Zwycięzca jest tylko jeden czyli jak jelenie urządziły się w Słowińskim Parku Narodowym

fot. Paweł Palembas

Liczebność jeleni w Słowińskim Parku Narodowym jest kilkukrotnie wyższa niż w sąsiednich nadleśnictwach, gdzie zwierzęta nie podlegają ochronie. Jednak duże zagęszczenie jeleni w parku spowodowało, że z tego obszaru niemal całkowicie zniknęły sarny – wykazali naukowcy pod kierunkiem prof. Jakuba Borowskiego.

Zespół naukowców z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego kierowany przez prof. Jakuba Borowskiego z Katedry Leśnictwa i Ekologii Lasu we współpracy ze Słowińskim Parkiem Narodowym opublikował w czasopiśmie Ecology and Evolution artykuł podsumowujący czteroletnie badania na ten temat (https://doi.org/10.1002/ece3.7538).

„Dotyczy on tego, że nie zawsze więcej zwierząt na obszarach chronionych znaczy lepiej dla ochrony przyrody i bioróżnorodności” – wskazał naukowiec.

Prof. Jakub Borkowski wyjaśnił, że badania dotyczyły dwóch (nie licząc dzika) najliczniejszych gatunków kopytnych w Polsce i Europie: jelenia i sarny, występujących na terenie Słowińskiego Parku Narodowego i przylegających nadleśnictw. Przy czym w parku obowiązuje ochrona zwierząt, natomiast na terenie nadleśnictw: Damnica i Lębork oba gatunki są przedmiotem polowań (liczebność zwierząt kontrolowana jest przez myśliwych) – przypomniał.

„Teoretycznie moglibyśmy się spodziewać, że oba gatunki będą miały duże zagęszczenie tam gdzie się nie poluje i niskie, gdzie myśliwi kontrolują liczebność” – wskazał prof. Jakub Borkowski.

Tymczasem wyniki badań wskazały, że liczebność jeleni w parku jest kilkukrotnie (2-3 razy) wyższa niż na terenie nadleśnictw. Natomiast w przypadku saren, co zaskakujące, ich liczebność jest wyższa na obszarze, gdzie są one przedmiotem polowań czyli w nadleśnictwach – podkreślił naukowiec.

„Sprawdziliśmy też, czy jest jakaś zależność między liczebnością jeleni i saren w parku. Okazuje się, że w miejscach, gdzie jest dużo jeleni, saren nie ma praktycznie w ogóle. To, że zagęszczenie sarny jest tak niskie w parku narodowym, można powiedzieć z dużym prawdopodobieństwem, jest wynikiem konkurencji z jeleniem” – wskazał.

„Co logiczne, jeleni jest dużo, bo na nie się nie poluje, ale ten wzrost jeleni odbywa się kosztem saren” – wyjaśnił prof. Jakub Borkowski.

Sarna jest gatunkiem bardziej wybiórczym, jeśli chodzi o pokarm. Zjada wysokobiałkowe zioła, także maliny i borówki. Natomiast jeleń zjada wszystko to co napotka, w tym także gatunki roślin, którymi żywią się sarny.

„Sarnie przysmak wcale nie są dla jelenia podstawą diety. On je zjada niejako przy okazji. W rezultacie dla saren brakuje pożywienia” – podkreślił prof. Jakub Borkowski.

„Głównym celem powoływania parków narodowych jest ochrona wielkoobszarowych procesów ekologicznych, ponieważ chcielibyśmy, by różne gatunki występowały tam w możliwie dużej liczebności. Tymczasem z naszych badań wynika, że mamy taką oto sytuację, iż jeden element przyrody – w tym przypadku jeleń – bardzo korzysta na ochronie, natomiast drugi gatunek – w naszym przypadku sarna – nie tyle nie korzysta z ochrony, co wręcz na niej traci” – ocenił naukowiec.

Jak dodał, paradoksalnie zagęszczenie saren poza parkiem narodowym jest większe. Wynika to z faktu, że jest tam mniej jeleni, które nie wyjadają sarniego pokarmu, dlatego te ostatnie mają bardziej sprzyjające warunki do życia.

W parku, ze względu na niedobór pokarmu, rozrodczość saren jest dużo niższa; nie wszystkie młode osobniki przeżywają. Jednocześnie niedobory pokarmowe powodują, że ich śmiertelność jest wyższa.

Tymczasem na terenie nadleśnictw sytuacja jest odwrotna. Pomimo, że zwierzęta są przedmiotem pozyskania łowieckiego przez myśliwych, to przyrost naturalny saren jest wyższy i także więcej młodych osobników przeżywa pierwszy, newralgiczny rok.

Prof. Jakub Borkowski wskazał, że jelenie są określane jako gatunki kluczowe. Jelenie poprzez silną presję na roślinność zmieniają warunki środowiskowe, które mogą być mniej korzystane dla owadów, ptaków i gryzoni. Następstwem wysokiego zagęszczenia jeleni może być obniżenie bioróżnorodności, co jest sprzeczne z celem istnienia parków narodowych – argumentował.

„Być może powinniśmy zacząć się zastanawiać nad tym, czy w określonych sytuacjach (kiedy cele ochrony przyrody są zagrożone) nie należałoby prowadzić kontroli liczebności zwierząt w parkach narodowych. Zdaje sobie sprawę, że jest to teza społecznie ryzykowna, ale w większości (blisko 70 proc.) parków narodowych Europy kontroluje się liczebność niektórych gatunków kopytnych” – podkreślił prof. Jakub Borkowski.

Dodał, że trzeba zacząć rozmawiać z wieloma środowiskami na temat nowoczesnego modelu ochrony przyrody, który przystaje do tego, co się dzieje w zmieniającym się świecie.

„Nie zawsze bierna ochrona przyrody jest rozwiązaniem na wszystkie bolączki” – podsumował.

Badania zostały sfinansowane przez Generalną Dyrekcję Lasów Państwowych.

PAP

drukuj