Felieton Akademicki


Pobierz Pobierz

Młody człowiek po zdaniu matury ma wiele możliwości pokierowania własnym życiem. Jeśli skończył jakąś szkołę zawodową, to już może podjąć pracę, ale najczęściej młodzież ma ambicje studiowania, ponieważ łączy się to zarówno z podniesieniem kwalifikacji jak też z pewnym prestiżem społecznym. W Polsce mamy dziś bardzo wiele szkół wyższych, stąd praktycznie każdy, kto chce – może studiować. Ale co studiować? – To jest dylemat. W grę wchodzą tu nie tylko indywidualne uzdolnienia, czy zainteresowania, ale również moda, a także perspektywy zdobycia dobrej pracy. Dobrej – to znaczy dziś – dobrze płatnej. Problem polega na tym, że rzadko te trzy kryteria razem są spełnione.



Generalnie biorąc, największy problem związany jest z kierunkami humanistycznymi, ponieważ – choć wydawać się mogą bardzo interesujące – to jednak trudno potem, i o pracę, i o dobre zarobki. Komu natomiast uda się po skończonym prawie zostać np. notariuszem, ten jakby wygrał los na loterii. A cóż mówić o prowadzeniu dochodowej firmy, dzięki czemu można opływać w luksusach. W tym kontekście próba zachęcenia młodego człowieka do podjęcia studiów humanistycznych ma niewielkie szanse powodzenia, a gdy na dodatek będzie to taki kierunek, jak kulturoznawstwo sprawa wydaje się wręcz beznadziejna. A jednak nie, to nie jest beznadziejne. Odwrotnie. To daje nadzieję. Dlaczego? Bo otwiera przed młodym człowiekiem głębokie wymiary ludzkiego życia, i to bardzo ciekawego.. Są bowiem kierunki usługowe – potrzebne, ale w nich nie wyczerpuje się bogactwo ludzkiego życia, nawet jeśli kierunki te są bardzo dochodowe. Można prowadzić kantor wymiany walut i zarabiać krocie, ale jakie to nudne!

W pewnym momencie człowiek uświadamia sobie, że za żadne skarby nie zamieniłby prawdziwej kultury (a więc kultury, która ma podkład duchowy) na takie zajęcia, które z biegiem czasu nas zupełnie wyjaławiają. A poza tym ważne jest, z jakimi ludźmi się przebywa. Robiąc interesy, myślimy takimi kategoriami: „co zrobić żeby ktoś nas nie 'wykiwał’ „. Po pewnym czasie, sami przyłapujemy się na tym, że my sami zaczynamy „kiwać” innych. Tracimy z pola widzenia rodzinę, znikają przyjaciele, zostają interesy. To jest dopiero pustka! Gdy natomiast podejmiemy studia, które poszerzą nasze horyzonty umysłowe, które uwrażliwią nasze serce, które otworzą nas na prawdziwych przyjaciół, gdy poznajemy świat wartości, wówczas – nawet jeśli w naszym dorosłym życiu podejmiemy pracę bardziej prozaiczną – to jednak coś w nas zostanie, coś co przekażemy swoim dzieciom, ucząc ich właściwej hierarchii. Bo nie chodzi o to, żeby lekceważyć, czy wręcz potępiać bogactwo lub pracę zarobkową, a wywyższać ponad niebiosa biedę i bezinteresowność. Chodzi o to, żeby zachować w życiu właściwą hierarchię, czyli odróżniać co ile jest warte, a co nie ma ceny. Mogę się targować, za ile mogę sprzedać samochód, ale przyjaciel, krewny, współmałżonek w ogóle nie jest na sprzedaż, a ich utraty nic nie jest w stanie powetować. Tego właśnie uczymy się studiując kulturoznawstwo. Dlaczego kulturoznawstwo? A choćby dlatego, że możemy poznać – poznając różne kultury – własną kulturę, docenić ją, możemy ją lepiej zrozumieć, właśnie dzięki porównaniu. Dziś lansuje się hasło akceptowania różnorodności, otwarcia na inne kultury, mieszania kultur, multikulti. Głoszą to środowiska, które tak naprawdę dążą do zniszczenia pewnych kultur. Bo jak pogodzić chrześcijańską miłość (w tym prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci), z praktyką Azteków, którzy masowo mordowali dzieci i dorosłych i to w imię religii. Tego pogodzić się nie da, ale to trzeba znać i wiedzieć, że nie każdą różnorodność wolno akceptować.

Gdy myślę o WSKSiM w Toruniu, a tu również można studiować kulturoznawstwo, w ramach którego szczególny nacisk położony jest na specyfikę kultury zachodniej, chrześcijańskiej i polskiej, to w grę wchodzi nie tylko przedmiot, ale również środowisko i atmosfera studiowania. Pod tymi samymi nazwami kryć się mogą różne treści – zależy to od wykładowców. Sami wykładowcy mogą tworzyć zgrane i życzliwe grono, a mogą patrzeć na siebie wilkiem, a samych studentów – lekceważyć. To też trzeba wziąć pod uwagę, wybierając kierunek studiów i uczelnię. Młody człowiek po maturze jest dorosły, ale nie do końca, albowiem, mimo że posiada już dowód osobisty i może brać udział w różnych głosowaniach, to jednak od strony zarówno psychicznej, jak i intelektualnej w dalszym ciągu się rozwija. A na ten rozwój w coraz mniejszym stopniu ma wpływ jego rodzina, a w coraz większym środowisko, w jakim przebywa… Gdy jest to uczelnia, to bardzo ważne, aby zachować taką atmosferę, która pomaga nie tylko w studiowaniu, ale również we właściwym ułożeniu relacji międzyludzkich. Na to trzeba zwracać baczną uwagę, bo dziś zbyt często studiowanie przypomina tzw. wyścig szczurów, gdzie najlepsze wyniki opłacane są kalectwem psychicznym i samotnością. Nie tędy droga.

Kulturoznawstwo to kierunek dla ludzi, zarazem ambitnych i wrażliwych. Takich, którzy nie myślą tylko o tym, jak w życiu się ustawić, ale również jak mieć wpływ na kulturę, w jakiej żyjemy, jak rozmawiać z przedstawicielami innych kultur, nie tracąc własnej, jak zdobywać przyjaciół, jak zdobywać nowe kontakty z ciekawymi ludźmi, jak wychowywać młodsze pokolenia. Są to wspaniałe perspektywy, dzięki którym – mimo trudności – życie staje się naprawdę interesujące. I to jest też prawdziwa kariera, bo człowiek się rozwija, a to jest najważniejsze. Nie rozwój narzędzi, a rozwój człowieka – tego najbardziej życzę młodym ludziom, którzy zdecydują się podjąć studia na kulturoznawstwie.


Szczęść Boże.

drukuj