Spróbuj pomyśleć
Szczęść Boże!
Dostosuj się albo giń. Zależnie od przekonań każdy wywodzi tę zasadę z zaufanego źródła. A to z publikacji Karola Darwina z 1859 r. p. t. „O powstawaniu gatunków drogą naturalnego doboru czyli o utrzymywaniu się doskonalszych ras w walce o byt” (On the Origin of Species by Means of Natural Selection, or the Preservation of Favoured Races in the Struggle for Life), a to z zawołania francuskiej Legii Cudzoziemskiej „marche ou creve” – maszeruj albo umieraj, tłumacząc elegancko, a to z tradycji własnego narodu.
W połowie naszej ery, czyli z końcem X wieku po narodzeniu Chrystusa, władca Polan książę Mieszko dostosował się sytuacji powstałej w wyniku trwającego od kilkuset lat, od czasów Karola Wielkiego, marszu na wschód Germanów Wschodnich i Zachodnich, czyli Niemców i Francuzów. Chrzest Polski wytrącił im z rąk pretekst do powtórzenia rzezi, której dokonali na ziemiach Słowiańszczyzny Zachodniej i znacznie osłabił, a na pewien czas nawet zahamował, ich parcie na wschód, czyli Drang nach Osten. Pod władzą Piastów Polska natychmiast wniosła wielki wkład w budowę wspólnego europejskiego domu. Bolesław Chrobry Wielki – jak głosi napis na jego odsłoniętym w 2007r. wspaniałym pomniku we Wrocławiu – to „w roku 1000 sprzymierzeniec papiestwa i cesarstwa w jednoczeniu Europy”. W tym właśnie roku nasz pierwszy koronowany król uczynił ze stolicy Śląska jedną z metropolii znanego współczesnym świata. Biskupstwo we Wrocławiu do 1821r. było podporządkowane arcybiskupstwu w Gnieźnie.
Po ponad dwóch latach od postawienia pomnika przez polskich patriotów w obecnie oblężonym Wrocławiu czas najwyższy, aby władze miejskie wreszcie dostrzegły komu miasto zawdzięcza wyniesienie a komu upadek. Bowiem przed tysiącem lat Polacy do sytuacji się dostosowali, ale tożsamości nie utracili, a dzięki przyjęciu chrześcijaństwa nie tylko uratowali się przed zagładą fizyczną, lecz także – co jeszcze ważniejsze – przyjęli Dobrą Nowinę, która naszą tożsamość ubogaciła. Na tle wieczności, doczesne korzyści z Chrztu Polski mogą wydawać się miałkie i nie warte rozważań, ale przecież nie co innego jak nasz byt na tym padole łez i rozpaczy decyduje o wyroku Sądu Ostatecznego. Wydawałoby się, że po upływie tysiąca lat każdy Polak już doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że każdy czyn przynosi jakieś skutki. Wytyczne postępowania i kodeks karny określił sam Sędzia Najwyższy, a światli ludzie dzień w dzień, rok po roku, wiek po wieku przybliżają te wymagania każdemu, kto chce słuchać. To że niektórzy słuchać nie chcą, to że postępują wbrew nakazom i zakazom, że nie myślą o przyszłości, że ulegają fałszywym doradcom i oszukańczym namowom, jest tak ludzkie jak Boskie jest miłosierdzie. Zdając sobie sprawę z prawa do błądzenia i dozgonnej możliwości poprawy (tylko i aż dozgonnej), odzyskujemy pewność siebie i siłę do starań o zasłużenie na wybaczającą miłość Pana Boga, która i tak jest niczym nie ograniczona. W miarę upływu lat życia dostosowujemy się do zmieniającego się świata, nieraz popełniając strategiczne błędy, kiedy będąc u szczytu powodzenia zapominamy o głębokiej mądrości zawartej w przysłowiu „fortuna toczy się kołem”, „fortuna toczy się kołem, pod kołem to pojąłem” – jak to spuentował Jan Sztaudynger, autor obscenicznych fraszek, ale także wspaniałego zbioru utworów – lamentów nad wojennym trupem miasta Wrocławia, wydanego w Poznaniu w 1947r. pt. STROFY WROCŁAWSKIE (okładka i rysunki w tekście Jana Wronieckiego), z których kilka, charakteryzujących się pięknem formy i porażających grozą treści, zamieściłem na poświęconej Śląskowi stronie halat.pl/silesia.html.
Lwowianie i Polacy z innych stron kraju, którzy niewyobrażalnym dzisiaj wysiłkiem umysłów i rąk podnieśli Wrocław z gruzów, nie mogą pogodzić się ze sposobem, w jaki wielu będących obecnie u władzy obraca wniwecz polskość miasta i kierując się, zapewne owocującą w zleceniach, posadach, grantach, nagrodach i unijnych karierach, dewizą „dostosuj się albo giń”, budują markę miasta na regermanizacji. Widomym znakiem regermanizacji Wrocławia jest odbudowany za ciężkie pieniądze symbol dwustuletniego zaledwie panoszenia się prusactwa w mieście – pałac strasznego Fryca Polakożercy. Wykopaliska archeologiczne słowiańskich osad z początków Wrocławia, próby rekonstrukcji – dla potrzeb turystów – tak wspaniałych budowli romańskich, jak te, które powstały za sprawą Piotra Włosta, możnowładcy plemienia Ślężan, który już za życia stał się chodzącą legendą, nie mogą doczekać się odpowiadającego ich unikatowej wartości zainteresowania i finansowania. Konformistyczna realizacja zasady „dostosuj się albo giń” polegająca na wyrzeczeniu się narodowej tożsamości to nic innego jak zdrada narodowa. Niech ci, którzy się jej dopuszczają nie zapomną, że fortuna toczy się kołem, że naród pamięta, że nie zawsze przebacza. Przyjęcie chybionej strategii na podstawie fałszywych założeń prędzej czy później skończy się klęską. Wystarczy przyjrzeć się zgniłym owocom, jakie wydają nasiona kłamstwa, w szerokim tego określenia pojęciu – od nasion roślin genetycznie modyfikowanych po kłamstwa historyczne, polityczne, czy naukowe. Budowanie marki Wrocławia na tradycji pruskiej jest właśnie zgniłym owocem tych trzech kłamstw i niezależnie od kosztów poniesionych przez wiadomych inwestorów i korzyści przyjętych przez wiadomych zleceniobiorców przyniesie same straty każdej ze stron konfliktu, także, niestety, polskiej – poddanej narastającej presji nacjonalistycznego naporu.
Nie takie mistyfikacje runęły w przeszłości, nie takie kompromitują się na naszych oczach. Wielu jeszcze pamięta propagandę niemieckich faszystów, większość – rosyjskich komunistów, a wszyscy obecnie żyjący mogą po prostu włączyć telewizor i zobaczyć jak na nasionach kłamstwa o wpływie człowieka na klimat wyrasta ogromne drzewo w Kopenhadze i jak zgniłe rodzi owoce. Wzrost i upadek kłamstwa o wpływie człowieka na klimat, czyli klimatyzmu, to niewątpliwie wielkie doświadczenie ludzkości u progu trzeciego tysiąclecia naszej ery, czyli – mówiąc zgodnie z prawdziwym znaczeniem tego określenia – po narodzeniu Chrystusa. Wzrost i upadek klimatyzmu był możliwy wyłącznie dzięki nowym technologiom stworzonym przez geniusz człowieka posługującego się rzetelną wiedzą naukową i sprawdzonymi w wyniku powtarzalnych eksperymentów umiejętnościami. Na czele tych technologii stoi informatyka z jej przełomowym w dziejach ludzkości zastosowaniem w postaci komputerów, które po połączeniu w globalną sieć dają internet. Miarą wartości internetu dla nas wszystkich i każdego z osobna jest pozycja wyszukiwarki internetowej Google, która w opublikowanym w kwietniu 2009r. rankingu wartości globalnych marek prowadzonym przez Millward Brown Optimor osiągnęła pozycję pierwszą, dochodząc do kwoty 100 miliardów dolarów i odnotowując 16% przyrost w stosunku do roku 2008.
O markach polskich na podstawie opublikowanego 10. grudnia b. r. raportu firmy Acropolis Advisory i dziennika „Rzeczpospolita” oraz opublikowanego również w grudniu b. r. przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenmtów raportu KONSUMENT NA RYNKU ARTYKUŁÓW ŻYWNOŚCIOWYCH (w świetle wyników kontroli produktów mlecznych, mięsnych, rybnych i miodu) opowiem za tydzień. Naturalnie w ramach drążenia tematu „dostosuj się albo gin”- „dostosuj się bez utraty tożsamości albo giń jako konformista”
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
