Myśląc Ojczyzna


Pobierz Pobierz

W stronę demokracji socjalistycznej?

Szanowni Państwo!
„Znów czasu Bóg postapił krokiem”. Zakończyła się żałoba narodowa po katastrofie prezydenckiego samolotu w pobliżu lotniska Siewiernoje pod Smoleńskiem. Wprawdzie każdego dnia odbywają się jeszcze pogrzeby ofiar, ale przepisy konstytucji są nieubłagane i w związku z tym pełniący obowiązki prezydenta marszałek Sejmu Bronislaw Komorowski właśnie ogłosił termin wyborów prezydenckich. Odbędą się one 20 czerwca, to znaczy – pierwsza tura. Oznacza to, że w ciągu najbliższych kilku dni kandydaci muszą zarejestrować w Państwowej Komisji Wyborczej swoje komitety. Do tego celu trzeba zebrać co najmnie tysiąc podpisów popierających konkretnego kandydata. Żeby jednak było to możliwe, kandydat musi się pojawić. A jeszcze nie wszyscy się pojawili.
Jak dotąd kandydatem Platformy Obywatelskiej jest marszałek Bronisław Komorowski. Wprawdzie po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a zwlaszcza po zakończeniu żałoby przetoczyła się fala dyskusji, czy aby nie wysunąć jakiegoś inengo kandydata, ale jak dotad, zadnych innych decyzji personalnych nie ma. Zamiar kandydowania podtrzymuje również Andrzej Olechowski, przedstawiający się jako „ponadpartyjny kandydat niezalezny”. Że „ponadpartyjny” – to prawda, ale czy rzeczywiście taki „niezależny”? Rozmaicie o tym mówią. Wbrew doniesieniom mediów, w które również sam uwierzyłem, również Marek Jurek, były marszałek Sejmu, zamierza w tych wyborach kandydować. Do grona kandydatów dołączył też prezes PSL Waldemar Pawlak. W szranki prezydenckie zamierza stanąć również Janusz Korwin-Mikke, który – w odróżnieniu od Tomasza Nałęcza i Ludwika Dorna – kandydatury swojej nie wycofał.
Decyzji nie podjęło jeszcze Prawo i Sprawiedliwość, to znaczy – Jarosław Kaczyński – oraz Sojusz Lewicy Demokratycznej. Według dość powszechnej opinii, naturalnym kandydatem Prawa i Sprtawiedliwości jest Jarosław Kaczyński. Wprawdzie wymieniane są również nazwiska Zbigniewa Romaszewskiego i Michała Kleibera, ale wydaje się, że ani jeden, ani drugi nie byłby w stanie wykorzystać wszystkich, również emocjonalnych atutów, jakie w ostatnich dniach związały się z osobą Jarosława Kaczyńskiego. Jak zauważył życzliwy PiS-owi prof. Krasnodębski, gdyby Jarosław Kaczyński zrezygnował z kandydowania, wygladałoby to na swego rodzaju abdykację. Od siebie dodam, że mogloby to przynieść efekt podobny, jak w przypadku francuskiego generała Boulanger, który nie wykorzystać, a nawet chyba nie zauważył momentu, kiedy jego popularność sięgnęła zenitu.
Sojusz Lewicy Demokratycznej waha się między Ryszardem Kaliszem, a Markiem Siwcem, co to na polecenie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego całował Ziemię Kaliską. W tym zestawie Ryszard Kalisz jest niewątpliwie kandydatem poważniejszym i to nie tyle ze względu na tak zwane gabaryty, co przede wszystkim dlatego, że do całowania Ziemi Kaliskiej chyba nie dałby się namówić.
Ten przegląd kandydatów pokazuje, jak w gruncie rzeczy płytka jest ta cała „klasa polityczna”. Jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że nie ma z kogo wybierać, zwłaszcza kiedy – jak to stalo się obecnie – kilku polityków zginie. Takie są jednak nieubłagane konsekwencje postępujacej oligarchizacji politycznej sceny. Tworzy ją ten sam od lat, coraz bardziej zamknięty krąg ludzi, którzy tylko zmieniają od czasu do czasu szyldy, ale poza tym – nie zmieniają niczego.
To grono kandydatów może się jeszcze przerzedzić, bo koniecznym warunkiem zarejestrowania kandydata do wyborów jest zebranie 100 tysięcy popierających go podpisów. Ta bariera dla niektórych komitetów może okazać się trudna do sforsowania tym bardziej, że na zebranie tych podpisów będą miały niecałe dwa tygodnie. Pewnie dlatego pojawiły się apele, żeby „w imię demokracji” popieraqć podpisami wszystkich kandydatów, jak leci. Ale nawet jeśli wszyscy kandydaci pokonają i tę barierę, to przed nimi staje kolejna – bariera finansowa. Podczas poprzednich wyborów prezydenckich główne komitety wyborcze zgłosiły do PKW sprawozdania informujące o wydatkach rzędu 14 milionów złotych. Wtedy jednak na zebranie takich sum miały znacznie więcej czasu, niż obecnie. W lepszej sytuacji są kandydaci wysuwani przez ugrupowania parlamentarne, bo partie mają pieniądze budżetowe. W gorszej sytuacji są kandydaci spoza parlamentu, bo ani nie mają pieniędzy budżetowych, ani nie mogą ryzykować kredytu bankowego. Oczywiście jest jeszcze razwiedka, która może otworzyć swoje skarby Sezamu, szwajcarskiego czy innego, ale myślę, że z tego źródła mogą skorzystać tylko dwaj kandydaci – mniejsza o nazwiska.
Bariery – barierami, ale jest przecież jeszcze jedna wielka niewiadoma – opinia publiczna. Przebieg żałoby pokazuje, że wahadło nastrojów mogło wychylić się w stronę niepożądaną z punktu widzenia razwiedki i Salonu – dotychczas pewnych sukcesu. Wywołało to w tych kręgach jaskółczy niepokój, który w postaci skrajnej objawił się w pomyśle, by wszystkie partie poparły jednego kandydata.Taki pomysł wysunęła „Gazeta Wyborcza” pórem Ewy Siedleckiej. Wprawdzie w przypadku jednego kandydata trudno byłoby mówić o „wyborach”, ale dla Salonu to pewnie nic nie szkodzi. W Salonie przecież mnóstwo ludzi pamięta „wybory” w PRL-u, kiedy to była jedna lista – lista Frontu Jedności Narodu, a później – Patriotycznego Ruchu Ocalenia Narodowego i nikomu to nie przeszkadzało. Edward Gierek, podobnie jak Wojciech Jaruzelski, dostawał prawie 100 procent głosów. Kto wie, czy gdyby tym kandydatem jeszcze raz został Wojciech Jaruzelski, albo przynajmniej – Aleksander Kwaśniewski, to historia znowu zatoczyłaby koło? Skoro wszyscy już nie mogą wytrzymać bez pojednania z Włodzimierzem Putinem, czy Genadym Ziuganowem, to taki powrót do korzeni byłby w sam raz – jako najpiękniejszy prezent z okazji zbliżającej się nieubłaganie 65 rocznicy zwycięstwa Związku Radzieckiego nad hitlerowskimi Niemcami.
Mówił Stanisław Michalkiewicz

drukuj