Myśląc Ojczyzna: „W obliczu Jeszcze Większego Postu”
Szanowni Państwo!
Dzisiaj rozpoczął się Wielki Post, który w Kościele katolickim trwa 40 dni. Wygląda jednak na to, że lichwiarska międzynarodówka zafunduje nam Jeszcze Większy Post i znacznie dłuższy, niż kościelne 40 dni. Mówie oczywiście o kryzysie, z którym wszyscy na wyścigi „walczą”. Im bardziej jednak „walczą”, tym bardziej kryzys się zaostrza – tak samo, jak walka klasowa w miarę postępów socjalizmu. To spiżowe prawo sformułował w swoim czasie Józef Stalin, który osobiście dopilnował, żeby wszyscy mogli przekonać się o jego prawdziwości. Przypominam o tym również dlatego, że ostatecznym rezultatem „walki z kryzysem” może być szybkie umocnienie socjalizmu, no a wtedy nie każdy może zaostrzenie walki klasowej przetrzymać.
Zanim jednak wkroczymy w decydującą fazę tego eksperymentu, spróbujmy przyjrzeć się incydentowi trochę dla naszych mężów stanu niezrozumiałego. Nasi mężowie stanu bowiem próbują stosować się do rady poety, który nawołuje: „jak forsa – to mi wsuń ją!” Nie jest to zresztą jedyna wskazówka, jaką kierują się nasi mężowie stanu. Nie tylko zresztą oni, ale również – spora część opinii publicznej. Chodzi oczywiście o naśladowanie tego, co inni robią „na całym świecie”. Jeśli na przykład „na całym świecie” elity polityczne okradają własnych obywateli, to znaczy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Z tego punktu widzenia pewien dysonans poznawczy musi wzbudzić stanowisko zajęte przez gubernatorów sześciu amerykańskich stanów: Idaho, Mississippi, Luizjany, Teksasu, Południowej Karoliny i Alaski. Jak wiadomo, prezydent Obama, widząc, że przyznane grandziarzom przez prezydenta Busha 700 miliardów dolarów wsiąkło gdzieś bez śladu, a kryzys nadal, jak gdyby nigdy nic, rozwija się w najlepsze, zażądał kolejnych 800 miliardów dolarów na „walkę z kryzysem” i je dostał. Oczywiście nie w gotówce, tylko w postaci prawa do wypuszczenia obligacji. Te obligacje będą sprzedawane lichwiarzom, dzięki czemu prezydent Obama zdobędzie pieniądze na „walkę z kryzysem”. Warto dodać, że te obligacje trzeba będzie kiedyś wykupić, a ponadto – trzeba będzie płacic lichwiarzom procenty. Ale – po pierwsze – jeśli obligacje nie będą krótkoterminowe, to o ich wykupienie będzie się martwił być może już inny prezydent, a na procenty dla lichwiarzy będą musieli zarobić podatnicy, dla których przecież ta cała „walka z kryzysem” jest prowadzona.
Te 800 miliardów dolarów ma być rozdzielone między poszczególne stany między innymi po to, by za te pieniądze władze stanowe mogły objąć większą niż dotąd liczbę obywateli zasiłkami, czy to z powodu bezrobocia, czy też z innych przyczyn. Zdawać by się mogło, że dla władz stanowych nie może być lepszej wiadomości. Przecież gdyby ktoś wsunął takie pieniądze naszym władzom państwowym, czy nawet samorządowym, to nie posiadałyby się z radości!
Tymczasem władze wspomnianych sześciu stanów oświadczyły, że absolutnie tej pomocy nie chcą. Po pierwsze dlatego, że jeśli władze zaczną ludziom rozdawać pieniądze za to, że nic nie robią, to liczba bezrobotnych może wskutek tego gwałtownie wzrosnąć. Po co bowiem chodzić do pracy, dajmy na to, za 2000 dolarów miesięcznie, skoro można nie chodzić i z tytułu zasiłków dostawać 1500? W tej sytuacji tylko głupek chciałby pracować!
Po drugie – władze tych stanów obawiają się, że kiedy rządowe 800 miliardów się wyczerpie, to będą musiały wypłacać obywatelom, którzy w międzyczasie bardzo się do zasiłków przyzwyczają, że nie będą mogli bez nich żyć – zapomogi z pieniędzy uzyskanych ze wziększenia obciążeń obywateli, którym jeszcze chciało się pracować. A co będzie, jeśli i oni zniechęcą się do pracy i postanowią pójść na zasiłek? Wtedy dopiero może pojawić się prawdziwy kryzys, prawdziwa katastrofa. Dlatego też władze wspomnianych sześciu stanów uważają, że lepiej w ogóle nie rozpoczynać „walki z kryzysem” przy pomocy metod, które w konsekwencji muszą doprowadzić do prawdziwego kryzysu.
Ciekawe, że stanowisko władz tych sześciu amerykańskich stanów zupełnie nie wywołało żadnego rezonansu w dyskusji na temat „walki z kryzysem” w Polsce. Wprawdzie niektórzy eksperci powołują się na argument, że „na całym świecie”… i tak dalej – ale raczej mają na myśli pozostałe stany, które rządowe pieniądze przyjęły, a nie tę szóstkę, która przyjąć ich nie chce. Tymczasem taki Teksas jest cztery razy większy od Polski i sądząc po poziomie zamożności – chyba nie gorzej od Polski rządzony. Skoro zatem władze Teksasu nie chcą „walczyć z kryzysem” metodą zaproponowaną przez prezydenta Obamę, to może warto się zastanowić, czy nie mają przypadkiem racji?
Najgorzej bowiem kierować się stereotypami, albo – jeszcze gorzej – frazesami. Frazesami kierują się ludzie, którym brakuje argumentów i wszystko wskazuje na to, że w takiej właśnie sytuacji znalazł się były prezydent Lech Wałęsa. W związku z odmową dopuszczenia go do archiwów Instytutu Pamięci Narodowej, Lech Wałęsa nie szczędzi słów krytyki doktorowi Sławomirowi Cenckiewiczowi. Wprawdzie doktor Cenckiewicz już w Instytucie Pamięci Narodowej nie pracuje, ale dla Lecha Wałęsy to właśnie on jest uosobieniem wszelkiego zła, ponieważ miał „dziadka ubeka”. Najwyraźniej Lech Wałęsa zapomniał, że nie powinno się mówić o sznurze w domu wisielca. Wprawdzie pani redaktor Monika Olejnik, której zwierzył się ze swojej niechęci do ubeków, nie mrugnęła nawet okiem, co potwierdza, że słusznie jest ona uważana za przodującą w pracy operacyjnej oraz wyszkoleniu bojowym i politycznym – ale już w „Gazecie Wyborczej” Lech Wałęsa został zawstydzony. Co za nietakt! „Gazeta Wyborcza” robi co może w jego obronie, mobilizuje autorytety moralne, a ten wyjeżdża tu z „dziadkami ubekami”! Ach, te nerwy!
Ale nie o to chodzi, bo niezależnie od tego Lech Wałęsa sformułował zasadę, że nikomu nie wolno podważać wyroków sądowych. Chodzi mu wprawdzie tylko o to, że w swoim czasie sąd oczyścił go z podejrzeń o kłamstwo lustracyjne, więc jego zdaniem, nikt nie powinien do tej sprawy wracać, ale rozumiem, że zasada świętości wyroków sądowych ma charakter uniwersalny, to znaczy – że odnosi się do każdej sprawy i każdej epoki.
Tak się składa, że akurat rozpoczął się Wielki Post, którego powodem jest śmierć Pana Jezusa na krzyżu. Warto w związku z tym przypomnieć, że egzekucja Pana Jezusa nastąpiła na podstawie wyroku sądowego, wydanego prawomocnie przez prokuratora Judei Poncjusza Piłata. Ewangelia daje do zrozumienia, że był on poddany naciskom ze strony arcykapłanów i podburzonego przez nich tłumu. Ale Poncjusz Piłat z pewnością nie był jedynym sądem poddawanym politycznym naciskom, w związku z czym – skoro wyrok na Pana Jezusa jest dyskutowany przez ostatnie dwa tysiące lat – to tak samo można chyba weryfikować wszystkie inne wyroki.
Mówił Stanisław Michalkiewicz
