Rodzice rozwodzą się, a co z dziećmi?
Z wielką uwagą wysłuchałam audycji z ubiegłego tygodnia, w której brali udział małżonkowie z 27 letnim stażem małżeńskim – państwo Kupczykowie oraz ksiądz Rabij – na temat pielęgnacji małżeństwa.
Temat ten jest jakże istotny do kwestii, którą chcę dzisiaj poruszyć.
Małżeństwo bowiem jest jak dom.
Żeby zbudować trwały dom należy zacząć od solidnych, mocnych fundamentów.
Takie też mocne fundamenty muszą zaistnieć w małżeństwie w postaci wzajemnych reguł, takich jak wierność, uczciwość małżeńska, jak i obowiązków małżeńskich , a szczególnie w postaci mocnego, prawdziwego i szczerego uczucia.
Brak któregoś z tych elementów prowadzi do chwiejności, a następnie zburzenia fundamentu tego małżeństwa, który miał być trwały, mocny i aż do śmierci.
Tak, jak każdy dom wymaga stałej pielęgnacji, remontu, odnawiania, ulepszania, tak i każde małżeństwo wymaga pielęgnacji, dbania o uczucie i jego stałe wzrastanie, okazywanie miłości i wierności.
Jakże trafne było porównanie jednej ze słuchaczek z 12-to letnim stażem małżeńskim, iż małżeństwo to jak roślina, która nie podlewana, nie pielęgnowana, po prostu więdnie, usycha i obumiera.
W kochającym i szanującym się małżeństwie podstawowym fundamentem związku małżeńskiego jest wzajemna miłość i stale pielęgnowana więź uczuciowa.
Tylko od samych małżonków zależy czy ten fundament będzie trwały, czy nie nastąpi zgon ich miłości.
Fundamentem małżeńskim są prawidłowe ciągle rozwijające się więzi emocjonalne w rodzinie.
Prawidłowość tych więzi emocjonalnych w rodzinie niesie za sobą radość, spokój, uczucie, prawidłową atmosferę rodzinną, a tym samym poczucie bezpieczeństwa psychicznego wszystkich członków rodziny.
Powyższe cechy procentują z kolei na prawidłowym zdrowiu psychicznym małżonków, a przede wszystkim, na prawidłowym rozwoju psychicznym ich dzieci.
Dzieci w takiej rodzinie są radosne spokojne, mają poczucie bezpieczeństwa, są pozbawione lęków.
Powyższe gwarantuje dziecku prawidłowy rozwój emocjonalny i uczuciowy wzorowany na prawidłowych więzach uczuciowych ich rodziców.
Prawidłowość więzi emocjonalno – uczuciowych między małżonkami przynosi efekty niewymierne w postaci stale rozwijającego się i okazywanego sobie uczucia miłości, wzajemnego poszanowania, co z kolei procentuje w rozwoju rodzinnym, jak i społecznym wszystkich członków rodziny.
Rodzice znajdują czas dla własnych dzieci, w postaci wspólnej rozmowy, zabawy, nauki. Mają dla nich wiele cierpliwości, okazują im miłość i uczucie.
Niestety, jakże odmienne są sytuacje w rodzinach, gdzie nie ma podbudowy wzajemnego uczucia, poszanowania, akceptacji i miłości czyli prawidłowych więzi uczuciowych.
Jakże często w takich rodzinach, gdzie nie ma pielęgnacji wzajemnych więzi uczuciowych dominuje postawa wzajemnego odrzucenia, wzajemnej nienawiści wręcz wrogości, wulgaryzmu, apatii i zniechęcenia.
To uczucie, które kiedyś miało być trwałym fundamentem miłości, wierności małżeńskiej, nie pielęgnowane traci na swej mocy, obumiera, zatraca swą pierwotną wartość.
Otwiera się furtka, od której zaczynają się rozchodzić drogi małżeńskie uścielane wzajemną wrogością i nienawiścią.
Mocy nabiera wzajemny małżeński egoizm.
Niejednokrotnie w takim przypadku dochodzi do bezpowrotnego kryzysu w małżeństwie.
Skutki powyższego rozciągają się nie tylko na sferę emocjonalną małżonków, ale przede wszystkim na całokształt rozwoju dzieci.
W każdym małżeństwie dochodzi do jakiś nieporozumień, konfliktów.
Można by rzec, iż tak jak cień jest nieodłączny od światła, tak i z małżeństwem wiążą się różne konflikty.
Jednakże ich nasilenie i czas trwania zależy od uczucia i właśnie tej codziennej pielęgnacji tych uczuć.
Może to się wydać dziwne, ale w normalnie funkcjonującym małżeństwie konflikty małżeńskie niejednokrotnie wzmacniają poczucie wspólnoty małżeńskiej.
Pozwalają one do wypracowania sobie tezy, iż małżeństwo to „my”, a nie „ja”.
W związku z tym nie liczy się zdanie, czy twierdzenie jednego z małżonków, jako znaczące, a musi być ustępstwo, na nasze wspólne zdanie, czy twierdzenie oraz przekonanie, że „my” to jedność ,że my należymy do siebie.
Konflikty w małżeństwie mają też pozytywne oblicze, są cenne i potrzebne.
Może padnie tu pytanie dlaczego? – jak psycholog – szczęśliwa od 34 lat mężatka, matka trójki dorosłych dzieci i babcia 5-cio letniego Cyprianka może mówić o pozytywach konfliktu w małżeństwie.
Odpowiedź jest prosta, czyż właśnie z konfliktów, które wyrosły z różnicy zdań i przekonań w sprawie, nie buduje się jedności małżeńskiej?
Właśnie z różnic jakie dzielą małżonków można budować fundament wspólnego życia.
Trzeba tylko wzajemnie chcieć.
Do konfliktu małżeńskiego należy podejść pozytywnie i z dużym wysiłkiem dla zrozumienia nie siebie lecz drugiej osoby.
W małżeństwie należy nauczyć się uczciwego rozwiązywania różnych sporów, czy uczciwej kłótni, czy skutecznego przerywania tak zwanych „cichych dni”.
Wówczas znikają niebezpieczeństwa w powiększaniu się konfliktu czy przedłużaniu się „cichych dni”.
Nasuwa się tu pytanie dlaczego w małżeństwie kłócimy się, dlaczego powstają konflikty?
Najczęściej dzieje się to z błahych powodów, dotyczących np. dzieci, braku jednolitości w procesie wychowawczym, braku środków materialnych i możliwości zaspakajania podstawowych potrzeb w rodzinie.
Konflikty też narastają z nadużywania alkoholu przez jednego z małżonków, braku pracy, rozstania z powodu wyjazdu za pracą, czy zdrady małżeńskiej.
Jakże nagminne są sytuacje konfliktowe w rodzinie, gdzie w procesach wychowawczych, powstaje trójkąt, w postaci wtrącania się jednej czy drugiej mamy.
Ileż rozbitych małżeństw jest z powodu konfliktów na tle moja mama, twoja mama, a nie nasza mama.
Nie tak dawno do mego Gabinetu Psychologicznego zgłosił się po poradę młody mężczyzna, zaledwie z niespełna dwuletnim stażem małżeńskim i ojciec dwumiesięcznej Julci.
Od początku spotkania stwierdził, – pani psycholog jestem szczęśliwy, kocham żonę, pobraliśmy się z wielkiej i dojrzałej miłości. Mam śliczną i zdrową córeczkę.
Jednakże obawiam się o nasze uczucie, o naszą miłość, o nasze małżeńskie szczęście. Coś mi umyka, nie mogę sobie poradzić ze sobą, nie umiem podjąć męskiej decyzji. Między nami wkroczyła teściowa ze swoją „dobrocią” – w cudzysłowiu.
Nie ruszaj małej, nie przewijaj jej, ona taka malutka, delikatna, ty masz takie wielkie ręce.
O kąpaniu Julci nie ma mowy – ty nie potrafisz, zrobisz jej krzywdę.
Nasza dobra mama wkroczyła również do naszej sypialni.
Jureczku, idź spać do drugiego pokoju, będziesz nie wyspany, Joasia musi karmić w nocy małą.
Dobroć teściowej coraz bardziej mnie oburza, mam żal do żony, iż akceptuje tę sytuację, może, faktycznie jest zmęczona.
Jednakże ja chcę być ojcem Julci, mimo trudu i nie przespanej nocy.
Nie chcę urazić teściowej, przecież ona, to robi z poświęceniem i z dobroci.
Czuję jednak, iż coś jest nie tak, coś się we mnie buntuje, coś stwarza przepaść w naszym małżeństwie.
Czyż nie jest to żywy przykład narastania konfliktu małżeńskiego?
Ingerencja w małżeństwo innych osób, nawet tych najbliższych, to źródło mniejszych i większych konfliktów, które rozbijają więź małżeńską.
Odmienność procesów wychowawczych, niejednolitych postaw rodzicielskich wobec dzieci, to również znaczący problem do powstawania konfliktów, niejednokrotnie doprowadzających do rozbicia małżeństwa.
Ileż łez, lęku, nieprzespanych nocy, poniżania jest z powodu alkoholizmu w rodzinie.
Z przerażeniem stwierdzam, iż alkoholizm w rodzinie, dotyczy nie tylko męża, czy żony, ale niejednokrotnie obojga małżonków.
Nie trudno domyśleć się kto na tym cierpi, kto ponosi konsekwencje braku poszanowania własnej godności, czy małżeństwa – oczywiście są to bezbronne dzieci.
Ileż to w swojej pracy zawodowej, jako biegły psycholog, słyszę z ust dziecka, ja go nienawidzę, ja nie chcę by on – nie tato, nie ojciec – mieszkał z nami, on pije, on się awanturuje, on wyzywa, on bije mamę.
Wzajemna zdrada to nic innego, jak zaprzepaszczenie, zlekceważenie, zdeptanie przysięgi małżeńskiej o wzajemnej miłości i wierności, to małżeńska tragedia całej rodziny.
Jak wytłumaczyć dziecku, iż tatuś nie kocha już mamusi, iż kocha inną panią.
Jak dziecku trudno zrozumieć i pogodzić się z faktem, iż tato ma inną żonę.
Ileż to zamieszania jest w psychice dziecka.
Ileż dziecko przeżywa lęku, braku poczucia bezpieczeństwa i zamieszania w swej psychice, gdy w świetle prawa, ojciec ma możliwość zabierania swego dziecka i utrzymywanie z nim kontaktu w nowej rodzinie.
Co czuje dziecko, gdy przychodzi do nowego domu taty, nowej żony, gdy niejednokrotnie wmawia się mu, iż to jest też jego nowa mama i niejednokrotnie nowe rodzeństwo.
Czyż nie jest to deprawacja procesu wychowawczego dziecka?
Czyż nie wpływa to negatywnie na procesy psychiczne dziecka ?
Przedstawione powyżej fakty to nic innego, jak skutki, braku pielęgnacji wzajemnego uczucia, podtrzymywania wzajemnych więzi uczuciowych, wzajemnego szacunku, podkreślania wzajemnej szczerej miłości i wzajemnej akceptacji, poprzez realizację dawania siebie, na rzecz małżeństwa i rodziny.
Do czego to prowadzi, jakie są tego skutki – odpowiedź jest prosta.
To koniec uczucia, to koniec małżeństwa, to r o z w ó d !
W Polsce każdego roku sądy orzekają ponad 40 tysięcy rozwodów!
Szacunkowo w naszym kraju w rozbitych rodzinach wychowuje się ponad dwa miliony dzieci !
Narastające poczucie osamotnienia, nagłe przypływy i odpływy nadziei na zmianę sytuacji w rodzinie, złość, agresja, przeplatana z poczuciem winy, zmienność emocjonalna, z poczuciem pewności na przemian ze zwątpieniem, poczucie chaosu i zagubienia, poczucie mniejszej wartości, poniżenia – to niektóre z przeżyć, jakich doświadczają małżonkowie, którzy zaprzepaścili swoje uczucie, którzy nie pielęgnowali swojego małżeństwa, którzy stoją w obliczu rozwodu.
A jak się czują ich dzieci, co przeżywają ich dzieci, które są przecież niby kochane przez swoich rodziców.
Atmosfera w rodzinie w trakcie narastania konfliktu małżeńskiego doprowadzającego do rozwodu jest napięta, niejednokrotnie wroga.
Małżonkowie w takich warunkach nie potrafią być wyrozumiali dla swoich dzieci, nie mają do nich cierpliwości, czasu.
Dzieci czują się odrzucone, osamotnione w swych problemach, radościach czy smutkach.
Konfliktowa sytuacja rodzinna wśród małżonków może powodować u dzieci powstanie urazów psychicznych, które w sposób negatywny mogą się odbić na ich przyszłym dorosłym już życiu.
W sytuacjach konfliktowych, rozpadającego się małżeństwa, dzieci przeżywają liczne urazy psychiczne, wyrażające się w różnych emocjach lęku, złości, agresji, zamknięcia się w sobie czy stanów depresyjnych.
Osamotnione dziecko wobec sytuacji przeżywania rozwodu rodziców próbuje sobie samodzielnie radzić ze swoimi problemami.
Próbuje na siebie zwrócić uwagę – to po prostu jego wołanie o pomoc !
12-to letni Mateusz, mający bogatych rodziców, którzy zaspakajają mu każdą potrzebę i zachciankę materialną, mający piękny dom, spędzający wakacje na koloniach za granicą, nagle popada w kolizję z prawem.
Kradnie z supermarketu batonik za niecałe dwa złote.
Co za wstyd, policja, kurator, wzywani rodzice wykazują zdenerwowanie, nie dowierzają, iż to zrobił ich syn Mateusz.
To niemożliwe, on takich batoników mógłby mieć pełno, przecież ma swoje kieszonkowe, nic mu w domu nie brakuje.
A jednak, brakuje !
W indywidualnej rozmowie z Mateuszem dowiaduję się, iż jego rodzice się nienawidzą, są w trakcie rozwodu.
Nie mają dla niego czasu, już nie jedzie z nimi na wspólne wakacje, czy na niedzielne wypady za miasto, już nie jedzą wspólnych obiadów.
Za to na przemian prześcigają się we wzajemnym przekupywaniu Mateusza różnymi dobrami materialnymi.
Mateusz ocenia to ich cwaniactwem. Ja wiem po co to robią.
Już jest wyznaczony termin badań psychologicznych w Ośrodku Diagnostyczno – Konsultacyjnym przy Sądzie, od tego zależy ich rozwód.
Dziś na Policję z Mateuszem przyszli razem, znaleźli wreszcie dla Mateusza czas.
Czyż czyn Mateusza – kradzieży batonika nie jest aktem rozpaczy na jego aktualną rozpadającą się sytuację rodzinną?
Czy nie jest to wołanie – rodzice ja istnieję, ja was razem potrzebuję!
Osobiście mocno przeżywam rozpacz 13-to letniej Patrycji, bardzo skrzywdzonej przez los.
Rodzice Patrycji nie tak dawno rozwiedli się.
Jak twierdzi Patrycja rozwaliło się wszystko co dotychczas ich łączyło. Sprzedali dom, podzielili się pieniędzmi, stali się obcymi dla siebie osobami. W ogóle nie spotykają się, wręcz się unikają.
Aktualnie dzielą się tylko Patrycją, która co drugi tydzień spędza wolne dni z mamą lub z tatą.
Stało się nieszczęście. Patrycja została zgwałcona.
Rozpacz, tragedia, przesłuchiwanie w Prokuraturze, odtwarzanie przykrych doznań, płacz, wzruszenie i współczucie wszystkich biorących udział w czynnościach prawnych.
Sama przeżyłam tę tragedię utożsamiając z ludzką bezradnością wobec faktu, jak pomóc temu dziecku, jak pocieszyć.
W tej osobistej rozpaczy i dziecięcej tragedii, ta zaledwie 13-to letnia Patrycja wysnuła jakże dojrzałe wnioski:
Chociaż teraz na nowo, choć przez kilka godzin, mam rodziców razem, widzę jak ze sobą rozmawiają. Mam to, czego tak bardzo mi brakuje.
Czyż w tym stwierdzeniu nie jest wyrażona rozpacz dziecka? Czy nie jest to życiowa tragedia Patrycji, której rozpadła się rodzina przez rozwód jej rodziców?
W tak trudnej sytuacji rodzinnej osamotnione dziecko, próbuje sobie radzić ze swoimi problemami. Choć w sposób nieświadomy woła o pomoc matki i ojca.
Próbuje w różnoraki sposób zwrócić na siebie uwagę.
Niestety, skłóceni rodzice, nie mogący się już wzajemnie porozumieć odbierają to wołanie w odmienny sposób np. jako rodzaj krnąbrności dziecka, jego nieposłuszeństwa czy lekceważenia.
Nasuwa się tu wniosek, iż szczególnie ostro i dramatycznie rozwód rodziców odczuwają dzieci.
Niezależnie od przyczyny, która skłoniła, albo które skłoniły małżonków do drastycznej decyzji rozwodu, najwyższą cenę za to ponoszą dzieci.
Odejście zarówno matki, jak i ojca zawsze stanowi dla dziecka szok. Następuje zachwianie równowagi psychicznej, a szczególnie emocjonalnej, będącej nie bez znaczenia, na całokształcie psychiki nawet, w późniejszym dorosłym życiu.
W swojej pracy jako biegłego psychologa spotykam się właśnie z takimi sytuacjami stresów dziecka po odejściu jednego z rodziców.
9-cio letnia Daria mimo, iż mama piła, w związku z czym widziała ją niejednokrotnie w stanie ludzkiego upodlenia – kochała tę mamę.
Rozwód rodziców uzasadniony alkoholizmem matki przeżyła wielkim buntem, przestała się uczyć, sprawiała ojcu coraz większe trudności wychowawcze, łącznie z ucieczką z domu.
Najważniejszą zasadą, która może złagodzić u dziecka przeżycia rozejścia się rodziców jest nie przenoszenie na dziecko, własnych małżeńskich konfliktów i nie stwarzanie sytuacji w której dziecko jest kartą przetargową.
Skłóceni rodzice często domagają się od własnego dziecka deklaracji z kim chce być.
Jest to podstawowy błąd wychowawczy, bo przecież dziecko potrzebuje obojga rodziców.
Wypowiedzenie się na ten temat stanowi ciężką zadrę psychiczną dla dziecka.
Niejednokrotnie obserwuję dziecko w takiej sytuacji.
Jakaż to jest ciężka decyzja dla dziecka.
Ośmioletnia Kamila w badaniach projekcyjnych wybiera domek z mamą, w którym, by chciała zamieszkać, w którym byłoby jej dobrze i bezpiecznie.
Przekreśla natomiast domek z tatą i mamą, stwierdzając, iż tata pije, stale się awanturuje, wyzywa mamę, ona nie może się przez to uczyć.
Jednakże w innym teście projekcyjnym, ta sama Kamila wypowiadając swoje marzenia, nie skupia się na chęci posiadania komputera, komórki, jak jej rówieśnicy, lecz marzy, by mieć normalny dom, by tata nie pił, nie awanturował się, nie wyzywał, by rodzice się kochali.
Czy te marzenia Kamili nie są odpowiedzią na potrzebę zaspokojenia podstawowych potrzeb psychicznych, iż dziecko potrzebuje do swojego prawidłowego rozwoju – mamę i tatę?
Rozchodzący się rodzice nie powinni w obecności własnego dziecka wyciągać własne brudy małżeńskie, wzajemnie się oskarżać i przedstawiać w negatywnym świetle.
Zobacz, jaki twój ojciec jest podły, i znów się upił, mam go dość, niech się wynosi z tego domu. Te słowa to oskarżenie samego dziecka – to przecież jego ojciec. To jest ponad siły psychiczne dziecka, to jest pomniejszenie jego wartości, to jest wzbudzanie w dziecku poczucie wstydu, za ojca i jego postępowanie.
Kłócący się małżonkowie niejednokrotnie wymagają od swoich dzieci osądzenia kto jest winny, kto ma rację.
Jednocześnie przy tym obrzucają się wulgarnym błotem, wykrzykują pod swoim adresem różne złośliwości.
Poprzez powyższe sytuacje w ogóle nie reagują na przerażenie własnych dzieci, na lęki przed odpowiedzialnością, która jest ponad ich dziecięce możliwości i siły.
Obciążeniem przekraczającym możliwości psychiczne dziecka jest obarczanie go tajemnicą np. o zdradzie, o romansie mamy czy taty.
13-to letnia Paulina miała kochanych rodziców i 6-cio letniego braciszka.
Z tatą miała bardzo dobry kontakt, wspólne zainteresowania – jazdę konną.
Często razem spędzali czas w stadninie, bez mamy opiekującej się małym bratem.
Mimo przyjemności jaką Paulina miała poprzez wspólne z tatą wypady do stadniny koni, zaczęła odczuwać dziwny niepokój.
Dziwnym trafem w godzinach ich jazdy konnej zawsze pojawiała się ta sama pani, bardzo miła dla taty.
Niepokój Pauliny był trafny, gdyż pewnego razu tato obarczył ją tajemnicą, iż pani ta jest mu bardzo bliska, a jednocześnie poprosił, by nic nie mówiła mamie, gdyż wierzy, iż jest jego przyjacielem, a przyjaciel nie zdradza.
Coraz częstsze kłótnie rodziców wzbudzały w Paulinie poczucie winy, przestrach przed własną odpowiedzialnością za rodziców.
Milczała, by dochować tajemnicy, ale coraz bardziej myślała jak to zrobić, by to wytrzymać.
Paulina podjęła próbę samobójczą, na szczęście nieudaną.
Nie wytrzymała psychicznie presji, jaką została obarczona.
Niezależnie od przyczyn rozejścia się rodziców wręcz zbrodnią jest negatywne nastawianie rodzica, z którym zostaje dziecko, przeciwko stronie przeciwnej.
Faszerowanie dziecka samymi negatywizmami, wulgaryzmami, czy poniżaniem powoduje, iż dziecko ma skrzywiony obraz jednego z rodziców.
Wytwarza się w jego psychice agresja ukierunkowana na tego rodzica, a tym samym poniżenie jego wartości.
To z kolei przyczynia się do zniekształcenia psychiki dziecka i jego możliwości realizacji postaw rodzicielskich w życiu już dorosłego człowieka.
Niejednokrotnie udzielałam telefonicznej porady słuchaczowi Radia Maryja z Gniezna, który od lat nie ma kontaktu z własnymi córkami.
Jego próby kontaktu z dziećmi po rozwodzie z żoną, stały się syzyfową pracą i jego zbędnym wysiłkiem w tym względzie.
Była żona wyprowadziła się z córkami do innej, dalekiej miejscowości, zastrzegając możliwość kontaktów ojca z dziećmi czy to w szkole, czy poza szkołą.
Starania przez różne instytucje oddalały czasowo możliwość podtrzymywania więzi emocjonalnych córek przez fałszywe informacje o ojcu.
Matka dzieci – komu robiła krzywdę takim postępowaniem, przelewając swoją małżeńską nienawiść na ojca swych córek.
Odpowiedź jest prosta. To krzywda, która w przyszłości odbije się negatywnie na możliwościach realizowania się tych córek w roli żony i matki.
Niejednokrotnie w swej pracy psychologicznej do celów wychowawczych, czy przy głoszeniu różnych prelekcji dla rodziców, czy również i tu w Radio Maryja i TV Trwam, posługuję się jako pomocą dydaktyczną, rysunkiem budzącym zgrozę, a jednocześnie wielką refleksję.
Pozwolę sobie przypomnieć treść rysunku 12-to letniego Daniela, którego rodzice rozwiedli się.
Daniel pozostał u ojca, gdyż od początku konfliktu rodziców był przez ojca przekupywany dobrami materialnymi, panującą swobodą wychowawczą, ograniczonymi obowiązkami i wymaganiami.
Jednocześnie też Daniel miał wpajane, iż matka jest zła, niedobra.
Ojciec, robił wszystko, by pozbyć się matki Daniela z mieszkania.
Ta metoda wychowawcza i cel jaki ojciec obrał, został odzwierciedlony na rysunku Daniela przedstawiający jego rodzinę.
Daniel z ojcem, samochód, uśmiech, słońce.
Nad matką czarne chmury, z nieba lecą bomby zrzucane przez samolot,
Matka leży na ziemi, nad nią kostucha z kosą, jako symbol śmierci, z boku czołg z siedzącym Danielem i lufą skierowaną na matkę.
Nad matką szubienica ze zwisającym sznurem i dużym kamieniem.
Oto efekt wychowawczy ojca, przelewający swoją nienawiść do żony, której kiedyś ślubował miłość, a do matki jego dziecka. Rezultaty powyższego widzę w samych czarnych kolorach.
Jakież wielkie przestępstwo wobec własnych dzieci popełniają rodzice po rozstaniu, się utrudniając im wzajemne kontakty.
Rodzice decydujący się na rozwód nadal są rodzicami własnych dzieci.
5-cio letnia Weronika i jej 4-ro letni braciszek Krzysio zostali podstępem wykradzeni z ich domu rodzinnego przez matkę, która odeszła od ich ojca, gdyż pojawił się w jej życiu inny mężczyzna.
Przez osiem miesięcy, mimo licznych starań ojciec nie miał z dziećmi kontaktu bezpośredniego, ani telefonicznego.
Długoterminowe procesy sądowe, istna walka o dzieci, spowodowały, iż te bezbronne dzieci były tak długo pozbawione ojca, którego bardzo kochały.
Jaki efekt powyższego.
Dzieci zaczęły się moczyć, u Krzysia nasilił się proces jąkania, dzieci cofnęły się w rozwoju psychicznym.
Aktualnie dzieci są ponownie w swoim domu rodzinnym u ojca. Powoli nabierają poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego.
Mimo, iż ojciec nie utrudnia kontaktów z matką, dzieci o matce nie chcą słyszeć.
Komu za tym stała się krzywda nieroztropnego działania matki, która odeszła od męża, która zaprzepaściła uczucie miłości do męża i swoich dzieci.
Oczywiście, jest to nieodwracalna krzywda dla dzieci, odbijająca się na ich psychice i jeszcze nie wiadomo jakie będą tego negatywne skutki w przyszłości.
Na koniec powrócę ponownie do początkowej refleksji.
Czy w obliczu tylu nieszczęść i negatywnych skutków, tutaj wspomnianych i nie wspomnianych, a występujących w czarnej rzeczywistości życia małżonków, czy dla dobra dzieci i siebie samych, nie warto stale i coraz mocniej pielęgnować wzajemnego uczucia, by nie dopuścić do rozpadu małżeństwa i orzeczenia rozwodu.
Powyższe pozostawiam już bez własnej odpowiedzi i pod rozwagę zainteresowanych.
