Myśląc Ojczyzna: „Pieśni wieszczów…”
Szanowni Państwo!
Wczoraj odbyły się uroczystości z okazji 90 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Trochę dziwne te obchody, bo z jednej strony wszyscy podkreślają znaczenie niepodległości, a jednocześnie ogromna część społeczeństwa nie może doczekać się ratyfikacji traktatu lizbońskiego, który – bez wchodzenia w szczegóły – oznacza rezygnację z niepodległości. Więc jak jest naprawdę? Ważna ta niepodległość, czy nieważna? Co sprawia, że 11 listopada 1918 roku odzyskanie niepodległości było najwazniejszą sprawą narodową, a dzisiaj już nie jest? Warto się nad tym zastanowić, bo kto wie, czy to nie ostatnie takie obchody, jeśli traktat lizboński zostanie ratyfikowany. To znaczy – obchody pewnie będą organizowane i wtedy, ale będą miały charakter wyłącznie wspomnieniowy, bo patetyczne deklaracje o tym, jaka to niepodległość jest ważna, brzmiałyby wyjątkowo nieszczerze.
Ale i tegoroczne uroczystości zostały sprowadzone przez wiele mediów do towarzyskiego nieporozumienia między prezydentem Lechem Kaczyńskim, a byłym prezydentem Lechem Wałęsą, który nie został zaproszony na gale do Teatru Wielkiego w Warszawie. Są to te same media, które stręczą Polsce traktat lizboński, więc trudno od nich wymagać, by nawet przy okazji takiej rocznicy spróbowały wyjść poza wąski krąg, jaki „tępymi zakreślają oczy””.
Dla mnie dzień 11 listopada od 2002 roku oznacza uroczystość wręczenia Nagrody Literackiej imienia Józefa Mackiewicza. Nagroda ta, ufundowana przez Zbigniewa Zarywskiego z Tarnowa i Jana Michała Małka z Los Angeles w Kalifornii, przyznawana jest każdego roku przez kapitułę pod przewodnictwem znanego pisarza Marka Nowakowskiego. Patronem nagrody jest Józef Mackiewicz – jeden z najwybitniejszych pisaarzy polskich XX wieku, w Polsce znany raczej słabo, bo komuniści Mackiewicza nie tolerowali ze względu na jego zdecydowany antykomunizm. Mottem nagrody są słowa Józefa Mackiewicza: „Jedynie prawda jest ciekawa”.
Trzeba powiedzieć, że był on wierny tej zasadzie, wskutek czego mało kto go lubił, a prawie nikt nie popierał, ponieaż ponarażał się wszystkim. Rozmaite środowiska hołdują bowiem różnym tak zwanym „legendom”, a więc – podkoloryzowanym wersjom historii, wykorzystywanej instrumentalnie albo dla jakichś celów politycznych, albo dla szerzenia własnej chwały. Tymczasem Józef Mackiewicz starał się bezstronnie przedstawiać rzeczywistość taką, jaka była, czyli – starał się pisać prawdę. A ponieważ nic tak nie gorszy, jak prawda, to stał się przyczyną bardzo wielu zgorszeń.
Tegorocznym laureatem Nagrody Literackiej imienia Józefa Mackiewicza został Jarosław Marek Rymkiewicz za książkę pod tytułem „Wieszanie”, opowiadającą o słynnym wieszaniu targowiczan podczas Insurekcji Kościuszkowskiej. Książka ta stanowi swego rodzaju memento przed możliwą ratyfikacją traktatu lizbońskiego, bo bądź co bądź przypomina, ze zdrada Ojczyzny może być ukarana.
Tak się akurat tego roku złożyło, ze tuż obok Domu Literatury przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, gdzie odbyła się uroczystość wręczenia tegorocznej nagrody, urządzona została uliczna wystawa poświęcona „Żołnierzom wyklętym”, to znaczy – tym, którzy nie pogodzili się z narzuconym Polsce komunizmem i próbowali walczyć z nim z bronią w ręku. Los obszedł się z nimi okrutnie i to niejako podwójnie. Z jednej bowiem strony padli ofiarą bezlitosnych represji, z których tylko niewielu uszło z życiem, a z drugiej – zostali niemal dokładnie wymazani z narodowej pamięci. A przeciez to własnie oni uratowali nasz narodowy honor, to dzięki nim, dzięki ich beznadziejnej walce możemy dziś powiedzieć, że jako naród nie poddaliśmy się komunizmowi dobrowolnie. I za to powinniśmy zachować ich we wdzięcznej pamięci, bo dzięki nim mamy miarę, według której możemy oceniać wiernośc i honor. Dzięki nim możemy wyśmiać deklaracje redaktora Adama Michnika, który na człowieka honoru upatrzył sobie akurat generała Czesława Kiszczaka.
Nie da się ukryć, że jakoś nie mamy szczęścia do naszych tak zwanych elit politycznych. Jakieś to takie bez charakteru, jakies niewydarzone, zajęte własnymi karierami, kręceniem lodów, wreszcie – nadawaniem wielkiej rangi błahym nieporozumieniom natury towarzyskiej. Obawiam się, że to towarzystwo nigdzie nas nie zaprowadzi, bo mam wrażenie, że raczej przed nami uciekają w obawie przed stratowaniem. W tej sytuacji funkcje przewodnika znów może przejąć literatura, jak w okresie rozbiorów. Wprawdzie do literatury też można mieć wiele zastrzeżeń i pretensji, ale są tam też zjawiska budzące nadzieję. Dlatego również i dzisiaj możemy powtórzyć za XIX-wiecznym poetą: „Bo pieśni wieszczów w narodzie są tak, jako w człowieku bywa serca bicie – co razem w ciele podtrzymuje życie i o życiu daje znak”.
Mówił Stanisław Michalkiewicz
