Felieton „Spróbuj Pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!

Dorastając, człowiek jest bezradny i bezbronny wobec problemów, które niesie codzienne życie rodzinne, szkolne i pozaszkolne. Rodzina ma zapewnić młodemu człowiekowi opiekę i pełne oparcie. Nie mniejsze a większe niż córeczce i synkowi, kiedy byli malutkimi jeszcze dziećmi. Jest takie powiedzenie: małe dziecko – małe problemy, duże dziecko – duże problemy. I tym dużym problemom matka i ojciec też muszą stawić czoła, w żadnym przypadku nie rezygnując w sytuacjach najtrudniejszych, które wprost są walką o życie własnego dziecka. Kto, jeśli nie matka i nie ojciec ma wbrew wszelkim trudnościom i piętrzącym się przeszkodom wytrwale, do ostatnich sił zabiegać o życie własnego dziecka? Kiedy ojciec i matka sami wymagają pomocy, albo jedno z nich porzuciło rodzinę, wówczas energiczną opiekę nieraz przejmuje babcia lub dziadek, starsze rodzeństwo, lub dalsza rodzina, ale z reguły to rodzice ponoszą trudy wychowania dorastającego dziecka.

A są to trudy niemałe, na które składają się głównie wynikające z czystej anatomii i fizjologii tysięczne problemy tej fazy psychofizycznego dojrzewania człowieka, nieodparty pociąg do eksperymentów, chęć sprawdzania się w nowych rolach i wreszcie zupełnie bezkrytyczny stosunek do otrzymywanych propozycji, ofert i zachęt.

Jak łatwo jest manipulować młodymi ludźmi wiedzą najlepiej producenci napojów słodzonych wysokofruktozowym syropem skrobiowym, którego wpływ na rozwój epidemii cukrzycy i otyłości zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży był ostatnio ponownie dobitnie podkreślony przez światowe autorytety. Ta sprawa jest może mało znana w naszym kraju, stąd też wielkie interesy producenta syropu i jego klientów, czyli firm wytwarzających markowe produkty spożywcze słodzone syropem. Ale o wpływie nadmiaru kalorii na zniekształcającą nadwagę i zabójczą otyłość chyba wszyscy słyszeli. Każdy rozsądny człowiek, nawet bardzo młody, jak tylko umie już liczyć, może sam się przekonać, że tylko jedna jedyna puszka słodkiego napoju gazowanego pokrywa 13-16% dziennego zapotrzebowania na energię młodej osoby ważącej 50 kg. Dwie puszki słodkiego napoju to już od jednej czwartej do jednej trzeciej kaloryczności pożywienia potrzebnej nastolatkom na całą dobę! Producenci napojów, batonów i innych słodzonych przekąsek zaspokajają wzmożone zapotrzebowanie dzieci i młodzieży na słodycze, na wszelkie możliwe sposoby kusząc młodych konsumentów reklamami osadzonymi w młodzieżowym środowisku, charakterystycznymi atrybutami, językiem, modą. Dokładnie w ten sam sposób, którym posługują się producenci sprzętu do słuchania muzyki, czy to z głośników o wielkiej mocy, czy ze słuchawek, a więc urządzeń, które składają się na poważny ubytek słuchu, głuchotę u 2 na 5 Polaków.

Na tej samej zasadzie wtopienia się w świat swoich klientów działa światowy przemysł narkotykowy. Już kierownicy średniego szczebla zarządzania w narkobiznesie to ludzie w sile wieku, nieraz bardzo poważani inwestorzy, biznesmeni, politycy, właściciele wielkich posiadłości, luksusowych aut i samolotów. Tak potrafili zorganizować podaż i popyt, że okrutnie eksploatując biedaków n.p. w Afganistanie czy Kolumbii, wyciskają równocześnie ostatnie siły z tysięcy finalnych sprzedawców, czy to uzależnionych, czy też na zimno zarabiających pieniądze na swoich rówieśnikach. Dorastając, młody człowiek odrywa się stopniowo od mamy i taty, a nie będąc pewnym pączkującej samodzielności, silnie utożsamia się z grupą rówieśniczą, naśladuje zachowania rówieśników. Zachowuje się tak, jak wszyscy znajomi się zachowują. Tak samo się ubiera, mówi, bawi. Kiedy ciągle słyszy i widzi, że wszyscy biorą narkotyki, nie odmówi przyjęcia pierwszej porcji, nieraz darmowej, od sprzedawcy, który sobie upatrzył nową ofiarę. Sprzedawca narkotyków, tak samo ubiera się, mówi, bawi jak wszyscy. Tyle że ma za zadanie sprzedać jak najwięcej powierzonego mu towaru. Często jest autorytetem, narzuca styl, wyśmiewa tych 'spiętych’ i tych 'niewyluzowanych’. Z oczywistych powodów jest entuzjastą pełnej swobody, wszelkiej możliwej wolności dla każdego w każdym wieku, a zwłaszcza legalizacji narkotyków, bo w Amsterdamie są legalne, bo spadnie przestępczość itp. Chętnie opowiada o swoich halucynacjach, wizjach, inicjuje o nich rozmowy, wreszcie sprzedaje swój towar. Z taką samą tęga miną, jak sprzedawcy puszek słodzonych napojów, głosi, że niektóre narkotyki tak naprawdę nie są szkodliwe dla zdrowia. Młodzi naiwni wierzą tym zapewnieniom, bo u nastolatków poczucie zagrożenia odległymi skutkami prawie nie istnieje, trzydziestolatek jawi się starcem. Szeptana reklama działa skutecznie. W szkołach i dyskotekach wiadomo, od kogo można kupić narkotyk. Jak każdy interes na wielką skalę, narkobiznes ma wsparcie w filmach, kolorowych czasopismach, w showbiznesie. Gwiazdy narzucające swój styl milionom młodych ludzi, popularni politycy, eksperci, właściciele stacji telewizyjnych, wydawcy to nieraz marionetki w rękach szefów światowego przemysłu narkotykowego zawsze połączonego z handlem ludźmi. Ludźmi młodymi płci obojga, których podaż nie zaspokaja zwyrodniałego popytu i dlatego podejmowane są wzmożone działania na rzecz uruchomienia nowych zasobów żywego towaru, zwłaszcza w krajach, gdzie wielu młodych dorasta w rodzinach doprowadzonych do ubóstwa. Warto te sprawy przemyśleć w Światowym Dniu AIDS 2006r.


Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

drukuj