Felieton „Spróbuj Pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!

Ufamy swoim rodzicom. To zupełnie oczywiste i naturalne, że bez jakichkolwiek zastrzeżeń ufamy ludziom, których twarze znamy od kołyski. W okresie buntu dorastania bywa, że manifestujemy odrzucenie zaufania do rodziców, a mimo to w razie rzeczywistej potrzeby to u nich szukamy ratunku, bo komu możemy zaufać, jeśli nie matce i ojcu?

Ufamy też rodzeństwu i innym krewnym oraz powinowatym, im są nam bliżsi tym bardziej im ufamy. To przecież zupełnie oczywiste i naturalne, że w rodzinie wszyscy darzą się wzajemnym zaufaniem.

Ufamy ludziom deklarującym przyjazne zamiary, którzy w pozdrowieniu wyciągają do nas otwartą prawicę, zwracają się słowami pokój z tobą, salam alajkum czy szalom lub o podobnym znaczeniu, wskazującym na to, że bliźni życzy nam dobrze a nie złorzeczy. Ochrzczeni w Kościele Katolickim z własnego wyboru lub – co zdarza się znacznie częściej – jeśli nasi przodkowie mieli szczęście usłyszeć Dobrą Nowinę i pozostali wierni Świętemu Kościołowi Powszechnemu, cieszymy się przywilejem katolickiego wychowania i określamy się jako katolicy. Kiedy ktoś określa się jako katolik, jest godny zaufania, gdyż daje jednoznaczną charakterystykę celu, do którego zmierza, swoich postaw i przewidywalnych zachowań. Niczego nie trzeba się domyślać, ani niczego zgadywać. Szczegóły zasad katolickiego myślenia i postępowania są powszechnie dostępne w krajach wysokorozwiniętych i w dużej części krajów na średnim poziomie rozwoju. Ludzie, którzy nie mają żadnego lub swobodnego dostępu do książek, gazet, radia, telewizji i internetu, muszą liczyć na wysiłki misjonarzy, o ile przebywają w zasięgu działania misji. Ta jednoznaczność kanonów naszej wiary i otwartość ich głoszenia stanowi tak wielkie zagrożenie dla zła, które ludzie wyrządzają Bogu i człowiekowi, że całe systemy bezkompromisowego zwalczania Kościoła posługują się fizycznym i psychicznym niszczeniem księży, utrudnianiem dostępu do publikacji katolickich, działają też za pomocą dyskryminacji religijnej i/lub antykatolickiej propagandy, często uprawianej pod pozorem zatroskania o dobro wspólne.

Ostatnio wielką karierę zrobiło powiedzenie o Świętym Kościele grzesznych ludzi dążących do świętości. Nic bardziej prawdziwego! Ułomności człowieczej natury nie są obce wszystkim żyjącym, nawet kapłanom, nawet przyszłym świętym. Ale zdając sobie sprawę z oczywistego faktu, że wszyscy jesteśmy grzeszni, pozostajemy w głębokim przekonaniu, że kapłanom naszej wiary należy się pełne zaufanie. Nawet tym widzianym po raz pierwszy w jakichś egzotycznych warunkach. Po raz pierwszy w życiu widząc miejscowego księdza odprawiającego mszę świętą przed ołtarzem gdzieś w Irlandii, w głębi Afryki, czy w Indiach, z pełnym zaufaniem przyjmujemy z jego rąk Ciało Chrystusa. Każdy ksiądz cieszy się takim samym zaufaniem ponadmiliardowej rzeszy wszystkich katolików świata, jak dobrze znany proboszcz własnej parafii.

Ufamy, że każdy kapłan całym sobą usilnie zabiega o świętość dla siebie i bliźnich, służy Bogu i ludziom najlepiej jak potrafi, wiemy bowiem jak długa żmudna jest droga od chwili, kiedy ktoś odkryje w sobie powołanie do momentu święceń kapłańskich. I jaka jest rola biskupów i samego Ojca Świętego w zachowaniu wartości kapłaństwa w posłudze wiernym. Nie wszystkim seminarzystom i kapłanom dar powołania jest dany z siłą niezmienną i na zawsze, stąd niejeden odchodzi od kapłaństwa, a kompensując związane z tym problemy psychologiczne, staje się niekiedy zaciekłym wrogiem religii, prześladowcą Kościoła, czy fałszywym autorytetem katolickim, na miarę znachorów wyrosłych z relegowanych studentów medycyny.

Pełne zaufanie do kapłanów jest kwestią wiary. Ludzie małej wiary czyniący publiczne przedstawienia ze swojej ułomności narażają się na śmieszność. Stwierdzenie: wierzę w Święty Kościół Powszechny, ale nie mam zaufania do kapłanów jest równie bezsensowne, jak: obowiązuje mnie dziesięć przykazań, z wyjątkiem jednego. Katolikiem się jest albo w pełni, albo wcale. Tertium non datur. Co innego grzeszyć, a co innego zapierać się swojej wiary.

Pełne zaufanie do polityków nie jest kwestią wiary a rozumu. Po wygranych wyborach politycy przeistaczają się w zarządców życia publicznego. Korzystając z pokładanego w nich zaufania, decydują za nas o priorytetach narodu, o tym, co jest najważniejsze dla wszystkich i dla każdego z osobna, na przykład o sprawach zapobiegania chorobom i przedwczesnym zgonom, rozwoju rodzin i demograficznego wzmocnienia narodu, godziwych warunków pracy i uczciwej płacy. Jak więc ocenić polityków, którzy określając się jednoznacznie jako katolicy, nie potwierdzają swoimi czynami deklarowanych wartości? Politykowi, jak każdemu, przysługuje prawo wyboru pomiędzy dobrem a złem. Z grzechów polityk na pewno będzie rozliczony na sądzie ostatecznym i nikomu z nas nic do tego, żałosna jest pogańska pycha, która skłania niektórych do wydawania sądów zastrzeżonych dla Pana Boga. Z przestępstw i wykroczeń, polityk może będzie rozliczony przez wymiar sprawiedliwości. Z realizacji obowiązków nakładanych na polityka przez naukę społeczną Kościoła Katolickiego będzie on rozliczony i przez Boga i przez wyborców.


Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

drukuj