Przemówienie papieża Franciszka wygłoszone podczas spotkania z wolontariuszami ŚDM na promenadzie nadmorskiej w Algés

Drodzy przyjaciele, dzień dobry! I dziękuję!

Dziękuję patriarsze Lizbony za jego słowa, biskupowi Aguiar i wam wszystkim za to, że tak ciężko i dobrze pracowaliście: to dzięki wam możliwe były te niezapomniane dni! Trudziliście się miesiącami, w sposób ukryty, bez rozgłosu i bez blasku reflektorów, abyśmy wszyscy mogli być tutaj i śpiewać razem: „Jezus żyje i nie zostawia nas samymi: nigdy nie przestaniemy kochać”. Nie tylko to: daliście przykład, ponieważ byliście zespołem pracującym razem! Ale wasza praca, była nie tyle pracą, ile służbą, a służba jest pierwszym świadectwem tego, o czym mówiliśmy w tych dniach: że miłość jest bezinteresowna, że miłujemy poprzez uczynki (por. 1 J 3, 18), że miłowanie uszczęśliwia! (por. Dz 20, 35).

Widzieliśmy to w Maryi Dziewicy, która „wstała i poszła z pośpiechem” (Łk 1, 39) do Elżbiety, odczuwając pilną potrzebę podzielenia się swoją radością poprzez usłużenie swojej starszej krewnej. Ponadto w Ewangeliach Maryja nie jest jedyną osobą, która biegnie poruszona miłością i radością: pomyślmy o Zacheuszu, który spiesznie schodzi z drzewa, żeby spotkać Jezusa i powitać Go w swoim domu (por. Łk 19, 6); o kobietach i uczniach, którzy w Wielkanoc biegną tam i z powrotem od grobu do Wieczernika, aby ogłosić, że Chrystus zmartwychwstał (por. J 20, 1-18); i o samym Jezusie, który w pewnym momencie swojego życia stanowczo zmierza do Jerozolimy, aby dać siebie za nas (por. Łk 9, 51). Ten, kto kocha, nie stoi bezczynnie, ale przyspiesza swój bieg ku innym.

A wy, jakże wiele przebiegliście w tych miesiącach i dniach! Widziałem, jak odpowiadaliście na tysiące potrzeb, czasami z twarzami naznaczonymi znużeniem, innym razem nieco przytłoczonymi pilnymi wyzwaniami chwili, ale zawsze z uśmiechem i jaśniejącymi oczami, ponieważ były pełne miłości. Trudziliście się podczas prac przygotowawczych, a potem witając i obsługując rzesze, które przemieszczały się z jednego spotkania na drugie. Dokonaliście wielkich rzeczy w najdrobniejszych gestach, takich jak mała butelka wody ofiarowana nieznajomemu, który natychmiast stał się przyjacielem, ponieważ był bratem, jak powiedział Francisco. Dużo biegaliście, ale nie z szaleńczym, bezcelowym bieganiem, które czasami jest drogą naszego świata; taki rodzaj biegania nie prowadzi do spotkań z innymi, może stać się w istocie ucieczką od relacji. Biegliście wiedząc, dokąd zmierzać: do konkretnych sióstr i braci, aby ich kochać i służyć im, w imię Jezusa, który przyszedł, aby służyć, a nie po to by Jemu służono (por. Mk 10, 45). Tak, wy także przybyliście do Lizbony, żeby służyć, a nie, żeby wam służono! Wasze oczy, wasze ręce, wasze słowa, wasze uśmiechy, a także wasze łzy odzwierciedlały miłość Boga, gdy mówiliście w różnych językach: „Czy mogę ci pomóc? Czy czegoś potrzebujesz? Pomogę ci!”. Wasza „miłość w biegu” była jednym z najpotężniejszych wzmacniaczy Światowych Dni Młodzieży!

A teraz ja chciałbym być waszym wzmacniaczem, żeby rozbrzmiewało to, co powiedzieliście nam w swoich pięknych świadectwach. Chiara, Francisco i Filipe: wszyscy troje mówiliście nam o szczególnym spotkaniu z Jezusem. Przypomnieliście nam, że najpiękniejszym spotkaniem, motorem wszystkich innych, tym, które sprawia, że życie toczy się dalej, jest spotkanie z Nim. Odnawianie tego osobistego spotkania z Jezusem każdego dnia jest istotą życia chrześcijańskiego. Jak powiedziałaś, Chiara: kiedy rytm dnia wyznacza modlitwa i Eucharystia, kiedy zmagamy się, a potem znajdujemy się w milczeniu, w adoracji, przed Panem odkrywamy, że jesteśmy blisko Niego, który ma najczystszą miłość ze wszystkich. I doświadczamy, że małe „tak” wypowiedziane Jezusowi może zmienić nasze życie. Ale również „tak” wypowiedziane innym czyni dobro: doświadczyłaś tego szczególnie w chwilach zmęczenia i nostalgii, kiedy dzięki jakże wielu przyjaciołom nigdy nie czułaś się samotna.

Ty, Francisco, powiedziałeś, że tutaj znalazłeś coś, czego potrzebowałeś, a czego nawet nie szukałeś. Chodząc, pracując i modląc się z innymi zrozumiałeś, że nie możesz dać się zniewolić nieporządkiem, przez „nieposłane łóżka” z przeszłości, ani żyć z sercem dręczonym przez poczucie niespełnienia, ale że z pomocą Jezusa i braci otrzymałeś możliwość uporządkowania „pokoju życia”. To piękne, zrobić porządek w życiu: kiedy czujemy, że coś się nie układa, często rzucamy się w inne rzeczy, które stają się środkami znieczulającymi, drogami ucieczki, ale nie rozwiązują problemu. Natomiast, aby uporządkować życie nie potrzebujemy rzeczy, rozpraszaczy i pieniędzy – musimy poszerzyć serce, powiększyć je, otwierając na miłość. Wtedy wszystko znajdzie swoje miejsce, właściwe miejsce. Ty, Francisco, odkryłeś, że nawet niepewność przyszłości staje się szansą, jeśli jest przeżywana z ufnym zwierzeniem Bogu. Posunąłeś się nawet do stwierdzenia, że chciałbyś krzyczeć do wszystkich i w każdym języku: „Chcę być święty!”. Masz rację, ponieważ ostatecznie jest to jedyna rzecz, która się liczy i daje radość. Dlaczego więc nie wykrzyczeć tego razem, każdy w swoim języku: „Chcę być święty!”? Uczyńmy to głośno, razem: „Chcę być święty!”.

I wreszcie ty, Filipe, pośród wielu pięknych rzeczy, którymi się podzieliłeś powiedziałeś jedną, którą chcę podkreślić: że doświadczyłeś tutaj podwójnego spotkania, z Jezusem i z innymi. To ważne: spotkanie z Jezusem jest osobistym i wyjątkowym momentem, który można opisać i zrelacjonować tylko do pewnego stopnia, ale zawsze odbywa się poprzez pielgrzymowanie z innymi, poprzez wstawiennictwo innych. To miłe, że wśród tych „innych” wspomniałeś nie tylko swoich towarzyszy w posłudze i na drodze tych miesięcy, ale także swoją rodzinną parafię, gdzie wszyscy, od starszych po katechetów przyczynili się do umożliwienia ci tego doświadczenia. To, co powiedziałeś, jest prawdą: Światowe Dni Młodzieży nie mogą być sprowadzone do chwili, ale są częścią historii, która je poprzedza i po nich następuje. Tak więc, zachęcam was, idźcie dalej drogą, którą rozpoczęliście, ponieważ Światowe Dni Młodzieży będą kontynuowane jutro, w domu, w parafii, w szkole i na uniwersytecie, kontynuując podróż w grupie razem z innymi i dając świadectwo!

Przyjaciele, na koniec chciałbym zostawić was z pewnym obrazem. Jak wielu z was wie, a ja również słyszałem, na północ od Lizbony znajduje się Nazaré, gdzie można podziwiać fale, które osiągają wysokość do trzydziestu metrów i są atrakcją na całym świecie, zwłaszcza dla surferów, którzy na nich surfują. W tych dniach również wy stanęliście w obliczu prawdziwej fali: nie wody, ale młodych ludzi, którzy napłynęli do tego miasta. Ale z Bożą pomocą, z wielką szczodrością i wspierając się nawzajem, pokonaliście tę wielką falę. A ona poniosła was jeszcze wyżej. Dzięki odwadze, z jaką wyruszyliście w drogę zobaczyliście rzeczy, których nie można sobie wyobrazić z krainy niezaangażowania. Chcę wam powiedzieć: tak trzymajcie, dalej płyńcie na falach miłosierdzia, bądźcie „surferami miłości!” Niech służba Światowym Dniom Młodzieży będzie pierwszą z wielu fal dobra; za każdym razem będziecie wyniesieni wyżej, bliżej Boga, a to pozwoli wam spojrzeć na waszą drogę z lepszej perspektywy.

Jeszcze raz wszystkim dziękuję. Dobrej drogi! I proszę, nadal módlcie się za mnie!

drukuj