fot. Katarzyna Cegielska

30 lat posługi Nazaretanek w Radiu Maryja

Siostry Najświętszej Rodziny z Nazaretu od 30 lat posługują w Radiu Maryja. Przybyły do rozgłośni w 1995 roku. W ostatnią niedzielę w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu dziękowały za lata posługi zgromadzenia w katolickiej rozgłośni.

Mszy św. przewodniczył ks. bp Józef Szamocki, toruński biskup pomocniczy. Eucharystia była wpisana w program formacyjnego zjazdu przedstawicieli Biur i Kół Przyjaciół Radia Maryja.

Na początku Mszy św. o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR, dyrektor Radia Maryja, powitał siostry Nazaretanki, dziękując im za 30-letnią posługę.

– Kiedy Radio Maryja powstało, szukałem sióstr zakonnych, które będą w Radiu posługiwały, ale też będą się modlić. Siostry Nazaretanki natychmiast odpowiedziały mi „tak”, i za to dzisiaj dziękujemy. Dziękujemy za posługę sióstr przez 30 lat – mówił Dyrektor Radia Maryja.

– Dokładnie dzisiaj jest rocznica, kiedy siostry przyjechały do Radia Maryja – 7 września 1995 roku – podkreślił.

Zaznaczył także, że siostry ze Zgromadzenia Najświętszej Rodziny z Nazaretu wprowadzają rodzinną atmosferę również w Radiu Maryja.

Homilię wygłosił ks. bp Józef Szamocki.

– Mam wielką wdzięczność do sióstr Nazaretanek, bo i w mojej miejscowości one posługiwały – powiedział ksiądz biskup.

Przywołał inną ważną rocznicę dla Zgromadzenia Najświętszej Rodziny z Nazaretu, które powstało 150 lat temu, kiedy na mapie nie było Polski. Jak zauważył, siostry swoją pracą na rzecz Ojczyzny przyczyniły się do odzyskania przez nią niepodległości. Dodał, że trzeba się modlić, aby takie chryzmaty nie wygasły. Biskup toruński zachęcił, by modlić się o powołania kapłańskie i zakonne.

– Nasze powołanie to ukazywać oblicze zmartwychwstałego Jezusa, to, jak On żyje w nas, w naszych konkretnych decyzjach życiowych – podkreślił ks. bp Józef Szamocki.

Obecnie w Radiu Maryja posługuje pięć nazaretanek: s. Ksaweriana (przełożona), s. Urszula, s. Maksymiliana, s. Faustyna i s. Lidia.

Katarzyna Cegielska/„Nasz Dziennik”

drukuj