fot. Ewa Sądej / Nasz Dziennik

Najświętsze miejsce chrześcijaństwa

W tradycji zachodniej, katolicko-łacińskiej, jest to Bazylika Grobu Pańskiego, która w tradycji wschodniej, grecko-prawosławnej, chętniej jest nazywana Bazyliką Zmartwychwstania Pańskiego. Dla wszystkich chrześcijan to niewątpliwie najważniejsze i najświętsze miejsce na ziemi, nasze „Święte świętych”, które po tysiąckroć sobie wyobrażamy i do którego nieustannie pielgrzymujemy w duchu, a w każdy Wielki Piątek najszczególniej.

Grób Pana Jezusa jako miejsce Jego Zmartwychwstania od początku pozostawał w szczególnej czci i poszanowaniu wszystkich chrześcijan. Tu od zarania pod przywództwem pierwszych biskupów jerozolimskich gromadzili się na modlitwę chrześcijanie z Jerozolimy i Palestyny. Przez ponad 100 lat pamięć o zdarzeniach i miejscach związanych z Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym była bardzo żywa i wyrażała się w powstawaniu na nich oratoriów i domów modlitwy.

Kres żydowskiej państwowości i wolności religijnej położył dopiero cesarz Hadrian (76-138), który po antyrzymskim powstaniu (132-135) Szymona bar Kochby postanowił rozprawić się z żydowskimi i chrześcijańskimi mieszkańcami na terenie Palestyny. Krwawo stłumił powstanie, a Święte Miasto zniszczył tak barbarzyńsko i okrutnie, że rzeczywiście zgodnie z zapowiedzią płaczącego nad miastem Pana Jezusa „nie został kamień na kamieniu” (Mt 24,2). Na miejscu Jerozolimy powstało pogańskie, rzymskie miasto Colonia Aelia Capitolina, do którego Żydom zakazano wstępu. Chrześcijanie nie-Żydzi – głównie Grecy i Rzymianie – pozostali jednak w mieście, zaś judeochrześcijanie osiedlali się poza murami, głównie na Syjonie.

Bazylika konstantyńska

Bóg jednak pisze prosto po krzywych liniach ludzkich. Nienawidzący chrześcijan Hadrian budował pogańskie świątynie dokładnie na miejscach kultu Pana Jezusa. Ten kod barbarzyńskiego, pogańskiego niszczenia pamięci o świętych miejscach chrześcijan odkryła łacno Flavia Julia Augusta (zm. 330), czyli świątobliwa cesarzowa – matka Helena, gdy w 324 r. przybyła z Rzymu – wiedziona proroczym snem – szukać materialnych śladów naszej wiary. Pod świątynią Adonisa w Betlejem z łatwością odnalazła Grotę Narodzenia, a pod przybytkiem Wenery i Jowisza nad Golgotą i Grobem Chrystusa odkopała ślady chrześcijańskiego kultu sprzed blisko dwustu lat i rozpoczęła budowę na tych miejscach rozległego kompleksu sakralnego – trzykroć większego od dzisiejszego, a składającego się aż z pięciu różnych obiektów.

Sam Grób Pański otoczono misternie kutą i ozdobną kratą, zaś nad nim wzniesiono ażurowo rzeźbioną cylindryczną budowlę, czyli tzw. cyborium. Nad całością znajdowała się okazała kopuła wsparta na 12 kolumnach. Budowlę tę zwano Rotundą Anastasis, czyli Zmartwychwstania. Główną świątynią była zaś ogromna pięcionawowa bazylika zwana Martyrion, bo upamiętniała męczeństwo Zbawiciela na Golgocie. Pomiędzy Rotundą Anastasis a bazyliką znajdował się obszerny dziedziniec portykowy, na którym wierni oczekiwali przed wejściem do „Świętego świętych”, czyli do Grobu Pańskiego w Rotundzie Anastasis. Na Golgocie zaś wysadzanej drogimi kamieniami stał wielki szczerozłoty krzyż, a nad nim – dla osłony przed deszczem – wzniesiono obszerne zadaszenie w kształcie jakby wielkiego baldachimu.

Po 280 latach istnienia jako pierwsi w 614 r. zniszczyli i podpalili bazylikę konstantyńską, wszystkie kościoły i samo miasto Persowie pod dowództwem Chesroesa II (zm. 628). Wnet jednak bazylika została podniesiona ze zniszczeń przez wielce zaradnego i energicznego mnicha Modesta (537-634) z klasztoru św. Teodozjusza w Jerychu.

Kolejnego zniszczenia najświętszego miejsca dokonał w 1009 r. chory z nienawiści do chrześcijan, a i gnębiący swych współwyznawców egipski kalif al-Hakim Fatymida (985-1021). Wraz ze swymi hordami osobiście kilofem rozbijał Grób Pański i mury czcigodnej świątyni. Pełna wspaniałości i blasku bazylika konstantyńska po prawie 675 latach istnienia legła w gruzach zwalona przez fanatycznych wyznawców islamu. Prawie czterdzieści lat później cesarz Konstantyn IX Monomach (1000-1055) z trudem odbudował fragmenty bazyliki wokół Grobu Pańskiego, ale nie zdołał przywrócić nawet części jej dawnej świetności.

Imponująca odbudowa

Dopiero dzielni i ofiarni rycerze krzyżowi po miesięcznym krwawym oblężeniu i odbiciu Jerozolimy 15 lipca 1099 r. z wielkim rozmachem przebudowali od nowa cały kompleks świątynny – włączając w niego Golgotę – nadali mu niezwykle imponujące rozmiary i ubogacili kunsztownymi zdobieniami.

Sprowadzony z Bolonii rzeźbiarz Renghiera Renghieri całkowicie przebudował Grób Pański, nadając mu formę właściwie zachowaną do dziś, a więc tzw. edykułu (domku), czyli małej kaplicy w większej budowli. Rekonsekracja bazyliki krzyżowców – zachowanej prawie w całości do dziś – odbyła się 15 czerwca 1149 r., w 50-lecie odbicia Jerozolimy spod okupacji Fatymidów i utworzenia patriarchatu łacińskiego.

Pieczołowicie wśród niemałych i ciągle nowych przeciwności pilnowali dalej tego najświętszego miejsca duchowi synowie św. Franciszka, którzy przybyli tu już w 1219 r. i utworzyli tzw. Straż Ziemi Świętej (Custodia Terrae Sanctae). Franciszkanie dwukrotnie (w 1555 i 1719 r.) przeprowadzili bardzo gruntowne remonty i konserwacje bazyliki.

Niestety, wszystko zmieniło się po tragicznym pożarze w 1808 r., który dokonał ogromnej dewastacji całej świątyni. Starania franciszkanów o środki na odbudowę u możnych, rządów i władców Europy pozostały daremne. Zajęci byli w tym czasie wojnami napoleońskimi i zachłystywali się racjonalizmem tzw. oświecenia. Skutecznie też byli dozorowani w tej sprawie przez braci lożowych szesnastego stopnia, zwanych Książętami Jerozolimy. Tymczasem dzięki ogromnemu wsparciu cara Aleksandra I mnisi prawosławni, nie pytając nikogo, błyskawicznie zajęli się odbudową. W ciągu dwóch lat dokonali renowacji całej budowli, uzyskując w ten sposób – zgodnie z przepisami – prawo własności. Sułtańską zasadą (ujętą w tzw. Status quo z 1757 r.) było bowiem, że kto remontuje, ten przejmuje na własność. Przy okazji odbudowy – a dokładniej przebudowy przestrzeni sakralnej bazyliki – prowadzonej przez Komninosa z Mityleny, mówiąc oględnie, niechętnego katolikom, by nie powiedzieć katolikożercy – ogołocono dokładnie świątynię ze wszystkich blisko siedmiusetletnich ornamentów, dekoracji, łacińskich napisów, zdobnictwa i całej symboliki katolickiej pozostawionej przez krzyżowców. Całość tej nieszczęsnej odbudowy pozbawiła świątynię dawnego piękna i łacińskiej tożsamości i zniekształciła ją bardziej nawet niż sam pożar. Zakłócono nawet spokój zmarłym. Usunięto sarkofagi krzyżowców łącznie z grobem pierwszego króla jerozolimskiego Baldwina I i Gotfryda de Bouillon (1060-1100) – Obrońcy Grobu Świętego, dowódcy pierwszej krucjaty, który otworzył znowu chrześcijanom dostęp do ich najświętszego miejsca.

Od 1810 r. głównymi gospodarzami Grobu Świętego są więc mnisi prawosławni. Katolicy i Ormianie mają ściśle sprecyzowane prawa dostępu do Grobu Pańskiego, a także uczestniczą w zarządzie bazyliką. Oprócz tego każde z tych trzech wyznań ma w obrębie bazyliki swoje kompleksy klasztorno-sakralne, w których sprawuje własną liturgię. W części wspólnej nie można nic zmieniać, nawet wbić gwoździa bez wspólnej, wzajemnie uzgodnionej decyzji triumwiratu Kościołów: prawosławnego, katolickiego i ormiańskiego.

Święte Świętych

Kaplica samego Grobu składa się z dwóch pomieszczeń. Pierwsze to tzw. Kaplica Anioła, 330 cm na 290 cm, w której niewielkim piedestałem, z resztkami otoczaka rozbitego podczas najazdu Persów w 614 r., zamykającego wejście do Grobu, zaznaczone jest miejsce, gdzie siedział Anioł obwieszczający niewiastom: „Nie ma Go tu, zmartwychwstał, tak jak zapowiedział” (Mt 28,6).

Dalej przez łukowe wejście wysokości 133 cm, przy którym po prawej stronie znajduje się drugi fragment odsuniętego od grobu kamienia, wchodzi się do właściwej niszy grobowej. Ma ona wymiary 207 cm na 193 cm. Marmurowa biało- -szaro-brązowa płyta okrywająca pierwotną skałę Grobu została położona w 1555 r. przez franciszkanina Bonifacego z Ragusy (1504-1582). Na płycie Grobu Świętego katolicy sprawują Najświętszą Ofiarę. We wnętrzu mieści się tylko 5 osób.

W obu kaplicach płoną nieustannie kunsztownej roboty srebrne lampy oliwne: 15 lamp w pierwszej i 43 w drugiej nad samym Grobem. Są one pospołu własnością katolickich łacinników, prawosławnych Greków i apostolskich Ormian. Wspomina o nich Juliusz Słowacki w liście do matki Salomei pisanym w Bejrucie 19 lutego 1837 r.

Warto wspomnieć, że Słowacki skorzystał z przywileju – dostępnego i dla nas – pozostania w bazylice na całą noc, gdy nie ma już żadnej możliwości opuszczenia jej aż do porannego otwarcia drzwi. Przywilej ten mają katolicy, którzy po wcześniejszych uzgodnieniach mogą w liczbie najwyżej 15 osób pozostać na całonocną modlitwę – osobistą, czy kolejno i wspólnie odprawianą przez całą noc według porządku: najpierw prawosławni, potem Ormianie, a na końcu katolicy. Cała bazylika jest wtedy dostępna: można się szczerze namodlić i przyjrzeć dokładnie szczegółom i detalom architektury. Fasada Grobu Świętego (Rotundy Zmartwychwstania) ozdobiona jest licznymi lampami ze srebra oraz 12 wielkimi świecznikami będącymi własnością poszczególnych wyznań, z których najbardziej wyróżniają się dwa katolickie świeczniki z brązu weneckiej roboty z 1877 r.

Smutki i nadzieje

Pielgrzymów dziwią otaczające Rotundę Zmartwychwstania metalowe wsporniki, rusztowania i klamry. W 1934 r. ówczesne brytyjskie władze mandatowe zabezpieczyły w ten tylko prowizoryczny sposób mury budowli nadwerężone przez dwa trzęsienia ziemi z 1867 i 1927 r. Nie udało się Brytyjczykom – niestety – doprowadzić do porozumienia współwłaścicieli obiektu i solidnej naprawy chwiejącej się budowli. Zainstalowano więc konstrukcję klamrową i ta prowizorka trwa już ponad 80 lat.

Jest nadzieja, że zbliża się czas podjęcia decyzji o bardzo już koniecznym wspólnym remoncie tego najświętszego miejsca. Jego obecny wygląd budzi żal i zażenowanie, zwłaszcza nas, katolickich i polskich pielgrzymów, którzy przyzwyczajeni jesteśmy do dbałości o piękno i wygląd naszych świątyń.

Osypujące się z fasady świątyni kruszące się mury, niszczejące na naszych oczach gzymsy, fryzy i inne przepiękne detale architektoniczne, jedyne nad głównym wejściem ocalałe zdobnictwo z epoki krzyżowców, napełniają głębokim smutkiem. Znane przysłowie: „niezgoda rujnuje” ma tu szczególnie bolesną egzemplifikację. Wszystkie świątynie katolickie w Ziemi Świętej jaśnieją szczególnym pięknem i dostojeństwem. Są zadbane, artystycznie wysmakowane i godnie utrzymane, również dzięki naszym ofiarom składanym podczas liturgii Wielkiego Piątku.

Ta jedna, pierwsza i najważniejsza świątynia chrześcijańska w świecie, w najświętszym miejscu Zmartwychwstania, nawiedzana każdego dnia przez niezliczonych pielgrzymów, pozostaje okaleczona, wyniszczona jak Chrystus z Golgoty i Grobu, dla uczczenia którego została wzniesiona. Pozostaje ciągle krwawiącą i bolesną raną na obliczu chrześcijaństwa, bolesnym świadkiem braku jedności i podziałów wśród uczniów Zbawiciela. Widomym znakiem nadziei na dalszą konieczną współpracę pozostaje nowa olbrzymia kopuła Rotundy Anastasis zainstalowana w zgodnej współpracy na Święty Jubileusz Roku 2000. Dla dopełnienia obrazu warto dodać, że klucze do bazyliki od wieków i do dziś posiadają dwie rodziny muzułmańskie (Muslim Guard), ale to już temat na osobną opowieść.

ks. Jerzy Banak

Artykuł zamieszczony w piątkowym wydaniu „Naszego Dziennika”, 25 marca 2016 r.

drukuj