fot. episkopat.pl

Ewangelia na 29. Niedzielę zwykłą

Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?” Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: „Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!” Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: „Czyj jest ten obraz i napis?” Odpowiedzieli: „Cezara”. Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”.

Mt 22, 15-21

* * *

Przeżywamy dziś niedzielę misyjną rozpoczynającą tydzień misyjny pod hasłem „Oto ja, poślij mnie”. Co te słowa mogą dla nas znaczyć? To wezwanie pokazuje, że Chrystus potrzebuje człowieka do wypełnienia swojej misji tu na ziemi. Ale dobrze wiemy, że nie jest łatwo zostawić wszystko, zostawić swój dom i wyjechać na krańce świata, by tam głosić Ewangelię. Czy zatem słowa Jezusa dotyczą tylko misjonarzy udających się na ewangelizację daleko od ojczyzny? Nie! Jak pisał do nas wszystkich papież Franciszek w tegorocznym orędziu na tydzień misyjny: „Misja jest wolną i świadomą odpowiedzią na powołanie Boga. Ale to powołanie możemy dostrzec tylko wtedy, gdy przeżywamy osobistą relację miłości z Jezusem żyjącym w swoim Kościele”.

Nasza relacja z Bogiem jest świadomą odpowiedzią na słowo Boga, który wzywa nas do głoszenia Ewangelii nie tylko ustami, ale i codziennym życiem. Niedziela misyjna przypomina nam, że i my jesteśmy powołani przez Boga do tej służby. Ten dzień wzywa nas wszystkich do głoszenia Ewangelii.

W takiej sytuacji pozostaje pytanie, jak głosić. Czy tylko słowem? Mamy świadomość, obserwując nasz świat, że dzisiaj wielu ludzi ma swoje uszy zamknięte na orędzie o Jezusie. Choćby najpiękniejsze kazania, najbardziej wyniosłe słowa, nie trafią do nich. Jak więc mamy im głosić Dobrą Nowinę? Odpowiedzią na to pytanie jest przykład znanego katolickiego filozofa Jacques`a Maritaina. Chciał on służyć Kościołowi poprzez filozofię tomistyczną, między innymi wykładając „pięć dróg”, czyli pięć sformowanych przez św. Tomasza z Akwinu dowodów na istnienie Boga. W końcu jednak stwierdził: „Jeśli kiedyś wystarczyło pięć dowodów na istnienie Boga, to dziś człowiek uważa je za niewystarczające i chce szóstego, najbardziej przekonującego, a jest nim życie i świadectwo tych, którzy wierzą w Boga”.

Nasze dobre uczynki dokonywane w imię Chrystusa są najpiękniejszych argumentami. Stanowią najpiękniejsze kazanie, które może poruszyć nawet najbardziej zatwardziałe serca. Aby głoszenie Ewangelii było skuteczne, potrzebne jest świadectwo miłości wobec ludzi. Świątobliwy kapłan Jan Zieja, związany w czasach komunizmu z Solidarnością, wyraził to w mocnych słowach: „Panie, daj, abym czynił miłość albo zamknij mi usta”.

Oprócz naszej miłości potrzebna jest również modlitwa za misjonarzy, którzy już swoje życie poświęcają głoszeniu Ewangelii oraz za nowych misjonarzy. Kościół zawsze potrzebował misjonarzy. I nie jest to problem tylko XXI wieku. W XVI wieku św. Franciszek Ksawery, jeden z największych misjonarzy, dotarł poprzez Indie i Indonezję aż do Japonii. Mówił do mieszkańców tego kraju o wielkiej miłości Boga do wszystkich ludzi, do których posłał On swego Syna Jezusa Chrystusa. Japończycy, słuchając uważnie jego słów, podnieśli jednak pewien zarzut: „Jeśli Bóg jest tak dobry, jak mówisz, to dlaczego kazał nam tak długo czekać na poznanie wiary chrześcijańskiej?”. Święty odpowiedział, że Bóg polecił wielu chrześcijanom, aby tu przyszli głosili Ewangelię, ale oni odmówili. Tenże święty w swoich listach do założyciela jezuitów św. Ignacego Loyoli skarżył się, że w Azji, zwłaszcza w Indiach, jest tylu chętnych do przyjęcia Ewangelii, a nie ma kto jej głosić. Pisał też, że na uniwersytetach europejskich, a zwłaszcza na paryskiej Sorbonie, są tysiące studentów teologii, którzy niestety ubiegają się tylko o stopnie naukowe i dobre posady, a nie mają chęci i gotowości do poświęcenia swojego życia Bogu i udania się na misje. Skarga św. Franciszka Salezego jest jak najbardziej aktualna i w naszych czasach.

Nie wszyscy są powołani, aby wyruszyć na misje, ale wszyscy możemy być prawdziwymi i skutecznymi misjonarzami, pozostając w murach własnego domu, w miejscu pracy, na szpitalnym łóżku, wszędzie… Przez naszą modlitwę wspieramy misyjne dzieło Kościoła. Dlatego dziś módlmy się, aby Bóg dodawał odwagi kapłanom, braciom i siostrom zakonnym oraz świeckim, aby odpowiedzieli na misyjne powołanie do głoszenia Ewangelii na krańcach świata, jeśli Pan Bóg tego pragnie.

 

o. Łukasz Baran CSsR
slowo.redemptor.pl

drukuj