiązków nie wypełniają organy państwa polskiego odpowiedzialne za ochronę zdrowia i życia ludzi. Istnieje za to organizacja społeczeństwa obywatelskiego pod nazwą Ogólnopolskie Stowarzyszenie Przeciwdziałania Elektroskażeniom „Prawo do Życia”, której wybitnym członkiem jest pan Krzysztof Kukliński, redaktor serwisu internetowego Bezpieczne Dzieci. Szereg cennych informacji dotyczących realiów w zakresie nadzoru nad zagrożeniami zdrowia ze strony stacji bazowych telefonii komórkowej można znaleźć na stronach internetowych, które redaguje pan Krzysztof Puzyna. Materiał datowany na 22. lipca 2009r. pan Puzyna rozpoczyna tymi słowami: „Idzie pomiar, wyłączcie stację ! O miernikach co nie mierzą. Afera pomiarowa, 22 miliony oszukanych. Poprawne pomiary promieniowania z masztów telefonii komórkowej. Faktyczna kontrola ekspozycji pól elektromagnetycznych (PEM) na zachowanie polskich norm higienicznych przez stacje bazowe telefonii komórkowej nie jest możliwa!” Dalej tak pisze: „Poprzez pomiary miernikami co nic nie mierzą ( na zasadzie placebo stosowanej z lekarstwami w medycynie) wmawia się mieszkańcom, że promieniowanie jest tak słabe, że niemierzalne. Ci co są zainteresowani oszukanymi pomiarami wychodzą założenia, że według wiedzy medycznej większość ludzi nie ma zmysłu elektromagnetycznego i nie są oni w stanie ocenić zagrożenia. Masowa głupota, nieodpowiedzialność i lenistwo techników pomiarowych spowodowała też bezkrytyczne przyjęcie kanonu pomiarów emisji stacji bazowych telefonii komórkowej miernikami szerokopasmowymi MEH. Niewiedza mieszkańców jest oczywiście usprawiedliwiona to technicy powinni wykonywać swój zawód za który są opłacani, a nie oszukiwać. Oszustwem jest powiadamiać o pomiarach operatorów w przypadku pomiarów miernikiem MEH. Nie ma technicznej potrzeby włączać do orientacyjnych pomiarów operatorów, chyba że chce się im dać sygnał do zmniejszenia mocy nadawczej stacji. Dla pobieżnych pomiarów pola miernikiem szerokopasmowym nie ma i nie było nigdy żadnego istotnego usprawiedliwienia powiadamiać operatorów o terminie pomiarów przed pomiarami. Jak u złodziei, jeden stoi na czatach i krzyczy: idzie pomiar wyłączcie stacje! Te „niemierzalne i nieodczuwalne PEM” według pomiarów miernikami MEH staje się jednak na dłuższą metę pośrednio odczuwalne przez choroby i cierpienia. Gdyż to promieniowanie elektromagnetyczne z masztów telefonii komórkowej GSM czy UMTS, jest przy poprawnych pomiarach odpowiednimi miernikami mierzalne, często przekracza ono też polskie normy. Doświadczają to ludzie na sobie, niestety lekarze od czasu wejścia do Unii Europejskiej nieszkoleni w profilaktyce PEM nie podają prawdziwej przyczyny ich chorób czy dolegliwości. Otrzymuję setki emeilów i listów od mieszkańców w pobliżu masztów telefonii komórkowej z prośbami o pomoc i opisami cierpień ludzkich. Na oszukanych pomiarach są zainteresowani nie tylko operatorzy, ale też służby wojskowe, ubezpieczalnie, sprzedawcy atrap mierników, i inni przestępcy. Bez uczciwych pomiarów nie ma dowodów szkód zdrowotnych i nie można skutecznie dowieść własnej krzywdy dla odpowiedniego odszkodowania.” – pisze pan Krzysztof Puzyna na swojej stronie internetowej. Ciekawe, czy dobrze udokumentowane informacje pana Krzysztofa Kuklińskiego i pana Krzysztofa Puzyny wystarczą prokuratorom do podjęcia dochodzenia, a sejmowi do powołania kolejnej komisji śledczej.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
