Felieton „Z ojczyzny Jezusa”


Pobierz Pobierz

Pokój i dobro!

Po ostatnich wyborach w Autonomii Palestyńskiej lokalne gazety
i rozgłośnie informacyjne całego świata jednogłośnie mówią o "trzęsieniu ziemi"
na scenie
politycznej. Do palestyńskiego parlamentu weszło tylko 43 członków rządzącej
partii Al-Fatah i 76 parlamentarzystów z ugrupowania Hamas. Ruch islamski
otrzymał prawie plebiscytowe poparcie w Strefie Gazy, ale wygrał także
w Jerozolimie wschodniej. Zebrał pełną liczbę głosów w rejonie Hebronu i w
Betlejem, gdzie tylko 2 miejsca przypadły przedstawicielom mniejszości
chrześcijańskiej, zagwarantowane prawem.
Spojrzenie na nową mapę polityczną, jaką ustaliły pierwsze od 10 lat wybory,
dla wielu komentatorów sprawia wrażenie cofnięcia się o co najmniej 15 lat
w procesie pokojowego dialogu, czyli do początku lat 90, kiedy Izraelczycy
i Palestyńczycy byli zamknięci w ciasnym kole własnych racji, które nie pozwalały
uznać się nawzajem. Partia Al-Fatah, podstawowa formacja polityczna Organizacji
Wyzwolenia Palestyny, z Arafatem na czele, poprzez podpisanie układów w Oslo
w 1993 roku, uznała państwo Izrael i doprowadziła do uznania przez Izrael
Palestyńskich Władz Narodowych. Teraz do władzy doszła zbrojna partia islamistyczna
Hamas,
która w swoich statutach stawia sobie za cel zniszczenie Izraela.
Wobec takich założeń politycznych, Izrael jednoznacznie odrzuca, możliwość
prowadzenia rozmów z rządem, uformowanym przez ekstremistyczną grupę, która
w ostatnich 5 latach wzięła odpowiedzialność za prawie 60 zamachów terrorystycznych.
Czyż nie jest to tragiczny i zwodzący wszelkie nadzieje krok do tyłu?
Palestyńczycy chcieli zmian i dlatego pragnęli wejścia Hamasu do Nowego Parlamentu,
ale może sami nie byli przygotowani na taką radykalną rewolucję na scenie
politycznej. Otrzymując 76 miejsc na 132 możliwe Hamas stał się główną siłą
polityczną Palestyńskich
Władz Narodowych. Na niego spada odpowiedzialność za utworzenie nowego rządu
i za kształtowanie polityki Autonomii Palestyńskiej. Demokracja – głoszą
entuzjaści wyników wyborów, jest głosem ludu domagającego się wolności; dla
innych taka
demokracja to porażka logiki pokojowego współistnienia, bo dopuściła do władzy
terrorystów.
W Izraelu odczuwa się zagrożenie nowej fali przemocy. Stany Zjednoczone Ameryki
podkreślają, że trzeba respektować demokratyczne wybory, ale nie będzie rozmów
z tymi, którzy nie wyrzekną się zbrojnej walki i terroryzmu. We Wspólnocie
Europejskiej opinie są podzielone i choć mniej krytyczne to jednak bardzo
zaniepokojone przyszłością. Jednym z argumentów jest kwestia pomocy ekonomicznej,
którą Europa
regularnie wspiera Palestyńskie Władze. Jeśli tych funduszy nie można dać
w ręce Hamasu, bo figuruje na czarnej liście organizacji terrorystycznych,
to
kto mógłbym nimi rozporządzać? I co teraz? – to pytanie nurtuje nie tylko
najwyższe sfery polityczne, ale także zwykłych ludzi, pragnących żyć w pokoju
i dobrobycie.
Dlaczego Palestyńczycy dokonali takiego, a nie innego wyboru? Zawiedli się
na partii Al-Fatahu, nie tylko dlatego, iż rządziła źle poprzez aroganckich
i myślących o własnych interesach przywódców, lecz również dlatego, że nie
zdołała wnieść niczego pozytywnego w politykę palestyńsko-izraelską. Okupacja
zajętych terenów trwa, a wraz z nią liczne upokorzenia i utrudnienia dla
ludności palestyńskiej. Powstałe mury, zasieki z drutu kolczastego, punkty
kontrolne,
zakaz przemieszczania się z jednej strefy do drugiej, brak uzyskania pozwoleń
na pracę w Izraelu oddalają marzenia o powstaniu państwa palestyńskiego.
Nawet same wycofanie osadników izraelskich z Gazy było jednostronną inicjatywą
Ariela
Sharona, o której został tylko poinformowany Mahmud Abbas, prezydent Autonomii
Palestyńskiej.
Polityczna mądrość powinna była popchnąć rząd izraelski do większego zaangażowania
i wspierania rządów Abu Mazena, jako cennego interlokutora na drodze dialogu
i szukania pokojowych rozwiązań. Niestety tego nie zrobiono. Dlatego częściowy
wpływ na rezultat politycznych wyborów w Palestynie ma rząd izraelski.
Hamas nie wygrał wyborów proponując terroryzm i walkę zbroją. Wygrał demaskując
korupcje i nieefektywność Al-Fatahu. Na ich manifeście wyborczym zatytułowanym:
"Zmiany i Reformy" były argumenty polityczne i ekonomiczne. Nie mówiono o
powstaniu państwa muzułmańskiego, po wcześniejszym zniszczeniu Izraela, jak
to jest zapisane
w statutach Hamasu. Warto przypomnieć, że przed podpisaniem porozumień z
Oslo, również Organizacja Wyzwolenia Palestyny stawiała sobie za cel zniknięcie
państwa
żydowskiego. Arafat był symbolem Fatahu, świeckiego ruchu oporu przeciw izraelskiej
okupacji, założonego w latach 60. Przez trzy dziesięciolecia Izrael bezwzględnie
tępił jego działaczy, ścigając ich nawet poza swoimi granicami. Pod koniec
lat 70, kiedy na terenach palestyńskich powstawały komórki Bractwa Muzułmańskiego
finansowanego głównie z datków z Arabii Saudyjskiej, izraelska administracja
i wywiad wspierały ich rozwój. Bractwo zajmowało się działalnością charytatywną
i edukacją wiernych. Pobożni muzułmanie mieli być przeciwwagą dla lewicujących
terrorystów Arafata.
Jednak minęło kolejne dziesięciolecie i nastąpiła nieoczekiwana zmiana miejsc.
Arafat wyrzekł się terroryzmu, uznał prawo Izraela do istnienia i rozpoczął
z nim rozmowy. Tymczasem w Strefie Gazy Bractwo Muzułmańskie przekształciło
się w radykalny Hamas, islamski ruch oporu, którego fanatycy wysadzali się
w izraelskich autobusach w Tel Awiwie i Jerozolimie. Czy Hamas pójdzie tą
samą drogą co partia Arafata? I czy przede wszystkim ze strony izraelskiej
znajdzie
odważnych i dalekowzrocznych polityków, takich jak Izhak Rabin, który podjął
się rozmów z ówczesnymi terrorystami Arafata?
Od roku Hamas nie przypisuje sobie odpowiedzialności za zamachy. Nie jest
wykluczone, że jego ekstremalne skrzydła były organizatorami tych akcji terrorystycznych.
Ale równie dobrze mogą to być grupy wywodzące się z Al-Fatahu. Uczestnicząc
po raz pierwszy w wyborach narodowych, Hamas zaakceptował tym samym przyjęcie
założeń polityki w ramach porozumień z Oslo, które do tej pory zawsze dorzucał.
Może to ich pierwszy krok w procesie zmian i reform jakie proponują?
Ale jesteśmy jeszcze daleko od mety. Przedstawiciele Hamasu w entuzjazmie
wygranej wielokrotnie podkreślali, że wejście do Parlamentu nie oznacza automatycznie
zrezygnowania z walki zbrojnej. Sytuacja jest więc napięta i raczej przedstawiająca
się w ciemnych kolorach.
Z jednej strony Palestyńczycy są bardzo podzieleni i wyklucza się możliwość
stworzenia rządu z udziałem pokonanej partii Al-Fatah. Z drugiej, trudno
wyobrazić sobie, aby politycy izraelscy mieli ochotę wznowić dialog z Palestyńskimi
Władzami
Narodowymi, które są rządzone przez Hamas. Czy nie jest to zamknięto koło
i cofnięcie się do czasu pierwszej intifady?
Ta nowa sytuacja w Ziemi Świętej niepokoi również lokalnych chrześcijan i
Kościół na całym świecie, ale nikt nie wpada w panikę. Wielu, jak powiedział
w wywiedzie
o. Kustosz, ma nadzieję, że Hamas nauczy się sztuki kompromisu w działaniach
politycznych oraz przyjmie taktykę tolerancji wobec mniejszości chrześcijańskiej.
Z naszej strony możemy wspierać aspiracje i wysiłki obu narodów, palestyńskiego
i izraelskiego, do życia w wolności, pokoju i bezpieczeństwie codzienną modlitwą
o odmianę serc i ducha mądrości dla rządzących.

o. dr Jerzy Kraj

drukuj