Homilia wygłoszona podczas Mszy św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej
Umiłowani, Siostry i Bracia
Papież Benedykt XVI w Orędziu na Wielki Post 2012 napisał: „Wieli Post ponownie daje nam sposobność do refleksji nad tym, co stanowi centrum życia chrześcijańskiego – (nad) miłością. Jest to bowiem odpowiedni czas, abyśmy z pomocą Słowa Bożego i sakramentów odnowili naszą drogę wiary, zarówno osobistą, jak i wspólnotową. Jest to droga pod znakiem modlitwy i dzielenia się, milczenia i postu, w oczekiwaniu na radość paschalną.
Dziś 10 marca 2012 r. ponownie spotykamy się na modlitwie w archikatedrze św. Jana. Co nas tu sprowadza? Właśnie miłość jak poucza papież Benedykt. Z szacunkiem i miłością wspominamy naszego śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonkę Marię oraz wszystkich tragicznie zmarłych. W miłości łączymy się ze wszystkimi obecnymi tu członkami rodzin poległych na czele z panem Premierem Jarosławem Kaczyńskim, bratem Pana Prezydenta.
Zgodnie z zachętą papieża Benedykta, skierujmy naszą uwagę i zastanówmy się na odczytanym przed chwilą słowem Bożym o synu marnotrawnym czy raczej o miłosiernym Ojcu. „Niedługo potem młodszy syn, zebrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majtek, żyjąc rozrzutnie. Papież Jan II komentując tę przypowieść powiedział: „Iluż ludzi w ciągu wieków, a ilu w naszych czasach, może w tej przypowieści odnaleźć podstawowe rysy swej osobistej historii” (16 III 1980 r.). Mamy możliwość oddalenia się od ojcowskiego domu i niegodziwego zmarnowania naszej godności dzieci Bożych.
Kiedy człowiek grzeszy śmiertelnie, jest stracony dla Boga i dla samego siebie, gdyż grzech powoduje utratę drogi do Nieba; jest to największa tragedia, jaka może się przytrafić chrześcijaninowi. Przepada jego uczciwe życie, jego powołanie do świętości, jego przeszłość i przyszłość. Jan Paweł II przypomina nam, że grzech śmiertelny, chociaż nie powoduje śmierci duszy, sprawia że człowiek który go popełnia, zatrzymuje się a następnie oddala od Boga, przez co grzech ten nie może być traktowany jako cos drugorzędnego albo małej wagi” (Reconciliatio et Poenitneia, 17).
„Oddalenie się od Ojca, zawsze pociąga za sobą wielkie zniszczenie w człowieku, który się go dopuszcza, w którym osłabia się wola i który w sobie samym trwoni dziedzictwo, godność własnej osoby ludzkiej, dziedzictwo łaski” (Jan Paweł II, Homilia 16 III 1980). Ten, który pewnego dnia opuszczając dom obiecywał sobie wiele szczęścia poza nim, wkrótce sam zaczął cierpieć niedostatek. Zadowolenie szybko mija, a grzech nie przynosi prawdziwego szczęścia, gdyż szatan go nie posiada. Potem następuje samotność i „dramat utraconej godności, świadomość utraconego synostwa” (J.P.II Divus In Misericordia, 5). Daleko od ojcowskiego domu syn poczuł głód. Wówczas zastanowił się i postanowił udać się w drogę powrotną.
Tak rozpoczyna się każde nawrócenie, każda skrucha; zastanowienie się, zatrzymanie, refleksja człowieka nad tym, do czego doprowadziła go zła przygoda. Wreszcie przeprowadzenie rachunku sumienia od chwili, kiedy opuścił dom ojca aż do opłakanej sytuacji, w której się znalazł.
Kiedy usprawiedliwia się grzech lub się go ignoruje, skrucha i nawrócenie stają się niemożliwe, ponieważ one mają początek w głębi osoby.
Błądzący syn marnotrawny, w duszy uświadomił sobie sytuację i postanowił: Wstanę i pójdę do ojca mego. (..) Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. (Łk 13, 18,20) Syn powraca głodny, brudny, cały w łachmanach. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go ojciec i wzruszył się głęboko, wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go (Łk 13, 20-21) Ojciec wybiegł… Podczas gdy nasza skrucha często działa powoli, nasz Ojciec, Bóg, wybiega nam naprzeciw, gdy tylko dostrzeże nasze najdrobniejsze pragnienie powrotu. Słowa Ojca, który odzyskał swego utraconego i upodlonego syna, przepełnia radość. Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go, dajcie mu pierścień na rękę i sandały na nogi (Łk 13,22).
Umiłowani!
Bóg miłosierny przyjmuje każde swe dziecko i w każdej sytuacji, tym bardziej w sytuacji niespodziewanej, jaka była tragedia smoleńska.
Wierzymy i ufamy, że w swym miłosierdziu przyjął każdą z ofiar Warto zwrócić uwagę na znak, który w tym tragicznym dniu tragedii dał nam Bóg. Otóż zauważmy, ze w tamą straszną sobotę 10 kwietnia 2010 r. zbiegły się dwie smutne dla Polski rocznice: 70 rocznica mordu katyńskiego i 5 rocznica odejścia do domu Ojca, naszego ukochanego Ojca Świętego Jana Pawła II. Spójrzmy! Katastrofa nastąpiła dokładnie – w rocznice śmierci Jana Pawła II w pierwszą sobotę po Wielkanocy. Wpisuje się więc jakby w rocznicę dwóch poprzednich ofiar, jest niejako ich dopełnieniem. Jakby Bóg dawał nam znak: Polacy! Nie smućcie się. Ta ofiara ma sens!
Ale nam nasuwa się pytanie: jaki sens może mieć tak trudna, bolesna ofiara? Tego, jako ludzie wierzący, możemy jedynie się domyślać. Chrystus uczy nas, zwłaszcza w Wielkim Poście, że zło najskuteczniej przezwyciężać można właśnie cierpieniem i ofiarą. A nad Polską wówczas rozpanoszyło się wielkie zło, stąd też potrzebna była wielka ofiara. Ciężko jest żyć w tym zaduchu kłamstwa i hałaśliwej złośliwości, gdzie można bezkarnie lżyć naród Polski i jego najwyższych przedstawicieli. Jak w jakieś koszmarnej krainie obrzydliwości, gdzie rządzą złe i nienawistne czarownice – kłamstwo, obłuda, cynizm, zakłamanie. Dlaczego naród nasz musi znosić to upokarzające znęcanie się nad jego chrześcijańską tradycją? Dlaczego – rzekomo w imię demokracji – demoralizuje się na siłę naszą młodzież i dzieci? Dlaczego zmusza się nas, byśmy patrzyli na te obrzydliwe parady upiorów? Czy tych ludzi ktoś krzywdził, dyskryminował? Dlaczego więc kłamie się obłudnie, ze chodzi tu o jakąś równość?
Prezydenta Rzeczpospolitej lżono jedynie dlatego, ze był katolikiem i uczciwym polskim patriotą. Jakim prawem to czyniono? W imię czyich interesów? Tego jedynie możemy się domyślać. Powoli odkrywają się pewne sytuacje.
Dwa tygodnie temu ks. Prof. Czesław Bartnik z Lublina w Naszym Dzienniku opublikował artykuł zatytułowany: „Państwowy ateizm wojujący”, w którym pisze: „Wszyscy wiemy, ze państwa i życie publiczne (w minionym czasie) były budowane na ateizmie na obszarach komunistycznych, ale nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że taka sama budowa jest podjęta dziś jako główne przedsięwzięcie na obszarach kultury euroatalntyckiej pod hasłem liberalizmu. I tak w tym drugim przypadku ludzie nie refleksyjni, ulęgający hasłologii, sądzą, że mają całkowitą wolność religijną, a nie wiedzą, że reprezentują już stare poglądy, ponieważ „nowa demokracja” i liberalizm nie uznają religii na scenie państwowej i publicznej. Taka jest bowiem koncepcja budowy tzw. „nowoczesnego” pastwa i życia publicznego. (…)
Doktryna ateizmu publicznego, państwowego została szeroko przyjęta przez czynniki władzy społeczno – politycznej, w formie jeśli nie wojującej, to dyktatorskiej. U nas przyjęły go (niektóre ugrupowania polityczne sprawujące władzę, oraz różne ugrupowania o ideologii ateizmu totalnego. W postaci bardziej ostrożne przyjęły go także niektóre ugrupowania społeczno-polityczne inteligencji katolickiej (…) W Polce – pisze ks. Bartnik – rozszerza się ateizm polityczny z inspiracji władz naczelnych, także ateizm wojujący.
Obnaża się on całkowicie w odmowie telewizji Trwam miejsca na naziemnym multipleksie cyfrowym, co oznacza zamkniecie ust Kościołowi katolickiemu w zakresie medialnym na cały kraj”.
Autor artykułu konkluduje: „Toteż trzeba nam wałczyć przede wszystkim o prawdę. Istotną zatem sprawą jest podjecie przez nas ewangelizacji, także medialnej, która będzie chroniła przed nową bezbożną i niszczącą ideologią. Trzeba bronić przed nią przede wszystkim dzieci i młodzież. (….) Sama zasada smutnego milczenia katolików nie wystarczy, przeciwnik jest zbyt bezwzględny i przewrotny. (…) żeby osiągnąć cele społeczne i polityczne przez same słowa i prawdę bez siły nacisku nie wystarczy, dziś media złych ludzi są prawie wszechmocne. Trzeba czynów”.
Katolicy – obywatele, którzy płacą podatki, mają prawo do rzetelnej informacji, do prawdy, do ewangelizacji również i w mediach. Dziwna rzecz! Jedna z instytucji państwowych publicznie popiera ateizm państwowy, a inni zwierzchnicy w państwie, chyba też katolicy, milczą. Dlaczego?
Umiłowani!
Wspominając tę kolejną miesięcznicę, my chrześcijanie wierzymy w sens; w dobry głęboki sens wszystkiego. Przede wszystkim wierzymy w sens krzyża, o czym przypomina nam Wielki Post. Wierzymy też w sens śmierci. Wierzymy, że bez woli Boga, raczej wbrew woli Dobrego Boga nic stać się nie może. Wierzymy w sens ofiary. A więc dla nas chrześcijan Katyń to nie ziemia przeklęta – to ziemia ofiarna. Chrystus Pan przez swój krzyż i Mękę swoją nauczył nas, że zło najskuteczniej można przezwyciężyć cierpieniem, ofiarą! Dlatego mamy obowiązek wierzyć, ze ofiara tych naszych bliskich, kochanych, którzy życie swoje oddali za Polskę pod Smoleńskiem nie pójdzie na marne.
Narzuca się tu istotne pytanie: Czy odpowie ktoś za to? Odkrywa się coraz to nowe fakty! Ufamy, ze ofiara naszych Rodaków, poległych pod Smoleńskiem, przyczyni się do przywrócenia normalności w naszej Ojczyźnie. Dlatego ciągle pozostajemy z nimi w duchowej i modlitewnej więzi. Módlmy się więc o przemianę.
Umiłowani!
Rozważając przypowieść o synu marnotrawnym, uświadommy sobie, że przeżywamy Wielki Post. Powołani do świętości, jesteśmy również synami marnotrawnymi. „Życie ludzkie w pewnym sensie jest ciągłym powracaniem do domu naszego Ojca. Wracaniem poprzez żal, owo nawrócenie serca, które zakłada pragnienie zmiany, stanowczą decyzję poprawy swego życia. Wracanie do domu Ojca poprzez sakrament przebaczenia, w którym wyznaje się swoje grzechy. Przyoblekamy się w Chrystusa i w ten sposób stajemy się Jego braćmi, członkami rodziny Bożej” (Sw. Jozemaria Esctiva, To Chrystus przychodzi, 64)
Na zakończenie słowo zachęty z Orędzia Wielkopostnego papieża Benedykta XVI: „W świecie, który wymaga od chrześcijan odnowionego świadectwa miłości Pana i w wierności Jemu, wszyscy winni czuć potrzebę prześcigania się w miłości, w usługiwaniu i w dobrych uczynkach”. Amen.
O. Gabriel Bartoszewski OFMCap
