Felieton „Spróbuj Pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!

Już nie dyskutujmy – powiedział w dniu 10. maja 2007r. wicemarszałek Sejmu pan Jarosław Kalinowski, nie dopuszczając do kolejnej wymiany zdań w sprawie systemu ochrony zdrowia w Polsce.

No właśnie. Już nie dyskutujmy a zacznijmy rozliczać za dostrzegalne przez wszystkich osiągnięcia. Niech rozliczy każdy według swojej wiedzy i doświadczenia. Każdy pacjent i jego bliscy, każdy lekarz, każda pielęgniarka i wszyscy inni pracownicy ochrony zdrowia i ich rodziny. Każdy ekspert i prognosta, zarówno ten, który podnosi alarm w związku z lawinowo narastającą depolonizacją Polski, jak i ten, który liczy bieżące i przyszłe zyski z tego procederu. Już nie dyskutujmy. Zacznijmy się ratować.

W maju 2007 roku należy zdać sobie sprawę, że pustkę po wypędzonych za granicę lekarzach i pielęgniarkach przez krótki czas wypełnią emeryci, a po ich odejściu pozostałym jeszcze w kraju Polakom pozostanie tylko najbardziej popularyzowana forma znachorstwa, jaką jest medycyna reklamowa. Zgodnie z instrukcją płynąca z telewizyjnych reklam cierpiący ludzie będą czytać ulotki albo konsultować się z farmaceutą, ale już nie z lekarzem. Wobec braku lekarzy, ludziom innych zawodów pozostanie samodiagnozowanie się w oparciu o informacje zawarte w ulotce napisanej przez producenta środka farmaceutycznego albo też poleganie na rozpoznaniu, które postawi farmaceuta, czy to przez okienko nad apteczną ladą, czy może na zapleczu apteki, ale zawsze z naruszeniem ustawy o zawodzie lekarza. System lecznictwa oparty o sprzedaż leków bez recepty i zastąpienie lekarzy ulotkami i farmaceutami byłby niezłym tematem dla kabaretu, gdyby nie tragiczne skutki kumulujących się dawek środków przeciwbólowych bez umiaru przyjmowanych przez ludzi bezskutecznie szukających możliwości wyleczenia przyczyn a nie tylko znieczulenia bólu.

Uprawiane przez miliony Polaków samodiagnozowanie się i samoleczenie według wskazań reklam telewizyjnych nie znajduje żadnego odporu ze strony władz państwowych, tym samym obciąża polityków odpowiedzialnych za zdrowie narodu. Równoczesna silna zależność prasy, radia i telewizji od reklamodawców powoduje, że w Polsce nie może zadziałać charakterystyczny dla zachodnich demokracji wentyl bezpieczeństwa w postaci niezależnego dziennikarstwa. W rezultacie reklama leków przeciwbólowych goni reklamę artykułów spożywczych będących przyczyną bólu, bo nafaszerowanych substancjami wzmacniającymi smak i zapach, konserwantami, farbami i aromatami, a konsument ogłupiany już od dzieciństwa reklamami nie ma szans na wyrobienie sobie opinii o rzeczywistej wartości i prawdziwych zagrożeniach ze strony reklamowanych produktów.

O kilku dni brytyjskie media szeroko komentują najnowsze doniesienia naukowe o skutkach spożywania chemikaliów dodawanych do artykułów spożywczych. Polskie środki masowego przekazu, łącznie z publicznym radiem i telewizją, mającymi za podatki i abonament realizować misję społeczną, milczą – jak zwykle – w takiej sprawie, nie chcąc narażać się reklamodawcom.

A sprawa jest pierwszorzędnej wagi i do tego pochodzi z miarodajnego źródła. Oto Uniwersytet Southampton na zlecenie Food Standards Agency, czyli Agencji ds Standardów Żywności brytyjskiego rządu, przeprowadził badania dzieci w wieku od trzech do dziewięciu lat, w których pożywieniu znalazły się artykuły spożywcze, zawierające takie barwniki, jak: tartrazyna – E 102, czerwień koszenilowa – E 124, żółcień pomarańczowa S – E 110, azorubina – E 122, żółcień chinolinowa E 104 i czerwień allura AC – E 129. Badania dotyczyły również najbardziej niebezpiecznego konserwantu, jakim jest benzoesan sodu E 211.

Przeprowadzono pomiary przeciętnego spożycia tych dodatków do żywności oraz ich wpływ na zachowanie małych konsumentów. Potwierdziły się wcześniejsze doniesienia, że dzieci narażone na chemikalia dodawane do żywności i napojów wykazują nadmierną pobudliwość ruchową, trudności z koncentracją, napady złego zachowania i reakcje alergiczne. Wchodzący w skład Agencji ds Standardów Żywności Komitet ds. Toksyczności chemikaliów w środkach spożywczych uznał, że wyniki badań mają ważne znaczenie dla zdrowia publicznego.

Wyniki pierwszych prac badawczych sprzed siedmiu lat znanych jako badania na Wyspie Wight wykazały, że eliminacja barwników i innych dodatków z pożywienia może przynieść istotną poprawę zachowania dzieci. Jednak w 2002 roku Komitet ds. Toksyczności chemikaliów w środkach spożywczych stwierdził, że te wyniki nie pozwalały na wyciągnięcie ostatecznych wniosków i zlecił kolejne badania.

Ale pod wrażeniem obecnych doniesień większość brytyjskich sieci detalicznych dostosowuje do narastającego niepokoju konsumentów swoją politykę w stosunku do syntetycznych barwników i aromatów, łącznie z ich zupełnym wycofaniem z napojów bezalkoholowych sprzedawanych pod własną marką.

Ze swej strony muszę dodać, że związek wielu dodatków do żywności z chorobami alergicznymi skóry, zwłaszcza z pokrzywką czy atopowym zapaleniem skóry jest znany lekarzom od dziesiątków lat, ale skoro obecnie w Polsce lekarzy ubywa, to i nie ma kto ostrzegać konsumentów przed masowym i bezkrytycznym poddawaniem się presji reklam napojów i innych artykułów spożywczych pełnych szkodliwych chemikaliów.


Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

drukuj