Artykuł – czy świeckość musi być diaboliczna?
Ludziom wierzącym w Boga, miłującym ludzi i świat, wydawało się przeważnie, że świeckość, czyli branie w nawias relacji doczesności do Boga i religii, jest też humanistyczna, życzliwa drugiemu człowiekowi, godna i spokojna. Tymczasem okazuje się, że świeckość współczesna jest nie tyle areligijna, co antyreligijna. Schodzi ona coraz wyraźniej na pozycje diaboliczne. „Szatan” po hebrajsku i „diabolus” po grecku oznaczało po prostu „przeciwnika Boga”, a w konsekwencji i przeciwnika człowieka. I w tym sensie sam Chrystus nazywał go „panem tego świata” (J 12, 31; 14, 30), czyli panem tego świata, który sprzeciwia się Bogu.
Paradygmat ateistyczny
Obecna kultura sekularystyczna jest dla analityków religijnych podobna do zepsutej pisanki wielkanocnej: na zewnątrz pięknie malowana w przemyślne wzory, ale jej wnętrze bywa coraz wyraźniej zepsute, a co najmniej puste, właśnie ateizujące. Smutne, że tak wielu badaczy i myślicieli, także katolickich, satysfakcjonuje w zupełności zajmowanie się samą skorupką rzeczywistości świata.
Chyba najlepiej widać to na zjawisku władzy społeczno-politycznej. Posiadający władzę świecką i piastujący stanowiska społeczne nie ograniczają się tylko do rozróżniania posłannictwa swojego i posłannictwa religijnego, ale odrywają swoją władzę od źródła rzeczywistości, jakoby była ona sama z siebie i dla siebie, a nawet wojowniczo przeciwstawiają ją Bogu. Albo nie uważają Boga za Stwórcę świata i w ten sposób źródło władzy, albo popełniają grzech aniołów upadłych, czyniąc siebie samych źródłem wszelkiej rzeczywistości.
W rezultacie w świecie dzisiejszym staje się to jakąś regułą społeczną tak, że na naszych oczach kształtuje się człowiek jako jednostka nie tylko jako niezależna od Boga, ale także jako przeciwnik Boga. I tak nadszedł czas „człowieka grzechu”, o czym prorokował św. Paweł Apostoł: „I objawi się człowiek grzechu i syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć, tak że zasiądzie w świątyni Boga, dowodząc, że sam jest Bogiem” (2 Tes 2, 3-4). I popatrzmy, czy nie tak zachowują się dzisiejsi panowie tego świata.
Podobnie, niestety, i wielu katolików, nawet uczonych, nie sięga do głębi problemu, zajmują się kolorami skorupki. Idą często za błędnym pluralizmem, który na wzór średniowiecznego filozofa arabskiego, Awerroesa, przyjmuje dwie prawdy: prawdę Boga i prawdę świata. Przyjmuje dwie niezależne od siebie rzeczywistości: rzeczywistość Bożą i rzeczywistość świata. Inaczej mówiąc, przyjmuje dwóch Bogów; Boga religii i Boga świata, gdzie świat jest także niejako drugim Bogiem. Oto wielu katolików na Zachodzie i u nas, jak liberałowie i katolewica, ulega tym niedorzecznym poglądom politeistycznym, czyli wielobóstwa, i wypierają gwałtownie i z diabelską zawziętością Boga i religię z obszaru „Boga-świata”. Jest to skutek słabej, upadłej filozofii.
W rezultacie wyrzucanie i Kościoła całkowicie poza obszar państwa, poza politykę, poza życie doczesne, poza kulturę, poza naukę i myśl współczesną, poza działalność na tym świecie, jest właśnie realizowaniem człowieka jako przeciwnika Boga i wyznawaniem tego świata jako Boga. A to właśnie oglądamy i słyszymy na każdym kroku w naszych mediach, w naszej polityce wewnętrznej, w sprawowaniu władzy publicznej w naszym kraju. Dążą oni do jednego: chcą zrobić Polskę przeciwnikiem Boga i chcą materialnie i duchowo nad nami totalnie zapanować. Rozgrywa się więc zażarta walka z Bogiem, którą prowadzi przeciwnik Boga. Przeciwko Bogu stają jednostki posiadające władzę i całe społeczności, wiążące się w partie lub w inne stowarzyszenia i orientacje. Uważają oni, że mają władzę absolutną nad innymi i nad światem z samych siebie, a jeśli z woli ludu czy narodu, bo także przeciwnego Bogu lub zastępującego Boga. Nie przeszkadza im to, że dziś już ludu nie traktują jako posiadającego moc Bożą, lecz jako społeczność ciemniaków, w tym szczególnie katolików uważają za ludzi drugiego rzędu lub nawet za oszołomów, jak za komuny Czesi uważali katolików za chorych psychicznie. I tutaj właśnie widać diabelstwo.
Wobec religii, czyli wobec Boga nie można być neutralnym, albo jest się za Bogiem, albo przeciw Bogu. Nie ma ludzi neutralnych co do wartości duchowych. Według Pisma Świętego, są tylko „dzieci Boże i dzieci diabła” (1 J 3, 10; J 12, 36; Łk 16, 8; l Tes 5, 5). Co decyduje? Decyduje albo przyjęcie Boga, albo nieprzyjęcie. I to odnosi się nie tylko do wiary wewnętrznej, ale i do całości życia. Kto przyjmuje cokolwiek jako rzekomo niepodlegające Bogu, nie jest dzieckiem Boga.
Do kogo przynależy dany człowiek czy dana społeczność, widać wyraźnie po ich deklaracjach ateistycznych. Ale to jest zbyt proste. Ateiści stosują bardzo często kamuflaż, choćby np. dziś w tym, że uchwalili sobie, żeby nie podawać wyznania, a następnie wytworzyli już taką skorupę życiową i kulturową, iż większość nierefleksyjnych ludzi nawet nie dostrzega, że jakieś rzeczy są zbudowane na ateizmie lub do ateizmu prowadzą, jak np. błędne religie.
Weźmy pod uwagę niektóre takie pozornie niewinne przypadki: eurokonstytucja udaje bezstronność, obiektywizm, humanizm i wolność, a faktycznie z ateizmu wyrasta i do ateizmu prowadzi. Bowiem przeciwstawia się imieniu Bożemu, nie daje żadnych prawdziwych praw ludziom wierzącym, sprzyja aborcji, eutanazji i zabijaniu embrionów. Na zasadzie tej konstytucji wierzący i niewierzący mogą i powinni ze sobą we wszystkim współpracować, ale według obecnych sformułowań traktatu, ateizm jest panem świata i panem nad wszystkimi religiami, głównie nad katolicką, w czym widać od razu, że ateista te normy układał.
Wiadomo, że inspiracji diabła trzeba przypisać wszystkie bratobójcze walki i wojny od początku ludzkości, ale dziś ktoś może nie zdawać sobie sprawy, że ta sama inspiracja działa i w UE pod różnymi postaciami. Niewątpliwie tej inspiracji premierem Hiszpanii José Luis Zapatero, wybrany przeważnie przez katolików, traktuje religię jako przestępstwo społeczne, a biskupów jako szkodników narodowych. Tak samo świeckie władze angielskie każą się tłumaczyć biskupom katolickim z tego, że nauczają w szkołach wiary i moralności katolickiej. To ma być owa wolność, o której marzy i nasza PO. Także religijna gmina protestancka w Holandii poparła pastora Klausa Hendriksa w jego nauce, że Bóg nie istnieje, a istnieje tylko człowiek społeczny. W takiej religijności jest logika właśnie diabelska.
Na wielu płaszczyznach demokratyczna Ameryka zwalcza po diabelsku wszelkie znaki religijne na scenie publicznej: modlitwy, Dekalog, nazwy, krzyże. Ot, rzecz niby drobna: Biały Dom zmienił ostatnio nazwę „choinka bożonarodzeniowa”, na „drzewo świąteczne”, a słowa światowej kolędy „Cicha noc, święta noc” na „Zimno w nocy”. Przecież to jest psychiczna choroba państwa. Albo prawybory wygrywają kandydaci, którzy są za nieskrępowaną aborcją i za małżeństwami gejów. Widać, że i społeczeństwo nie widzi diabelskich kulis tych spraw. Im coś jest głupsze, tym chętniej przyjmują to z Ameryki i nasi. I u nas Kancelaria Sejmu wysyłała życzenia „Wesołych Świąt Grudniowych”. Już nie mówię o alergii na Chrystusa, ale po prostu takie sformułowanie nie ma sensu. Ma ono ponoć nie urażać niekatolików, ale właśnie i ich uraża, i katolików. Dla Kościoła wschodniego trzeba by mówić o „Świętach Styczniowych”, nie mają świąt grudniowych ani Żydzi, ani muzułmanie, a zresztą jest to dla nich właśnie obraźliwe, bo są to życzenia w istocie rzeczy chrześcijańskie, tylko w kamuflażu, w zafałszowaniu. A wreszcie formuła ta razi i ateistów, bo oni nie chcą żadnych świąt niepaństwowych.
Na tej samej podstawie ateistycznej, bynajmniej nie „neutralnej” – Wojciech Olejniczak, Joanna Senyszyn, Henryk Domański i cała masa inteligentów, pomalowanych na lewicowo, wzywają PO do walki religijnej w Polsce, jednocześnie z diabelską logiką zarzucając, że to Kościół wszczyna awanturę. Ostatnio Leszek Miller wezwał „Kościół, żeby stworzył własną partię i stanął przed wyborcami”. Nie zwrócił uwagi na to, że mówi do członków swojej nowej frakcji lewicowej, którzy właśnie są Kościołem, bo są w przewadze katolikami. Być może, że świadomie chce wykorzystać idiotyzm polityczny katolików, którzy są Kościołem w państwie, które i oni czynią ateistycznym.
Aż nie chce się jeszcze raz mówić o wszelkiego rodzaju mediach, które brutalnie i po chamsku szerzą ateizm, antypolskość i antypersonalizm, dysponując wiecznie tym samym sztabem ludzi antykatolickich, którzy bardzo często plotą takie banialuki społeczne, polityczne i naukowe, jakby do szkoły nie chodzili. Zapewne przeszkadza im w tym namiętne uczucie nienawiści do religii i Boga. Podobnie człowieka żal bierze, jak słucha lub czyta wywody teoretyczne na ogólne tematy, bujające w obłokach, bez żadnego systemu logicznego, bez związku z rzeczywistością i poprzestające jedynie na grze słów i zabaw pojęciowych. Zawiniło tu zapewne wykształcenie marksistowskie, które jest nierealistyczne, idzie za idealizmem niemieckim i buduje wszystko na sprzeciwie wobec Boga.
W sprawach spornych między rządem a Kościołem chodzi pozornie tylko o sprawę prawną czy techniczną, a faktycznie też rozgrywa się walka między religią a ateizmem. Widać to nawet w sporze o „religię na maturze”. Już sam przedmiot sporu jest źle sformułowany. Nie chodzi tu bowiem ani o religię, ani o religijność na maturze, lecz o naukę religii, czyli niejako teologię w szerokim znaczeniu. I jest to spór pochodny od nauki religii w szkole. Nasi ateizujący nie chcieli dopuść też do nauki religii w szkole pozornie z powodów gorszej percepcji uczniów niż w punktach katechetycznych, bo np. ze szkół zawodowych do punktów uczęszczało tylko 3 proc., ale faktycznie chodziło o powody ateistyczne. W szkole miał mieć prawo obywatelskie tylko ateizm, a nie religia. I przy braku orientacji kół katolickich, o co chodzi, tak by się stało, gdyby nie osobista prośba Jana Pawła II do premiera Tadeusza Mazowieckiego. Dzisiaj nawet niektórzy duchowni również nie rozumieją, w czym rzecz, myślą zapewne, że chodzi tylko o troskę nad obiektywizmem stopni na maturze. Tymczasem chodzi o to, że według naszych rządców, małpujących ideologię zachodnią, wszystko co publiczne i państwowo musi być ateistyczne. Przecież stopnie z nauki religii nie będą za pobożność, lecz za wiedzę, tak jak i stopnie z pedagogiki nie są za wychowanie, a stopnie z kulturologii nie są stopniami z kulturalnych manier. Dziś wszystkie pojęcia wypaczają marksizm i liberalizm, które i z matematyki nie stawiają stopni za wiedzę, lecz za sympatie ideologiczne.
Narzucanie ateizmu w moralności
Ideologia liberalno-lewicowa nosi jeszcze dużo szat moralności chrześcijańskiej, ale w gruncie rzeczy dąży do budowania etyki ateistycznej. Dobrym przykładem jest problem moralności młodzieży. Bardzo wielu ludzi u nas myśli bardzo optymistycznie, że nasza młodzież jest niemal w całości wrażliwa moralnie i doskonała. Prawda, że młodzież jest wiecznie nadzieją starszych. Ale trzeba być realistą, bo młodzież zawsze była nadzieją, a kiedy dorosła, stawała się taka sama, jak starsi, albo jeszcze gorsza. Przede wszystkim jest ona bardzo plastyczna i może być przez złe systemy degenerowana. W ten sposób i Hitlerjugend, i sowieckie pioniery to też była nadzieja, ale w odwrotnym kierunku wartości.
Sytuacja jest ciężka, bo o młodzież walczą też dziś siły ateistyczne, które dysponują olbrzymimi środkami i przy tym programują w ostatecznym sensie nihilizm. Widzimy, co się dzieje z milionami młodzieży na Zachodzie i gdzie indziej. Ot, choćby w Nowy Rok 2008 kochana nadzieja paryżan spaliła jednej nocy 400 aut i wiele domów „na wiwat”. I widać, co się dzieje w szkołach, w akademikach, na stadionach, na ulicach, na zabawach, w pociągach. Seks, alkohol, narkotyki, nieróbstwo, przestępczość, bezideowość, nihilizm, kradzieże, zatrata wyższych wartości, patriotyzmu, wiary, uleganie niemoralnym ideologiom. Nawet krytyczni studenci np. dają się przekonać terrorystycznym mediom o rzekomych winach radia katolickiego i patriotycznego. Części młodzieży boją się rodzice, nauczyciele, policja, kuratorzy, ludzie osiedla. Czasem zła młodzież terroryzuje całe instytucje. Kiedy np. pewien profesor matematyki na uniwersytecie zwracał uwagę słuchaczkom wykładu, by nie wieszały się w tym czasie na studentach, to studenci wymogli na rektorze pozbawienie go wykładów pod zarzutem niedostosowania i nietolerancji. Albo taki drobiazg: niech propagator moralności ateistycznej przejdzie chodnikiem obok grupy licealistek, a usłyszy wulgaryzmy, jakich nie znają marynarze, co czwarte słowo zaczyna się od „k”. Do tego dochodzi jeszcze taki pomysł liberalistyczny rzecznika praw dziecka, Krzysztofa Olędzkiego, żeby młodzieży nie zadawać prac domowych, żeby się nie przemęczała, żeby wystarczyły im do zdobycia wiedzy i sprawności same minuty uczenia się w zgiełku kilkadziesięcioro koleżeństwa. Po odrzuceniu idei Boga świat dochodzi do szaleństwa i największego irracjonalizmu.
Idiotyczna ideologia liberalna wdziera się do życia społecznego wszelkimi szczelinami. W Kalifornii w USA w podręcznikach szkolnych zakazano używać słów „mama” i „tata”, żeby nie razić homoseksualistów. A feministki nakazują nawet wierzącym, żeby nie mówić „Ojcze nasz”, lecz „Matko nasza”. U nas ostatnio w Łomży sąd zmusza szpital i lekarzy do przeprowadzania aborcji na żądanie kobiety, a jeśli nie, to żąda wysokich odszkodowań na całe życie dziecka. To nie jest jakiś błąd, to jest diabelstwo.
Minister zdrowia Ewa Kopacz, uznając etyczność zapładniania in vitro, wiążącego się z zabijaniem wielu embrionów, dowodzi, że jest wzorową, praktykującą katoliczką. Wynika z tego, że jest sama dla siebie Kościołem i autorką etyki chrześcijańskiej. Tymczasem nauka ewangeliczna jest prosta: „Ponieważ embrion powinien być uważany za osobę od chwili poczęcia, powinno się bronić jego integralności i troszczyć się o niego i leczyć go jak każdą inną istotę ludzką” (Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2323). Trzeba powtórzyć: embrion ludzki jest już osobą od początku. Inna nauka jest od przeciwnika Boga.
Zgłaszam też pretensję do tych dyskutantów katolickich, którzy w dyskusjach o aborcji milczą, gdy druga strona mówi, że zabijanie nienarodzonych to kwestia światopoglądu i religii, czy widzimisię hierarchii. Absolutne prawo embrionu do życia to sprawa istoty ludzkiej, sprawa rozumu i porządku bytu, nie potrzeba na to religii ani objawienia. Kto jest za takim zabijaniem, jest za zabijaniem człowieka i tym samym nie ma rozumności ani mądrości. Podobnie, gdy patrzę na twarz człowieka, to widzę bez objawienia i bez religii, że nie wolno mi go zabijać. Taka jest struktura człowieka. Inne poglądy mogą się wywodzić jedynie z patologii intelektualnej i z braku myślenia prawdziwościowego.
Trzeba przypomnieć, że proces norymberski był z punktu widzenia teoretyków państwa prawa nielegalny, bowiem według tychże teorii, dziś też rozpanoszonych, jedynym źródłem prawa jest państwo czy parlament, nie Bóg, nie Kościół, nie religia. A zarówno hitlerowcy, jak i ludobójcy sowieccy działali dokładnie zgodnie z prawem, z prawem ich państw. Sąd norymberski założył, jakby podświadomie, że istnieje uniwersalne prawo natury, które jest wyrazem woli Bożej. Ale całość była prawnie niekonsekwentna. Pokazuje to, że bez idei Boga nie ma moralności i sprawiedliwości międzynarodowej. Dziś liberalizm taki chaos prawny jeszcze dużo bardziej pogłębia, wychodząc z pozycji przeciwnika Boga.
Ateizm zrywa wszelkie regulacje etyczne w państwach i między państwami. Etyka stanowiona przecz instytucje UE jest karykaturą moralności i nie ma żadnej siły nawet w normach poprawnych. Dość wspomnieć, że po wyborach wygranych przez liberałów doszło od razu do ożywienia działalności mafii, a następnie do połączenia się mafii polskiej z mafią rosyjską i do podporządkowania im mafii białoruskiej oraz ukraińskiej. Mafie te wszędzie nie tylko osiągają dalsze zdobycze materialne, ale też uzyskują coraz większy wpływ na życie polityczne, w tym nawet na stosunki międzypaństwowe. Prawo zaś państwowe i etyka państwowa są tu nieadekwatne, bo mafiom wolno na równi z ateistycznymi państwami stanowić sobie własne prawo. Mafie mogą być pokonane nie prawem, lecz tylko siłą fizyczną. Podobnie jest zresztą z partiami lewicowymi ateistycznymi: one same sobie stanowią i prawo, i etykę i nie muszą przestrzegać także konstytucji, ani unijnej, ani polskiej, chyba że dla względów koniunkturalnych. Bez Boga nie ma prawa w ścisłym znaczeniu ani nie ma obowiązku słuchania prawa ludzkiego. Teoretycy prawa i moralności bez Boga popadli w czysty nihilizm, choć płytko myślący i nierefleksyjni mogą sobie nawet nie zdawać z tego sprawy.
Familia „Anty-Rydzyków”
Gdy się wniknie jak najgłębiej, to widać, że ataki na Radio Maryja i TV Trwam mają swe ostateczne źródło w ateizmie, choćby nawet chodziło i o duchownych. Ataki na Radio Maryja są atakami na Kościół i na polskość (prof. Bogusław Wolniewicz, prof. Jerzy Robert Nowak). Są one bronią i sztandarem ideologii liberalno-lewicowej, unijnej i masońskiej. Trzeba tu też otwarcie powiedzieć, że dziś poza sekularyzmem największym problemem dla Kościoła katolickiego na świecie i w Polsce jest problem ułożenia poprawnych stosunków między światem żydowskim a światem katolickim. Co do Polski to obrazują to dobrze: publikacje Jana Grossa „Sąsiedzi” i „Strach”, kamuflowane ataki na Jana Pawła II, zgłaszanie roszczeń odszkodowawczych, groźby medialne, układ stosunków międzynarodowych, no i odrodzenie, przy aprobacie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, masonerii żydowskiej B’nai B’rith, mającej m.in. za cel niszczenie Radia Maryja. W tej sytuacji i ojciec Rydzyk, i polski Kościół, i polskość walczą o swoją tożsamość.
I oto rząd nowej koalicji porzuca niemal całkowicie wszelkie problemy istotne dla Polski, jak: bezrobocie, cała służba zdrowia, problem nauczycieli, górników, kolejarzy, rolnictwa, rybołówstwa, floty morskiej, uzbrojenia, armii, autostrad, sportu i Euro 2012, zagadnienia sprawiedliwości społecznej, równouprawnienia wsi i młodzieży wiejskiej, Expo 2012, harmonizacja prawa polskiego i unijnego, likwidacja duszącej biurokracji, ratowanie niektórych przedsiębiorstw i gałęzi przemysłu, odbieranie majątków ukradzionych Polsce i antykorupcja, rozwój szkolnictwa wyższego, badań naukowych i technicznych, zaradzanie nędzy milionów bezrobotnych, bezdomnych, alkoholików i narkomanów, ochrona Ziem Odzyskanych przed grabieżą niemiecką, osłona całej naszej gospodarki przed wykupem zachodnich bogaczy, ułożenie dobrych stosunków z Polonią, praca nad konstrukcją ideologii i koncepcji polskiej, programy pedagogii narodowej, zasypywanie przepaści między oligarchami, wielkimi grabieżcami Polski, a biedotą, żeby uniknąć wybuchów społecznych itd., itd. – tak, tymi wszystkimi problemami rząd się mało zajmuje, a koncentruje się na atakach na Radio Maryja i TV Trwam za to, że nie są liberalne. Jest to więc ciężka choroba rządowa, trochę podobna do marksizmu, który wszystko opuszczał dla zdobycia władzy i niszczenia przeciwników ideowych. Tak i u nas następuje redukcja całej polityki do walki z klasyczną polskością, prawowierną katolickością i niezależnością od obcych kapitałów. Czy to nie jest pod czyjeś dyktando, jakichś nowych zaborców (B. Wolniewicz, C. Beddermann)? Nie chce się już człowiekowi o tych wszystkich atakach mówić. To jakiś wielki obłęd, ale i przykład, że władzę państwową przeciwstawia się Bogu. Toteż jak kiedyś Gomułce, walczącemu ciągle z ks. kard. Wyszyńskim, nadano przydomek „Kontrkardynał”, w pewnej analogii do kontradmirał, tak historia nada nowemu przywódcy koalicji przydomek: „Kontr-Rydzyk” czy „Anty-Rydzyk”, a „Gazeta Wyborcza” będzie się nazywała „Gazeta Anty-Rydzykowa” albo „Gazeta Antyradiomaryjna”. Czy już nikt nie może położyć kresu temu rozbojowi?
I tak: czy świeckość musi być diaboliczna? Nie musi, byle tylko nie zrezygnowała całkowicie z odniesienia do Boga, do władzy Boga. Jeśli to czyni, staje się prawdziwie diaboliczna i głównym jej celem staje się ciągłe występowanie przeciwko Bogu i Kościołowi. Ale my nie zgadzamy się na budowanie życia Polski na podstawach nihilistycznego ateizmu, będziemy wcześniej czy później walczyli. Bowiem odrzucenie Boga w życiu publicznym jest odrzuceniem najwyższego sensu i tego życia, i w ogóle człowieka.
Ks. prof. Czesław S. Bartnik
